Chcesz dostawać powiadomienia o nowych postach?

Jak wzmacniam odporność moich dzieci?

Sambucus Kids - żelki o smaku malinowym

Jestem mamą dwójki dzieci - 3 letniej Hani i 11 letniego Kuby. Od początku tego roku mieliśmy bardzo dużo problemów ze zdrowiem. Co chwila łapały nas jakieś przeziębienia czy mocniejsze choroby. W jaki sposób udało mi się wzmocnić odporność moich dzieci?

Oczywiście najważniejsza w tym wszystkim jest odpowiednia dieta. Jednak zdarza się, że moje dzieci odmawiają zjedzenia jakiejś porcji warzyw czy owoców przez co nie dostarczają swoim małym organizmom odpowiedniej ilości witamin w ciągu dnia. Jeśli chodzi o tran, to niestety nie chcą go pić. Witaminy stosowaliśmy w różnej postaci - syropy, tabletki, proszki do sporządzania napojów - to wszystko podobało się im, ale tylko na chwilę. Postanowiłam znaleźć inny sposób na dostarczenie im witamin. 

Nie raz już wspominałam Wam, że najczęściej zakupy robię przez internet - zabawki, odzież, kosmetyki, a nawet leki. Te ostatnie w zeszłym miesiącu zaczęłam zamawiać w aptece internetowej https://www.i-apteka.pl/, ponieważ ceny w tym miejscu są bardzo konkurencyjne. W stacjonarnych aptekach kupuję jedynie leki wydawane na receptę.

Wracając do tematu mojego wpisu - postanowiłam skusić się na żelki witaminowe Sambucus Kids i to właśnie o nich chcę Wam dziś trochę opowiedzieć. 

żelki witaminowe sambucus kids, i-apteka.pl

Sambucus kids żelki to źródło składników takich jak cynk i witamina C, które wspierają prawidłowe funkcjonowanie układu odpornościowego. Bez czarny jest naturalnym składnikiem o tradycyjnym zastosowaniu w celu zapewnienia prawidłowego funkcjonowania układu immunologicznego oraz pomaga złagodzić kaszel i chrypkę. Cynk i witamina C dodatkowo wspomagają mechanizmy odpornościowe organizmu. Posiadają smak malinowy.

Jak możecie się domyślić - dzieciaki oszalały na punkcie tych żelek. Córka ogólnie nie ma problemu z przyjmowaniem syropów czy innych suplementów, natomiast syn - nie znosi tego robić. Kiedy zobaczył żelki Sambucus - momentalnie je polubił i teraz sam upomina się o swoją porcję witamin.

Żelki, mimo iż mają malinowy smak, to są w kolorze granatowym. Po ich wyglądzie powiedziałabym, że powinny smakować jak jagody - tak jednak nie jest. Swoim kształtem również przypominają owoce, o których wspominam. Żelki są niewielkich rozmiarów, więc nawet dziecko, które nie przepada za takimi produktami nie będzie miało problemu z ich zjedzeniem, a smakują na prawdę dobrze. Mieliśmy już suplementy w podobnej postaci, jednak miały taki jakby metaliczny posmak co przeszkadzało moim dzieciom w ich przyjmowaniu - w żelkach Sambucus nie ma tego posmaku, a dzieci czują się jakby jadły zwykłe łakocie.

żelki witaminowe sambucus kids, i-apteka.pl

żelki witaminowe sambucus kids, i-apteka.pl

 W słoiczku mieści się 60 szt. więc wystarczy na miesiąc na dwójkę dzieci - chyba, że będą zjadać po dwie sztuki (to maksymalna dobowa ilość) to wtedy na dwa tygodnie. W naszym domu wybraliśmy opcję numer jeden - czyli żelka dziennie. Na początku Hania trochę się buntowała, bo chciała jeść ich więcej, ale po rozmowie stwierdziła, że jedząc jedną będzie miała je na dłużej. 

Od momentu kiedy moje dzieci przyjmują Sambucus Kids ani razu nie miały kataru, chrypki czy kaszlu więc udało nam się trochę wzmocnić ich organizm. Opakowanie kosztuje około 20 zł, więc cena nie jest wygórowana i myślę, że jest na każdą kieszeń. Zdrowie moich dzieci jest dla mnie bezcenne, ale to miły dodatek do ich zdrowia. Cieszę się, że zdecydowałam się na zamówienie tych żelek i dziś wiem, że będą nieodłącznym elementem mojej domowej apteczki.

Czy kupujecie suplementy diety dla swoich dzieci w formie żelek? Robicie zakupy w aptekach online, czy jednak wybieracie te stacjonarne?

Oryginalne prezenty na Dzień Dziecka

Oryginalne prezenty na Dzień Dziecka


Już w sobotę 1 czerwca, czyli Dzień Dziecka. Wpisy z propozycjami na prezent z tej okazji już publikowałam, jednak postanowiłam pokazać Wam jeszcze dwa przedmioty na które zwróciłam uwagę w sklepie toys4boys i postanowiłam je zamówić moim dzieciom.  

Jak wiecie, mam dwójkę dzieci. Syn Kuba ma 11 lat, a córka Hania za dwa tygodnie będzie miała trzecie urodziny. Z okazji Dnia Dziecka, co roku kupowałam im jakieś zabawki edukacyjne, gry albo klocki. W tym roku postanowiłam zmienić trochę ten zwyczaj i zamówiłam im zupełnie coś innego.

Kuba jest na etapie odkładania pieniążków. Wyznacza jakiś konkretny cel i systematycznie odkłada swoje kieszonkowe czy pieniądze, które od kogoś dostanie. Do tej pory wkładał je do takiej skrzyneczki, którą zamykał na kłódeczkę, ale zamek się popsuł i kasa leżała luzem. Przeglądając ofertę sklepu toys4boys znalazłam fajną skarbonkę, która nie tylko ma sporą pojemność, ale i liczy bilon.

Licząca skarbonka, to nic innego jak pojemnik na drobne, które chcemy odłożyć na później. Jest to ciekawe rozwiązanie dla osób, które nie lubią liczyć sporej ilości monet. Wrzucając bilon przez specjalny otwór, na wyświetlaczu pojawi się suma, która jest już wewnątrz skarbonki.  Dla mojego syna jakiś czas temu kupiłam świnkę skarbonkę - jednak nie miała otworu, przez który syn mógłby wyjąć potrzebną sumę i musiał ją pobić. Na początku sprawdzało się to w przypadku oszczędzania, jednak później - sam nie widział ile monet już nazbierał i denerwował się, bo chciał kupić rzecz na którą odkładał. W przypadku tej skarbonki - może ją swobodnie odkręcić i wyjąć potrzebną kwotę.

licząca bilon skarbonka

Stwierdziłam, że taki prezent z pewnością mu się spodoba - niestety kurier przyniósł paczkę, kiedy syn był w domu, a lubi pomagać mi przy rozpakowywaniu - to prezent zobaczył i od razu zabrał do swojego pokoju. Czy niespodzianka się udała? Owszem, o kilka dni za wcześnie 😁. Będę musiała kupić coś dodatkowego, żeby synowi nie było smutno w sobotę.

Wracając do skarbonki, to wykonana jest dobrze. Jest plastikowa, więc nie pobije się przy przypadkowym upadku. Nakrętka ma na sobie wyświetlacz LCD oraz otwór przez który wrzucamy monety do środka. Rozpoznaje on monety i na liczniku podaje sumę, którą wrzucono do wewnątrz. 

licząca skarbonka

licząca skarbonka

Pieniądze można wyjąć z niej ściągając nakrętkę, jednak należy pamiętać, żeby zresetować licznik - bo niestety nie ma możliwości odejmowania kwoty, którą wyjęto ze środka. Zauważyłam też, że czasem myli 2 gr z 20 gr - są tej samej wielkości i chyba nie zawsze je rozpoznaje. Mimo wszystko - wrzucając 50 gr, 1 zł, 2 zł czy 5 zł - nie ma tego problemu i syn może odkładać swoje drobniaki, a później wie ile ich nazbierał, nie wyciągając ich ze środka. Jesteśmy z niej zadowoleni i myślę, że dzieciakom w wieku mojego syna również by się spodobała.

licząca skarbonka


Kolejny prezent, to coś co sprawiło, że moja córka do dziś jest wniebowzięta. Mowa o lampie Moon In My Room. Pokazywałam Wam ją już w relacji na moim instagramie więc możecie ją kojarzyć. Hania, mimo, że ma dopiero 3 lata - uwielbia oglądać gwiazdy na niebie jak i w telewizji. Kiedy wieczorem zobaczy za oknem księżyc - nie ma możliwości, że pójdzie spać. Księżyc musi zniknąć z pola widzenia, wtedy moja córka mówi mu dobranoc i idzie spać. Teraz spokojnie mogę zasłaniać rolety, bo dałam córce jej własny księżyc.

lampa księżyc

Lampa Moon In My Room doskonale imituje prawdziwy Księżyc, który krąży wokół Ziemi. Efekt jest na tyle realistyczny, że na zdjęciach wygląda jak ten, który znajduje się na nocnym niebie. Co najfajniejsze - posiada wszystkie osiem faz księżyca. Możemy ustawić je sobie według uznania - np. ciągłą pełnię czy ostatnią kwadrę, albo automatyczną zmienność - wtedy lampka sama zmienia fazy w odstępie 5 sekund. Wygląda to bardzo efektownie i robi niesamowity klimat. 

lampka księżyc


Możecie sobie wyobrazić jaką radość ta lampa sprawia mojej córce, która uwielbia patrzeć w niebo? Do lampy dołączony jest pilot, którym możemy zmieniać ustawienia lub włączyć automat - córka przejęła go od razu, więc nie ujęłam go na zdjęciach - kiedy mam możliwość - jest za ciemno, żeby go sfotografować. W ciągu dnia, księżyc nie świeci - bo posiada czujnik światła - dopiero, kiedy zapada zmrok - można go uruchomić i oglądać go bez końca. Przyznam, że prezent ten ucieszył naszą całą rodzinę - i wszyscy, bez wyjątku (łącznie z kotem) uwielbiamy na niego patrzeć i relaksować się.


lampka księżyc

lampka księżyc

Jak widzicie prezentuje się on bardzo ładnie, wykonany jest starannie i dokładnie. Posiada wgłębienia, które tworzą cienie i kratery, dzięki czemu podczas świecenia wygląda bardzo autentycznie.

Prezenty udane - zakupy także. Jestem bardzo zadowolona z moich wyborów, a radość na twarzach moich dzieci mnie tylko upewnia w przekonaniu, że wybrałam dobrze. Jeśli jeszcze nie macie pomysłów na prezenty dla swoich pociech, to warto zastanowić się nad takimi propozycjami - nie tylko cieszą oko, ale są też praktyczne i sprawiają radość najmłodszym.

Jak podobają się Wam moje propozycje?

Skuteczna i bezpieczna odżywka do rzęs - MOLASH

Skuteczna i bezpieczna odżywka do rzęs - MOLASH


Od kiedy pamiętam, moje rzęsy były mega długie. Jedynym moim problemem była ich gęstość i kolor - końcówki zawsze były tak jasne, że praktycznie niewidoczne. Pewien czas temu, moje rzęsy zaczęły bardzo się przerzedzać i łamać. Efektem tego były dość krótkie i rzadkie włoski, które strasznie mnie denerwowały. Postanowiłam więc skusić się na odżywkę do rzęs Molash i sprawdzić czy pomoże mi zregenerować moje rzęsy.

Kiedy tylko odżywka pojawiła się w moim domu, informowałam Was o tym na moim istagramie. Było to dokładnie 27 marca. Dziś mamy 28 maja, także pełne dwa miesiące kuracji już za mną. Chciałabym podsumować moje testy i pokazać Wam efekt jaki uzyskałam dzięki Molash.

MoLash® to odżywka do rzęs, która je wydłuża, zagęszcza, wzmacnia oraz widocznie poprawia ich kondycję.Specjalna, innowacyjna formuła odżywki do rzęs cieszy się uznaniem nowoczesnych kobiet, które chcą mieć piękne, naturalne rzęsy i moc zniewalającego spojrzenia.Już po 3 tygodniach stosowania odżywki MoLash® zobaczysz, jak Twoje rzęsy nabiorą mocy – staną się wyraźnie pogrubione i wzmocnione, a po 3 miesiącach będziesz zaskoczona ich długością i spektakularną gęstością. (Produkt może być również stosowany na brwi.)MoLash® to produkt najwyższej jakości – nie tylko skuteczny, ale również bezpieczny – powstał dzięki najnowszej technologii oraz wielu badaniom okulistycznym i dermatologicznym.


molash odżywka do rzęs

Oprócz odżywki w paczce znalazłam też kredkę do oczu/ eyeliner, jednak pominę ją w tym wpisie, ponieważ chcę skupić się na samym działaniu odżywki. 


Zaawansowana formuła MoLash® przyspiesza naturalny wzrost rzęs i wzmacnia je od nasady, dzięki czemu rzęsy stają się długie i mocne. Zapobiega również ich wypadaniu, dzięki czemu rzęs jest zawsze więcej. Najnowsze technologie i badania sprawiły, że możesz teraz szybko i w bezpieczny sposób uzyskać efekty na długo. Już po 3 tygodniach stosowania zauważysz, jak Twoje rzęsy nabiorą mocy.Dzięki precyzyjnemu pędzelkowi aplikacja jest prosta. Nałożenie odżywki trwa zaledwie kilka sekund dziennie. Po dokładnym demakijażu twarzy i oczu, nałóż MoLash®, na linię rzęs przy górnej powiece. Po kilku sekundach serum wchłania się i aktywuje składniki wzmacniające, które wnikają do cebulek rzęs i działają na nie od środka, tworząc również barierę ochronną wzdłuż odrastających rzęs, przez co pomaga zapobiegać ich kruszeniu, wypadaniu i łamaniu.
Jak skuteczna okazała się w rzeczywistości?

Za testy wzięłam się pierwszego dnia. Zawsze na samym początku wącham i robię mały test, czy kosmetyk mnie nie uczuli czy nie wywoła pieczenia. Nic takiego nie miało miejsca, tak więc wieczorem - śmiało wzięłam się za jej stosowanie. Odżywka zamknięta jest w czarnej buteleczce z różowym korkiem, który ma na sobie wąski pędzelek, który jest w formie eyelinera. Dzięki temu z łatwością można stosować odżywkę wzdłuż linii rzęs, bez obaw, że kosmetyk dostanie się do oczu. Konsystencja jest żelowa, dość rzadka, jednak nie spływająca. Przed dwa miesiące stosowania ani razu nie dostała mi się do oczu, więc Molash za to dostaje u mnie wielki plus. Jak wspomniałam wyżej, nic mnie nie uczuliło, nie piekło, ani nie zauważyłam nic co mogło by mnie do niej odrzucić.


Skuteczna i bezpieczna odżywka do rzęs - MOLASH

Efekty zauważyłam po około 3-4 tygodniach. Rzęsy z dnia na dzień robiły się bardziej sprężyste, przestały się kruszyć i wypadać. Dodatkowo zrobiły się podatne na układanie - nie wykręcają się każdy w inną stronę podczas ich malowania. Jeśli chodzi o długość, to tak na prawdę na początku nie zwracałam na to uwagi. Jak wspomniałam na wstępie - zawsze miałam długie rzęsy - tylko o bardzo jasnych, praktycznie niewidocznych końcach. Zanim jednak zaczęłam kurację - postanowiłam uwiecznić moje oczy na zdjęciu i dziś, robiąc dla Was wpis, zrobiłam kolejne. Porównując je - zaniemówiłam - znacząco różnią się zarówno w długości, gęstości jak i kolorze. Teraz moje rzęsy są długie i zrobiły się ciemniejsze, dzięki czemu są widoczne nawet, jeśli ich nie pomaluję. Sami zobaczcie:


efekt stosowania odżywki do rzęs molash

Różnica jest kolosalna i widoczna gołym okiem, więc nie muszę Wam opisywać - co odżywka zrobiła z moimi rzęsami, bo widzicie to sami. 

Aktualnie stosuję odżywkę 2-3 razy w tygodniu dla potrzymania efektu. W buteleczce znajduje się jeszcze sporo kosmetyku, więc myślę, że na jakiś miesiąc jeszcze mi starczy. Odstawiać na razie nie będę - trochę obawiam się jak to będzie, bo przy poprzednich kosmetykach tego typu - rzęsy szybko wróciły do stanu przed testem. Jak będzie - okaże się - z pewnością wrócę z tematem - edytuję wpis i wrzucę zdjęcie rzęs po odstawieniu.

Po pomalowaniu jedną warstwą naturalnej maskary wyglądają tak:


efekt stosowania odżywki molash

Jestem bardzo zadowolona i aktualnie ta odżywka staje się moim numerem jeden - jeśli chodzi o takie produkty.

Pamiętacie mój wpis DIY? Ostatnio tak się nakręciłam na tworzenie czegoś z niczego, że postanowiłam zacząć więcej robić w tym temacie. Ostatnio kupiłam sobie kilka przyrządów do domu takich jak lutownica, pistolet do kleju na gorąco, kalafonię, cynę, topnik do lutowania i kilka innych tego typu rzeczy i zacznę majsterkowanie. Topnik o którym wspominam, to o tyle fajna sprawa, bo współgra z różnymi stopami, a nawet bezołowiowymi, dzięki czemu nie będziecie denerwować się podczas naprawy, że coś nie chce się przyczepić. W przypadku lutowania mam już swoje doświadczenie. Już jako mała dziewczynka pomagałam tacie naprawiać stare radia, gierki czy inne urządzenia elektryczne i teraz, kiedy jestem dorosła wszystko mogę robić sama, nie musząc oddawać ich do naprawy.


Znacie już tę odżywkę? Stosujecie kosmetyki tego typu? Jak podoba się Wam efekt stosowania?

Letnie stylizacje dla każdej kobiety

letnie stylizacje


Ostatnio coraz częściej rozglądam się w sieci w poszukiwaniach odzieży na lato. Mam ochotę wymienić całą swoją dotychczasową garderobę i mam nadzieję, że uda mi się osiągnąć ten cel nim zaczną się wakacje. W sklepie Quiosque.pl znalazłam kilka ciekawych propozycji, które postanowiłam Wam pokazać, a przy okazji skomponować je ze swoimi ubraniami.

Jak wiecie, jestem fanką sukienek, więc w moim zestawieniu nie może ich brakować. Znalazłam trzy, które szczególnie mnie zainteresowały i znalazły się w moim koszyku. Jak wiecie, w tym sezonie modne są wzory - zwierzęce, kwiatowe, albo ich dowolne łączenie. Latem, mam nadzieję będzie gorąco, więc lekkie sukienki zwiewne w Quiosque będą idealne na taką pogodę.

Pierwsza z nich, to lekka sukienka zwiewna SAFARI. Delikatna, zapinana z przodu na guziki, wiązana delikatnym paskiem, o długości midi. Posiada rękawy 3/4, które wręcz uwielbiam więc świetnie wpasuje się w mój gust. Panterka w tym sezonie jest mega modna, więc każda użytkowniczka będzie wyglądać niezwykle stylowo i pewnie siebie. Połączyć ją można zarówno z sandałkami na słupku jak i balerinami.

lekka sukienka zwiewna quiosque safari, panterka

Druga propozycja jest równie piękna i zwracająca uwagę Czerwona zwiewna sukienka w groszki, sprawdzi się na codzienne letnie spacery, ale i randkę czy wyjście ze znajomymi. Rozkloszowana, w ślicznym i modnym kolorze, która ma dopasowaną górę i zwiewny dół sięgający przed kolano. Kiedy dołożysz do niej sandałki na słupku i kopertówkę na łańcuszku uzyskasz koktajlowy, letni strój. 

czerwona zwiewna sukienka w groszki qiosque

Ostatnia z trzech propozycji, to zwiewna sukienka w kwiaty w kolorze zieleni. Jak wiecie zielony, to mój ulubiony kolor, więc każdy ciuch który posiada odrobinę tego koloru wpada mi w oko. Ta pozycja urzekła mnie swoim roślinnym printem oraz krojem. Uwielbiam, kiedy na moich sukienkach pojawiają się falbanki, które wirują na wietrze w ciągu lata. W tym przypadku znajdują się one przy rękawkach i na dole sukienki. Do tej pozycji byłabym skłonna nawet założyć trampki - ale proste czarne sandałki chyba najlepiej będą się z nią komponować.

zwiewna sukienka w kwiaty w kolorze zieleni quiosque

Mimo, że uwielbiam nosić sukienki, to zdarza mi się zakładać też spodnie. Wiem, że wiele z Was również to robi, dlatego nie chcę, aby we wpisie były jedynie propozycje sukienek. Postanowiłam też pokazać Wam luźne spodnie damskie w Quiosque

W związku z tym, że w tym sezonie można nosić praktycznie wszystko, a lato kojarzy mi się z energią i kolorem, postanowiłam zamówić dla siebie koralowe spodnie z wiązanym paskiem. Dopasowanie spodnie ze zwężanymi nogawkami z finezyjnym paskiem będą idealnie komponować się z praktycznie każdą bluzką czy koszulką. Założyć do nich można ulubione szpilki lub buty sportowe - w obu przypadkach wyglądać będą elegancko i pięknie.

koralowe spodnie z wiązanym paskiem quiosque

W zeszłym roku polubiłam się z białym dołem, tak więc w tym roku w mojej szafie pojawią się białe zwężane spodnie 3/4. Tak zwane rybaczki zawsze są obecne w mojej garderobie i bardzo lubię nosić spodnie tej długości. Pięknie wyglądają z wysokim obcasem i eksponują umięśnione i zgrabne łydki. 

białe zwężane spodnie 3/4 quiosque

A skoro mamy już spodnie, to trzeba również znaleźć coś na górę. Jeśli chodzi o bluzki z krótkim rękawem dostępne w Quiosque to mamy spore pole do popisu. Przeglądając je znalazłam dwie, które zainteresowały mnie na tyle, że już je zamówiłam :) 

Biała bluzka z koronką, to model, który według mnie powinien pojawić się w szafie każdej kobiety. Biel, która pasuje do wszystkiego i niewinna, romantyczna koronka - razem z dopasowanymi spodniami, szortami czy spódnicą - będą komponować się idealnie. Możemy nosić ją samodzielnie, albo z marynarką, która doda całej stylizacji trochę powagi i elegancji.

biała bluzka z koronką Quiosque

Ostatnia rzecz, którą chcę Wam pokazać, to bluzka w kwiaty z marszczeniem na biodrze. Pokryta jest niebieskimi i zielonymi kwiatami, które w tym sezonie są niezwykle na czasie i zaprojektowane są w iście malarskim - impresjonistycznym stylu. Krótkie, szeroko wycięte rękawy z pewnością dodają swobody i przewiew w upalne dni. Swobodnie skrojony materiał zebrany jest na lewym biodrze w pięknym i subtelnym marszczeniu. Niby taka zwykła bluzka, a jednak niezwykła i chyba urzekła mnie najbardziej z całego zamówienia. Cudownie będzie prezentować się z białymi spodniami 3/4 które pokazałam wyżej, oraz czarnymi szpilkami lub trampkami :) Nie mogę doczekać się, kiedy do mnie przyjedzie. 

bluzka w kwiaty z marszczeniem na biodrze Quiosque

Kiedy patrzę na moje wybory stwierdzam, iż w końcu dorosłam i wiem czego mam szukać podczas zakupów odzieżowych. Prezentowane przeze mnie ubrania idealnie sprawdzą się dla osób takich jak ja - zabieganych mam, które chcą wyglądać elegancko i z klasą, ale bez przesadnej powagi. Mam nadzieję, że stylizacje, które Wam pokazałam przypadną Wam do gustu. Może dzięki mnie, ktoś z Was znajdzie coś idealnego dla siebie?

Dajcie znać jak podobają się Wam przedstawione zestawy i co podoba się Wam najbardziej ;) 

AA OCEANIC LIFT4SKIN Active Glycol - korygujący krem pod oczy

AA OCEANIC LIFT4SKIN - korygujący krem pod oczy


W moim wieku dbanie o okolice oczu jest bardzo ważnym aspektem w codziennej pielęgnacji. Od pewnego czasu robię to regularnie i widzę, że moja skóra jest mi za to wdzięczna. W kwietniu w moje ręce trafił korygujący krem pod oczy AA Oceanic Lift4Skin i dziś przyszedł czas na moją opinię po jego testach.

Znalazł się on w moim domu dzięki Michałowi z bloga Twoje Źródło Urody za to chciałam mu już na samym początku podziękować. Dzięki Tobie mam okazję poznać kosmetyki, które zadziwiają mnie swoją skutecznością i podzielić się swoją opinią na ich temat z moimi czytelnikami.

AA OCEANIC LIFT4SKIN - korygujący krem pod oczy

Wracając do kremu, to muszę zacząć od tego, że bardzo podoba mi się jego opakowanie. Sam kartonik wygląda normalnie, moim zdaniem nie ma w nim nic szczególnego. Wewnątrz znajduje się elegancka buteleczka ze srebrnymi wstawkami i korkiem, zakończona wygodną i higieniczną pompką. 

Jakie działanie ma kosmetyk?

Korygujący krem pod oczy, dzięki starannie dobranym składnikom aktywnym, zmniejsza opuchnięcia oraz cienie pod oczami. Formuła z kompleksem minerałów i aminokwasów wpływa na poprawę nawilżenia i jędrności skóry, a lekka konsystencja sprawia, że krem doskonale się wchłania, nie pozostawiając na skórze uczucia lepkości.
DZIAŁANIE SKŁADNIKÓW AKTYWNYCH:
• Witamina B3 wpływa na zmniejszenie widoczności zmarszczek i drobnych linii wokół oczu oraz rozjaśnia skórę.
• Złoto koloidalne i peptyd nowej generacji aktywują syntezę kolagenu w skórze, nadając skórze gładkość, elastyczność i młody wygląd.
• Masła i oleje roślinne oraz witamina E dogłębnie odżywiają, nawilżają i chronią skórę przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych, a także łagodzą podrażnienia.

AA OCEANIC LIFT4SKIN Active Glycol - korygujący krem pod oczy

Krem jest koloru białego o lekkiej konsystencji i przyjemnym, delikatnym i subtelnym zapachu. Kosmetyk wchłania się szybko i co najważniejsze, nie pozostawia na skórze tłustego i lepkiego filmu, dzięki czemu skóra pod oczami nie jest obciążona. 
Jeśli chodzi o działanie, to uważam, że jest za wcześnie na pisanie o działaniu przeciwzmarszczkowym, ale śmiało mogę mówić już o poprawie elastyczności i sprężystości skóry. Okolice moich oczu są bardzo delikatne, skóra robi się wiotka i jest dość cienka, przez co widoczne są naczynka i pojawiają się sińce. Po 6 tygodniach stosowania tego kremu widzę już różnicę w tym miejscu. Zauważam ją szczególnie rano - cienie i opuchnięcia pod oczami nie są już tak widoczne jak wcześniej, dzięki czemu wyglądam korzystniej. Krem nie podrażnił mnie, nie uczulił, ani nie wywołał żadnych niepożądanych efektów podczas stosowania.
Kosmetyk jest bardzo wydajny, jego niewielka ilość wystarcza na wklepanie go w całe okolice oczu i myślę, że spokojnie wystarczy na 3 miesiące regularnego stosowania. 
Podsumowując ten wpis myślę, że mogę powiedzieć o skuteczności kremu - żałuję, że nie zrobiłam zdjęć skóry pod oczami zanim zaczęłam go stosować, aby móc zrobić porównanie; dlatego też musicie mi wierzyć na słowo. Jeśli nadal będę z niego tak zadowolona kiedy będę go "denkować", to z pewnością edytuję wpis i dodam rzeczy, które jeszcze zauważę (o ile tak będzie).
Jest to kolejne, miłe spotkanie z marką AA i chętnie będę poznawać kolejne ich nowości.
Mieliście już okazję stosować kosmetyki z linii OCEANIC marki AA? Czy stosujecie już kremy pod oczy?

Domowy KAPSALON - holenderski fast food

Kapsalon, holenderski fast food.

Kapsalona po raz pierwszy jadłam w jednym z fast-foodów w moim mieście. Bardzo spodobał mi się ten rodzaj szybkiego dania i postanowiłam, że spróbuję swoich sił i zacznę robić go w domu. 

Na początku powiem Wam co to jest kapsalon? Według wujka Google, to holenderski fast food. Zrobiony jest z frytek pokrytych szoarmą, posypane warstwą sera gouda i sałatką warzywną z sosem czosnkowym (lub innym - wg. smaku).

W sieci aż roi się od przepisów na to danie. Razem z mężem wypróbowaliśmy ich różne rodzaje i postanowiliśmy je zmodyfikować i stworzyliśmy taki, który najbardziej nam odpowiada. Dziś postanowiłam się z Wami nim podzielić. 

Składniki:

- filet z kurczaka
- sałata lodowa
- pomidor
- ogórek 
- papryka czerwona
- cebula czerwona
- kukurydza
- jogurt naturalny
- majonez
- czosnek
- ser żółty - może to być również mozarella do pizzy

Przyprawy do sosu: 

- pieprz czarny mielony
- sól 
- bazylia
- oregano

Przyprawy do mięsa:

- sól
- pieprz ziołowy
- papryka słodka
- przyprawa kebab/gyros
Ewentualnie skomponuj je według własnego uznania

Do kapsalona potrzebne są foremki aluminiowe do pieczenia piernika / robienia pasztetu. 

Do przyrządzenia tego niezwykle smacznego dania, potrzebujemy dobrego piekarnika - w moim przypadku jest to piekarnik wielofunkcyjny Electrolux seria 700 SenseCook EOE5C71X. I to właśnie od niego zaczynam całe przygotowywanie potrawy. Włączam w nim termoobieg, ustawiam 180 stopni i czekam aż się nagrzeje. Ten model piekarnika bardzo szybko nabiera temperaturę, której potrzebuję do pieczenia, więc nie muszę długo czekać. Na jedną z blach kładę papier do pieczenia, a następnie wysypuję potrzebną porcję frytek. 

Kapsalon, holenderski fast food.

kapsalon


W czasie, kiedy frytki się pieką, doprawiam mięso i smażę je na patelni. Robię też sałatkę z warzyw - siekając je na drobną kostkę. 

Kapsalon, holenderski fast food.

Następnie robię sos czosnkowy. Mały jogurt naturalny przelewam do miseczki, następnie dorzucam do niego dwie łyżki stołowe majonezu, wyciskam 2 ząbki czosnku i dodaję zioła: bazylię i oregano, oraz pieprz i sól.

Kiedy frytki są już rumiane, przekładam je do foremek w taki sposób, żeby zakryć dno i mieć warstwę zajmującą około 1/3 pojemności formy. Na frytki wykładam usmażone wcześniej mięso (w podobnej ilości), a na mięso wykładam ser. Tak przygotowane foremki wkładam do piekarnika (180 stopni) i zostawiam, aż do rozpuszczenia się sera.

Kapsalon, holenderski fast food.

Kapsalon, holenderski fast food.

Kiedy ser całkowicie się rozpuści, wyciągam foremki z piekarnika. Teraz czas na polanie dania sosem czosnkowym, dajecie go tyle - ile uważacie za słuszne. Ja nie lubię, kiedy danie ocieka sosem więc daję go mniej - mąż zaś, wylewa tam całkiem sporą jego ilość. Na sos wykładamy sałatkę warzywną i ponownie polewamy ją sosem. 

Kapsalon, holenderski fast food.

Danie gotowe! Smacznego!!

Jak widzicie kapsalona robi się prosto i szybko, a smak jest po prostu bajeczny. Jeśli podobnie jak ja - raz na jakiś czas lubisz zjeść sobie jakiegoś fast-fooda, to polecam Ci ten przepis. Jeśli wypróbujesz - daj znać w komentarzu jak Ci smakował - będzie mi bardzo miło.

Jedliście już tego typu danie? Robicie czasem w domu fast-foody czy wolicie jednak jeść je "na mieście"?

Zapraszam Was do moich Social Media 

Co to jest pozycjonowanie stron? Jak się za to zabrać?

Co to jest pozycjonowanie stron? Jak się za to zabrać?

Od kiedy regularnie prowadzę mojego bloga, zaczęłam bardziej interesować się tym, w jaki sposób mogę zwiększyć ruch na mojej stronie. Zaczęłam więc dużo czytać o tym co to jest pozycjonowanie stron i jak się za to zabrać. Dziś chcę Wam pokrótce powiedzieć o co w tym wszystkim chodzi.

Może zacznijmy od początku. Co to jest pozycjonowanie stron? W skrócie, chodzi o wypromowanie swojej strony www w taki sposób, aby znalazła się możliwie jak najwyżej w wynikach wyszukiwania. Aby uzyskać taki efekt bardzo ważne jest stosowanie słów kluczowych. Pozycjonowanie, to tak na prawdę wszystkie podjęte działania, które są podejmowane po to aby poprawić prezentację naszego serwisu w wynikach organicznych. To nie jest jednak takie proste jak się wydaje. Każda strona jest inna i bardzo ważne jest opracowanie odpowiedniej strategii, słów kluczowych które będą pasowały do danej działalności, itp. Im wyżej jesteśmy w GOOGLE, tym lepiej dla nas. Z pewnością sami nie raz korzystaliście z wyszukiwarki internetowej i najczęściej wchodzicie na strony, które wyświetlą się Wam jako jedne z pierwszych. Tak więc jak możecie się domyślić - im wyżej jesteście, tym większe prawdopodobieństwo na to, że ktoś odwiedzi Twoją stronę. Pozycjonowanie ma zapewnić nam wysoką i stabilną pozycję w wynikach wyszukiwania.

Jakie korzyści płyną z pozycjonowania stron?
- Przede wszystkim tworzymy swój własny wizerunek - użytkownicy zaczynają zapamiętywać naszą stronę i być może wracać do niej w przyszłości.
- Koszty - z pewnością zainwestowanie w pozycjonowanie jest bardziej opłacalne niż wykupowanie reklam.
- Zasięg - czy wiecie że aż 97% użytkowników w Polsce korzysta z wyszukiwarki google? 
- Wzrost odwiedzin naszej strony - ruch zdecydowanie się zwiększa.

Już kiedyś pokazywałam Wam zdjęcie zaczerpnięte z google - jak wyglądają wyniki wyszukiwania i gdzie najczęściej wchodzą użytkownicy - przeważnie są to 2-3 pierwsze strony pojawiające się po wpisania naszego zapytania. Dlatego każdy właściciel strony walczy o to, aby znaleźć się tak wysoko w google. Do tej pory udało mi się w życiu tylko kilka razy osiągnąć taki cel, ale dzięki temu posty z 2016 roku do dziś są codziennie odwiedzane. Taki mały przykład:

Co to jest pozycjonowanie stron? Jak się za to zabrać?


Od pewnego czasu zaczęłam więcej czytać w tym temacie i zdecydowanie widzę już pierwsze efekty. Niestety nie znalazłam jeszcze złotego środka, ale powoli coś rusza do przodu. Jeśli nie do końca czujecie się w temacie, albo tak jak ja - czytacie i nie do końca wszystko umiecie ogarnąć, możecie skorzystać z usług wyspecjalizowanych w tym temacie firm. Przykładem jest AFTERWEB. Taka firma przeanalizuje Twoją stronę, wprowadzi pewne kosmetyczne zmiany, dzięki którym Twoja strona zacznie być bardziej widoczna i w końcu ruszycie do przodu. Aktualnie sama zastanawiam się nad takim rozwiązaniem.

Zanim podejmę ostateczną decyzję staram się ciągle doszkalać w tym temacie i działam tyle - ile potrafię. 

Czy interesowaliście się już tematem pozycjonowania stron? Wszystko rozumiecie czy wolelibyście skorzystać z takich profesjonalnych usług?

Woda toaletowa ORIFLAME ECLAT Femme + Co zrobić z pustym flakonem po perfumach?

Woda toaletowa ORIFLAME ECLAT Femme + Co zrobić z pustym flakonem po perfumach?


Co pewien czas wracam do Was z recenzjami zapachów marki Oriflame. Tym razem w moim domu pojawiła się woda toaletowa Eclat Femme i to właśnie o niej dziś możecie poczytać. Ale to nie koniec! Żeby nie było nudno we wpisie, znajdziecie też mój pomysł na ponowne wykorzystanie pustego flakonu po perfumach. 

Zacznijmy jednak od perfum, które są bohaterem dzisiejszego wpisu. Na początku, chcę Wam przedstawić co o nich pisze sam producent: 
Cenione za delikatną urodę i uwodzicielski zapach, kwiaty jaśminu tworzą serce i duszę tej bajecznej kompozycji. Wybrane przez perfumiarzy ze względu na swój szlachetny, a zarazem ekscytujący charakter, pochodzą z upraw we francuskim Grasse, światowej kolebce perfumiarstwa.
oriflame eclat femme

Kategoria: Kwiatowa
Nuta głowy: mandarynka, czarna porzeczka, aksamitka.
Nuta serca:
 kwiat pomarańczy, pąki róży, płatki jaśminu.
Nuta bazy: wanilia, drzewo sandałowe, bursztyn.

Na samym początku chcę zwrócić uwagę na przepiękny flakon. Swoją prostotą przyciąga spojrzenie i prezentuje się niezwykle elegancko. Szklana prostokątna buteleczka ze złotym korkiem moim zdaniem "robi robotę". Przechodząc do samego zapachu, to od razu Wam powiem, że urzekł mnie już przy pierwszym użyciu.
Chwilę po pryśnięciu wyczuwam mnóstwo aromatów, które są niezwykle ciepłe i przyjemne. Jaśmin i drzewo sandałowe moim zdaniem są na pierwszym planie. Połączenie to jest bardzo intensywne, jednak nie należy do zapachów mdłych czy duszących - czytając nuty sądziłam, że tak właśnie może się okazać. Ten duet tworzy w zapachu taką delikatną pudrowość. Po kilku minutach ten efekt jakby znika i pojawia się mocna kwiatowość. Mogłabym napisać, że perfumy te mają wydźwięk zmysłowy, sensualny, a nawet erotyczny.  Zapach jest zauważalny lecz nie nachalny.

Myślę, że z pewnością można używać tych perfum na co dzień. Kojarzy mi się z taką klasyczną elegancją, bardzo polubiłam się z tym zapachem. Jeśli chodzi o trwałość, to jest podobnie jak w wersji Eclat Mon Parfum o której Wam pisałam. Dobre 5-6 godzin są wyczuwalne dość mocno, później aromat trzyma się bliżej skóry. Na odzieży natomiast wyczuwam go nawet kilka dni.

Perfumy kosztują około 100 zł - cena waha się w zależności od katalogu. Jeśli nie macie swojej konsultantki, to pamiętajcie, że możecie same nią zostać i kosmetyki tej marki zamawiać dla siebie w dużo niższych cenach. Wystarczy odwiedzić Klub Konsultantek Oriflame gdzie dowiecie się więcej i możecie się zarejestrować.

------------------------------------------------------------------------------------------------------

W drugiej części mojego wpisu chcę Wam trochę opowiedzieć o pewnej akcji grupy Ladetre, czyli Pani Agnieszki Kowal o której Wam często wspominam. Celem akcji jest pomoc innym w budowaniu świadomości dbania o środowisko. Nie wiem czy wiecie, ale przez ostatnie 50 lat ludzie bardzo negatywnie wpłynęli na naszą planetę. Przez ten czas bezpowrotnie straciliśmy ponad połowę dzikiej natury. Jeśli nie zaczniemy nic z tym robić, to pomyślcie co może stać się za kolejne 50 lat?? Czy wiecie, że przez ten czas zniknęło prawie 20% lasów amazońskich? Liczba ludności wzrosła prawie trzykrotnie, a np. gatunków słodkowodnych spadła aż o 83%? Czemu tak się dzieje? W sieci pełno jest zdjęć, które mocno mnie uderzyły i między innymi one spowodowały, że postanowiłam wziąć udział we wspomnianej akcji i nagłaśniać ten problem. O jakich zdjęciach mówię? Przykładowo - plastikowe słomki wrzucane do mórz i oceanów, które później połykane są przez zwierzęta żyjące w tych wodach - straszne - nie chcę ich tutaj udostępniać, bo łzy płyną mi po policzkach kiedy je oglądam.

W jaki sposób każdy z Was może pomóc światu i jaki ma to związek z recenzją perfum? A no taki, że po skończeniu swojego ulubionego zapachu, wcale nie musicie wyrzucać pustego flakonu. Możecie dać mu drugie życie i wykorzystać np. jako wazon na kwiaty. Jeśli nie wiecie jak się za to zabrać, to pokrótce Wam o tym opowiem, a przy okazji pokażę co wyczarowałam ostatnio. 

Do wykonania takiego wazonu DIY potrzebować będziecie:
- Pusty flakon po perfumach
- Klej na gorąco (bądź jakiś inny)
- kwiaty (akurat pod ręką miałam tylko sztuczne)
- cekiny / diamenciki
- filcowe ozdoby
- odrobinę chęci i czasu 😉


co zrobić z flakonem po perfumach, wazon DIY

Jak widzicie mój flakon jest całkowicie czysty. Były to perfumy CK IN2U Her i butelka nie posiadała naklejanych etykiet ani graweru, tylko taką plastikową nakładkę, którą zdjęłam (nie pytajcie jak to się skończyło 😱). Jeśli Wasze posiadają etykiety, należy je odmoczyć, odkleić i dokładnie umyć flakonik. 

W jaki sposób dekorować taką butelkę - wszystko zależy od Was, Waszej wyobraźni i dekoracji jakie posiadacie w domu. Jak widzicie osobiście postawiłam na minimalizm, wybrałam filcowe ananasy i samoprzylepne cekiny którymi ozdobiłam wybrane partie. Nic prostszego - zajęło mi to około 15 minut i jestem z siebie bardzo zadowolona. Filcowe dodatki przykleiłam do butelki klejem na gorąco, później dokleiłam cekiny, przetarłam butelkę płynem do mycia szyb, aby usunąć odciski palców i zabrudzenia, które powstały podczas dekorowania, włożyłam kwiatki i proszę. Oto efekt końcowy:


co zrobić z pustym flakonem po perfumach, wazon diy

co zrobić z pustym flakonem po perfumach, wazon diy

co zrobić z pustym flakonem po perfumach, wazon diy

Prezentuje się ładnie, może służyć jako dekoracja, dodatek do blogowych zdjęć, a nawet posłużyć jako prezent dla bliskiej osoby. Kiedy skończę kolejne zapachy mam w planie również wykonanie dwóch innych rzeczy. Jedną z nich będzie świecąca butelka. Do środka włożę lampki LED na druciku i przykleję włącznik z boku, a następnie okleję butelkę kolorowym szkłem (jakieś pobite butelki na zewnątrz zawsze się znajdą - mi się przyda, a podwórko będzie trochę sprzątnięte). Drugim pomysłem jest stojak na zdjęcie. Do tego będę potrzebowała drucik, spinacz i np. jakieś kolorowe kamyczki, cekiny czy brokat, który wsypię do środka. Drucik włożę do środka, a część która będzie wystawać z butelki połączę ze spinaczem do którego będę mogła przyczepić wybrane zdjęcie. Pomysłów mam pełną głowę i jeśli takie posty się Wam spodobają z pewnością będę z nimi wracać na mój blog. 

W przypadku, kiedy nie macie ochoty bawić się w takie rzeczy możecie pomóc naturze w inny sposób. Rozbierzcie flakon na części pierwsze i wyrzucajcie go do specjalnie oznaczonych kontenerów - szkło do szkła, metal do metalu a plastik do plastiku.

Jeśli podobnie jak ja czujecie się dotknięci tym co wokół nas się dzieje, polecam włączenie się do kampanii o której możecie dowiedzieć się więcej z filmiku poniżej. Zostańcie ambasadorami matki natury:




Możecie również wziąć udział w konkursie organizowanym na instagramie - pokazując swoje zdjęcie lub film w którym zostanie ujęty Wasz sposób na ochronę środowiska i dbanie o naturę - dodając hasztag #wzwiazkuznatura.

Jak podoba się Wam dzisiejszy wpis? Słyszeliście o kampanii "W związku z Naturą"? Znacie zapach Eclat Femme? Jak się Wam podoba?

Wiosenne stylizacje dla każdej kobiety

Wiosenne stylizacje dla każdej kobiety

Mamy już koniec maja, więc wiosna w pełni. Dopiero od kilku dni w moim mieście jest słonecznie i w końcu mogę poszaleć ze stylizacjami. Dziś chciałabym Wam opisać kilka stylizacji na wiosnę, które są wygodne i kobiece.

Wiosną wiele kobiet, podobnie jak niedźwiedzie - budzą się z zimowego snu ;) Po długiej zimie, wreszcie możemy odpocząć od ciężkich kurtek, czapek, szalików czy ciężkich butów. Kiedy robi się ciepło, z uśmiechem na twarzy wynoszę odzież zimową do piwnicy i wyciągam z szafy lżejsze i bardziej kolorowe, żywsze pozycje. Jaki jest mój sposób na wywołanie wiosny w sercu, kiedy za oknem dopiero zaczyna się rozjaśniać? Ubrania!

Co roku mam w głowie (jak i w szafie) trzy zestawy ubrań na porę roku jaką jest wiosna. W tych propozycjach znajdują się zarówno sukienki jak i spodnie, szpilki oraz trampki. Dobór odpowiedniego stroju uzależniony jest od mojego humoru czy pogody panującej na zewnątrz.W tym sezonie modne są mocne kolory takie jak czerwień, fuksja czy chaber, przeróżne wzory, a nawet mieszanie ich ze sobą, beże, brązy, biel i czerń. W szafie każdej kobiety znajdują się ubrania, które idealnie wpasują się w ten czas. Wystarczy trochę w niej "pogrzebać". Przeglądając moją szafę wpadłam na pomysł, że opiszę Wam trzy stylizacje na które najczęściej noszę o tej porze roku.

Stylizacja pierwsza, to romantyczna kobiecość. Jak sama nazwa mówi - w dni, kiedy decyduję się na tego rodzaju strój - zakładam na siebie sukienkę. W mojej szafie jest ich pełno, tak więc pole do popisu mam spore. Do takiej zwiewnej i luźnej sukienki, zakładam ulubione szpilki bądź sandałki na słupku, a całą stylizację podkreślam torebką typu listonoszka w mocnym i rzucającym się w oczy kolorze. Ostatnio w sieci wynalazłam cudowną czerwoną torebkę Vercace Jeans LINEA A 500-ROSSO. Zobacz tutaj --> najnowsza kolekcja versace jeans. Czerwień torebki doda seksapilu każdej użytkowniczce, a jej pojemność pozwoli na przechowywanie najważniejszych rzeczy typu: telefon komórkowy, portfel i klucze od domu. Taka stylizacja dodaje pewności siebie każdej kobiecie i spodoba się nie jednemu mężczyźnie.

Wiosenne stylizacje dla każdej kobiety

Wersja numer dwa, to sportowa wygoda. W dni, kiedy mam ochotę poczuć trochę luzu, albo sytuacja tego ode mnie wymaga (np. muszę jechać na działkę), zakładam na siebie zupełnie coś innego. Luźny t-shirt z ciekawym printem, jeansowe szorty i sportowe buty typu sneakers np. Versace Jeans LINEA FONDO 899-NERO. Buty te są w kolorze czarnym, są sznurowane i mają niewysokie koturny dzięki czemu noga będzie wyglądała korzystniej i szczuplej. Całość prezentuje się bardzo dobrze, a co najważniejsze jest to bardzo wygodne rozwiązanie dla zapracowanych i potrzebujących więcej swobody osób. 

Ostatnią stylizację na którą najczęściej się decyduję, nazywam kobieco i wygodnie - czyli połączenie sukienki ze sportowym obuwiem. Kiedyś bardzo uważałam, aby nie łączyć w ten sposób ubrań, ale od pewnego czasu widzę, że takie duety znowu wracają do łask. W moim przypadku jest to sukienka o długości midi - czyli za kolana, nie musi być sportowa, może to być coś lekkiego i zwiewnego, do tego obowiązkowo trampki jak np. Versace Jeans LINEA FONDO 003-BIANCO. Model o którym wspominam niezwykle mnie urzekł, gdyż wykonany jest ze skóry naturalnej, dzięki czemu nogi nie będą się parzyć i pocić, kiedy temperatura na zewnątrz się podniesie. Dodatkowo są bardzo wygodne i całej stylizacji dodadzą takiego sportowego luzu. 

Jak widzicie z każdej szafy da się wyczarować coś ciekawego w czym będziemy czuły się kobieco i swobodnie. Jestem uzależniona od kupowania dodatków typu buty i torebki i coraz częściej decyduję się na te oryginalne i markowe. Kiedyś myślałam, że należy łączyć je jedynie z markowymi ubraniami i nawet nie patrzyłam w ich kierunku. Coraz częściej widzę, że sporo osób łączy ze sobą ubrania no name z markowymi dodatkami i wygląda to na prawdę bardzo korzystnie i stylowo. Wiosną zawsze w moim życiu zachodzą zmiany, mieszkanie przechodzi metamorfozę, odświeżam kolor włosów, robię nowe postanowienia. Jedynie co jest niezmienne, to moje zamiłowanie do bawienia się modą i łączenia oczywistego z nieoczywistym, dzięki czemu zawsze wyglądam inaczej i czuję się pewna siebie. 

Czy lubicie łączyć markowe dodatki ze "zwykłymi ubraniami"? Jak podobają Ci się moje propozycje na wiosenne stylizacje?

Małgorzata Falkowska "Ilias" - recenzja

Małgorzata Falkowska "Ilias" - recenzja

Z twórczością Małgorzaty Falkowskiej nie miałam wcześniej do czynienia. Książka o której właśnie zaczynacie czytać, zainteresowała mnie samym tytułem - "Ilias". Nie raz już Wam wspominałam, że moim największym marzeniem jest wyjazd na wyspy greckie, a kiedy zobaczyłam zapowiedź tej książki, postanowiłam - że muszę ją mieć. Dziś wracam do Was z jej recenzją.

Książkę przeczytałam jeszcze w kwietniu, jednak tuż po jej przeczytaniu musiałam ochłonąć i "przetrawić" całą historię tak, aby móc o niej napisać. Dlaczego? Cała historia bardzo mnie wzruszyła, a czytając ją w pewien sposób przeżywałam wszystkie zdarzenia razem z bohaterami.

Zacznijmy od początku.

Gabi - nasza główna rudowłosa bohaterka - ma 19 lat i niedawno zdała maturę. Wraz z egzaminem dojrzałości zakończył się jej związek z Markiem. Związek ten trwał dwa lata, a Gabrysia pokładała w nim duże nadzieje. Tu warto wspomnieć o tym, że zakończenie związku jest na samym początku książki - Marek zrywa z Gabi tuż po zakończonym stosunku - według mnie to bardzo chamskie i samolubne ze strony mężczyzny. 

Dziewczyna chcąc odciąć się od wszystkiego i zapomnieć o przykrych doświadczeniach prosi swoją ciotkę, która pracuje w biurze podróży o pomoc. Wpadła na pomysł, że wyjedzie z kraju na jakiś czas - podejmując pracę za granicą. Ciotka znajduje jej pracę animatora w jednym z hoteli na greckiej wyspie Kos. Dziewczyna decyduje się na wyjazd i szybko znajduje się w hotelu. Poznaje tam chłopaka o imieniu Ilias. Ilias, to chłopak, który szuka wrażeń. Nie chce się angażować - lubi seks bez zobowiązań i wykorzystuje swoją pozycję w hotelu. Chłopak musi pracować w hotelu za karę - jego ojciec jest właścicielem obiektu i ma dość utrzymywania swojego beztroskiego syna. Na samym początku historii chłopak znowu pakuje się w kłopoty i ma kolejną kolizję. Już myślałam, że skończy się to przyjazdem policji i poważne kłopoty, jednak chłopak dzwoni do ojca z prośbą o pomoc, a ten znowu wyciąga go z kłopotów. Od tamtej pory ojciec przestaje pomagać Iliasowi, a ten musi sobie radzić sam.

Mężczyzna ma ogromną niechęć do pracy - bycie animatorem to dla niego udręka. Kiedy poznaje Gabi - nie zdradza jej kilku szczegółów (m.in. tego, że jest synem właściciela hotelu) i postanawia jej pomóc wdrożyć się w pracę na nowym stanowisku. Dziewczyna bardzo go intryguje, a jej nietypowa na wyspie uroda niesamowicie go pociąga. Jeśli chodzi o samą Gabi - to jest niezadowolona z faktu, że musi spędzać czas z grekiem. Mężczyzna jest irytujący, uparty, zbyt pewny siebie i momentami przypominający jej byłego partnera - Marka, o którym dziewczyna chce zapomnieć. 

Małgorzata Falkowska "Ilias" - recenzja

Jak możecie się domyślić Ilias - po pewnym czasie zauroczył Gabi i między nimi zaczyna iskrzyć. Narastająca chemia między nimi działa na nich przyciągająco. Na początku dziewczyna udaje, że mężczyzna jej nie interesuje, ale z czasem nie potrafi wytrzymać napięcia i zakochuje się w nim.

Na początku nie do końca mogłam polubić tytułowego bohatera. Rozpieszczony, bogaty i zbyt pewny siebie - takich ludzi najczęściej ocenia się z góry i wydaje nam się, że są zadufanymi w sobie dupkami. Po bliższym poznaniu go, zmieniłam zdanie. Chłopak podobnie jak Gabi ma złamane serce i boi się prawdziwych uczuć i zaangażowania. Nie podoba mi się fakt, że nie zdradza dziewczynie swojego pochodzenia oraz pewnych tajemnic, które niestety ciągną się za nim jak cień. Czytając książkę byłam pewna, że wszystko wyjdzie na jaw i drogi tych dwojga się rozejdą. I miałam rację. Pewnego dnia dziewczyna dowiaduje się prawdy, ale jak reaguje na tę wiadomość - nie będę Wam zdradzać - tego powinniście się dowiedzieć z książki. Jak skończy się ta historia? Czy parze uda się pokonać demony przeszłości i rozwinąć swoją znajomość? 

Od razu zaznaczę, że nie jest to przesłodzona historia romantyczna z happy endem. Przepełniona jest różnymi zdarzeniami, kupą śmiechu, wątkami erotycznymi, ale też znalazło się w niej coś bardzo smutnego. Szczerze mówiąc, dawno nie płakałam podczas czytania jakiejś książki, a tu łzy płynęły mi po policzkach... 

Było to moje pierwsze spotkanie z książkami Pani Małgorzaty Falkowskiej, ale wiem, że z pewnością skuszę się na inne jej dzieła. Autorka ma niesamowity dar do pisania oraz tworzenia przepięknych i bardzo realistycznych historii. Ogólnie częściej sięgam po zagranicznych autorów (z jednym wyjątkiem), ale kiedy trafiam na takie perełki jak "Ilias", to mam coraz większą ochotę na coś - co wychodzi z pod pióra naszych rodowitych autorów. 

Mieliście okazję poznać już twórczość Pani Małgorzaty Falkowskiej? A może poznaliście już historię Iliasa i Gabi?

Tak z innej beczki. Czy uważacie, że sprzątanie biur powinny wykonywać osoby, które zajmują stanowiska w tych pomieszczeniach czy jednak fajną opcją jest, kiedy pracodawca wynajmuje specjalne firmy tym się zajmujące? Ja mam podzielone zdanie na ten temat. Z jednej strony uważam, że każdy powinien dbać o swoje stanowisko pracy i wokół siebie musi utrzymać odpowiedni porządek. Z drugiej strony, skoro jego praca polega na pracy przed komputerem, liczeniem, pisaniem czy tworzeniem projektów, to czyszczenie okien czy wycieranie kurzu w biurze jest już czymś zupełnie innym i nie w jego obowiązkach. Myślę, że firmy które zatrudniają specjalistów od sprzątania bardziej szanują swoich pracowników i ich czas pracy. Jest to nie tylko plus dla osób u niego pracujących, ale również dla tych, zatrudnianych w firmie sprzątającej - dzięki takim biurom mają dodatkową pracę. Czy biura w których pracujecie zatrudniają takie firmy? 

Nowość! MAKEUP OBSESSION - kolorowe kosmetyki do makijażu

Nowość! MAKEUP OBSESSION - kolorowe kosmetyki do makijażu


Jestem ogromną fanką wszelkich palet do makijażu oraz rozświetlaczy. Często je testuję i wracam do Was z moją opinią na ich temat. Dziś chcę zaprezentować Wam nowości, które pojawiły się w moim domu. Marka Makeup Obsession, to jeden z odłamów znanej Wam już marki Makeup Revolution. 

Ogólnie rzecz biorąc, to nie kupuję palet cieni marek z tych najwyższych półek sklepowych. Nie lubię wydawać dużych kwot pieniędzy, dlatego też na razie unikam ich jak ognia. Lubię poznawać nowości w przyzwoitych cenach, dlatego marka Makeup Obsession mocno mnie zainteresowała. Całkiem niedawno sporo nowości pojawiło się w moim domu, dlatego postanowiłam pokazać je Wam w dzisiejszym wpisie. Z większością z nich wrócę z czasem - opisując je dokładniej i pokazując makijaże jakie nimi zmalowałam. Potrzebuję na to jednak jeszcze trochę czasu.

Na wstępie warto zaznaczyć, że marka Makeup Obsession jest dostępna w wybranych drogeriach Rossmann i sklepie online. Ceny tych produktów są bardzo niskie - aktualnie jest na nie promocja i można zamówić je już od 9,99 zł / szt.

Co znalazło się w mojej paczce?

Makeup Obsession London Rozświetlacze w płynie

makeup obsession rozświetlacze w płynie

Rozświetlacze zamknięte w szklanych, 15 ml buteleczkach z pipetą. Posiadają w sobie opalizujące i holograficzne drobinki, które tworzą niesamowity i pełnowymiarowy blask. Można używać ich samodzielnie lub dodać do podkładu lub balsamu do ciała, dzięki czemu uzyskasz przepiękne wykończenie makijażu lub podkreślisz swoją opaleniznę w nadchodzące lato. Posiadam odcienie o nazwach:

Aphrodisia - mroźny fiolet
Erotic - ciepłe złoto
S&X - beż o srebrnym połysku

makeup obsession rozświetlacze w płynie

Te cudeńka zaczynam dopiero testować, ale swoją konsystencją bardzo przypominają mi rozświetlacze Liquid Highlighter, które miałam już okazję stosować i nawet Wam o nich pisałam.

Makeup Obsession London Rozświetlacze w kamieniu

Makeup Obsession London Rozświetlacze w kamieniu

Wypiekane, cudownie lśniące rozświetlacze w kompakcie. Stosując jedną warstwę uzyskujemy efekt delikatnego rozświetlenia naszej skóry, efekt ten można budować dokładając kolejne warstwy. Nie pylą, łatwo aplikują się na pędzel i przenoszą w pożądane miejsce. Używając ich na mokro, możemy uzyskać efekt foliowych cieni - ślicznie wygląda to na powiekach. Posiadam odcienie:

Mega Lighting - zimny, lodowy odcień ze złotymi drobinkami
Mega Honey - miodowe, żółte złoto
Mega Destiny - ciepły, szampański 


Odcień Mega Honey skradł moje serce i z pewnością niebawem pojawi się jego recenzja na moim blogu. Kolor wydaje się idealny dla mnie i czuję się z nim niezwykle kobieco i pewnie.

Makeup Obsession London palety róży, bronzerów i rozświetlaczy do twarzy

Makeup Obsession London palety róży, bronzerów i rozświetlaczy do twarzy

Jak widzicie paletek jest pięć, więc każdą pokrótce Wam przedstawię:

Makeup Obsession Committed Highlight Palette

Paleta posiada cztery oszałamiające cienie o jedwabistej konsystencji. Niezwykle miękkie i gładkie - nie osypujące się. Znajdziecie w niej rozświetlacze - jeden w pięknym, szampańskim odcieniu Bound, drugi beżowy o złotym wykończeniu Dedicate; róż w zimnej i dość jasnej tonacji z ciemniejszymi, marmurkowymi wstawkami Wholehearted oraz bronzer w ciepłym i dość ciemnym czekoladowym odcieniu o nazwie Fate.

Makeup Obsession Committed Highlight Palette

Makeup Obsession Give Me Some Sun Palette

Ta paleta kojarzy mi się z latem, ponieważ ma w sobie same ciepłe odcienie. Rozświetlacz w kolorze ciepłego brązu - mocno połyskujący o nazwie Delta, bronzer w neutralnym odcieniu - matowy Buff, piękny marmurkowy (nie wiem czy zaliczyć go do rozświetlaczy czy bronzerów) odcień Expose oraz brzoskwiniowy bronzer Rays. 

Makeup Obsession Give Me Some Sun Palette

Makeup Obsession Pinky Promise Palette

Paleta będzie cudownym prezentem dla fanek różu. Zamknięte zostały w niej przepiękne, dwa matowe róże o nazwach Whisper (różany) i Cerise (ceglany). Dodatkowo znajdziemy w niej bronzer w naturalnym odcieniu z matowym wykończeniem - Secret, oraz marmurkowy różo-rozświetlacz Sweeten.

Makeup Obsession Pinky Promise Palette

Makeup Obsession Isn't It Peachy 

Zdecydowanie mój faworyt z tej serii palet. Jak sama nazwa mówi, znajdziemy w niej brzoskwiniowe i ciepłe kolory. Jakie? Glimmer - marmurkowy brzoskwiniowy róż, który cudownie rozświetli twarz i wykończy makijaż. Blady, matowy brzoskwiniowy kolor o nazwie Daydream, oraz dwa ciepłe brzoskwiniowo-pomarańczowe Hint i Bloom, które można stosować jako róż lub jako bronzer.

Makeup Obsession Isn't It Peachy

Makeup Obsession Dedicated Highlight Palette

Jeśli podobnie jak ja jesteś fanką rozświetlaczy, to ta paleta z pewnością przypadnie Ci do gustu. Znajdziesz w niej odcienie takie jak: Faithfull - połyskujące żółte złoto, Loyal - marmurkowy brąz ze srebrnymi drobinkami, Homage - mieszanka koloru szampańskiego z różowym złotem, oraz Persevere - czekolada mieniąca się złotem.

Makeup Obsession Dedicated Highlight Palette

Teraz czas na palety cieni, które znalazły się w mojej paczuszce:

palety cieni Makeup Obsession

palety cieni Makeup Obsession


Podzieliłam je na dwa rodzaje - większe o kwadratowym kształcie w których znajduje się 16 prasowanych cieni do powiek, oraz te mniejsze prostokątne w których znajdziemy 10 różnych cieni.

Makeup Obsession Life is a Party Eyeshadow Palette

Paleta z mieszaniną żywych odcieni. 16 jedwabistych i dobrze napigmentowanych cieni do powiek. Paleta zawiera odcienie naturalne - do codziennego stosowania, oraz błyszczące fiolety, fuksje i złoto.

Makeup Obsession Life is a Party Eyeshadow Palette

Makeup Obsession Be the Game Changer Eyeshadow Palette

Wszechstonna paleta zawierająca 16 cieni do powiek w mieszance ciepłych i chłodnych odcieni, które są stonowane, matowe, gładkie i neutralne z domieszką czterech mega błyszczących. Kolory jakie w niej znajdziecie to czekolada, szampan, kakao, ceglany a nawet piękny, ciepły róż,

Makeup Obsession Be the Game Changer Eyeshadow Palette

Makeup Obsessiom All We Have is Snow Eyeshadow Palette

Tu znajdziecie najwięcej neutralnych odcieni, które sprawdzą się w makijażu na co dzień lub jako przejściowy kolor. Dodatkowo znajdziecie w niej złoto, mieniący się foliowy grafit czy błękit, który idealnie sprawdzi się do makijażu zimowego. 

Makeup Obsessiom All We Have is Snow Eyeshadow Palette

Makeup Obsession Be in Love with Eyeshadow Palette

Dziesięć neutralnych odcieni idealnie nadających się do makijażu na co dzień. Uwielbiam nudziaki więc ta paleta bardzo mnie ucieszyła i skradła moje serce. Foliowe brudne złoto przełamuje nudę w palecie i pozwala wyczarować istne cuda.

Makeup Obsession Be in Love with Eyeshadow Palette

Makeup Obsession Be Obsessed With Eyeshadow Palette

Tu znajdziecie osiem matowych cieni, oraz dwa błyszczące. Brązy i czerwienie pięknie się ze sobą komponują i pozwolą stworzyć dzienne jak i wieczorowe makijaże, które nie jedną osobę zachwycą.

Makeup Obsession Be Obsessed With Eyeshadow Palette

Makeup Obsession Be Crazy About Eyeshadow Palette

Najbardziej szalona paleta ze wszystkich. To właśnie o nią najczęściej pytaliście mnie na moim instagramie. Znajdują się tu cienie, które kojarzą mi się z latem i mam masę pomysłów na ich wykorzystanie. Czerwień, żółć czy niebieski - aż proszą się o użycie! Z pewnością wrócę z jej recenzją. 
EDIT: Pełną recenzję znajdziesz tutaj

Makeup Obsession Be Crazy About Eyeshadow Palette

Makeup Obsession Be Passionate About Eyeshadow Palette

Tę paletę wypróbowałam jako pierwszą. Odcienie jakie w niej znajdziemy najczęściej wykorzystuję w makijażu na co dzień i byłam ogromnie ciekawa jak sprawdzi się w moim przypadku. Ceglana czerwień, błyszcząca śliwka czy jasne złoto jako pierwsze rzuciły mi się w oczy po jej otwarciu. Znajdują się tu cienie matowe jak i te z połyskiem.

Makeup Obsession Be Passionate About Eyeshadow Palette

Jak widzicie sporo tego znalazło się w moim domu. Co tu dużo mówić - już same opakowania robią na mnie ogromne wrażenie. Z daleka rzucają się w oczy, są żywe i kolorowe a to lubię w kolorówce. Trochę czasu zajmie mi poznanie ich od podszewki dlatego proszę Was o cierpliwość. Z pewnością wrócę do Was z recenzjami większości z nich - a może i nawet wszystkimi. Jestem ciekawa które produkty z wyżej pokazanych zainteresowały Was najbardziej. Może któreś chciałybyście zobaczyć jako pierwsze w moich recenzjach? Jeśli tak to dajcie znać w komentarzu. Z pewnością wezmę je pod uwagę podczas najbliższych testów.

Jak podobają się Wam te nowości? Widziałyście je już w Rossmann'ie? A może macie którąś z nich w posiadaniu?

Instagram