Chcesz dostawać powiadomienia o nowych postach?

Mój makijażowy hit, czyli bestsellery od MAX FACTOR - Maskara 2000 CALORIE i Puder CRÈME PUFF

Mój makijażowy hit, czyli bestsellery od MAX FACTOR - Maskara 2000 CALORIE i Puder CRÈME PUFF

Z marką MAX FACTOR bardzo się polubiłam, dlatego też coraz częściej i bez obaw sięgam po ich kosmetyki. Pod koniec wakacji w moje rączki trafiły bestsellery tej marki i śmiało mogę stwierdzić, że nie dziwi mnie, iż otrzymały to miano. W tym wpisie chcę podzielić się z Wami moimi odczuciami wobec dwóch z nich - Maskary 2000 Calorie i Pudru Creme Puff


Jeśli czytacie mojego bloga, to z pewnością wiecie, że ciężko mnie zadowolić jeśli chodzi o tusze do rzęs. W każdym mi czegoś brakuje i nie miałam do tej pory swojego ulubieńca. Dlatego też kiedy 2000 Calorie pojawił się w moim domu od razu przystąpiłam do testów. 


 Max Factor 2000 calorie

Ta maskara jest ponadczasowa i najczęściej wybierana przez profesjonalistów od 2 ponad dekad. Według producenta używając jej można osiągnąć nawet potrójną objętość w porównaniu z nieumalowanymi rzęsami. Wielkim atutem jest fakt, iż mogą stosować ją osoby z wrażliwymi oczami, oraz noszące soczewki kontaktowe. Tusz jest wodoodporny, bezzapachowy i odporny na rozmazania. Jaki okazał się w rzeczywistości?

Po tytule wpisu możecie stwierdzić, że jestem nim zauroczona - jednak co mnie w nim tak oczarowało, że nazwałam go hitem? Jak wiecie, nie lubię silikonowych szczoteczek - mało kiedy sprawdzają się one na moich rzęsach. Mam dość sztywne włoski i wydaje mi się, że syntetyczne włosie łatwiej sobie z tą sztywnością radzi. Większość szczoteczek gładzi je tylko od spodu, nie dostając się pomiędzy włoski - co za tym idzie - są słabo pomalowane. W przypadku tej szczoteczki - włosie jest syntetyczne, dość gęste - jednak nie za grube - dzięki czemu doskonale przemieszcza się pomiędzy włoskami - dokładnie malując je od nasady, aż po same końce. 


 Max Factor 2000 calorie

 Max Factor 2000 calorie

Od kiedy jej używam, nie zdarzyło się, żeby na szczoteczkę nabrał się nadmiar tuszu, konsystencja również nie zmieniła swojej postaci - nie zmiękła, nie wyschła - mimo, iż w mojej łazience jest dość wysoka temperatura. Maskara faktycznie jest wodoodporna, jednak nie na tyle, żeby mieć problem z jej zmyciem. Trzyma się doskonale przez cały dzień, nie kruszy się i wygląda super.

Efekt na rzęsach również bardzo mi się spodobał. Owszem, zdarzy się, że rzęsy trochę się do siebie przyczepią - jednak to efekt robienia makijażu na szybko. Jeśli mam czas, żeby ładnie je rozczesać - nie muszę używać do tego innej szczoteczki - wszystko doskonale rozczeszę tą, która chowa się w opakowaniu Max Factor 2000 calorie. Czy trzykrotnie zwiększyła się objętość moich rzęs? Tego ocenić nie umiem, ale z pewnością wyglądają na gęstsze niż przed pomalowaniem. Sami zobaczcie:


 Max Factor 2000 calorie

Efekt mnie zachwyca i z pewnością ten tusz zostanie ze mną na dłużej, podobnie jak Puder Creme Puff


Puder CRÈME PUFF

O tym pudrze z sieci dowiecie się tyle, że jest to mocno kryjący puder w kompakcie, dzięki któremu można uzyskać efekt skóry pełnej blasku z nieskazitelnym, matowym wykończeniem. Cząsteczki zawarte w pudrze odbijają światło i dają miękki i subtelny blask. Można używać go na podkład, bądź samodzielnie na krem czy bazę. Według producenta nadaje się do każdego rodzaju skóry. 


Puder CRÈME PUFF

Jaki jest w rzeczywistości? Przede wszystkim zachwycił mnie jego wygląd - złoto kojarzy mi się z luksusem i elegancją. W środku puder, który zapach ma identyczny jak perfumy GG jednej z katalogowych marek. Taki trochę orientalny, przełamany elegancją i wyrafinowaniem. Konsystencja mnie oczarowała - nie jest to typowy puder w kamieniu. Ten jest dość miękki, lekko kremowy - jednak nie jest tłusty ani pylący. Świetnie aplikuje się go na pędzel, z łatwością przyczepia się do skóry i wtapia się w nią pozostając niezauważalnym. Co mnie urzekło - wypełnia on zmarszczki i bruzdy - wyrównując przy tym powierzchnię skóry. Nie migruje, trzyma się swojego miejsca i wygląda po prostu pięknie. Kryje dobrze - nie mam zastrzeżeń - można to krycie budować.


Puder CRÈME PUFF

Mój makijażowy hit, czyli bestsellery od MAX FACTOR - Maskara 2000 CALORIE i Puder CRÈME PUFF

Na zdjęciu zaznaczyłam kółkiem miejsce gdzie jest zaaplikowany, bo tak naprawdę nie widać go zbyt dobrze przez to, że tak fajnie stapia się ze skórą. 

Trwałość jest bardzo dobra - nie zauważyłam, żeby jakoś szczególnie szybko się ścierał. Na dzień dzisiejszy nie licząc jednego mineralnego pudru jaki posiadam - to mój ulubieniec. Wydajność jest również na plus - nie zużywa się szybko - zdjęcia robiłam po około 3 tygodniach stosowania i jak widać - zużycie jest znikome. 

Kolejny raz jestem bardzo zadowolona z produktów marki Max Factor. Te dwa produkty z pewnością pojawią się pod koniec roku we wpisie z moimi hitami roku 2018. Oprócz nich z pewnością znajdzie się paleta pomadek Lipfinity, błyszczyki Colour Elixir Lip Cushion czy rozświetlacze Miracle Glow Duo Iluminator. Jeśli nie znacie tych produktów - polecam zerknąć w moje wpisy gdzie możecie przyjrzeć im się bliżej.

Znacie te bestsellery od Max Factor? Macie jakieś swoje ulubione kosmetyki tej marki?

Natalia Sońska "Listy (nie) miłosne" - recenzja

Natalia Sońska "Listy (nie) miłosne" - recenzja

Patrząc na okładkę tej książki - bałam się, że będzie to przesłodzona książka o miłości, która będzie miała przewidziane zakończenie. Jednak nie ocenia się książki po okładce i kiedy tylko skończyłam czytać jedną z książek, postanowiłam w końcu sięgnąć po tą pozycję. Żeby było śmiesznie - było to w tą niedzielę. Dziś mamy wtorek - więc szybko udało mi się ją pochłonąć. Ale o tym opowiem Wam pod koniec. 


Książka "Listy (nie) miłosne" Natalii Sońskiej, to kolejna powieść tej autorki, która znalazła się w mojej domowej biblioteczce. Ostatnio pisałam Wam o pozycji "Cała przyjemność po mojej stronie", która spodobała mi się tak bardzo, że postanowiłam zobaczyć też coś innego i w taki sposób stałam się posiadaczką książki o której dziś chcę Wam opowiedzieć.

Zacznijmy od początku.

Na wstępie poznajemy 24 letnią Zosię, która przechodzi bardzo trudny okres w swoim życiu. Dwa lata wcześniej, po ciężkiej chorobie zmarł jej ociec, a teraz zostawił ją narzeczony - Igor. Żeby tego było mało, chłopak zamiast rozstać się z Zosią jak dorosły człowiek, zostawił jej list, w którym tak naprawdę nie wyjaśnia przyczyn rozstania. Nasza bohaterka nie może zrozumieć tego nagłego zniknięcia Igora i zadręcza się różnymi myślami. W głębi duszy wini się za rozpad związku i każdego dnia w swojej głowie szuka przyczyn, z powodu których jej narzeczony podjął taką decyzję. 

Zosia mieszka ze swoją mamą, która do dziś nie pogodziła się ze śmiercią ojca i rzuca się w wir pracy. Przez tą sytuację dziewczyna ma słaby kontakt z matką. Jej 17 letni brat Kacper również. Dziewczyna często jeździ do swojej babci na wieś - tam odpoczywa i czuje się lepiej, mimo, że to właśnie w tej wsi poznała swoją miłość - Igora - i to tam ma najwięcej wspaniałych wspomnień. Po rozstaniu - po ukochanym została jej jedynie lista, którą kiedyś wspólnie pisali - planując na niej swoje największe marzenia. Dziewczyna, aby złagodzić ból po rozstaniu co jakiś czas pisze listy do swojego mężczyzny, które chowa w specjalnej szkatułce. Nie wysyła ich - bo nie wie, gdzie podziewa się chłopak. Po rozstaniu po prostu rozpłynął się  w powietrzu.

Zosia nie jest jednak sama. Od pewnego czasu spotyka się ze Staszkiem, który od dawna jest jej wielkim przyjacielem, ale jest również zakochany w niej po uszy. Ona darzy go dużą sympatią, ale czuje wobec niego ogromną wdzięczność i z tego powodu nie chce się z nim rozstawać. Rana po stracie Igora w jej sercu nadal jest otwarta i nie potrafi się zagoić. W jej życiu dużo zmienia się po wypadku - pod koniec wypadu nad jezioro z grupą przyjaciół - zostaje potrącona przez pędzące w deszczu auto i przetransportowana do szpitala. Tam przez tydzień leży w śpiączce, podczas której ukazuje się jej Igor. Zosia widzi siebie siedzącą w sadzie swojej babci, podczas pisania kolejnego listu do ukochanego. Ten zjawia się i mówi jej, że nie warto. W tym momencie wybudza się ze śpiączki widząc przy sobie zaniepokojoną matkę, Staszka i swoje przyjaciółki. W swojej głowie obiecała sobie zmiany - stwierdziła, że sen to znak, że dostała od życia drugą szansę i nie warto zadręczać się rozstaniem.

Dziewczyna powoli zaczyna układać sobie życie. Postanowiła również wyznać Staszkowi, że nie czuje do niego tego samego i jeśli on tego nie akceptuje - muszą się rozstać. Ku jej zaskoczeniu chłopak chce dalej się widywać, mówiąc jej że od dawna wie, że Zosia nie pogodziła się z rozstaniem z Igorem, ale ma nadzieje, że w końcu poradzi sobie z tą stratą i pokocha właśnie jego. Dziewczyna postanawia więc spróbować i prosi chłopaka o coś jeszcze... zrealizowanie z nią listy marzeń, którą utworzyła z byłym narzeczonym. Chłopak zgadza się i razem zaczynają powoli spełniać marzenia Zosi.


Natalia Sońska "Listy (nie) miłosne" - recenzja

Nie chcę opisywać Wam wszystkich losów naszych bohaterów, jednak chciałabym wyjawić Wam pytania, które do samego końca pojawiały się w mojej głowie:

Czemu Igor zostawił Zosię? Gdzie zniknął? Czy Zosia w końcu pogodzi się z rozstaniem i ułoży swoje życie? 

Takich pytań było o wiele więcej, dotyczyły one również innych bohaterów" Staszka, mamy Zosi czy jej brata - bo każdy z nich miał jakąś swoją historię. Na sam koniec jednak wszystkie moje pytania otrzymały odpowiedź, a ja mogłam ze spokojem odłożyć przeczytaną książkę na półkę. Jak napisałam na początku - zaczęłam czytać ją w niedzielę i ... w ten sam dzień ją skończyłam.

Historia jest napisana w bardzo wciągający sposób. Autorka świetnie potrafi budować napięcie, wyrazić emocje w taki sposób, że razem z bohaterami przeżywałam ich trudy i problemy, czy radość. Książka "Listy (nie) miłosne" daje do myślenia - pokazuje nam pewne kwestie z kilku stron, pozwala zrozumieć czym jest prawdziwa przyjaźń, pokazuje nam również żałobę po stracie najbliższej osoby. Wydaje mi się, że idealnie będzie pasować dla osób, które w tej chwili w swoim życiu przechodzą trudny okres - pomoże im spojrzeć na świat z innej perspektywy i mieć nadzieje na lepsze jutro. 





Cell Fusion C Expert Rejuveblue Effector - Aktywne serum do skóry wrażliwej

Cell Fusion C Expert Rejuveblue Effector - Aktywne serum do skóry wrażliwej


Nie raz wspominałam, że moja cera jest mieszana, jednak od czasu do czasu zmienia się o 180 stopni i raz jest mega sucha, a raz niezwykle podatna na podrażnienia. Od pewnego czasu stała się właśnie bardzo wrażliwa i staram się nie zmieniać już tak często produktów do jej pielęgnacji. Niedawno zauważyłam, że bardzo źle znosi produkty z alkoholem w składzie, a jak pisałam na fb i instagramie - ostatnio miałam "przyjemność" testowania płynu micelarnego, który zaszkodził mojej skórze. Postanowiłam więc skusić się na aktywne serum do skóry wrażliwej Cell Fusion C Expert Rejuveblue Effector. Stosuję je ponad miesiąc - weszło mi w nawyk codzienne używanie go rano i wieczorem, więc mogę już Wam o nim opowiedzieć. 



Zacznę może od opisu produkty, który znalazłam w sklepie topestetic.pl:


Rejuveblue Effector - Aktywne serum do skóry wrażliwejWyjątkowa kompozycja składników łagodzących stworzona do pielęgnacji skóry wrażliwej. Kompleks NEO CMS to opatentowany przez markę Cell Fusion C Expert składnik o działaniu wpływający na poprawę kondycji skóry. Ekstrakty roślinne z aloesu, kory miodli indyjskiej i czerwonej algi działają na skórę łagodząco oraz nawilżająco. Ceramidy to składnik występujący naturalnie w skórze i gwarantujący jej odpowiednie nawilżenie i elastyczność. Ceramidy zawarte w produktach kosmetycznych uzupełniają naturalne braki tego składnika w skórze, gwarantując jej tym samym jędrność i nawilżenie. Kompleks REDENESIA LS preciwdziała skutkom stresu oksydacyjnego i spowalnia proces starzenia się skóry. W składzie znajdziemy również 5 innowacyjnych czynników wzortu (EGF, IGF, TGF, KGF, FGF) które stymulują naturalne procesy naprawcze i zapewniają skórze młody wygląd na dłużej.

Cell Fusion C Expert Rejuveblue Effector - Aktywne serum do skóry wrażliwej

Wskazania
- skóra wrażliwa
- regeneracja skóry
- podrażnienia

Zastosowanie

Stosować rano i wieczorem na oczyszczoną skórę twarzy.

Składniki

Kompleks NEO CMS, betaina, dimethicone, pantenol, ceramidy, wyciąg z kory miodli indyjskiej, wyciag z aloesu, wyciąg z trzęsaka morszczynowego, ekstrakt z czerwonej algi, lecytyna, czynniki wzrostu, ekstrakt z fermentowanych ziaren soi, olej jojoba, guaizulene, arginina.

Skład INCI*




Water, Glycarin, Dimethicone, Betaine, 1,2-Hexandiol, Panthenol, Propanediol, Alcohol Denat., Cylopentasiloxane, Tromethamine, Acrylates/c10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Hydrogenated Lecithin, Carbomer, Ceramide Np, Melia Azadirachta Flower Extract, Dimethiconol, Sucrose Stearate, Glyceryl Acrylate/acrylic Acid Copolymer, Xanthan Gum, Coccinia Indica Fruit Extract, Sascharomyces/potato Extract Ferment Filtrate, Sascharomyces/ Coixlacryma-Jobi May-Yuen Seed Ferment Filtrate, Biosaccharide Gum-1, Cholesterol, Lactobacillus/soybean Ferment Extract, , Lactobacillus/rice Ferment, , Lactobacillus/ginseng Root Ferment Filtrate, Solanum Melongena (eggipiant) Fruit Filtrate, Aloe Barbadenisfower Extract, Stearic Acdi, Palmitic Acid, Cholesteryl Macadamiate, Simmondsiachinensis (jojoba) Seed Oil, Termella Fuciformis (mushroom) Extract, Corallina Officinalis Extract, Guaiazulene,sacharideisomerale, Hydrolyzed Lupine Protein, Sodium Phosphate, Oligopeptide-29, Oligopeptide-1, Oligopeptide-2, Oligopeptide-6, Lecithin, Arginine/lysine Polypeptide, Trisodium Edta, , Ethylhexylglycerin. 
* podany skład może ulec zmianie. Pełny skład INCI znajduje się zawsze na opakowaniu.


Cell Fusion C Expert Rejuveblue Effector - Aktywne serum do skóry wrażliwej




Swoją opinię zacznę od opakowania, które dla mnie jest niezwykle praktyczne i podoba mi się wizualnie. Biała buteleczka - typowa dla marki szata graficzna, swoją prostotą przekonuje mnie do siebie już na samym wstępie. Kosmetyk z jej wnętrza wydobywamy naciskając wygodną pompkę. Kolor serum, to błękit, konsystencja lekka i żelowa. Po zetknięciu ze skórą robi się bardziej wodnista i wchłania się w nie całą minutę. To ogromny plus dla każdego, kto nie lubi czekać, aż kosmetyk zniknie z twarzy. Nie pozostawia po sobie żadnej warstwy - tak jakby skóra spiła go całkowicie. Zapachu nie posiada. W składzie na 8 miejscu jest alkohol - jednak nie ma go chyba zbyt wiele, bo podczas aplikacji nie zauważyłam żadnych objawów tj. pieczenie czy swędzenie.


Cell Fusion C Expert Rejuveblue Effector - Aktywne serum do skóry wrażliwej




Po pierwszym zastosowaniu absolutnie nie widziałam żadnych efektów jeśli chodzi o właściwości nawilżające. Tak jakbym umyła buzię wodą. Po kilku dniach zauważyłam, że moja twarz z czerwonej znowu zrobiła się normalna, zaczerwienienia nie pojawiają się, a co za tym idzie - nic mnie nie piecze i nie swędzi. Dziś jestem po ponad miesięcznej kuracji i zauważyłam, że twarz zrobiła się zdecydowanie ładniejsza, skóra jest jakby pełniejsza - mam wrażenie, że jest lepiej nawodniona i jej struktura zrobiła się odporniejsza na utratę wody. W dotyku jest miękka i gładka więc efekt jest zauważalny.

Produkt posiada jedną wadę. Opakowanie nie posiada nigdzie chociażby małego okienka - żeby ujawniało ono pozostałość kosmetyku w środku. Stosuję go miesiąc i kilka dni i mam wrażenie, że nie ubyło go za wiele, bo opakowanie nadal trochę waży. Jednak wolałabym widzieć, żebym mogła ocenić na ile opakowanie mi starczy. Tego Wam jednak nie powiem. Jak wykończę to serum - a na razie się na to nie zapowiada - edytuję Wam ten post i dopiszę - jak bardzo jest wydajne. 

Na dzień dzisiejszy kosmetyk ten ma u mnie najwyższą z możliwych ocen i mam nadzieję, że to się nie zmieni. Do tej pory nigdy nie zawiodłam się na produktach tej marki. Pisałam Wam nawet o kilku z nich - między innymi o filtrze przeciwsłonecznym, oraz kremie Pink Rescuer, który chroni przed działaniem stresu i światłem niebieskim. Jeśli ich nie czytaliście - serdecznie zapraszam :)

NOWOŚĆ! Bell COSMIC GIRL - edycja limitowana

Bell COSMIC GIRL


W październiku w Strefie Piękna w sieci sklepów Biedronka pojawiła się nowa kolekcja od Bell o nazwie COSMIC GIRL. Będzie ona dostępna w tych sklepach do końca listopada. Macie więc jeszcze trochę czasu na zastanowienie się, które produkty będą odpowiednie dla Was. 



W dzisiejszym wpisie chcę pokazać Wam co znajdziecie w danej kolekcji:


  • Szminki metaliczne
Łatwo się rozprowadzają, dzięki czemu ich aplikacja jest bardzo komfortowa. Poza tym w składzie posiadają olej kokosowy, który pielęgnuje usta. Kosztują jedynie 10 zł. Do wyboru są trzy kolory, jednak na półkach sklepowych znajdziecie też czwartą - w kolorze czarnym. Kiedy ją zobaczyłam pomyślałam, że Bell oszalało, jednak po nałożeniu jej na usta - zmieniła kolor! Na jaki? Delikatny i subtelny róż. Drobinki które są w niej ukryte doskonale odbijają światło dzięki czemu usta wydają się pełniejsze.


Bell COSMIC GIRL

Bell COSMIC GIRL


  • Iskrzące cienie do powiek w kremie + baza pod cienie
Cienie są metaliczne, pięknie odbijają światło i idealnie nadadzą się do makijażu na zbliżające się Andrzejki czy Boże Narodzenie i Sylwester. Dzięki bazie będą idealnie trzymać się na powiekach. Cienie kosztują 9 zł a bazy 11 zł.

Bell COSMIC GIRL

  • Sztyfty do konturowania - bronzer i rozświetlacz
Skoro o błysku mowa, to nie może zabraknąć go na całej twarzy. Rozświetlacz i bronzer w kredce pozwolą Ci doskonale zaznaczyć kości policzkowe, ale również pięknie rozświetlić łuk brwiowy, łuk kupidyna czy policzki. Cena każdego ze sticków to 10 zł.

Bell COSMIC GIRL

Bell COSMIC GIRL

  • Metaliczne lakiery do paznokci
W tym okresie kobiety uwielbiają wyróżniać się z tłumu - dlatego też Bell postanowiło wprowadzić sześć cudownie mieniących się lakierów do paznokci na takie okazje. Każdy z nich ma oryginalny kolor i sprawi, że będziesz jak gwiazda :) Sztuka kosztuje 8 zł.

Bell COSMIC GIRL

Bell COSMIC GIRL

  • Błyszczyki do ust 
To jedyne produkty z tej linii których nie posiadam. Są to błyszczyki z  iskrzącymi drobinkami, które zapewniają efekt tafli szkła na ustach. Poza tym chronią wargi przed wysuszeniem. Cena to 10 zł/szt.

W tym poście chciałam Wam jedynie pokazać jak wygląda kolekcja. Moje spostrzeżenia i opinie przedstawię w kolejnych postach z recenzjami poszczególnych produktów. Może któryś z nich szczególnie Cię zainteresował? Od którego mam zacząć recenzje? 

O czym pisałby mój facet?


Ostatnio rozmawiałam z koleżanką na temat bloga, oraz o tym jakie podejście do niego ma mój mąż. Jej facet śmiał się z jej prób pisania i nie wspierał jej w tym kierunku. Dziś postanowiłam opowiedzieć Wam trochę o tym, jak to wygląda w moim domu. Nie będę Was trzymać w niepewności - mój mąż wspiera mnie w tym co robię i po cichu mi kibicuje. Kiedyś zapytałam go - o czym pisałby, gdyby miał swojego bloga. I o tym właśnie dziś pomówimy.

Mój mąż z wykształcenia jest mechanikiem, jednak nigdy nie pracował w zawodzie. Jak sam twierdzi - poszedł do szkoły mechanicznej, bo większość jego kolegów taki kierunek sobie obrała, poza tym po skończeniu gimnazjum nie wiedział co chce robić w życiu. Czym zajmuje się teraz? 

Do niedawna pracował jako kierowca ciężarówki. Nie jeździł jednak w dalekie trasy. Rozwoził zamówienia w promieniu maksymalnie 300 km. Codziennie wracał na noc do domu, codziennie rano wyjeżdżał do pracy. Po pięciu latach zaczęły się jego problemy z kręgosłupem i postanowił zmienić pracę na inną. Aktualnie pracuje w hurtowni, jednak zanim do niej dotarł pracował również w pewnym zakładzie produkcyjnym i pracował na urządzeniu, które nazywa się tokarka cnc. Dlaczego o tym wspominam? A właśnie dlatego, że na moje pytanie - o czym pisałby na swoim blogu odpowiedział, że właśnie o takich maszynach, oraz motoryzacji. Mimo, że nie pracuje już na stanowiskach związanych z takimi urządzeniami, to interesuje go ich budowa czy zastosowanie. Od pewnego czasu sporo czyta na takie tematy, moim zdaniem dużo się nauczył i sprawia mu to frajdę. Dlatego też, gdyby miał prowadzić taką stronę zdecydowanie były by to takie męskie tematy. 

Na początku stwierdziłam, że nie było by to zbyt ciekawe - jednak on w ten sam sposób może spojrzeć na to, co robię ja. W ten sposób doszłam do wniosku, że jeśli ktoś ma się spełniać i robić to co lubi, to dlaczego coś ma stać mu na przeszkodzie? A tym bardziej ktoś, bo przecież jestem jego żoną i jeśli wpadłby na taki pomysł, to powinnam go wspierać i mu pomóc, bo w końcu trochę czasu już obracam się w temacie blogowania. 

Usiadłam więc i poczytałam trochę o takich maszynach jak wspomniana tokarka - i wiecie co? Sama zaczęłam interesować się ich budową, oraz zastosowaniem. Niby praca w zakładzie produkcyjnym wydaje się być nudna - ale dla człowieka z pasją, który się tym interesuje i co najważniejsze - lubi to co robi - może sprawiać mega frajdę. Dlatego postanowiłam namówić go, aby zaczął stawiać pierwsze kroki w blogosferze... i wiecie co? Powiedział, że się zastanowi. Więc kto wie? Może za rok, będę podsyłać Wam linki odo jego wpisów?

Trzymajcie kciuki :)

Kobo Professional Fantasy Pure Pigment

Kobo Professional Fantasy Pure Pigment


Pewien czas temu pisałam Wam o nowościach z Drogerii Natura, które zawitały do mojego domu. Wracam do Was z kolejnym wpisem w którym znajdziecie dokładniejsze informacje na temat pigmentów - Kobo Professional Fantasy Pure Pigment. Zapraszam do lektury :)



Według producenta pigmenty te są intensywne i trwałe i doskonale przylegają do skóry. Zbyt wielu treści na ich temat nie znalazłam w sieci. Z racji tego, że są to moje pierwsze tego typu produkty, musiałam trochę nauczyć się nimi posługiwać. Pyłki zamknięte są w plastikowych słoiczkach, które przed pierwszym użyciem były zabezpieczone folią. Według mnie słoiczki potrzebują dopracowania, ponieważ nawet kiedy są dobrze zakręcone, potrafią wydobyć się z wnętrza. Nie są do duże ilości, ale jednak...

Jak wyglądają w środku? Kolorowo i błyszcząco :)


Kobo Professional Fantasy Pure Pigment

Kobo Professional Fantasy Pure Pigment

Jak widzicie na zdjęciu powyżej, w moim posiadaniu jest pięć wariantów kolorystycznych. Każdy z nich ma oczywiście swoją nazwę:

  • 101 Aurora - złoto z drobinkami srebra
  • 102 Golden Olive - oliwkowe złoto mieniące się w zieleń
  • 104 Reddish Iris - czerwień mieniąca się fioletami
  • 105 Astral Fantasy - turkusowy opalizujący na złoto
  • 106 Peachy Coctail - ciepła brzoskwinia z domieszką pomarańczy

Kobo Professional Fantasy Pure Pigment

Kobo Professional Fantasy Pure Pigment

Próbowałam pracować nimi na sucho jak i na mokro. Pierwsze próby były tragiczne - pyłku naprawdę niewiele trzeba, aby uzyskać zadowalający efekt. Jak weźmiemy go za dużo - osypie się. 

Na sucho zdecydowanie najłatwiej mi nakładać je palcem. Ładnie się wtedy wklepują, a ich nasycenie można ładnie budować. Jeśli chcesz uzyskać delikatny, błyszczący efekt - jedna warstwa wystarczy. Jeśli mocne krycie - dwie lub trzy.

Metodą na mokro pracowałam na różne sposoby - zwilżałam pędzelek, a nawet raz powiekę. Dodatkowo mam w domu fixer od My Secret i dzięki niemu mogłam pigment przemienić w płynny cień - kolor zyskuje wtedy moc. Tą metodą uzyskasz cudowny i bardzo intensywny kolor. 

Jak prezentują się swatche tych pigmentów? Oto one:

Kobo Professional Fantasy Pure Pigment swatch

Kobo Professional Fantasy Pure Pigment swatch

Kobo Professional Fantasy Pure Pigment swatch

Kobo Professional Fantasy Pure Pigment swatch

swatch Kobo Professional Fantasy Pure Pigment

Trwałość tych pyłków jest bardzo dobra. Wydaje mi się, że to dzięki bardzo drobnego zmielenia. Należy uważać żeby zbyt blisko otwartych słoiczków nie kichnąć, czy zbyt głęboko oddychać - bo zawartość uniesie się w powietrzu (sprawdzone😂). Wieczorem przy demakijażu ciągle mam pięknie błyszczące powieki, więc zyskały u mnie w oczach jeszcze więcej.

Dostaniecie je w Drogeriach Natura, a co najlepsze - aktualnie jest na nie promocja. Jeden słoiczek kosztuje teraz 13,99 zł, a jeśli macie kartę drogerii 11,99 zł. Moim zdaniem jest to cena adekwatna do jakości produktu. 



Jeśli chcesz zobaczyć o jakich nowościach już pisałam, zapraszam do wpisu o pomadkach matowych Kobo, lakierach o zapachu czekolady My Secret oraz cieniach do powiek Sensique.


Znacie te pigmenty? Jak podobają się Wam kolory? 

Pas ściągający po porodzie - czy warto używać?

Pas ściągający po porodzie ma pomóc każdej kobiecie wrócić do formy po ciąży. Najważniejszym jego zadaniem jest wzmocnienie mięśni brzucha - szczególnie dla mam, które miały cesarskie cięcie. Czy warto zainwestować w taki produkt? Na czym polega jego działanie? Jak go nosić? Te pytania zadaje sobie z pewnością wiele mam. W tym poście znajdziesz na nie odpowiedzi. Przy okazji chcę pokazać Wam kilka propozycji ze sklepu simaslim. Takie pasy możecie kupić w sklepach bądź aptekach - pas poporodowy apteka

W trakcie ciąży ciało kobiety przechodzi wiele zmian. Stawy rozluźniają się, mięśnie rozciągają - w taki sposób, aby przygotować się do porodu. W tym okresie wiele z nich skarży się na uporczywe bóle w okolicy krzyża czy bioder. Nic dziwnego - miejsca te stale pracują. Skoro przez 9 miesięcy rozluźniały się i napinały, to wiadome jest, że po urodzeniu dziecka także potrzebują czasu, żeby wrócić do stanu sprzed ciąży. Jednym ze sposobów na złagodzenie bólu jest noszenia pasa ściągającego - potocznie nazywanym pasem poporodowym - pas po ciąży. Pomoże on świeżej mamie słabiej odczuwać dolegliwości bólowe w czasie połogu. Warto wspomnieć, że są szczególnie polecane mamom po cesarskim cięciu, bo odczuwają one więcej dolegliwości niż mamy, które rodziły naturalnie. Bóle brzucha w okolicy rany pooperacyjnej, swędzenie - to naturalne objawy, które takim pasem można złagodzić.

Czy wiecie, że już w starożytnym Egipcie kobiety bandażowały sobie poporodowy brzuch, żeby szybciej wrócić do formy? Dziś mamy wygodę - nie musimy wiązać niewygodnego bandaża, a zamiast niego sięgamy właśnie po taki pas po porodzieDzięki niemu nadmiernie rozciągnięte powłoki brzuszne zostają wzmocnione i zmniejsza się ryzyko wystąpienia przepukliny pooperacyjnej u kobiet po cesarskim cięciu. Pas poporodowy sprawia też, że kobieta mniej intensywnie odczuwa bóle po operacji i umożliwia szybsze wykonywanie ćwiczeń po porodzie, mających na celu wzmocnienie mięśni jej brzucha. 

Należy jednak pamiętać, że noszenie takiego pasa należy skonsultować z lekarzem - bo czasami mogą występować przeciwwskazania do jego noszenia. Jeśli mamy taką zgodę, noszenie odpowiednio dobranego pasa będzie bezpieczne. 

Mamy do wyboru różne rodzaje takich pasów. Szczególnie popularne są pasy wciągane przez nogi na wysokość brzucha, aż do talii, pas ściągający po porodzie:





Jak również zapinane ciasno wokół talii - jak gorset:




Takich pasów w ofercie simaslim jest o wiele więcej - dostępne są w różnych wzorach i kolorach, oraz różnorodnych cenach. Wybór należy oczywiście od Ciebie. 

Przy wyborze takiego pasa należy wcześniej dokładnie się zmierzyć i dopiero później szukać odpowiedniego rozmiaru. Źle dobrany  niestety nie spełni swojej funkcji. Należy też pamiętać, że noszenie takiego pasa nie jest magicznym rozwiązaniem dzięki któremu brzuch zniknie sam - niezbędne do tego są ćwiczenia fizyczne w odpowiednim czasie. 

Zwolenniczek jak i przeciwniczek takich pasów nie brakuje - tak więc zdanie na ich temat jest podzielone. Każda kobieta jednak powinna decydować sama za siebie.


Art de Lautrec UV Gel Colour Hybrid

lakiery hybrydowe art de lautrec

Od kiedy wróciłam do manicure hybrydowego zaczęłam decydować się na marki, których wcześniej nie miałam możliwości stosować. Art de Lautrec, to lakiery hybrydowe których dystrybutorem jest firma Ados. Pewien czas temu pisałam Wam o ich kolorówce z której zachwyciła mnie konturówka z kredką w jednym.  Lakiery standardowe też miałam - jednak hybrydowe bardziej do mnie przemawiają. 


Według producenta UV Gel Colour Hybrid to lakier hybrydowy, który gwarantuje długotrwały efekt manicure jak z profesjonalnego salonu. Intensywny kolor i połysk utrzymuje się aż do trzech tygodni. Dzięki specjalnie opracowanej formule struktura utwardzonego lakieru jest bardzo elastyczna i idealnie dopasowuje się do powierzchni paznokci. Odpowiednia gęstość produktu gwarantuje łatwe usuwanie bez niszczenia płytki paznokci a brak konieczności spiłowywania wierzchniej warstwy lakieru skraca czas usuwania manicure.


lakiery hybrydowe art de lautrec

Jak widzicie lakiery zamknięte są w czarnych buteleczkach z nazwą marki i produktu. Co mnie w nich urzekło - na górze nakrętki są pokazane odcienie, które kryją się w środku. Nie każda marka to praktykuje, jednak dla mnie znacznie ułatwia to poszukiwania koloru, który chcę użyć w swojej stylizacji. Do mojej kolekcji dołączyły:


  • Baza
  • Top
  • 24 Złoto - śliczny, metaliczny kolor z malutkimi drobinkami odbijającymi światło 
  • 27 Noc Kairu - metaliczny fioletowo-granatowy odcień
  • 37 Ciepły fiolet - dość jasny, fiolet przełamany różem (znacznie różni się odcieniem od tego prezentowanego na opakowaniu).

lakiery hybrydowe art de lautrec

Do swojej stylizacji użyłam numeru 24 i 37 - niestety Noc Kairu nie pasowała mi do reszty, więc za jakiś czas wrócę do Was z kolejnym wpisem w którym zaprezentuję Wam ten lakier. 

Lakiery są dość rzadkiej konsystencji, gdyby to były moje pierwsze lakiery hybrydowe miałabym problem z aplikacją. Na pędzelek nabiera się go dość sporo - dla mnie za dużo, więc koniecznością jest wytarcie go z nadmiaru. Swoją drogą, pędzelek moim zdaniem jest trochę za szeroki - mam dość małe paznokcie i to w tym przypadku jest dla mnie utrudnienie. Kolory mają dobrą pigmentację - dwie warstwy kryją dobrze - nawet złoty - pod który chciałam wcześniej nałożyć biały lakier, ale później z tego zrezygnowałam. 

Trwałość jest dobra - nie napiszę Wam ile dni się trzyma, bo z natury jestem niecierpliwa i często zmieniam manicure - tak  było też w tym przypadku. Kiedy odrost rzuca się w oczy - spiłowuję je i robię nową stylizację.

lakiery hybrydowe art de lautrec

Warto wspomnieć o topie, który dobrze nabłyszcza i wygładza paznokcie. Po tygodniu przeważnie widzę na pazurkach zarysowania - tu nic takiego nie zauważyłam. Nie ściera się i jest jakby odporny na zarysowania. Dla mnie to ogromny plus tych produktów. 

Efekt jaki uzyskałam bardzo mi odpowiada - za oknem zrobiło się już szaro i ponuro, a moje paznokcie sprawiają, że nie popadam w jesienną chandrę. Kolory są intensywne, pazurki pięknie się błyszczą, a mi po jednym spojrzeniu na nie poprawia się humor. Sami zobaczcie:

Art de Lautrec UV Gel Colour Hybrid

Cóż tu więcej pisać? Jestem zadowolona z tego, że trafiłam na te lakiery i z pewnością skuszę się na inne odcienie.

Znacie już te lakiery hybrydowe? Spotkaliście się wcześniej z marką Art de Lautrec? 

Unboxing pudełka ChillBox - edycja październik 2018

ChillBox październik 2018


Co miesiąc wracam do Was z recenzją pudełka ChillBox. Tak też jest w październiku. Zapraszam Was do obejrzenia zawartości boxa, który całkiem niedawno trafił w moje ręce. Ekipa ChillBoxa postanowiła połączyć resztki lata, które jeszcze niedawno mogliśmy podziwiać z jesienią. Jednak zawartość nie jest typowo jesienna, jak obiecują - listopadowy box na dobre rozkręci te chłodniejsze klimaty.



Co znalazłam we wnętrzu tego uroczego kartonika? Zapraszam do dalszej części wpisu :)


  • Serum pod oczy Be Organic
Silnie regeneruje, nawilża i uelastycznia delikatną skórę wokół oczu. Dzięki zawartości ekstraktu z wąkroty azjatyckiej pobudza produkcję kolagenu, wzmacnia naczynia krwionośne i poprawia mikrokrążenie, pozwalając uzyskać efekt liftingu już w ciągu 1 godziny od zastosowania. 

Cena sugerowana: 48 zł

Serum pod oczy Be Organic

Akurat kończy mi się krem pod oczy więc z wielką chęcią wypróbuję ten produkt. Ogromnie jestem ciekawa efektu, który ma pojawić się godzinę po zastosowaniu. 

  • Maska do włosów KOKOS - Organic Shop
Nowa linia Organic Shop przypomni Ci wspaniałe, letnie chwile. Zainspirowana tropikalnymi wyspami, niezwykle bogata maska do włosów to niezwykła mieszanka stworzona w celu nawilżenia i wzmocnienia włosów od nasady aż po same końce. Organiczny kokos wspiera strukturę, pozostawiając włosy lśniące i błyszczące, regenerując suche i zniszczone włosy. Organiczne shea zapewnia intensywne nawilżenie, naprawia rozdwojone końcówki i wygładza, pozostawiając włosy miękkie i odnowione.

Cena sugerowana: 13,90 zł 

Maska do włosów KOKOS - Organic Shop

Nie cierpię kokosa więc zapach tej maski mnie nie ucieszył, ale lubię maski do włosów więc chętnie ją zużyję. Markę znam doskonale i w swoich zapasach mam trochę produktów od nich. Każdy do tej pory spisywał się wyśmienicie.

  • Daurska maska do twarzy - BANIA AGAFII
Maska na ziołach z Darii jest przeznaczona do pielęgnacji zmęczonej i wrażliwej skóry twarzy. Usuwa podrażnienia, nawilża, podnosi ochronne właściwości skóry, zwracając skórze zdrowy i zadbany wygląd. Lilia i sok ogórecznika - nawilżają i tonizują, zrównują koloryt twarzy, usuwają odczucie ściągania skóry, przywracają uczucie komfortu. Cladonia śnieżna - aktywizuje procesy regeneracji i chroni skórę przed zmianami związanymi z wiekiem. Ekstrakt rumianku - posiada właściwości bakteriobójcze i gojące.

Daurska maska do twarzy - BANIA AGAFII

W poprzednim boxie znalazłam maskę do ciała tej marki. Bardzo podobał mi się efekt po jej zastosowaniu, dlatego też chętnie wykorzystam tą maseczkę w swojej pielęgnacji.

  • Peeling dwufazowy do dłoni i ciała - QUIN
Ten peeling sprawia, że skóra staje się elastyczna, przyjemna w dotyku oraz wyraźnie odżywiona i prawidłowo dotleniona. Zawarta w peelingu drobnoziarnista sól z Morza Martwego pobudza krążenie, intensywnie złuszcza, wygładza, oczyszcza oraz rewitalizuje skórę. Olej awokado odżywia ją oraz intensywnie nawilża. Polecany nawet dla bardzo wrażliwej skóry.

Cena sugerowana: 12,90 zł 

Peeling dwufazowy do dłoni i ciała - QUIN

Miałam kiedyś peeling do dłoni tej marki - wygrałam u kogoś na blogu. Efekty były całkiem przyjemne, a jestem ogromną fanką wszelkich scrubów więc i ten się przyda :)

  • Herbatka kwitnąca 
Pierwszy raz w życiu mam styczność z tego typu herbatą. Idealnie nada się na jesienny wieczór przy książce. Jak ją parzyć?
Do ok. 800 ml wody w temperaturze około 80 stopni wrzucamy herbatkę. Jeśli zrobimy to na odwrót - kulkę zalejemy wodą - kwiat będzie rozwijał się niesymetrycznie. Parzymy ją do momentu, aż kwiat całkowicie się rozwinie. 

Cena sugerowana: 4,69 zł

Herbatka kwitnąca

A tu już rozwinięta, w trakcie zaparzania:


Herbatka kwitnąca

Herbatka kwitnąca

  • Pokrywka do zaparzania herbaty
Skoro mam już herbatę, to nie mogło zabraknąć gadżetu, który ułatwi mi jej zaparzanie. Uroczy słonik pomoże to uczynić, a później ułatwi utrzymać odpowiednią temperaturę w Twoim ulubionym kubku. Można ją zmywać w zmywarce.

Pokrywka do zaparzania herbaty

Taki gadżet z pewnością mi się przyda - często wykorzystywałam do zaparzania spodki od filiżanek - teraz nie będę musiała :)

  • Książka. Erica James "Rajski domek"
W Angel Sands, niewielkim nadmorskim kurorcie, czas płynie powoli, odmierzany miarowym szumem fal. Pomiędzy domkami do wynajęcia, willami i kafejkami mieści się również prowadzony przez rodzinę Baxterów, a właściwie przez „dziewczyny Baxterów”, pensjonat. Nieoczekiwanie niespełniona w roli gospodyni pani Baxter postanawia na jakiś czas opuścić Angel Sands i raz jeszcze przemyśleć swoje życie. Jej obowiązki obejmuje najstarsza córka.

Genevieve robi wszystko, by poradzić sobie z natłokiem obowiązków, sprawy jednak komplikują się coraz bardziej. Kiedy po okolicy roznosi się plotka o sprzedaży położonej nieopodal, zrujnowanej stodoły, Genevieve domyśla się, że nabywcą mało atrakcyjnego budynku jest ktoś, kogo wolałaby więcej nie oglądać. Ale nie można nie dostrzegać kogoś, kto znajduje się tuż obok… Zwłaszcza gdy ten ktoś chce być dostrzeżony.

Cena sugerowana: 37,90 - 43,90 zł

Książka. Erica James "Rajski domek"

Książka. Erica James "Rajski domek"

Tym razem postawiłam na romans. Zapowiada się ciekawie i z pewnością wrócę do Was z recenzją. Na razie musi poczekać - bo mam w kolejce około 8 książek :)

  • Batonik Feel Fit Raw Nuts&Seeds Energy
Batony z orzechów, nasion i owoców, które składają się w 100% ze zdrowych i naturalnych składników. Nie zawierają dodanego cukru i syropu glukozowego (ani żadnego innego syropu). Całe orzechy i nasiona oraz owoce są zlepione   tylko za pomocą naturalnego miodu. W skład batonów wchodzą starannie wyselekcjonowane składniki: migdały, orzechy nerkowca, 5 rodzajów nasion (chia, sezam, dynia, słonecznik, len), naturalny miód, owoce pełne witamin i antyoksydantów takie jak borówki, aronia, żurawina i  czarna porzeczka. Przekąski zachowują autentyczny i naturalny smak, przypominający batoniki zrobione w domu.  Dodatkowo, stanowią idealne źródło zdrowej i szybkiej energii, które można mieć zawsze przy sobie.

Cena sugerowana: 1,49 zł 

Batonik Feel Fit Raw Nuts&Seeds Energy

Lubię tego typu przekąski - nie jadłam jej do dziś - specjalnie, żeby zrobić zdjęcie. Za chwilę z przyjemnością go spałaszuję :)

  • Naturalny balsam do ust - FRESH&NATURAL 
Naturalny, gęsty balsam do ust na bazie masła kakaowego i wysokiej jakości olejów roślinnych, to kosmetyk niezbędny w codziennej pielęgnacji delikatnej skóry na ustach. Wykazuje działanie natłuszczające i regenerujące. W składzie zawiera ekstrakt z nagietka, który łagodzi podrażnienia, przyspiesza odnowę naskórka, działa przeciwzapalnie i przeciwbakteryjnie, a także bakteriobójczy i antyseptyczny olejek z drzewa herbacianego. Dodatek olejku miętowego wzmacnia działanie przeciwzapalne i regenerujące balsamu oraz nadaje mu przyjemny, orzeźwiający zapach. Balsam doskonale sprawdza się w całorocznej ochronie ust przed działaniem czynników zewnętrznych. Polecamy go przy kłopotach z opryszczką, a także pękającą i przesuszającą się skórą

Cena sugerowana: 9,99 zł 

Naturalny balsam do ust - FRESH&NATURAL

Niezbyt często stosuję produkty do pielęgnacji ust. W tym roku postanowiłam to zmienić i właśnie ten produkt znajdzie się na moich ustach jako pierwszy. Jak się sprawdzi - wrócę z recenzją.


Unboxing pudełka ChillBox - edycja październik 2018

To już wszystko co znalazłam w pudełku. Jestem zadowolona z zawartości ze względu na jej zróżnicowanie, co jest cechą charakterystyczną ChillBox'a. Kolejny raz ekipa tego pudełka nie zawiodła i cieszę się, że mogłam otrzymać taką paczkę. Mam nadzieję, że kolejne edycje będą równie udane.

A Wy co sądzicie o tym pudełku? Znacie ChillBox? 

Instagram