Chcesz dostawać powiadomienia o nowych postach?

Spersonalizowane prezenty na Mikołajki


Mikołajki już 6 grudnia i jako mama mam wręcz obowiązek wręczyć moim dzieciakom coś z tej okazji. Dzień przed Mikołajkami moje dzieci stawiają swoje buciki przy drzwiach od domu, a rano sprawdzają czy coś dostały. W tym roku postanowiłam na spersonalizowane prezenty, które bardzo im się podobają. Mam nadzieję, że się ucieszą.


MyGiftDNA ma w swojej ofercie bardzo dużo ciekawych produktów, które mogą przypaść do gustu zarówno dzieciom jak i dorosłym osobom. Wchodząc w dział prezent na Mikołajki znalazłam coś co będzie nie tylko pięknie się prezentować, ale również będzie przydatne. Chciałam Wam dziś pokazać moje zakupy, bo może ktoś z Was wciąż nie ma prezentu dla swoich pociech czy innych bliskich osób i szuka czegoś oryginalnego. Od razu zaznaczę, że MyGiftDNA realizuje zamówienia błyskawicznie i następnego dnia po zamówieniu prezentów, macie je u siebie w domu.

Pierwszą obdarowaną osobą jest mój syn. Niedługo kończy 11 lat, więc zabawki powoli odchodzą do lamusa. Kuba jest śpiochem i uwielbia każdego rodzaju poduszki. Ma w swoim pokoju już ich sporą ilość, jednak wiecznie mówi, że chciałby kolejną. Postanowiłam więc zamówić mu poduszkę antykoszmarową :)

Bawełniana poduszka o wymiarach 50 x 50 cm o grubości 13/15 cm w kolorze szarym, posiada silikonowe wypełnienie, które nadaje jej sprężystości i miękkości w dotyku, co gwarantuje wysoki komfort użytkowania. Poduszka dopasowuje się do kształtów ciała i szybko powraca do stanu naturalnego. Wypełnienie jest wolne od alergenów i bezzapachowe. Poszewka wykonana z grubej tkaniny nie blaknie i nie przeciera się. Poszewka posiada zamek błyskawiczny.

Sam opis przekonał mnie, że będzie to idealny prezent dla mojego syna. Ma alergię na roztocza typu I i II więc staram się kupować pościel dla alergików - ta właśnie taka jest. Podoba mi się jej wielkość 50 cm kwadrat to naprawdę spory rozmiar poduszki - jest największa z jego "jaśków" i jestem pewna że będzie z tego powodu zadowolony. Zdjęcia robiłam wieczorem, kiedy spał - więc od razu wybaczcie za jakość tych trzech zdjęć - musiałam mocno je rozjaśniać. Niestety w ciągu dnia ukrywam ją w szafie do czasu jej wręczenia 





Prezentuje się naprawdę bardzo ładnie, jest przyjemna w dotyku i co najważniejsze - należeć będzie tylko do Kuby ;)

Drugi prezent, który zamówiłam, to pluszak królik z imieniem mojej córki na koszulce. Jest niewielkich rozmiarów więc jeśli spodoba się Hani, to będzie mogła zabierać go wszędzie ze sobą. Co prawda ma już swojego ulubionego pluszaka - jednak tamten jest dużo większy i nie zawsze może go ze sobą zabrać (nie mieści się do jej plecaka). 

Ubrane w koszulki z Twoim nadrukiem mięciutkie i przyjemne w dotyku maskotki wykonane są z pluszu. Koszulka poliestrowa. Nadruk jest trwały i pełnokolorowy, dzięki czemu kolory są żywe i wyraziste! Dostępne są rodzaje maskotek:
  • Słonik - wysokość 16 cm
  • Króliczek - wysokość 16 cm
  • Miś - wysokość 20 cm
Pluszaki wyróżnia nowoczesny design oraz zastosowane materiały wysokiej jakości. Skoro wszystkie dzieci (małe i duże) nasze są to żadnemu nie może zabraknąć wyjątkowego pluszaka ze specjalną koszulką, na której będzie nadrukowane jego imię!







Króliczek jest niesamowicie miękki i przyjemny w dotyku. Ma uroczą buźkę, co mnie w nim urzekło. Bardzo rzadko zdarza się, żeby maskotki mi się podobały. Ogólnie nie kupuję takich zabawek, bo zbierają kurz i leżą w kącie. Znając moją córkę wiem, że będzie towarzyszył jest przez długi czas. Nie mogę doczekać się jej reakcji na jego widok.

Ostatni prezent zamówiłam dla siebie i męża (a co - nam też wolno!). Wybrałam dwa grawerowane słoiki.Mr &Mrs Right. Uwielbiamy z mężem popijać przeróżne shake'i i smoothie's więc takie kubeczki z pewnością nam się do tego przydadzą, bo do tej pory piliśmy je ze szklanek.
W związku są dwie racje. Która jest ważniejsza? Oczywiście kobiety. Taki zestaw słoików to doskonały prezent dla par. Teraz wiadomo, kto ma zawsze rację.

Dwa oryginalne słoiki z uchem, które zostały wyprodukowany w Polsce z solidnego szkła. Naczynie pomieści 400 ml Twojego ulubionego napoju. Jego wysokość wynosi 13 cm. 



Do kubków dołączony był zestaw papierowych słomek - za co firma otrzymała ode mnie ogromny plus i ukłon w ich stronę. Ostatnio bardzo głośno jest o tym jak ludzie zaśmiecają środowisko - szczególnie plaże i w sieci krąży mnóstwo zdjęć biednych zwierząt, które straciły życie przez plastikową słomkę w nosie czy żołądku. Kupując papierowe słomki sprawimy, że nic takiego nie będzie miało miejsca. Mam nadzieję, że w końcu plastik zniknie całkowicie z użytku.

Kubeczki wykonane są bardzo solidnie. Grube szkło, dobrze uszczelnione zakrętki sprawiają, że z zadowoleniem będziemy z nich korzystać. Napisy mówią same za siebie - jeden kubek należy do mojego męża - widnieje na nim napis "Mr. Right Łukasz", a drugi do mnie - jednak napis trochę się różni - pokazuje kto tu rządzi 😂 "Mrs Always Right Zuza". 



Ponownie jestem bardzo zadowolona ze swojego zamówienia w tym sklepie. Każda zamówiona rzecz wygląda identycznie jak na stronie - nie różni się niczym, więc wybierając coś nowego mam pewność, że nie będę zawiedziona w tym temacie. Jakość zawsze jest bardzo dobra - jeszcze nigdy nie narzekałam na produkty od MyGiftDNA, grawer zawsze jest świetnie wykonany i trwały,a czas realizacji błyskawiczny. Za każdym razem zamówienie mam następnego dnia w moich rękach.

Jeśli więc nie macie jeszcze prezentów na Mikołajki, a chcecie je szybko mieć u siebie - polecam przejrzeć ofertę MyGiftDNA.
Znacie ten sklep? Robicie tam zakupy? Który z prezentów podoba się Wam najbardziej?

Peeling Trychologiczny - co to jest i w jakim celu się go stosuje?



Jeszcze kilka lat temu nie słyszałam o peelingu trychologicznym. Nie miałam pojęcia, że skóra głowy podobnie jak ta na całym ciele również wymaga małej pomocy przy złuszczaniu martwego naskórka. Od lat zmagałam się z problemem swędzenia głowy, łupieżu czy innych nieprzyjemnych objawów. Kiedy dowiedziałam się o tym sposobie oczyszczania skóry głowy, wprowadziłam go w życie, a moje problemy zniknęły.



Zacznijmy jednak od samego początku i zadajmy pytanie. Co to jest peeling trychologiczny?


Jest to kosmetyk z bardzo dużym spektrum działania. Ma on przede wszystkim za zadanie oczyścić skórę naszej głowy. Świetnie sprawdzi się u osób z problemami takimi jak łupież, łojotokowe zapalenie skóry, wypadanie włosów czy łysienie. Posiada jednak bardzo dużo zalet i dobrze jest wprowadzić taki produkt do naszej pielęgnacji. O jakich zaletach mowa? Otóż taki kosmetyk bardzo dokładnie oczyszcza skórę głowy, usuwa nadmiar sebum, złuszcza martwy naskórek, zapobiega wypadaniu włosów, pobudza nasze cebulki do wzrostu włosów. Dodatkowo pomaga pozbyć się problemu z łupieżem, nadmiernym przetłuszczaniem włosów i zmniejsza swędzenie skóry głowy. Kolejną zaletą z jego stosowania jest fakt, że zwiększa on działanie kosmetyków pielęgnacyjnych do włosów. 


Zastanawiacie się pewnie jak to jest możliwe? Otóż nasza skóra głowy, kiedy jest niewystarczająco oczyszczona - nie ma jak oddychać - mieszki włosowe są zapchane, przez co włosy rosną wolniej oraz są osłabione. Zanim o peelingu trychologicznym usłyszałam po raz pierwszy, nie wpadło by mi do głowy, aby robić coś ze skórą głowy - prócz jej mycia. Od lat miałam ogromne problemy - łupież, grudki, które z czasem przeistaczały się w rany, uprzykrzały moje życie. Wstydziłam się zakładać ciemniejsze ubrania, włosy nosiłam ciągle upięte - aby zmniejszyć ryzyko pojawienia się łupieżu na moich ramionach czy w okolicy przedziałka. Kiedy dowiedziałam się o istnieniu takiego kosmetyku, postanowiłam go wypróbować - pomyślałam, że warto spróbować - "nóż, widelec" coś mi pomoże... i opłacało się. 


Peeling trychologiczny należy wykonywać przynajmniej raz na tydzień, robiąc delikatny masaż, okrężnymi ruchami wcierając go w skórę głowy. Spotkałam się z kilkoma różnymi tego typu peelingami - i każdy producent ma inne zalecenia. W niektórych przypadkach robi się go na mokrą skórę głowy, w innych można na suchą. Następnie spłukuje się kosmetyk i myje głowę jak zwykle. 


Ostatnio trafiłam na peeling trychologiczny z serii RADICAL od Farmony i to właśnie on stał się moim ulubieńcem w pielęgnacji mojej głowy. 




Jak widzicie na zdjęciu jest on zamknięty w poręcznej tubce z dozownikiem, który znacznie ułatwia jego aplikację na skórę głowy. Co mnie w nim zaskoczyło - produkt ten nie ma drobinek i nie zmywa się go od razu po wmasowaniu w skórę. Należy go przetrzymać 15 minut, a dopiero później spłukać i umyć włosy. 
Radical to prawdziwy przełom w walce z wypadaniem włosów. Gwarantuje potrójną siłę działania: skutecznie oczyszcza skórę głowy, usuwając wszelkie zanieczyszczenia i nadmiar zrogowaciałego naskórka oraz wyraźnie wzmacnia włosy, zmniejsza ich wypadanie i przyspiesza naturalny wzrost. Inteligentna formuła oparta na synergicznym działaniu specjalnie wyselekcjonowanych składników aktywnych w wysokim stężeniu zapewnia spektakularne działanie wzmacniające oraz poprawia kondycje skóry głowy i włosów.


Stosuję go razem z kosmetykami z linii RADICAL mimo, że nie mam problemu z wypadaniem włosów. Postanowiłam jednak zrobić im pewną kurację i zmienić swoje przyzwyczajenia w ich pielęgnacji. Jak wiecie pierwszym krokiem do tego było ich samodzielne ścięcie - od tamtej pory unikam prostownic, lokówek, szamponów i masek z dużą ilością chemii i chcę zobaczyć jaki efekt uzyskam. Po ciągłym zmienianiu kosmetyków do włosów - moje kosmyki są w kiepskiej kondycji - mam wrażenie że się osłabiły i nie mają już tego blasku co wcześniej. Dlatego też seria RADICAL wydała mi się najtrafniejszym rozwiązaniem dla nich. W skład tego zestawu wchodzą:


Składniki aktywne:
Kwasy AHA i papaina dogłębnie oczyszczają skórę głowy, skutecznie usuwają martwy naskórek, zanieczyszczenia i pozostałości kosmetyków, przywracając skórze fizjologiczną równowagę
Arginina i ekstrakt ze skrzypu wyraźnie wzmacniają włosy i skutecznie zmniejszają ich wypadanie oraz zapewniają bardziej intensywny i szybszy wzrost włosów
Prowitamina B5 i mocznik zapewniają odpowiedni poziom nawilżenia skóry głowy, zapobiegają przesuszeniu i łagodzą podrażnienia
  • Radical Mgiełka wzmacniająca do włosów osłabionych i wypadających

Mgiełka wzmacniająca przeciw wypadaniu włosów o potrójnej sile działania. Wyraźnie wzmacnia włosy, przywracając im pożądaną grubość i objętość. 

Składniki aktywne:
Arginina  pobudza naturalne procesy zachodzące w cebulkach, zapewniając bardziej intensywny i szybszy wzrost włosów
Ekstrakt ze skrzypu  wyraźnie wzmacnia włosy i skutecznie zmniejszaja ich wypadanie
Keratyna  ułatwia rozczesywanie oraz przywraca włosom miękkość, puszystość i blask
Prowitamina B5 nawilża i regeneruje włosy, zapewniając im piękny, zdrowy wygląd
  • Radical Serum wzmacniająco-regenerujące

Serum wzmacniająco-regenerujące przeciw wypadaniu włosów o potrójnej sile działania. Wyraźnie wzmacnia włosy, przywraca im pożądaną grubość i objętość oraz chroni przed uszkodzeniami.

Składniki aktywne:
Arginina pobudza naturalne procesy zachodzące w cebulkach, zapewniając bardziej intensywny i szybszy wzrost włosów
Ekstrakt ze skrzypu wyraźnie wzmacnia włosy i skutecznie zmniejsza ich wypadanie
Olej rycynowy poprawia sprężystość włosów i zwiększa odporność na uszkodzenia
Prowitamina B5 nawilża i regeneruje, zapewniając włosom piękny, zdrowy wygląd
  • Radical Odżywka wzmiacniająca do włosów osłabionych i wypadających

Odżywka wzmacniająca do włosów i skóry głowy przeciw wypadaniu włosów o potrójnej sile działania. Skutecznie zmniejsza wypadanie oraz pobudza wzrost nowych włosów, przywracając im pożądaną grubość i objętość.

Składniki aktywne:
Arginina pobudza naturalne procesy zachodzące w cebulkach, zapewniając bardziej intensywny i szybszy wzrost włosów
Ekstrakt ze skrzypu wyraźnie wzmacnia włosy i skutecznie zmniejsza ich wypadanie
Kofeina poprawia kondycję włosów i stymuluje ich wzrost
Prowitamina B5 nawilża i regeneruje włosy, zapewniając im piękny, zdrowy wygląd
  • Radical Szampon wzmacniający do włosów osłabionych i wypadających

Szampon wzmacniający przeciw wypadaniu włosów o potrójnej sile działania. Skutecznie zmniejsza wypadanie, a w trakcie kuracji zapewnia aż o 100% mocniejsze włosy.

Składniki aktywne:
Arginina pobudza naturalne procesy zachodzące w cebulkach, zapewniając bardziej intensywny i szybszy wzrost włosów
Ekstrakt ze skrzypu wyraźnie wzmacnia włosy i skutecznie zmniejsza ich wypadanie
Prowitamina B5 nawilża i regeneruje włosy, zapewniając im piękny, zdrowy wygląd.

Cała seria ma bardzo przyjemną szatę graficzną. Wszystkie te kosmetyki zamknięte są w czerwonych opakowaniach z zielonymi etykietami na których znajduje się nazwa serii i produktu. To połączenie kolorystyczne zawsze mnie denerwowało - ogólnie nie lubię łączenia czerwieni z zielenią - moim zdaniem gryzą się i właśnie to przykuwa moją uwagę - jednak w tym przypadku jest to bardzo pozytywne, bo te kosmetyki z pewnością by mnie zainteresowały na półce sklepowej i kupiłabym je. Taka oczywista sprzeczność w moim mniemaniu. Każdy z produktów ma ziołowy zapach - dla niektórych osób będzie to coś pięknego i przyjemnego, dla innych niestety będzie to minus. Osobiście zaliczam się do tego pierwszego grona - uwielbiam zapachy ziołowe w kosmetykach i sprawia to, że sięgam po nie chętniej. Delikatny i naturalny aromat skrzypu polnego zdecydowanie jest wyczuwalny. Jedynie mgiełka nieco różni się zapachem - jest on nieco ostrzejszy i mniej mi się podoba. Jednak po spryskaniu nią włosy - nie pachną długo - dość szybko ulatnia się, więc ogólnie jestem zadowolona.

Co zauważyłam podczas kuracji tą serią?

Przede wszystkim jestem zachwycona peelingiem, który urzekł mnie tak mocno, że będę kupowała go regularnie. Już po pierwszym użyciu zauważyłam, że skóra głowy swędzi mnie znacznie mniej jak wcześniej. Podoba mi się fakt, że kosmetyk nie ma drobinek - przy moich bardzo gęstych i grubych włosach bardzo ciężko jest dokładnie rozprowadzić cokolwiek - a później to wypłukać. Peeling nakładam na głowę 5-10 minut przed jej myciem, wmasowuję go w skórę i robię swoje. Podczas spłukiwania nie zauważyłam nic szczególnego o czym warto pisać. Nic się nie sklejało, nic nie skrzypiało, nie zauważyłam żadnych podrażnień. Po jego zastosowaniu głowę myję szamponem z tej serii, następnie nakładam serum, odżywkę, a na koniec spryskuję mgiełką. Zestaw ten stosuję już trzeci tydzień. Kiedyś głowę myłam co tydzień, teraz zaczęłam robić to częściej, bo 2-3 razy w tygodniu.  Dzięki temu jestem już po kilkunastu myciach i już widzę różnicę w stanie moich włosów. Jaką? Przede wszystkim są jakby odbite od skóry głowy - unoszą się od nasady, są jakby lżejsze, a co mnie cieszy najbardziej - dużo łatwiej mi jest je rozczesać. Nie wiem czy to już działanie kosmetyków, czy może zmiana ich pielęgnacji tak na nie wpływa, jednak jestem bardzo zadowolona. Swędzenie skóry głowy pojawia się znacznie rzadziej - przez ostatni tydzień pojawiło się tylko raz, a wcześniej było to praktycznie na porządku dziennym. Zmniejszenia wypadania nie zauważyłam, jednak wspomniałam już na początku tego postu, że nie mam z tym problemu więc nie obserwuję nawet tego - czy na szczotce mam dwa włosy mniej czy nie. 

Podsumowując moje testy jestem zachwycona peelingiem i zauroczona resztą produktów. Jeśli wśród Was znajdą się osoby chętne na wypróbowanie tych kosmetyków, to zapraszam Was do konkursu na moim instagramie, które właśnie ruszyło - tam możecie zgarnąć zestaw, który możecie zobaczyć na zdjęciach w tym wpisie. Mam nadzieję, że znajdą się chętni :)

Czy w swojej pielęgnacji stosujecie peelingi trychologiczne? Wiedzieliście jak ważna jest pielęgnacja skóry głowy? 

Lakiery magnetyczne od NC NAILS COMPANY - Magnetique Moon oraz Illusion Glitter + Top Hybrydowy SHINE STAR


Manicure lakierami hybrydowymi stał się u mnie już pewnym rytuałem. Lubię mieć ładnie pomalowane paznokcie, nie cierpię, kiedy lakier się wyciera - więc hybryda jest dla mnie niezastąpiona. Mimo, że dzięki tej metodzie mogę długo cieszyć się nieskazitelnym manicure, lubię zmieniać je częściej - niż można tego się spodziewać. 

Ponownie wracam do Was z marką NC Nails Company, która w moich oczach jest najlepszą dostępną na rynku w przypadku lakierów hybrydowych. Wypróbowałam już wiele różnych marek i lakierów i z żadnych nie byłam tak zadowolona. NC Nails Company ma ogromny wybór kolorów, doskonałą pigmentację, mega krycie i świetną trwałość. 

Swoją kolekcję lakierów postanowiłam powiększyć o dwa kolory lakierów magnetycznych i top no wipe o których właśnie teraz chcę opowiedzieć Wam po kolei.

  • TIGER EYE, GELIQUE MAGNETIQUE 6ML - Illusion Glitter No. 248
Jedyne w swoim rodzaju żele hybrydowe o magnetycznym zabarwieniu i właściwościach. Dzięki magnetycznemu patyczkowi można wykonać efekt kociego oka. Pozycja efektu zmienia swoje położenie w zależności od kąta położenia dłoni. Aby uzyskać efekt należy podbić go kolorem czarnym.

Kiedy przyjechały do mnie te lakiery - byłam pewna że w swojej kolekcji mam jeszcze czarny. Okazało się, że jest już niezdatny do użytkowania, więc postanowiłam pokazać Wam - jak prezentują się magnetyczne lakiery bez podbicia czernią. Odcień Illusion Glitter to połączenie złota i miedzi, które uwielbiam i kojarzy mi się z taką ciepłą i słoneczną jesienią. Za oknem niestety takiej pogody w moim mieście od miesiąca nie było - dlatego też postanowiłam, że na pazurkach pojawi się efekt blasku i błysku. Pazurki zobaczycie na sam koniec - na ten moment chcę pokazać Wam jak ten lakier prezentuje się na wzorniku:


Moim zdaniem efekt jest powalający - oczywiście każdy ma swoje ulubione kolory i efekty - mnie jednak marka kolejny raz urzekła i rozkochuje w sobie coraz mocniej.

  • LAKIER HYBRYDOWY, MAGNETIQUE MOON 1003 - 6ML
Miałeś okazję spojrzeć kiedyś gołym okiem na cud zorzy polarnej?. Dzięki lakierom magnetycznym Moon będziesz mógł dotknąć nieba. Energia świetlna ulegająca pulsacji zmieniając kolory i natężenie. Kolor 1003 ma w sobie wszystkie kolory zorzy. Fioletowe, różowe, turkusowe, a nawet zielone. Jego energetyczna moc będzie z Tobą przez cały dzień. Z każdym Twoim ruchem i zmieniającym się kątem światła odkrywasz nowe oblicze tych niesamowitych lakierów.

Aplikacja jest bajecznie prosta. Warto poeksperymentować z tym produktem do stylizacji paznokci, ponieważ co kolor efekt jest zupełnie inny. Niejednokrotnie może Cię zaskoczyć. Pyłek zawarty w lakierze reaguje na magnes, co dodaje niesamowitego efektu głębi niczym w kocim oku.
Stylizując za pomocą tego lakieru magnetycznego przyciągniesz wszelkie spojrzenia. Idealnie nada się na bal sylwestrowy lub nadchodzący sezon karnawałowy!

W przypadku tego lakieru również dla najlepszego efektu potrzebujemy czerni do podbicia. Na wzorniku zrobiłam swatch z podbiciem granatem i bez podbicia - żebyście mogli zobaczyć jak zachowuje się na bieli i czymś ciemniejszym. 



Zamówiłam już dla siebie czarny lakier więc z pewnością wrócę do Was ze stylizacjami na właściwym podbiciu. Dodatkowo zamówiłam specjalny patyczek do zdobień lakierami magnetycznymi - mój gdzieś mi się zapodział i musiałam improwizować czymś innym. Mimo wszystko efekt bardzo mi się podoba - zarówno na wzornikach jak i moich paznokciach. 

Ostatnia rzecz, którą zamówiłam to Shine Star - top hybrydowy no wipe. Mam w swojej kolekcji kilka topów, jednak żaden nie nabłyszczał na tyle - żebym była z tego efektu zadowolona w 100%.
Shine Star - inteligentny nabłyszczacz to nowość w marce NC Nails Company. Najtrudniejsze klientki które potrafią uszkodzić mechanicznie swoje paznokcie to już nie problem. Ten nowy produkt to nowy nabłyszczacz tak trwały jak nigdy. Utrzymuję swoje nabłyszczenie nawet do 4 tyg.Jego konsystencja jest średnio gęsta dlatego nie spływa w skórki przy problematycznej płytce.Shine Star posiada protekcje ochronną, świeci w promieniach UV ale dzięki temu zabezpiecza kolor przed blednięciem. Pamiętajmy, że należy utwardzać go 2 minuty- wtedy w 100% spełnia swoją rolę.

Ten top skusił mnie z dwóch powodów. Swoją nazwą - która mówiła mi, że otrzymam taki błysk jaki mnie interesuje, oraz fakt, że nie posiada on warstwy dyspersyjnej. Po jego pierwszym użyciu, od razu wiedziałam że się polubimy. Faktycznie paznokcie mają większy blask - nakładając go na kolor czy pyłek tylko wyostrzam nasycenia i błysk. Faktycznie jest odporny na zarysowania - nie oznacza to, że się nie rysuje - to chyba jednak niemożliwe. Jednak widzę dużą różnicę w wyglądzie moich paznokci używając tego topu, a innych. Z pewnością zostanie on ze mną na dłużej.



A teraz czas na efekty, które uzyskałam na swoich paznokciach. Mam dla Was dwie stylizacje z użyciem jednego z tych lakierów - mianowicie Illusion Glitter - jakoś bardziej pasował do mojego samopoczucia w tamtym czasie. Niebawem wrócę do Was z kolejnym wpisem i zdjęciami ze stylizacjami z tym ciemniejszym lakierem - mam już dwa pomysły i myślę, że mogą się Wam spodobać.








Znacie lakiery od NC Nails Company? Używacie lakierów magnetycznych?


OH!TOMI Dark Chocolate body scrub - peeling do ciała o zapachu ciemnej czekolady

OH!TOMI Dark Chocolate body scrub

Markę OH!TOMI miałam okazję już poznać pewien czas temu, pisałam Wam o ich detoksujących herbatkach, oraz peelingu truskawkowym który mnie zachwycił. Postanowiłam sięgnąć po kolejny scrub, lecz o innym zapachu. Wielkimi krokami idzie do nas zima, tak skusiłam się na peeling z kolekcji jesienno-zimowej WISHES o zapachu ciemnej czekolady. Jak moje wrażenia?


Połączenie całej palety witamin i minerałów z naturalnym cukrem i dobroczynnymi olejami udało nam się nadzwyczaj skutecznie. Dlatego nasze kosmetyki zasługują na miano prawdziwego sugar scrub! Peelingi delikatnie złuszczają naskórek, odkrywając blask i sprężystość skóry. W efekcie możesz cieszyć się fantastyczną gładkością i jędrnością swojego odnowionego ciała.

Błogi, gorący, słodki – taki jest zapach Ciemnej Czekolady. Aromat rozgrzewa wszystkie zmysły, wycisza i uspokaja. Uczucie rozkosznej przyjemności gwarantowane!

INCI: Sucrose, Butyrospermum Parkii Butter, Vitis Vinifera Seed Oil, Parfum, Lecithin, Ascorbyl Palmitate, Helianthus Annuus Seed Oil, Tocopherol, Aqua, CI 19140, CI 16255, CI 28440. 


OH!TOMI dark Chocolate body scrub

OH!TOMI dark Chocolate body scrub


Ten opis od razu mnie przekonał do tego, aby skusić się i wypróbować inny wariant zapachowy peelingów tej marki. Jak już wspomniałam - z poprzednika byłam bardzo zadowolona, dlatego bez zastanowienia sięgnęłam po kolejny. 

Szata graficzna tego kosmetyku urzekła mnie podobnie jak poprzednim razem - w tym przypadku nie ma na opakowaniu jednorożca - a samo pudełeczko bardzo kojarzy mi się ze świecą zapachową i swetrem. Takie skojarzenia mam kiedy na nie patrzę - jednak to dobrze - bo właśnie te rzeczy w jesiennych czy zimowych wieczorach uwielbiam. To one sprawiają, że czuje się ten klimat i magię. Opakowanie jest metalowe, zakręcane jak słoik - z pewnością zostanie ze mną na dłużej - podobnie jak poprzednie. Idealnie nada się jako dodatek do zdjęć czy pojemnik na biżuterię czy inne skarby. 

W środku znajduje się żółto-pomarańczowy peeling, który swoim aromatem mnie urzekł. Ciepły, słodki, czekoladowy aromat kusi do użycia już przy pierwszym kontakcie. Po połączeniu z wodą, mam wrażenie, że zapach robi się jeszcze bardziej intensywniejszy i pomaga się zrelaksować. 


OH!TOMI dark Chocolate body scrub

OH!TOMi dark Chocolate body scrub

Jest dość gruboziarnisty za sprawą cukru - należy więc do tych zdzierających peelingów które uwielbiam. Wmasowuję go w całe ciało i cieszę się zapachem i chwilą tylko dla siebie. Po spłukaniu na ciele pozostaje lekko tłusty film, który przyjemnie nawilża moją skórę. Po pewnym czasie wchłania się, a skóra pozostaje miękka, jędrna, wygładzona i odżywiona. Aromat utrzymuje się kilkadziesiąt minut - więc efekt bajeczny!

Wydajność mogę ocenić wysoko - ponieważ niewiele go trzeba aby rozprowadzić po całym ciele - wbrew pozorom. Wydawało mi się, że szybko go zużyję jednak wcale tak nie jest. Poprzednie opakowanie używałam 3 miesiące - robiąc peeling dość często. Teraz mam w zapasie również kilka innych marek, więc z pewnością używać będę go dłużej. Cena za opakowanie w którym mieści się 250 g peelingu to 58,90 zł. Dla wielu z Was będzie to wysoka cena - nie każdy może sobie pozwolić na taki wydatek. Ciężko jest mi ocenić czy nie jest ona za wysoka - myślę, że za składniki zawarte we wnętrzu warto zapłacić więcej. Czy do niego wrócę? Jak widać - wracam więc raz na jakiś czas można zaszaleć i pozwolić sobie na odrobinę luksusu.


OH!TOMI dark Chocolate body scrub

Peelingi tej marki dzielą się na dwie serie - wiosenno-letnią DREAMS w której znajdziecie zapachy Grapefruita, Tęczy, Słońca, Melona i Truskawki, oraz WISHES czyli jesienno-zimową i aromaty Kwiatów Lipy, Gorącej Kawy, Ciemnej Czekolady i Wanilii z Pomarańczą. Każdy z nich swoją nazwą kusi i ciekawi mnie coraz mocniej. Mam w planach wypróbować każdy z nich - ale czy się uda? Czas pokaże. Na dzień dzisiejszy wypróbowałam już dwa, więc sporo jeszcze przede mną. 

Te kosmetyki możecie dostać w sklepie www.nutridome.plMam również zniżkę dla Was która jest bezterminowa. Podczas składania zamówienia w odpowiednie okienko należy wpisać hasło ZuzkaPisze a wartość Waszego koszyka obniży się o całe 10% :)

A Wy znacie już peelingi OH!TOMI? Który wariant zapachowy próbowaliście? Który chcielibyście spróbować?

Jaspis Jesienny 4 i Lapis lazuli z hematytem na sznurku - bransoletki DeLaKinia


Jeśli chodzi o biżuterię, to jestem totalną minimalistką. Na co dzień noszę jedynie obrączkę i kolczyki na sztyfcie, których praktycznie nie widać. Na większe wyjścia mam w swoim kuferku przeróżne skarby, a bransoletek nigdy nie nosiłam. Swoje przyzwyczajenia zaczęłam zmieniać jakiś czas temu - pokazywałam Wam na instagramie bransoletkę, którą bardzo polubiłam i nosiłam. Niestety porwała mi się i znowu na moich nadgarstkach nie gościło nic. 

Mam jednak słabość do ręcznie robionej biżuterii. Ma ona w sobie coś niesamowitego - piękno, prostotę i serce osoby, która ją wykonuje. Z biżuterii hand made najbardziej podobają mi się bransoletki i to właśnie o nich chcę Wam dziś napisać - bo moim zdaniem warto mówić o takich małych dziełach sztuki.

DeLaKinia, to firma która zajmuje się tworzeniem takich właśnie dzieł. Co ciekawe, marka ta powstała przypadkiem - mama z 9 letnią wówczas córką, wybrały się do hurtowni jubilerskiej aby kupić materiały potrzebne do stworzenia bransoletki przez młodszą z Pań. Ich wizyta jednak nie skończyła się na zakupie produktów na jedną bransoletkę - znacznie przekroczyły ustalony limit wydatków. Wspólnie zaczęły tworzyć różne wzory i zakochały się w tym. Nazwa DeLaKinia pochodzi od imienia "sprawczyni" całego zamieszania - czyli córki Kingi, która kocha hiszpański styl i język. W ten oto sposób powstała nazwa i logo, które niosą w sobie wszystko co Panie tak bardzo kochają i poświęciły się zawodowo. 

W swojej ofercie posiadają naprawdę spory wybór wzorów i kolorów bransoletek i ciężko jest wybrać dla siebie tylko jedną z nich. Dlatego też w moim posiadaniu pojawiły się dwie - co znacznie ułatwiło mi wybór, lecz przyznam, że ochotę mam jeszcze na kilka z nich. 

Bransoletka "Jaspis jesienny 4"


Bransoletka „Jaspis jesienny 4” wykonana z fasetowanych kulek kamienia jaspis w niebiesko-brązowym kolorze.

Jaspis – nazwa jaspis pochodzi z j. greckiego i oznacza „cętkowany kamień”. Skała osadowa, zbita, drobnoziarnista, zbudowana z chalcedonu i kwarcu – występują one w zmiennych proporcjach. Zawiera różne minerały spełniające rolę domieszek. Związki żelaza nadają jaspisom barwę brązową, żółtą, czerwoną lub zieloną.
Jaspis jest kamieniem wspierającym i uspokajającym, szczególnie dla ludzi żyjących w stresie. Pomaga w kontaktach z ludźmi, przywraca poczucie jedności i połączenia, zarówno ze sobą samym jak i z innymi, pomaga załagodzić konflikty. Jaspis można wykorzystać do medytacji, ugruntowania, pracy ze snami. W praktycznym życiu jaspis zachęca do działania, przekształcania pomysłów w rzeczywistość, pomaga dobrze organizować sobie czas i utrzymywać dyscyplinę w dążeniu do celu.
Bransoletka posiada zawieszkę DLK wykonaną ze srebra (próba 925). Średnica kulek jaspisu: 4 mm. Bransoletki wkładane, na gumce jubilerskiej.


Jak widzicie na zdjęciu bransoletka jest bardzo kolorowa i jesienna. Nazwa idealnie do niej pasuje. Jako, że kocham brązy, zielenie, żółcie i niebieskości - to ta bransoletka idealnie odzwierciedla moje upodobania. Wykonana jest bardzo starannie - gdyby ktoś mi ją pokazał osobiście - nie uwierzyłabym że wykonana jest ręcznie - sądziłabym, że pochodzi ze sklepu jubilerskiego. Gumka na której zawieszone są koraliki jest mocna, sprężysta - nie wydaje mi się, żebym miała z nią problemy w szybkim czasie. Nie raz już - moja córka ciągała mnie za nią - na szczęście nie pękła i noszę ją codziennie. 
Jaspis ma wspierać i uspokajać - szczególnie poleca się go ludziom, którzy żyją w stresie, czyli jest idealny dla mnie. Ostatnio w moim  życiu dzieje się bardzo dużo i nie są to pozytywne rzeczy - ciągle mam pod górkę, ciągle dochodzą nowe problemy, a stare się nawarstwiają przez co ciężko mi się ogarnąć. Mam nadzieję, że ten kamień przyniesie mi szczęście, wewnętrzną równowagę i pomoże mi się uspokoić. Patrząc na nią - czuję spokój i harmonię - od dawna uwielbiam kamienie szlachetne i staram się nimi otaczać.

Drugą bransoletką jest Lapis lazuli z hematytem na sznurku.
Bransoletka „Lapis lazuli z hematytem na sznurku” wykonana jest z matowych kulek kamienia lapis lazuli w kolorze głębokiego granatu (z delikatnymi złotymi żyłkami w swojej strukturze) oraz z fasetowanymi talerzykami z hematytu w srebrnym kolorze, osadzonych na sznurku w granatowym kolorze. Bransoletka „Lapis lazuli z hematytem na sznurku” to lekka, bardzo kobieca propozycja z kolekcji wiosenno-letniej. Jej wyjątkowość tkwi w niezobowiązującym charakterze i skromnej, ale eleganckiej formie.


Lapis lazuli – skała metamorficzna powstała w wyniku przeobrażeń utworów węglanowych (wapieni i dolomitów) pod wpływem intruzji granitów, syenitów lub pegmatytów. Jej głównym składnikiem jest lazuryt. Lapis lazuli nazywany jest kamieniem inspiracji, prawdy i mądrości. Sprzyja pozytywnym relacjom: przyjaźni i harmonii w związkach.
Hematyt (gr. haema (haima), krewhaimatiteskrwisty; w nawiązaniu do czerwonej barwy tego minerału po jego sproszkowaniu) – minerał pospolity, tlenek żelaza. Jest rozpowszechniony we wszystkich głównych typach skał.
Stymuluje obszary o niedoborze energetycznym. Kamień ochronny przeciw promieniowaniu ziemskiemu, żył i cieków wodnych. Hematyt chroni również przed promieniowaniem uskoków i rowów tektonicznych, które jest bardzo podobne do promieniowania żył i cieków wodnych. Intensywność tego promieniowania jest często dużo większa niż w przypadku promieniowania cieków wodnych. Hematyt nazywany jest również krwawnikiem. Ta wywodząca się ze średniowiecza nazwa wskazuje na główny zakres jego działania. Pozytywnie wpływa na wszystko co wiąże się z krwią: jej wytwarzanie, krwiobieg, tamowanie krwawień, menstruację. Ułatwia wchłanianie żelaza. Reguluje nadciśnienie, zapobiega nadmiernym skurczom mięśni i przyspieszonemu pulsowi. Leczy choroby pęcherza i pomaga w dolegliwościach kręgosłupa. W sferze psychicznej budzi radość życia, dodaje odwagi i umacnia wolę.
Bransoletka posiada zawieszkę DLK wykonaną ze srebra (próba 925). Średnica kulek lapis lazuli: 4 mm.

Ta bransoletka zauroczyła mnie swoim odcieniem granatu. Kamienie wyglądają bajecznie - każdy jest inny - niepowtarzalny. Dzięki temu bransoletka jest oryginalna i wiem, że nikt nie posiada takiej samej jak ja. Na ręku noszę najczęściej obie - jednak zdarza się, że zakładam je pojedynczo. 
Jeśli mogę wziąć pod uwagę fakt, że wierzę w działania kamieni szlachetnych na organizm człowieka to śmiało mogę powiedzieć, że wierzę, iż pomoże mi ona w walce z problemami zdrowotnymi. Kręgosłup, nerki czy układ krwionośny to miejsca w moim ciele, które od pewnego czasu dają się we znaki więc wybór bransoletek był mi pisany gdzieś w chmurach,
Bransoletka wykonana jest z wielką starannością, widać, że osoba która ją robiła wkładała w nią swoje serce, bo każdy szczegół jest dopracowany w 100%. Tę bransoletkę można regulować - ma specjalne ściągacze ze sznurka, które pomogą dopasować ją idealnie do naszej ręki. Sznurek jest mocny, bransoletka trzyma się na swoim miejscu, nie zauważyłam przetarć mimo, że noszę ją już około miesiąca - rzadko ją zdejmując. 


Obie bardzo polubiłam. Od kiedy je noszę mam w głowie trochę więcej pozytywnego myślenia - wiem, że to po prostu nastawienie - bo jak się wierzy, że będzie dobrze - to będzie! Wystarczy chcieć i w to wierzyć. Jeśli jednak ktoś potrzebuje takich swoich amuletów, to nie można mu tego bronić - te bransoletki właśnie stały się nim dla mnie. 


Ręcznie robione bransoletki to także doskonały prezent na zbliżające się Mikołajki czy święta Bożego Narodzenia. Większość kobiet lubi biżuterię - więc jeśli szukacie czegoś oryginalnego, eleganckiego i niepowtarzalnego - to polecam! Z pewnością osoby obdarowane docenią ten gest i będą cieszyć się ze swoich małych dzieł sztuki. Może i dla nich staną się takim małym amuletem z którym nie będą się rozstawać? Kto wie?
Na moim facebooku ruszyło właśnie rozdanie - mam dla Was trzy kody rabatowe na kwotę 30 zł do wykorzystania w sklepie DeLaKinia. Tak więc serdecznie zapraszam do zabawy - która potrwa do piątku włącznie - znajdziecie ją na moim fanpage'u
Jak podobają się Wam te bransoletki? Lubicie ręcznie robioną biżuterię?

Jak zaczęła się moja przygoda z lakierami hybrydowymi?


Co jakiś czas przychodzę do Was z wpisami dotyczącymi manicure hybrydowego. Nigdy jednak nie pisałam Wam jak zaczęła się moja przygoda z tego typu malowaniem paznokci. Dziś postanowiłam trochę Wam o tym opowiedzieć. 

Pamiętam jak dziś - kiedy po pomalowaniu paznokci musiałam uważać na to co robię - ponieważ już tego samego dnia miałam odpryski i przetarcia. Z natury jestem dość niecierpliwa i denerwował mnie fakt, że ponownie muszę malować moje pazurki i czekać aż wyschną zanim cokolwiek zrobię. Próbowałam lakierów tańszych i droższych, kupowałam przezroczyste, żeby położyć je na wierzch kolorowych - jednak nic to nie dawało. 
Któregoś razu koleżanka z pracy wróciła od kosmetyczki i powiedziała mi, że zrobiła sobie manicure hybrydowy. Człowiek wtedy nie wiedział co to znaczy i jak to się robi, więc z zaciekawieniem wypytałam ją o wszystkie szczegóły. Po powrocie do domu postanowiłam trochę na ten temat poczytać i stwierdziłam, że sama wybiorę się do specjalisty i sprawdzę jak to będzie wyglądać w moim przypadku.

Tak też zrobiłam. Po dwóch dniach jednak - lakier poodpadał jak naklejki. Byłam okropnie zła - poszłam do kosmetyczki z pytaniem czemu tak się stało, na co ona odpowiedziała, że taka moja uroda i hybrydy trzymać się u mnie nie będą. 50 zł poszło więc w błoto. Powiedziałam sobie, że nigdy więcej nie wybiorę się na tą metodę malowania paznokci.

Poczytałam jednak trochę w sieci i doczytałam, że możliwe, iż Pani która wykonała mi zabieg mogła źle zaaplikować lakier, źle spiłować paznokcie czy źle odtłuścić. Nie zdecydowałam się jednak na ponowną wizytę. Postanowiłam wtedy, że kupię sobie zestaw startowy i zacznę sama. Tak też zrobiłam. Zestaw na który się zdecydowałam posiadał lampę UV, lakiery hybrydowe indigo, blok polerski, pilniki, primer i inne potrzebne rzeczy. Po odebraniu przesyłki od razu wzięłam się do pracy i powoli zaczęłam uczyć się wszystkiego od podstaw. 

Droga jaką przeszłam jest dość długa - miałam kilka przerw - jedna spowodowana tym, że nie potrafiłam dojechać do skórek, źle matowiłam płytkę i się po prostu poddałam. Kolejna spowodowana była alergią i takich sytuacji było w moim życiu kilka. Chcę pokazać Wam jedne z moich pierwszych prac oraz te które noszę aktualnie :)

Kiedyś:





Dziś:




Wiem, że do doskonałości mi jeszcze daleko, ale powoli się uczę. Mam w planie zrobienie chociaż jednego kursu - tak dla siebie, żebym mogła lepiej opanować wykonywanie manicure tą metodą i mam nadzieję, że w przyszłym roku uda mi się to marzenie zrealizować.

Instagram