Chcesz dostawać powiadomienia o nowych postach?

Kolagenfood - niezbędny dla zdrowych mięśni i stawów

Kolagenfood - niezbędny dla zdrowych mięśni i stawów


Kolagen jest głównym białkiem tkanki łącznej. Ma bardzo wysoką odporność na rozciąganie i jest najważniejszym składnikiem ścięgien. Odpowiada również za elastyczność skóry, jego ubytek powoduje powstawanie zmarszczek. Ma on również wiele zastosowań - od żywności po medycynę.

Dziś chciałabym się skupić na niedoborze kolagenu w naszym organizmie. Uzupełnianie niedoborów jest najlepszym sposobem na prawidłowe funkcjonowanie organizmu. Jego głównym zadaniem jest utrzymanie naszego zdrowia w dobrej kondycji, co jest możliwe poprzez uzupełnianie wspomnianych niedoborów. Hydrolizat kolagenowy jest więc dużym wsparciem dla osób starszych, sportowców i wszystkich osób, które chcą zadbać o swoje zdrowie. Dlaczego kolagen to dobry wybór?
  • Jest niezbędny dla silnych mięśni
  • Wzmacnia stawy
  • Chroni narządy wewnętrzne
  • Wzmacnia mięśnie
  • Wzmacnia skórę, włosy i paznokcie
Pewien czas temu razem z mężem postanowiliśmy skusić się i wypróbować na sobie taki suplement diety. Wybraliśmy dwa różne opakowania - po jednym na osobę. Osobiście zdecydowałam się na Kolagen Naturalny Rybi ze sklepu KolagenFood

Kolagen Naturalny Rybi ze sklepu KolagenFood

Pokrótce od producenta:

Suplementacja stuprocentowym kolagenem rybim to nieocenione wsparcie dla stawów, ale też włosów, skóry i paznokci. Nasz produkt został opracowany tak, aby dogłębnie nawilżać skórę, przeciwdziałać postępującemu procesowi starzenia, regenerować paznokcie i włosy. Kolagen Naturalny Rybi to certyfikowany izolat białka kolagenowego, zamknięty w poręcznym opakowaniu (150 g). Stanowi on wysoce wydajny suplement, starczający na przygotowanie aż 15 porcji prozdrowotnego napoju. Naturalny kolagen jest doskonale wchłanialną substancją, pozyskiwaną z łusek i skóry ryb. Im szybciej przedostanie się do krwiobiegu, tym krótszy będzie czas syntezy kolagenu w organizmie. Przygotowaliśmy dla Ciebie niesłodzony izolat białka kolagenowego o starannie opracowanej formule. Nie bez powodu nazywany jest on białkiem młodości: jego stosowanie poprawi wygląd Twojej skóry opóźniając proces jej starzenia, a także powstrzyma wypadanie włosów i wzmocni paznokcie. Przekonaj się na własnej skórze!

Mimo, że nie przepadam za stosowaniem suplementów (w sumie to chyba jestem za leniwa, żeby o nich pamiętać - stąd ta niechęć), to postanowiłam, że jednak będę trzymać się swojego postanowienia i zacznę go stosować. Jak używać taki suplement? To proste. Wystarczy wymieszać dwie łyżeczki kolagenu z wodą lub sokiem i pić taką mieszankę raz na dobę. Proszek ma biały kolor, praktycznie nie ma zapachu, a smak ma bardzo nietypowy. Nie jest on jakoś mocno wyczuwalny, nie jest niesmaczny - ciężko mi go określić. Wolę pić go z sokiem jak z wodą, bo wtedy wydaje się smaczniej. Stosuję go już około 2 tygodni i wydaje mi się, że już widzę różnicę w stanie moich włosów i paznokci. Jak wiecie często robię sobie manicure hybrydowy, więc moje pazurki były dość osłabione i miękkie. Teraz miałam 3 tygodniową przerwę w ich noszeniu i nie musiałam utwardzać ich żelem przy ponownym ich malowaniu. Zdecydowanie zrobiły się twardsze, a to na prawdę duży plus. Włosy z kolei zaczynają odżywać. Mimo, że nie farbowałam ich już jakiś czas, były dość zniszczone i takie "bez życia". Teraz zrobiły się bardziej "posłuszne" i nie wypadają tak jak wcześniej. Nie wiem czy jest to skutek przyjmowania kolagenu, czy może zmiana mojej pielęgnacji - jednak skoro zeszło się to w czasie z przyjmowaniem suplementów, to jestem przekonana, że to chyba właśnie dzięki niemu.

Drugi z produktów, które zamówiliśmy to Hydrolizat białka kolagenowego Kolagenfood. Jak wspomniałam wcześniej ten produkt został zamówiony z myślą o moim mężu.


Hydrolizat białka kolagenowego Kolagenfood

Od producenta:
Gdyby nie kolagen, nasze ścięgna, kości, więzadła i chrząstki utraciłyby zdolność do prawidłowego funkcjonowania. Wszystko dlatego, że białka kolagenowe są podstawowym składnikiem tkanek oraz narządów, które muszą pozostawać sprężyste i odporne na rozciąganie. Uzupełniając dietę w kolagen, przyspieszamy regeneracja tkanki chrząstno-stawowej i kompleksowo odżywiamy organizm. Oferowany przez nas Hydrolizat Białka Kolagenowego to innowacyjny suplement w formie proszku. Jedno opakowanie (150 g ) wystarcza na przyrządzenie pięciu porcji napoju. Kolagen można dodać do wody, choć znacznie lepiej będzie smakował w połączeniu z jogurtem lub sokiem owocowym. Zalecane spożycie wynosi od 1-3 porcji dziennie. Hydrolizat skutecznie wzmacnia i regeneruje stawy, mięśnie oraz ścięgna, co jest istotne zwłaszcza dla osób aktywnych fizycznie. Można go jednak stosować niezależnie od wieku. Co więcej, nasz kolagen nie zawiera GMO ani cukru i jest wyrobem najwyższej jakości.

Tego białka osobiście nie próbowałam, więc nie będę pisać o smaku. Jednak wygląd i zapach wyglądają bardzo podobnie. Ten produkt przyjmuje się w trochę inny sposób jak poprzedni. Czubatą łyżkę mieszamy z 200 ml płynu - może to być sok, woda czy jogurt i powtarza się czynność 2 do 3 razy na dobę. Wszystko zależy od zapotrzebowania organizmu na białko. Mój mąż przyjmuje go 2 razy z zalecenia jego trenera personalnego i dietetyka. W przypadku męża efekty na razie nie są widoczne - przynajmniej on tak mówi. Słyszeliśmy jednak, że dwa tygodnie to zbyt krótki czas na zauważalne efekty. Nie mniej jednak - mąż jest zadowolony, bo poprzednie produkty tego typu, które przyjmował były według niego nie dobre w smaku, a tu smak jest niewyczuwalny, dzięki czemu łatwiej mu go stosować.


Kolagenfood - niezbędny dla zdrowych mięśni i stawów

Kiedyś miałam okazję stosować kolagen w proszku, który niestety podobnie jak w przypadku białka męża - był nie smaczny przez co nie dałam rady go stosować. W przypadku produktów tej marki jestem zaskoczona, że taki suplement (który nie odrzuca smakiem) jednak istnieje. Póki co, udaje mi się stosować go regularnie i jeśli efekty będą się utrzymywać, to z pewnością będę kontynuować moją kurację.

Czy stosujecie tego typu suplementy? Jak się u Was sprawdzają?

Królewska edycja z okazji dnia Kobiet - ChillBox - marzec 2019

Królewska edycja z okazji dnia Kobiet - ChillBox - marzec 2019

Co prawda marzec już prawie za nami, jednak ChillBox pojawił się u mnie całkiem niedawno. Marzec to kobiecy miesiąc, bo jak wiecie ósmego obchodzimy nasze święto. Z tej właśnie okazji ekipa ChillBoxa postanowiła marcową edycję stworzyć po królewsku i dziś chcę pokazać Wam jego zawartość.

W tym miesiącu największe wrażenie zrobił na mnie kubek, ale o nim napiszę pod koniec wpisu. Co takiego znalazłam we wnętrzu tego "królewskiego" boxa? 

  • Figowy krem do twarzy Mokosh
Facial Cream Fig to wygładzający krem do twarzy, od marki Mokosh.Działa nawilżająco, koi i łagodzi podrażnienia, wygładza, ujędrnia, redukuje zmarszczki, poprawia koloryt skóry i regeneruje ją.Jest to produkt przeznaczony do każdego rodzaju skóry.W jego składzie znajdziemy ekstrakt z fig, z lnu, z bawełny, kompleks AQUAXYL oraz olej arganowy, z baobabu, jojoba, macadamia i ze słodkich migdałów.

Cena sugerowana: 45 zł

Figowy krem do twarzy Mokosh

Markę miałam okazję już poznać jakiś czas temu. Miałam kilka ich produktów i z każdego byłam zadowolona. Kremik z pewnością zużyję i mam nadzieję, że będę mogła tak samo pozytywnie się o nim wypowiedzieć jak o produktach, które do tej pory używałam.

  • Peeling do ust o zapachu gorącej pomarańczy - Hania Beauty
Pomarańczowy peeling do ust posiada – jak sama nazwa wskazuje – pomarańczowy zapach, do czego przyczyniło się użycie olejku eterycznego z pomarańczy. Natomiast za jakość działania peeelingu odpowiadają cenne składniki zawarte w produkcie, w tym m.in. masło kakaowe (o właściwościach nawilżających, przeciwutleniających i zapewaniające ochronę przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi), olej z pestek winogron (regenerujący i odżywiający skórę, zapobiegjący procesowi jej starzenia się) czy masło z awokado (posiadające zdolności głębokiego wnikania w skórę, dzięki czemu wzmacnia działanie peelingu, a także mające właściwości nawilżające i wygładzające). Produkt został też wzbogacony o witaminę E o wyjątkowo cennym dla ust działaniu.

Cena sugerowana: 19,90 zł

Peeling do ust o zapachu gorącej pomarańczy - Hania Beauty

Często wspominam Wam, że z pielęgnacją ust jestem na bakier. Nie przepadam za pomadkami ochronnymi, rzadko po nie sięgam, przez co moje usta nie są w najlepszym stanie. Ucieszyłam się z tego peelingu, bo od dawna zastanawiałam się nad zakupem jakiegoś dla siebie. Ten pachnie genialnie, smakuje też dobrze 😁 i sprawdza się na prawdę bardzo dobrze. Być może wrócę do Was z jego recenzją ;)

  • Naturalny żel pod prysznic z ekstraktem z melona - Laq
Łagodna receptura oparta na substancjach myjących pochodzenia roślinnego, wzbogacona ekstraktem z melona zapewnia doskonałe oczyszczenie skóry bez jej przesuszenia. Dodatek ekstraktu z nasion lnu, płatków owsianych i mleka ryżowego zapewnia efekt gładkiej i nawilżonej skóry. Nie zawiera SLS, SLES, parabenów i silikonów.

Cena sugerowana: 14 zł

Naturalny żel pod prysznic z ekstraktem z melona - Laq

Ta marka jest dla mnie całkowitą nowością. Słyszałam o niej, ale nie miałam jeszcze okazji wypróbować jakiegoś produktu. Bardzo się ucieszyłam z tego żelu - takie kosmetyki zużywają się u mnie bardzo szybko. Moja radość jest jeszcze większa, ponieważ żel ma zapach melona, którego ubóstwiam! Zapach jest tak prawdziwy, że ślinka mi cieknie podczas stosowania tego kosmetyku. Uwielbiam!

  • Mishe Peach Iceland Glacial Water Sheet Mask (nawilżająca maseczka z wodą lodowcową i brzoskwinią)
Ekstrakt z brzoskwini dostarczy aksamitnego rozświetlenia dla suchej i zmęczonej skóry, poprzez obfite nawodnienie, pozostawiając ją nawilżoną. Sprawi, że kolor skóry stanie się jasny i świetlisty. Woda lodowcowa pełna naturalnych minerałów z Islandii sprawi, że Twoja skóra stanie się jasna i czysta.

Cena sugerowana: 4,95 zł

Mishe Peach Iceland Glacial Water Sheet Mask (nawilżająca maseczka z wodą lodowcową i brzoskwinią)

Jak wiecie maski do twarzy uwielbiam, a te w płachcie są najwygodniejsze. Koreańska pielęgnacja od jakiegoś czasu bardzo mnie wciągnęła, więc obecność tej maseczki oczywiście mnie bardzo raduje. Jeszcze jej nie używałam, więc nie wiem jak działa.

  • Kubek królowej - Mondex
Kubek porcelanowy Elizabeth marki Affek by Mondex.  Unikatowy kształt kubka z pokrywką w kształcie korony będzie świetnym prezentem dla każdej ważnej osoby. Nadaje się do zmywarki i kuchenki mikrofalowej. 

Cena sugerowana: 24,90 zł

Kubek porcelanowy Elizabeth marki Affek by Mondex

Kubek porcelanowy Elizabeth marki Affek by Mondex

Kubki uwielbiam, a takiego w swojej kolekcji jeszcze nie mam. Podoba mi się pokrywka w formie korony, która pomoże mi zaparzyć moje ukochane herbatki. Na dzień dzisiejszy przechwyciła mi go córka, która cieszy się i mówi, że jest księżniczką :)

  • Herbata Legends - Basilur
Taka herbata miała znajdować się we wnętrzu pudełeczka. W moim znalazłam coś zupełnie innego marki Demmers Teehaus ale jeszcze jej nie próbowałam.

Demmers Teehaus


  • Książka - J.R.Ward "Królowe Bourbona"
Bradfordowie zbili majątek na produkcji bourbona i prowadzą uprzywilejowane, pełne wysmakowanych przyjemności życie. Opływają w luksus, choć tylko pozornie są szczęśliwi. Nad utrzymaniem fasadowego raju Bradfordów niestrudzenie pracuje służba.

Te dwa światy nie powinny się nigdy przeniknąć. Ale stało się inaczej. Ogrodniczka Lizzie – wbrew zdrowemu rozsądkowi – zakochała się w synu marnotrawnym Bradfordów, a ich gorzkie rozstanie jest jak posypana solą rana. Teraz, po dwóch latach, Tulane Bradford wraca do domu, a wraz z nim cała przeszłość.

Nikt nie pozostanie obojętny: ani jego piękna i bezwzględna żona, ani przepełniony goryczą starszy brat, a już na pewno nie nestor rodu – człowiek pozbawiony zasad i skrupułów, skrywający wiele strasznych tajemnic.

W miarę jak w rodzinie narastają konflikty, cała posiadłość wraz z mieszkańcami wpada w wir przemian. Żeby je przetrwać, trzeba mieć głowę na karku.

Pełna dramatyzmu opowieść o rodzinnych sekretach i odnajdywaniu utraconej miłości, a także zaciętej rywalizacji między cudownie ujmującymi bohaterami i rozkosznie podłymi draniami. Zachwycicie się niezwykłą scenerią stanu Kentucky, wyszukanymi strojami i smakiem najlepszej amerykańskiej whisky. Zobaczycie, jak niezwykle przedstawione są związki między klasą uprzywilejowaną i uciśnionymi śmiertelnikami.

Opis książki pochodzi z portalu lubimyczytac.pl

Cena sugerowana: ok. 40 zł

Książka - J.R.Ward "Królowe Bourbona"

Ostatnio czytam same "babskie książki" więc dla mnie ta pozycja będzie ciekawą odmianą. Uwielbiam czytać, więc z pewnością po zakończeniu lektury wrócę do Was z jej recenzją. Wkrótce zacznę ją czytać.

Bardzo podoba mi się ta edycja, mimo, że na pierwszy rzut oka wydawała mi się jakaś taka "biedna". Czytając jednak opisy wszystkich produktów stwierdziłam, że jednak wcale tak biednie nie jest. Dzięki temu boxowi mogę się w pełni zrelaksować: zregenerować skórę moich ust, odświeżyć twarz i ciało, a później usiąść na fotelu z książką w ręku popijając herbatkę z kubka królowej - i czuć się jak... królowa życia 💓

Znacie już ChillBox? Jak podoba się Wam jego zawartość tym razem?

Penelope Ward "Mieszkając z wrogiem" - recenzja

Penelope Ward "Mieszkając z wrogiem" - recenzja


Ostatnio tak sobie zorganizowałam czas, że mam go tyle aby codziennie móc czytać książki. Bardzo mi tego brakowało i teraz czuję, że żyję. Kiedy tylko zobaczyłam zapowiedź książki Penelope Ward "Mieszkając z wrogiem" wiedziałam, że muszę ją mieć. Dziś nadszedł czas na moją opinię na jej temat.

Zacznijmy więc od początku. Główną bohaterką tej historii jest dwudziestoczteroletnia Amelia. Poznajemy ją w momencie, kiedy dowiedziała się, że nie jest jedyną kobietą w życiu jej partnera - Adama. Jakby tego było mało, zmarła jej ukochana babcia, która w testamencie pozostawiła jej rodzinną biżuterię oraz połowę domu. Okazało się, że spadkobiercą drugiej połowy nieruchomości został jej dawny przyjaciel z dzieciństwa - Justin. Był on dla jej babci jak wnuk, którym się opiekowała. Niestety Amelia i Justin wiele lat temu zakończyli swoją przyjaźń w wielkim gniewie i od tamtej pory nie utrzymywali ze sobą kontaktów.

W końcu nadszedł czas, kiedy Amelia postanowiła wyjechać na wakacje do domu po babci. Obawiała się, że spotka tam Justina, jednak nie zastała go tam. Miała więc cały dom dla siebie i czas na przemyślenia. Wiedziała jednak, że w końcu przyjdzie dzień w którym będzie musiała stawić czoła mężczyźnie. Pewnego dnia wracając do domu z zakupów, zastała w domu Jade - partnerkę Justina, oraz właśnie jego. Spotkanie po latach okazało się koszmarem. Justin od samego początku był wrogo nastawiony do Amelii i na każdym kroku starał się okazać nienawiść jaką do niej czuł. Ku zaskoczeniu Amelii - Jade, próbowała w jakiś sposób załagodzić sytuację, jednak bez skutku. Kobiety się zaprzyjaźniły, a mężczyzna trzymał się na uboczu. Jak dowiadujemy się w dalszej części książki, nasza bohaterka przez wiele lat była zakochana w swoim przyjacielu, jednak nigdy mu o tym nie powiedziała. Teraz, kiedy Justin okazał się przystojnym i niesamowicie seksownym muzykiem, co obudziło u Amelii jej dawne uczucia. W związku z taką sytuacją naszej bohaterce było bardzo trudno mieszkać z kimś takim pod jednym dachem.


Penelope Ward "Mieszkając z wrogiem" - recenzja

Historia na początku może wydać się Wam banalna, jednak z każdą przeczytaną stroną robiła się coraz ciekawsza i nie mogłam się od niej oderwać. Justin i Amelia od początku wydawali się sobie przeznaczeni - jednak coś sprawia, że zostają rozdzieleni. 


Książka opowiada o niesamowitej przyjaźni, miłości, ukrywanych wcześniej wielkich tajemnicach przez które życie potoczyło się tak, a nie inaczej. Czytając ją pragnęłam, aby wszystko zakończyło się dobrze, ale czy tak się stało? Tego Wam nie zdradzę, bo chciałabym, żebyście sami sięgnęli po tę pozycję i przekonali się cóż to za historia. 


Była to pierwsza książka tej autorki po którą sięgnęłam, ale wiem, że nie ostatnia. Penelope Ward pisze językiem prostym i zrozumiałym, a historia opowiadana jest przez główną bohaterkę. Lubię czytać tak pisane opowieści więc chętnie zamówię sobie coś innego z twórczości Ward. Aktualnie kończę czytać inną jej książkę i również jestem z niej bardzo zadowolona.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Editio


Znacie dzieła Penelope Ward? A może czytaliście książkę o której mowa?

Woda perfumowana PERCEIVE AVON

woda perfumowana Perceive Avon


Nie wiem jak Wy, ale osobiście lubię wracać do zapachów sprzed lat. Woda perfumowana Avon Perceive, to zapach, który towarzyszył mi jeszcze w gimnazjum. Po prawie 20 latach postanowiłam do niego wrócić i przekonać się czy moje gusta zapachowe się zmieniły.

Kiedyś już Wam wspominałam, że jako nastolatka bawiłam się w konsultantkę. Uwielbiałam przynosić do szkoły katalog i sprawiać radość koleżankom wręczając im różne próbki. Fajnie jest tak powspominać i przez chwilę poczuć się tak jak wtedy. W związku z tym, iż lubię wracać do wspomnień zamówiłam tą wodę do domu. Kiedy tylko do mnie przyjechała i ją wypakowałam z paczki, ponownie czułam się jak nastolatka, która otrzymała swoje długo wyczekiwane zamówienie. 

Większość z Was pewnie zna te perfumy. Flakon moim zdaniem jest genialny - wygląda jak przepięknie oszlifowany diament. Cudownie prezentuje się zarówno w torebce, jak i na toaletce czy łazienkowej półce. 

woda perfumowana Avon Perceive

Niezwykle lekki i kwiatowy zapach Avon Perceive to doskonały wybór na co dzień, kiedy chcesz podkreślić swój delikatny, kobiecy charakter. Perceive ukaże Twoją wrażliwą naturę i zachwyci zwiewnością i kojącym zmysły ciepłem. Połączyliśmy egzotykę oraz ciepłe i soczyste zapachy, abyś mogła poczuć jego wyraźną, niepowtarzalną głębię.

Kategoria: Orientalna
Nuty głowy: frezja, pieprz
Nuty serca: gardenia, goździk ogrodowy, śliwka, ylang-ylang
Nuty bazy: drzewo sandałowe, piżmo, wanilia.

Szczerze mówiąc kiedyś nie zwracałam uwagi na nuty zapachowe. Dziś, kiedy je czytam - jestem przerażona. Czemu? Jeśli czytacie mojego bloga to wiecie, że nie przepadam za orientalnymi nutami, a tym bardziej wanilią czy drzewem sandałowym. Zawsze, kiedy zamawiam jakiś zapach online, unikam wręcz takich połączeń. Zanim otworzyłam tę wodę perfumowaną po tylu latach, na samą myśl o oriencie przeszył mnie strach. Czy moje spotkanie po takim czasie okazało się przykrym zderzeniem z rzeczywistością? Zdecydowanie nie!


woda perfumowana Avon Perceive

Zapach zamknięty w tym przepięknym flakoniku wcale nie jest ciężki czy męczący. Nuty orientalne przeważnie tak na mnie działają i za nic w świecie nie uwierzyłabym, że orient może być tak lekki, gdybym nie poznała tej wody. 

Po spryskaniu skóry wodą perfumowaną Avon Perceive pierwsze co wyczuwam, to świeżość i lekkość kwiatów frezji z delikatną pikanterią przełamaną taką pudrowością. Zapach jest intensywny, jednak nie należy do duszących, czy przyprawiających o ból głowy. Po kilku minutach pieprz robi się bardziej wyczuwalny i aromat staje się bardziej ostry. Podoba mi się to połączenie i lubię czuć je na sobie. Wydaje mi się, że ten aromat idealnie pasuje na zimowe dni - z takimi kojarzy mi się już samo opakowanie. Błękit, flakon w formie kryształu i lekki chłód w zapachu sprawia, że te perfumy doskonale wpasują się w zimową aurę. Latem wybijające się nuty pieprzu mogą dusić i drażnić użytkownika.

Wydaje mi się, iż marka zmieniła nieco nuty zapachowe, nadal jednak aromat bardzo mi odpowiada. Kiedyś wydawały mi się bardziej świeże, a mniej pieprzne - jednak wiem, że mogły zmienić się moje upodobania. Spotkanie po tylu latach z tą wodą okazało się fajnym doznaniem. Po użyciu Perceve Avon mam przed oczami najlepsze chwile ze swojej młodości: niewinność, radość, brak większych problemów na głowie - to wszystko do mnie wraca i jest niesamowitym doświadczeniem.

Znacie wodę perfumowaną Perceive od Avon? Macie jakieś swoje zapachy do których lubicie wracać? 

Wpis powstał we współpracy z drogerią kosmetykizameryki.pl

Stylizacja na wiosenny spacer

kurtka bonpix, sneakersy gemre

W minioną sobotę pogoda na zewnątrz była iście wiosenna. Grzało cudowne słoneczko, niebo było niemalże bezchmurne. Razem z rodziną postanowiłam wybrać się na spacer, przy okazji odwiedzając działki ogrodowe.

Nie raz już wspominałam, że w Suwałkach pogoda nie dopisuje. Od początku roku dzieją się cuda - raz mamy mróz, a za chwilę wychodzi słońce. Pod koniec lutego już kwitły bazie, a dziś sypie śnieg i jest biało. Kiedy tylko pokazało się słoneczko, to postanowiliśmy z niego skorzystać tym bardziej, że mój mąż miał wolny dzień. Przy okazji postanowiłam pokazać Wam moje ostatnie zakupy odzieżowe.

Praktycznie wszystko co mam na sobie pochodzi z BONPRIX. I to właśnie na tych ciuchach chciałabym się dzisiaj skupić. Od czego tu zacząć? Chyba zacznę od kurtki bonprix z której jestem niesamowicie zadowolona. Jak widzicie na zdjęciach jest to ramoneska. Wykonana jest ze sztucznej zamszowej skóry w kolorze beżowym. Od dawna chciałam sobie sprezentować coś takiego. W szafie mam trzy ramoneski, ale każda jest czarna, więc dla odmiany teraz postawiłam na coś jasnego. Urzekła mnie nie tylko kolorem, ale też krojem i malutkimi ćwiekami w okolicach kieszeni. 

kurtka bonpix, sneakersy gemre

kurtka bonpix, sneakersy gemre

Mimo, że do figury modelki mi daleko, to bardzo podobam się sobie w tym wydaniu. Kurtka mimo, że dość cienka to grzeje - wydaje mi się, że to ten zamsz tak działa (zatrzymując wiatr). Zamówiłam sobie rozmiar większy - jaki noszę przy bluzkach, zawsze tak robię w przypadku kurtek - na wszelki wypadek, żeby zmieścić się w niej mając na sobie sweter. Był to doskonały wybór. Nie cierpię kiedy kurtki są obcisłe i krępują ruchy - tutaj udało mi się ominąć takiej "wpadki". 

Drugi wybór, to spodnie bonprix. Tym razem zdecydowałam się na dżinsy, których szczerze mówiąc nie nosiłam już pewnie z trzy lata. Na stronie sklepu znajdziecie je wpisując hasło "dżinsy super skinny" i dostępne są w dwóch kolorach: morski pastelowy "washed" oraz jasnoróżowy "washed". Mimo, że od pewnego czasu lubuję się w różu, zdecydowałam się na coś spokojniejszego i wybrałam kolor morski. Dżinsy jednak wyglądają bardziej jak błękitne jak morskie i cieszy mnie to, ponieważ mogę je nosić do wielu stylizacji. Zamówiłam rozmiar mniejszy jak noszę na co dzień - i ku mojemu zdziwieniu są trochę za luźne - na zdjęciu nie mam paska - dopiero tego dnia w niego zainwestowałam. Wierzycie, że nie miałam go w szafie? Nosząc legginsy nie był mi potrzebny 😂.

kurtka bonpix, sneakersy gemre

kurtka bonpix, sneakersy gemre

Oprócz tych dwóch ciuchów, zamówiłam sobie jeszcze koszulkę z działu koszulki bonprix, oraz torebkę, którą znalazłam w dziale sale bonprix i udało mi się ją upolować za 30 zł :).

Koszulka zauroczyła mnie już przy pierwszym spojrzeniu. Ciekawe przedzielenie na pół z kontrastem bieli i czerni sprawiło, że skojarzyła mi się z reklamą pewnego dezodorantu i po prostu musiałam wrzucić ją do koszyka. Przyjemna w dotyku, zrobiona w 50% z bawełny i 50% z wiskozy. Nie gniecie się tak jak myślałam, że będzie, jest przewiewna i dobrze się pierze. Okrągły dekolt również bardzo lubię nosić.

W przypadku torebki, to tak na prawdę od dawna chciałam zamówić coś tej wielkości. Przeważnie noszę listonoszki, w których zmieści się wszystko co mamie potrzebne. Od pewnego czasu jednak częściej wychodzę z domu sama, tak więc wielka torba jest mi zbędna. Ta urzekła mnie oliwkowo-brązowym kolorem, zamknięciem na wygodny magnetyczny guzik i te zwisające frędzelki. Dodatkowo regulowany pasek sprawia, że mogę nosić ją zarówno na ramieniu, jak i przepasać się nią na skos. 

kurtka bonpix, sneakersy gemre


kurtka bonpix, sneakersy gemre

kurtka bonpix, sneakersy gemre


naszyjnik: Happiness Boutique


Te zakupy uważam za bardzo udane i chętnie znowu na coś się skuszę. Oczywiście wrócę do Was z kolejnymi wpisami - może ktoś z Was się zainspiruje, a może po prostu będzie szukał opinii na temat danej rzeczy. W przyszłym tygodniu pojawi się jeszcze jeden post z odzieżą z bonprix więc możecie go wyczekiwać.

Oprócz tego we wpisie możecie również zwrócić uwagę na buty, które mam na sobie. Te buty to beżowe trampki na koturnie GEMRE. Od dawna szukałam sobie butów, które będę mogła nosić zarówno do sukienek jak i spodni. Ten model zachwycił mnie kolorem, który idealnie pasuje do kurtki o której napisałam wyżej, ale i cekinami, którymi są zsypane. Częściowo cholewka wykonana jest z materiału zamszopodobnego, więc jak widzicie - idealnie wpasowały się w klimat mojej stylizacji. Warto wspomnieć, że są bardzo wygodne, a przy okazji dodają mi trochę centymetrów, których niestety nie mam. Ich wysokość, to UWAGA 13 cm! Dla kogoś kto należy do osób o niższym wzroście z pewnością będzie to ogromnym plusem. 

kurtka bonpix, sneakersy gemre

kurtka bonpix, sneakersy gemre

kurtka bonpix, sneakersy gemre

kurtka bonpix, sneakersy gemre

W całej stylizacji czuję się super - swobodnie i kobieco, dzięki czemu dobry humor mnie nie opuszcza. Wiosna dopiero się zaczyna, więc okazji do zakładania tych ciuchów będę miała mnóstwo.

Czy kupujecie odzież online? Jak podoba się Wam moja stylizacja?

Dentofobia, co to jest i jak leczyć?

dentofobia


Dentofobia czyli inaczej strach przed dentystą to dość popularne zjawisko. Według różnych badań co drugi polak boi się chodzić do stomatologa . Niektórzy przestają go odwiedzać na zawsze. Dlaczego boimy się dentysty? Czy to rodzaj fobii? Jak sobie poradzić z tym strachem?


Wielu ludzi poprzez traumę z dzieciństwa czy późniejszego okresu w swoim życiu boi się uczęszczać do dentysty. Czasem jednak ten strach nie ma podłoża związanego z przeszłością. Stomatolog wkracza w naszą przestrzeń intymną, źle się więc nam kojarzy. Leżenie w pozycji półsiedzącej na fotelu z otwartymi ustami oraz świadomością o obracającym się wiertle w naszych ustach nie ułatwia nam myśleć pozytywnie. Część ludzi po prostu zaczyna unikać takiego lekarza zamiast zacząć walczyć ze strachem. Czy są skuteczne sposoby na pozbycie się tego problemu?  Zanim odpowiem Wam na to pytanie chciałabym, abyście potrafili odróżnić dentofobię od zwykłego strachu przed dentystą. Jeśli boimy się chodzić i kontrolować stan swojego uzębienia, ale jednak decydujemy się na taką wizytę - to po prostu strach. Dentofobia, to sytuacja kiedy strach bierze górę i przestajemy chodzić do lekarza, zaniedbując swoje uzębienie. I nie chodzi tu o roczną przerwę, a naprawdę długi okres. 

Pewnie każdy z Was zna kogoś kto boi się uczęszczać na takie wizyty, albo sami jesteście przerażeni na samą myśl o tym, że czas wybrać się w to miejsce. Czy znacie jednak osoby, które całkowicie zrezygnowały z takich zabiegów? Ja tak. Jeśli chodzi o mnie, to od dziecka nie miałam problemów z dentystą. Mimo, że nigdy nie miałam śnieżnobiałego uśmiechu i prostych zębów, to bardzo często odwiedzałam dentystę, aby skontrolować stan mojego uzębienia, ściągnąć kamień czy po prostu założyć jakąś plombę. Tak samo nauczyłam swoje dzieci. Od pierwszych ząbków jeździły na takie kontrolne wizyty, dzięki czemu w jakiś sposób przyzwyczaiły się do tego i nie boją się. Mój syn na przykład potrafi zaczepić naszą dentystkę w sklepie pokazując jej swoje zęby i pytając czy już może do niej przyjść. Innych to bawi - a jeszcze innych przeraża. W rodzinie mam osobę, która przez traumę z dzieciństwa (rozcięcie dziąsła podczas zwykłego borowania) przestała chodzić na kontrole na 20 lat! Wyobrażacie sobie co po takim czasie działo się w jej buzi? Nie będę pisać o szczegółach - darujmy je sobie... 

Wracając do pytania - czy są sposoby aby pozbyć się strachu przed wizytą u stomatologa? 

Jednego skutecznego sposobu chyba nie ma. Jednak warto wybrać się do lekarza, którego darzymy zaufaniem (w moim przypadku dentysta nie zmienia się od 25 lat). Specjalista powinien wprowadzić nas w leczenie krok po kroku. Zapoznać nas z urządzeniami takimi jak wiertła czy skaler do usuwania kamienia nazębnego, opowiedzieć nam co i w jaki sposób działa i do czego służy. O strachu przed zabiegiem należy poinformować lekarza - pamiętajcie, że sam się nie domyśli jeśli mu o tym nie powiemy. Można umówić się z nim też na jakiś znak, który mu pokażemy podczas zabiegu - po którym na chwilę przerwie wykonywanie swoich czynności. Oczywiście też pamiętajcie o możliwości znieczulenia - rodzaje znieczuleń też są różne (osobiście nigdy nie używam). Jeśli takie sposoby nie pomagają i za nic w świecie nie potraficie wybrać się do dentysty, to dla Waszego zdrowia warto wybrać się do specjalisty, który pomoże nam walczyć ze strachem. Sposobów jest kilka - od terapii behawioralnej do leczenia farmakologicznego. 

U mnie złotym środkiem okazała się regularność i uczęszczanie do dentysty od małego dziecka, co również sprawdza się w przypadku moich pociech. Wydaje mi się, że jeśli nauczymy nasze dzieci dbania o ząbki od malutkiego i odwiedzanie stomatologa, to w przyszłości być może nie będą się tak bały.

Boicie się dentysty? Czy może jednak wręcz przeciwnie - nie macie problemu z takimi wizytami?

Allerco dla całej rodziny - balsam do ciała, żel myjący i emulsja do kąpieli

Allerco dla całej rodziny - balsam do ciała, żel myjący i emulsja do kąpieli

Jak wiecie z niektórych moich wpisów, w moim domu często pojawiają się problemy skórne. Syn jest alergikiem, córka wcześniakiem, a ja mam bardzo suchą skórę. W związku z tym, w moim domu często pojawiają się emolienty. Dziś chcę o nich trochę opowiedzieć, a w roli główniej pojawi się marka Allerco.

Tak jak napisałam na wstępie, mój syn jest alergikiem i ma AZS. Ostatnio bardzo poprawił mu się stan skóry w związku ze zmienionym leczeniem, jednak ciągle pamiętamy o odpowiednim nawilżeniu podczas kąpieli jak i po niej. Markę Allerco miałam okazję poznać już dawno temu, więc często wracam do ich produktów i tym razem skusiłam się na żel myjący dla syna.



Działanie:
  • zapewnia skuteczne oczyszczanie i pielęgnację skóry
  • łagodnie myje skórę, nie powodując jej podrażnień
  • zapewnia skórze fizjologiczne pH
  • działa łagodząco i chroni skórę przed podrażnieniami
  • działa ochronnie na naturalną warstwę lipidową naskórka
  • delikatnie nawilża skórę i zapobiega nadmiernemu jej wysuszeniu
  • zmiękcza i wygładza naskórek
  • utrzymuje prawidłową wilgotność skóry
  • nie powoduje uczucia ściągania naskórka
Sposób stosowania: Żel przeznaczony jest do mycia twarzy i ciała. Stosować codziennie rano i wieczorem. Niewielką ilość żelu nanieść na zwilżoną skórę i delikatnie masować do uzyskania piany. Spłukać wodą, po czym skórę delikatnie osuszyć ręcznikiem i nanieść preparat pielęgnacyjny z linii allerco®.

Konsystencja żelu jest w sam raz - nie przelewa się przez palce, nie spływa więc nawet dziecko jest w stanie samo z niego korzystać. Zapachu nie posiada - pozbawiony jest całkowicie składników które nadają aromat. To normalne w przypadku produktów dla alergików. Jeśli chodzi o jego właściwości pieniące się - to nie zrobicie nim wielkiej bąbelkowej piany, ale też nie jest tak, że całkowicie jest jej pozbawiony. Mogę pienienie określić na średnie. Łatwo się spłukuje, nie pozostawia na ciele żadnego filmu. 

Skóra po kąpieli staje się przyjemnie gładka, wyraźnie nawilżona i jakby bardziej napięta. Żel sprawia również, że mój syn nie odczuwa swędzenia, ani pieczenia skóry. Jest to doskonały efekt, którego zawsze oczekuję od produktów dla alergików. Syn od kiedy go stosuje spokojnie śpi całą noc - a ja jestem szczęśliwa i wypoczęta. 

Kolejny produkt na który się skusiłam, to balsam do ciała który zamówiłam specjalnie dla siebie.

balsam do ciała allerco

Działanie:
  • zapewnia skórze odpowiedni poziom nawilżenia i natłuszczenia
  • zmniejsza podrażnienia skóry i działa łagodząco
  • wzmacnia naturalną barierę ochronną skóry, czyniąc ją zdecydowanie odporniejszą na działanie niekorzystnych czynników środowiskowych
  • ogranicza przeznaskórkową utratę wody (TEWL)
  • zmniejsza szorstkość i suchość skóry, przeciwdziałając dalszemu jej wysuszeniu
  • reguluje proces złuszczania się naskórka
  • zmiękcza i wygładza naskórek, czyniąc skórę bardziej elastyczną
Najmocniej przesuszoną skórę posiadam na nogach (od kolan w dół) oraz na przedramionach. Delikatne zadraśnięcie skutkuje białym, nieestetycznym paskiem na skórze, który z czasem robi się czerwony i bardziej widoczny. Wiem, że są to skutki stosowania wody, w której pełno różnych niesprzyjających składników, oraz niedostateczne nawilżanie jej z zewnątrz. 

Osobiście nie lubię używać balsamów do ciała, stąd nieregularność w ich używaniu. Po prostu nie lubię siedzieć i czekać aż kosmetyk wchłonie się w skórę, a ja będę mogła ciepło się ubrać. Czemu ciepło? Balsamów używam tylko i wyłącznie po kąpieli więc zanim kosmetyk się wchłonie, często zdążę zmarznąć. Balsam stosuję kiedy tylko o nim pamiętam, staram się robić to regularnie, co pomału wchodzi mi w nawyk. Jest dość wydajny, wchłania się jak większość balsamów - trochę czasu niestety musi minąć zanim zniknie całkowicie ze skóry, ale jestem w stanie mu to wybaczyć. 

Z pewnością mogę potwierdzić działanie nawilżające. Moje nogi powoli dochodzą do siebie, skóra na nich nie łuszczy się i nie pojawiają się już te białe ślady po przejechaniu paznokciem. Jeszcze nie jest to efekt o jakim marzę, jednak wiem, że pewien okres musi minąć. Wiadomo, że żaden kosmetyk nie działa od razu po pierwszym użyciu. Skóra potrzebuje czasu na regenerację.

Ostatni produkt o którym chcę Wam napisać zamówiłam specjalnie dla mojej córeczki Hani. A jest to emulsja do kąpieli.

emulsja do kąpieli allerco

Emulsja do kąpieli allerco® zapewnia delikatną i skuteczną pielęgnację i higienę skóry suchej, wrażliwej, atopowej, skłonnej do podrażnień i alergii. Jest produktem o niskim potencjale alergizującym, nic zawiera substancji zapachowych. 

STOSOWANIE;
Stosować do każdej kąpieli. Kąpiel dla dzieci i niemowląt: do wanienki wlać 20 ml preparatu (1 nakrętka) i dolać wody. Czas kąpieli: dla niemowląt kilka minut, dla dzieci 15-20 minut.
Kąpiel dla dorosłych: do wanny wlać 20-40 ml preparatu (1-2 nakrętki) i napełnić wannę wodą. Czas kąpieli: 15-20 minut.
Po kąpieli skórę delikatnie osuszyć ręcznikiem i nanieść preparat pielęgnacyjny z linii allerco®.

Moja córka jak i syn uwielbiają kąpiele z dodatkiem tej emulsji. Dlaczego? Po dodaniu jej do wody - staje się ona biała i dzieci śmieją się, że jak Kleopatra kąpią się w mleku. Składniki zawarte w tej emulsji świetnie nawilżają ich suchą skórę, a po wyjęciu z wanny nie trzeba jej dodatkowo nawilżać żadnymi kremami czy balsamami. W przypadku pielęgnacji mojej córki to duże udogodnienie, bo ona nie przepada za balsamowaniem czy kremowaniem ciała (ma to chyba po mnie 😆). Przy regularnym stosowaniu zauważyłam dużą różnicę w stanie jej skóry (syna również) a co najważniejsze - zmiany skórne w postaci łuszczących się placków na udach znikają .

Skoro jesteśmy już w tematyce dziecięcej, to postanowiłam wspomnieć o kindergeld w NiemczechWystarczy, że jedno z rodziców pracuje w Niemczech i podlega tu nieograniczonemu obowiązkowi podatkowemu, aby móc złożyć wniosek o Kindergeld. Taki wniosek można złożyć po 6 miesiącach od rozpoczęcia pracy na terenie Niemiec. Wspominam o tym, bo wielu z moich czytelników mieszka bądź pracuje w Niemczech. Mam nadzieję, że takie krótkie informacje pomogą Wam chociaż w minimalnym stopniu. 

Podsumowując mój powrót do kosmetyków tej marki jestem bardzo zadowolona. Ponownie produkty okazały się skuteczne i pomogły mi jak i mojej rodzinie pozbyć się problemów skórnych.
Znacie markę allerco? Stosujecie jakieś ich produkty?

EUCERIN DermatoClean oczyszczający płyn micelarny 3 w 1

EUCERIN DermatoClean oczyszczający płyn micelarny 3 w 1


Dobre oczyszczanie twarzy to podstawa codziennej pielęgnacji. Kiedyś unikałam płynów czy wód micelarnych, jednak od pewnego czasu coraz częściej zdarza mi się je stosować. Od jakiegoś czasu w moim domu znajduje się oczyszczający płyn micelarny 3 w 1 Eucerin DermatoClean i to właśnie o nim możecie dzisiaj poczytać.

Z marką Eucerin jeszcze nigdy dotąd nie miałam do czynienia. Oczywiście znałam ją ze słyszenia, ale jakoś wcześniej nie było mi do niej po drodze. Kiedy więc pojawiła mi się na horyzoncie, postanowiłam, że muszę w końcu skusić się na jakiś produkt. W związku z tym, że postanowiłam znowu włączyć do swojej pielęgnacji płyny micelarne, podczas zakupów w notino.pl wrzuciłam ten płyn do koszyka. Czy jestem zadowolona z jego właściwości? O tym możecie poczytać poniżej :)


Płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu, przeznaczony dla każdego typu skóry. Zawiera kompleks APG, Gluco-Glycerol i kwas hialuronowy. Produkt jest bezzapachowy, pomaga oddychać skórze. Odpowiedni dla osób noszących szkła kontaktowe. Wygodny środek myjący, który można stosować rano i wieczorem. Usuwa makijaż wodoodporny oczu i twarzy.

Wskazania: do każdego typu cery.

Sposób użycia: nałożyć na wacik i delikatnie przetrzeć oczy, twarz i dekolt. Powtarzaj czynność, aż będzie czysty. Postępuj zgodnie z zaleceniami producenta.

Główne składniki: kompleks APG, gluko-glicerol, kwas hialuronowy.

EUCERIN DermatoClean oczyszczający płyn micelarny 3 w 1

Zanim wzięłam się za testy postanowiłam poczytać trochę o nim w sieci. Lubię wiedzieć na co zwrócić uwagę podczas testowania czegoś nowego. Ten płyn w internecie ma opinie dość podzielone: jedni go chwalą, inni nienawidzą. Wyczytałam, że słabo radzi sobie z demakijażem, szczególnie ze zmyciem tuszu do rzęs. Jako że ja maluję rzęsy niemalże codziennie, postanowiłam to sprawdzić. Zanim jednak opowiem Wam o tym czy poradził sobie z moimi maskarami, napiszę o innych jego właściwościach.

Jak widzicie na zdjęciu płyn zamknięty jest w przejrzystej buteleczce o pojemności 200 ml. Szata graficzna sprawia, że patrząc na niego mam wrażenie, że w ręku trzymam produkt apteczny. Jednak to dobre skojarzenie, bo kosmetykom dostępnym w takich miejscach można zaufać. W środku znajduje się przezroczysty płyn, który nie posiada żadnego zapachu. 

Podczas oczyszczania twarzy tym płynem nie czułam żadnych niedogodności. Nie zauważyłam żadnego pieczenia (co u mnie często się zdarza), podrażnienia czy innych nieprzyjemnych efektów. Płyn bardzo dobrze oczyszcza skórę, tonizuje, szybko się wchłania i pozostawia skórę świeżą i dobrze nawilżoną. Jeśli chodzi o demakijaż, to nie zauważyłam większych problemów ze zmywaniem maskary, podkładu czy cieni do powiek. Stosuję przeróżne kosmetyki do makijażu i każdy z nich zniknął ze skóry bez większych problemów. Jeśli chodzi o pozbywanie się tuszu z rzęs, to zawsze przykładam nasączony płynem wacik do oka - trzymam go tak chwilkę, a dopiero później przecieram. Płyn doskonale poradził sobie w każdym przypadku (nawet zmył wodoodporne tusze), dlatego jestem zdziwiona, że znalazłam opinie, które w tym przypadku były na NIE. Może użytkowniczki tego płynu próbowały od razu przecierać oczy wacikiem? Tego nie wiem. 

Podsumowując moje testy śmiało mogę polecić Wam oczyszczający płyn micelarny 3 w 1 DermatoClean marki Eucerin. Jak wspomniałam wyżej - dobrze oczyszcza, tonizuje i nawilża moją skórę bez żądnych podrażnień. Cieszę się, że go wypróbowałam i z pewnością zostanie on ze mną na dłużej.

A Wy używacie płynów micelarnych? Znacie markę Eucerin?

Woda perfumowana LOVE POTION SECRETS od Oriflame

Woda perfumowana LOVE POTION SECRETS od Oriflame

Jak pewnie już wiecie należę do Pań, które zaliczają się do grona "zapachomaniaczek". Uwielbiam otaczać się różnymi aromatami nie tylko w domu, ale też na ciele. Swoich sprawdzonych zapachów już kilka mam, jednak nadal szukam nowości, które urzekną mnie i zostaną ze mną na dłużej. Dziś chcę opowiedzieć Wam o wodzie perfumowanej LOVE POTION SECRETS od Oriflame.

Uwodzicielski orientalno – waniliowo – owocowy zapach oszałamia iskrzącym aromatem owoców: kompozycją soczystej mandarynki, przepysznej nektarynki i zaskakującego ananasa oraz białej truskawki w roli głównej. Jego serce otwiera się welonem białych kwiatów – gardeniajaśmin i orchidea – dodających elegancji i sensualności. Sekret zapachu to nuty głębi odsłaniające swą seksowną naturę, zaklętą w melanżu białej czekolady wzmocnionej kremową ambrą i otoczoną luksusowym drzewem sandałowym. 

Ten opis zadecydował o tym, że zapach ten pojawił się w moim domu. Aromat owoców i biała truskawka? To coś co uwielbiam, pomyślałam. Czytając dalej o białych kwiatach, ambrze i białej czekoladzie stwierdziłam, że będzie to zapach dla mnie. Czy tak się okazało? 



Woda perfumowana LOVE POTION SECRETS od Oriflame

Kategoria: orientalno-kwiatowa

Nuty bazy: mandarynka, nektarynka, ananas i biała truskawka

Nuty serca: gardenia, jaśmin i orchidea
Nuty głowy: biała czekolada, ambra, drzewo sandałowe

Jak widzicie na zdjęciach, woda perfumowana zamknięta jest w nietypowym flakoniku. Szkło wygląda jak zgnieciona z wierzchu kula, a pokrywka przypomina mi iglicę z wrzeciona. Patrząc na całość, oczami wyobraźni przeniosłam się do kreskówki Disneya "Śpiąca Królewna" i wyobraziłam sobie, że ten zapach będzie właśnie taki... bajeczny...


Przy pierwszym kontakcie ze skórą czuć niesamowitą słodycz białej czekolady, przełamaną ocieplającą ambrą i drzewem sandałowym. Zapach od razu skojarzył mi się ze słodkimi cukierkami i wydał się aromatem odpowiednim dla młodych kobiet - nawet nastolatek. Po pewnym czasie jednak perfumy przeradzają się w coś bardzo nietypowego. Wyczuwam wyraźnie jaśmin, który w perfumach bardzo mi się podoba, mimo, że nie przepadam za nim w rzeczywistości. Fajnie odświeża i nadaje takiej lekkości zapachowi, chociaż w nutach znajdują się wspomniane już wyżej orientalne składniki. Na sam koniec dopiero, po upływie dobrych 15-20 minut na skórze pojawia się coś, co sprawia, że zapach mnie oczarował - biała truskawka. Nie czuję tu ani ananasa, ani mandarynki - aromat który jest wyczuwalny jest bardziej słodki niż świeży - coś niepowtarzalnego i oryginalnego. I to właśnie w tym momencie zaczęłam zakochiwać się w tym zapachu. Jak widzicie woda perfumowana Love Potion Secrets zupełnie nie należy do moich kategorii zapachowych, jednak ta kompozycja jest tak czarująca, że nie potrafię się z nią rozstać.


Do tej pory starałam się trzymać jednych nut i kupować zapachy które w jakiś sposób są do siebie podobne, jednak chyba w końcu dojrzałam do tego, żeby próbować wszystkiego. Dzięki temu, że zarejestrowałam się na stronie klub-konsultantek.pl wszystkie zapachy, czy inne kosmetyki marki Oriflame mogę zamawiać sobie dużo taniej co jest dla mnie ogromnym plusem. Tak więc ryzykuję i zamawiam - a ostatnio udaje mi się trafiać na same perełki :) Dla przypomnienia, możecie zerknąć też na wpisy o innych zapachach o których już pisałam:


----> Dare to Shine

----> Eclat Mon Parfum
----> Born to Fly

Wracając do tematu... Ten zapach z pewnością przypadnie Paniom, które lubią perfumy przepełnione aromatem kwiatów i słodyczy. Nie bójcie się tej orientalności, bo tak na prawdę nie jest tu mocno wyczuwalna i nawet dla migrenowców takich jak ja - ona nie przeszkadza. Zapach nie jest mdły, nie drażni - wręcz przeciwnie - sprawia, że po spryskaniu się nim od razu poprawia mi się humor. Trwałość jest bardzo dobra - na skórze wyczuwam je przed kilka, a nawet kilkanaście godzin. Ubrania natomiast pachną nimi aż do kolejnego prania. Jestem zachwycona.


Znacie zapach Love Potion Secrets? A może macie jakieś inne ulubione zapachy tej marki?

Instagram