Chcesz dostawać powiadomienia o nowych postach?

Potrójna moc polnych kwiatów - kosmetyki do pielęgnacji włosów farbowanych MRS. POTTER'S

Potrójna moc polnych kwiatów - kosmetyki do pielęgnacji włosów farbowanych MRS. POTTER'S

Nie wiem jak Wy, ale kosmetyki do włosów Mrs. Potter's pamiętam jeszcze z dzieciństwa. W moim domu zawsze obecne były szampony do włosów z "panią w kapeluszu". Ku mojemu zaskoczeniu i wielkiej radości - znowu pojawiły się na naszym rynku. Nie była bym sobą, gdybym nie sprawdziła jak spiszą się na moich włosach.

To, że produkty Mrs. Potter's były w moim domu od kiedy pamiętam sprawiło, że mam do nich pełne zaufanie. Można powiedzieć, że "wzięłam je w ciemno", nie zastanawiając się jak zareaguje skóra mojej głowy. Często wspominam, że nie lubię zmieniać pielęgnacji właśnie z tej dziedziny, jednak sentyment zwyciężył i dziś nie żałuję tej decyzji. Dlaczego?

Ogólnie nie narzekam na stan moich włosów. Z natury są grube i gęste, więc nie mam problemów z wypadaniem czy jakimś nadmiernym zniszczeniem. Raz na jakiś czas, decyduję się na radykalne cięcie - jednak robię to bardziej z wygody jak potrzeby. Włosy farbuję raz na kwartał, czasem nawet rzadziej. Kilka tygodni po tym zabiegu, muszę jednak wspomagać się kosmetykami przeznaczonymi do włosów farbowanych, ponieważ pomagają mi one w jakiś sposób je zregenerować, wygładzić i nawilżyć. 

Potrójna moc polnych kwiatów - kosmetyki do pielęgnacji włosów farbowanych MRS. POTTER'S


Kiedy zobaczyłam, że marka Mrs.Potter's pojawiła się na naszym rynku ponownie, postanowiłam, że wypróbuję serię do włosów farbowanych i uwrażliwionych zabiegami fryzjerskimi. Na stronie producenta przeczytamy, że seria ta posiada potrójną moc polnych kwiatów, a składniki zawarte w tych kosmetykach są pochodzenia roślinnego. Jakie dokładniej? Ekstrakt z dzikiej malwy, ekstrakt z hibiskusa, oraz fiołka polnego. Szampon posiada 94% składników pochodzenia naturalnego, a odżywka i maska aż 98%! Jeśli czytacie mojego bloga, to pewnie wiecie, że przed takimi składami mam opory. Pewnie Was to dziwi, jednak moje włosy chyba nie koniecznie lubią naturalne produkty - często robią się bardziej suche i niesforne co okropnie mnie irytuje. Podczas stosowania tej serii - nic takiego nie miało miejsca, więc moja radość jest podwójna.

Potrójna moc natury zamknięta w nowych kosmetykach do mycia i pielęgnacji włosów Mrs. Potter’s Triple Flower Natural Power. Naturalne formuły w ponad 90% złożone ze składników pochodzenia naturalnego. Szampony pozbawione SLESSLS i silikonów. Odżywki i kremowe maski bez silikonów i olejów mineralnych. Wszystkie produkty Mrs. Potter’s nie zawierają składników pochodzących od zwierząt i mogą być używane przez wegan.


szampon do włosów farbowanych

Szampon do włosów zamknięty jest w plastikowej butelce z uroczą etykietą, która od razu rzuca się w oczy. Kwiat malwy i różowy kolor od razu przyciągnęły moją uwagę. Złoty korek - z zamknięciem typu Press jest wygodną formą wydobycia z wewnątrz pożądanej ilości szamponu, chociaż przyznam, że wolałabym aby była w nim pompka. Sam kosmetyk ma średniej gęstości konsystencję, jest bezbarwny i bardzo pachnący. Mimo, że pozbawiony jest tej całej chemii - ku mojemu zaskoczeniu - pieni się dobrze i jest wydajny. Bez problemu myję nim moje gęste włosy na których pozostawia przepiękny, świeży, kwiatowy zapach. 

odżywka do włosów farbowanych

Odżywka zamknięta jest w identycznej butelce jak poprzednik, tylko wyposażona jest w pompkę, której brakuje mi w szamponie. Uważam to rozwiązanie za doskonałe w tego rodzaju kosmetykach, bo mogę wygodnie nabrać odpowiednią ilość odżywki nawet pod prysznicem. Konsystencja gęsta w kolorze białym. Tu się na chwilę zatrzymam, ponieważ chcę zwrócić uwagę na jej gęstość. Nie lubię, kiedy odżywki do włosów mają konsystencje mleczka do ciała - spływają wtedy po włosach i mam wrażenie, że słabiej wnikają w ich strukturę. W przypadku tego kosmetyku - gęstość przypomina mi bardziej maskę do włosów - która genialnie pokrywa włosy i wnika wgłąb. Już podczas spłukiwania efekty są widoczne, ale o tym za chwilę ;)

maska do włosów farbowanych

Maska do włosów zamknięta w poręcznym słoiczku. Kolor biały, konsystencja gęsta - bardzo przyjemna. Zapach jest po prostu obłędny - cała ta seria kupiła mnie tym aromatem. Oczami wyobraźni na prawdę można przenieść się na przepełnione kwiatami łąki - co bardzo uprzyjemnia rytuał pielęgnacyjny. Maska ma działanie silnie nawilżające i regenerujące. Moje włosy po jej zastosowaniu są jak po wyjściu z salonu fryzjerskiego. Pięknie wygładzone, błyszczące i widocznie zregenerowane.

Uwielbiam stosować serie kosmetyków do włosów, kiedy nie ma potrzeby przy każdym użyciu stosowania maski - czasem po prostu nie mam na to czasu, a szampon z odżywką nie są dostatecznie dobre i niestety maska to mus. W przypadku tej serii - do codziennej pielęgnacji wystarcza szampon i odżywka. Ich połączenie sprawia, że włosy są dobrze oczyszczone, lśniące i wyglądają zdrowo. Nie podrażniają mojej wrażliwej skóry głowy, nie pojawił się nawrót łupieżu, a skóra nie swędzi - co dla mnie jest miłym zaskoczeniem i ogromnym plusem. W połączeniu z maską - włosy - tak jak wspomniałam wyżej - wyglądają jak po wyjściu od fryzjera. Zero obciążenia, tylko lekkość i błysk.

Podsumowując moje ponowne spotkanie z marką Mrs.Potter's, mogę napisać, że jestem zachwycona. Nie potrafię znaleźć odpowiednich słów, aby wyrazić swoją radość. Nie dość, że kosmetyki są bardzo skuteczne i sprawdzają się genialnie, to pozwoliły mi powrócić do wspomnień z bardzo wczesnego dzieciństwa - nawet tego, kiedy była przy mnie jeszcze moja mama. Myślę, że przez te wspomnienia, mam taki sentyment do tych produktów i z pewnością będą regularnym gościem w moim domu.

Czy znacie kosmetyki do włosów Mrs.Potter's? Mieliście okazję stosować już jakąś linię?

Magiczna Suwalszczyzna - Wycieczka do Pałacu Paca

Pałac Paca Dowspuda


Od urodzenia mieszkam na Suwalszczyźnie. Chyba zwiedziłam już wszystkie możliwe miejsca, które warto zobaczyć, jednak tak podobają mi się te rejony, że lubię do nich wracać. Wczoraj, razem z rodziną, wybraliśmy się na wycieczkę do Dowspudy, w której można zobaczyć pozostałości po pałacu Paca.

Jeśli nie znacie tych rejonów, to koniecznie musicie to zmienić, bo nasze okolice są piękne i warte poznania. W tym poście nie będę Wam opowiadać całej historii miejsca - w nagłówku polinkowałam Wam osadę i możecie sobie o niej poczytać. Dla leniwych powiem, że to co za chwilę zobaczycie na zdjęciach, to ruiny neogotyckiego pałacu Paców, wybudowanego w latach 1820-1827. Został on zaprojektowany przez włoskiego architekta Piotra Bosio. Budowę rozpoczęto w 1820, a po przerwie, od roku 1823 kontynuowano pod kierunkiem innego włoskiego architekta Henryka Marconiego. Prawdopodobnie główne prace budowlane były już wtedy zakończone, jednak urządzanie i dekorowanie wnętrz trwało przez kolejne 4 lata. Z tablic informacyjnych umieszczonych przed pozostałościami pałacu, możemy dowiedzieć się, jak budowla wyglądała na samym początku.

Pałac Paca w Dowspudzie

Jak widzicie na zdjęciu głównym mojego wpisu - niewiele już z niego zostało. To co jeszcze stoi - zostało wpisane do rejestru zabytków Narodowego Instytutu Dziedzictwa. Ruiny pałacu z 21-hektarową działką w roku 2016 zostały sprzedane przez władze powiatu za nieco ponad 1 mln zł osobie prywatnej, która deklaruje odbudowę pałacu z przeznaczeniem na cele hotelowe. Mam nadzieję, że szybko się za to zabiorą, bo niestety to wszystko niszczeje i szkoda by było, żeby to wszystko zginęło.

Poniżej wstawiam kilka zdjęć z naszej małej wycieczki, a przy okazji zrobiłam sobie zdjęcia, aby pokazać Wam moje ostatnie zakupy w BonPrix oraz CzasNaButy.pl. Stylizacja idealnie sprawdziła się na pogodę, która towarzyszyła nam przez cały dzień. 

bon prix, sukienka w panterkę, pałac paca w dowspudzie

pałac paca w dowspudzie, bonprix sukienka w panterkę

Pałac paca w dowspudzie

Pałac Paca w Dowspudzie

pałac paca w dowspudzie


zegarek męski zegarek.net

ruiny pałacu paca dowspuda


zegarek rosefield zegarek.net

pałac paca w dowspudzie

Miejsce moim zdaniem jest magiczne i zawsze lubię tu przyjeżdżać. Kiedyś organizowano tu Festiwal Kultury Celtyckiej, który został zainspirowany przeszłością hrabstwa Dowspuda. Osobiście ani razu w nim nie uczestniczyłam, ale moja siostra jeździła tam regularnie i zawsze miło wspominała. 

Wracając do mojej stylizacji, to chciałabym trochę o niej napisać. Wybrałam sukienkę w panterkę, która jak wiecie w tym sezonie jest bardzo modnym motywem. Posiada dekolt w serek, jest rozkloszowana na dole, a góra jest przylegająca. Wykonana z bawełny, więc na takie upalne dni jak wczoraj, jest idealnym rozwiązaniem. W takim wydaniu czuję się niesamowicie pewnie i kobieco, a nawet czuję przypływ energii. Do sukienki dołączyłam moje ulubione ostatnio wsuwane sandałki na słupku. Nie raz wspominałam, że nie mogę nosić butów na obcasie ze względu na dawną kontuzję, która niestety ciągle daje mi się we znaki. Pierwszy raz zdecydowałam się na słupek - i jestem pozytywnie zaskoczona tym, jak bardzo taki but może być wygodny. Nie dość, że dodaje mi trochę centymetrów, noga wygląda smuklej i seksowniej, to jeszcze czuję się w nich, jakbym miała na nogach trampki - serio! Dawno nie miałam tak wygodnych butów, które dodają mi kobiecości. W końcu pożegnałam codzienne noszenie trampek czy balerinek. 

wsuwane sandałki na słupku czasnabuty.pl

wsuwane sandałki na słupku czasnabuty.pl, ruiny pałacu paca w dowspudzie

wsuwane sandałki na słupku czasnabuty.pl, ruiny pałacu paca w dowspudzie

bonprix, czasnabuty.pl

Jak widzicie niedziela spędzona była aktywnie i rodzinnie. Chciałabym częściej spędzać czas w taki sposób, ale niestety ostatnio pogoda lubiła płatać nam figle. Za dwa tygodnie wyruszamy na urlop w dwóch kierunkach i mam nadzieję, że trafi nam się słoneczko :)

Do Dowspudy wrócimy z pewnością nie raz...


Ruiny pałacu paca w dowspudzie


Sukienka: bonprix
Budy damskie: czasnabuty.pl
Zegarek damski: zegarek.net
Zegarek męski: zegarek.net

Jak odpowiednio zadbać o słuch dziecka?

Jak odpowiednio zadbać o słuch dziecka?

Czy wiecie jak ważne jest dbanie o słuch dziecka od narodzin? Czy kiedykolwiek jakiś specjalista Was o tym informował? Jeśli chcecie wiedzieć więcej w tym temacie, zapraszam do dalszej części mojego dzisiejszego wpisu.

Zastanawialiście się kiedyś jak ważny jest w życiu takiego małego człowieka słuch? Wiąże się on nie tylko z komunikacją z otoczeniem, ale odpowiada również za poczucie bezpieczeństwo malucha. Warto dowiedzieć się, przed czym należy chronić nasze dziecko, aby nie rozwinął się u niego niedosłuch. 

Dlaczego postanowiłam o tym napisać? Jak wiecie, jestem mamą wcześniaka urodzonego w 30 tygodniu ciąży. Po porodzie, dowiedziałam się, że moja córka nie słyszy na jedno ucho. Była to dla mnie ogromna tragedia, jednak jedna z lekarek powiedziała, że być może to błąd podczas badań, bo zdarza się, że w uchu po porodzie są jeszcze pozostałości wód płodowych. Badania musiałam powtórzyć dwukrotnie, ponieważ moja córka nie dawała się zbadać i musiałyśmy spędzić noc na oddziale laryngologicznym i poddać się badaniu ABR. Całe szczęście okazało się, że wszystko jest w porządku, jednak te przygody sprawiły, że mocniej wgłębiłam się w temat ochrony słuchu dziecka i do dziś dnia, staram się stosować do pewnych wytycznych, którymi postanowiłam się z Wami podzielić:

  • Przede wszystkim, raz na rok chodzimy na wizyty u laryngologa. Podczas badań lekarz sprawdza, czy w uszach nie zalega woskowina i sprawdza ogólny stan ucha. To bardzo ważne. Dzięki temu jako rodzic jestem spokojniejsza i czuję, że mam jakąś kontrolę nad zdrowiem mojej córki. 
  • Kupując zabawki interaktywne zawsze sprawdzam ich głośność. Nie kupujemy "chińskich" misiów, samochodzików i innych głośno grających rzeczy, które czasem dzieci przykładają sobie do uszu.
  • Nie oglądamy głośno telewizji, nie słuchamy głośnej muzyki w naszym domu.
  • Nie używamy patyczków do uszu - od pewnego czasu w naszym domu są jedynie preparaty specjalnie do tego przygotowane.
  • Chronimy uszy dziecka przed chłodem i wilgocią. Kiedy temperatura na zewnątrz spada poniżej 15 stopni - nakładamy córce czapki lub nauszniki. Po kąpieli dokładnie osuszamy wnętrze ucha tak, aby nie było w nim pozostałości wody.
  • W dość krótkim czasie nauczyliśmy córkę prawidłowo oczyszczać nos - dmuchać, naprzemiennie zatykając dziurki. 
  • Ograniczyliśmy hałas w domu - staramy się nie odkurzać podczas oglądania TV przez innych domowników, a przy zakupie nowych sprzętów sprawdzamy ile decybeli ma wytwarzany przez nie dźwięk.
  • Podczas infekcji dbamy o to, aby była ona odpowiednio zdiagnozowana i wyleczona do końca.
  • Wyposażyliśmy się w słuchawki wygłuszające, które pozwalają chronić słuch naszej córki.

W tym momencie chciałabym się zatrzymać. Kiedy urodziłam syna, nie miałam pojęcia o tym, jak ważne jest dbanie o słuch już od pierwszych dni życia. Czy wiedzieliście, że im dziecko jest młodsze, tym jego wrażliwość na hałas jest większa? Ja nie miałam o tym pojęcia, dopóki nie urodziłam córki - wiele lat później. Wydaje mi się, że żeby nie była wcześniakiem, to w ogóle nie dowiedziałabym się o tym jak prawidłowo dbać o słuch dziecka i że istnieje coś takiego jak wyżej wspomniane słuchawki wygłuszające. 

Jak odpowiednio zadbać o słuch dziecka?


W jakich przypadkach warto się w nie zaopatrzyć? Mogę podać Wam kilka przykładów:
  • Imprezy plenerowe - koncerty/eventy organizowane w miastach. Obecność w takich miejscach zawsze wiąże się z przebywaniem w dość dużym hałasie - co niekoniecznie jest komfortowe dla naszych dzieci. 
  • Podróż samolotem - w samolotach jest dość głośno, szczególnie, kiedy siedzimy w okolicach skrzydeł.
  • Remont mieszkania - wiertarki, odkurzacz, stukanie młotka - chyba nie muszę tłumaczyć Wam dlaczego takie słuchawki mogą się przydać w tej sytuacji.
  • Głośne rodzeństwo w domu - niektóre dzieci nie potrafią cicho wyrażać swoich emocji podczas zabaw.
  • Zabawa sylwestrowa - nie mówię tu o imprezie w której uczestniczymy, ale na swoim przykładzie wiem, że niektóre dzieci strasznie boja się hałasu który wytwarzają strzelające petardy. Moja córka okropnie się ich boi, tak więc w sylwestrową noc - zawsze ma na uszach słuchawki. 

Jeśli Wasze dziecko ma stwierdzony autyzm, lub jego podejrzenie, to takie słuchawki wygłuszające również mogą okazać się przydatnym gadżetem. Autystyczne dzieci różnie reagują na głośniejsze dźwięki. Takich sytuacji z pewnością znajdzie się mnóstwo. Jeśli temat Was zainteresował i chcielibyście dowiedzieć się więcej o słuchawkach wygłuszających, to chciałabym odesłać Was do wpisu, w którym wszystko jest fachowo wyjaśnione. Wpis znajdziecie tutaj --> Dlaczego warto zaopatrzyć się w słuchawki wygłuszające dla dzieci?

A może chcecie opowiedzieć mi o Waszych doświadczeniach w tym temacie? Jak Wasze dzieci reagują bądź reagowały na hałas? Wiecie jak odpowiednio zadbać o ich słuch?

Kosmetyki do włosów INSIGHT

Kosmetyki do włosów INSIGHT


Często wspominam, że nie lubię eksperymentować z kosmetykami do włosów. Najrzadziej testuję produkty z tej dziedziny. Zdarza się, że ciekawość jednak wygrywa i właśnie w przypadku kosmetyków marki INSIGHT tak właśnie było. Dziś przychodzę do Was wpisem na temat trzech produktów: szamponu, odżywki oraz kremu. 

Na samym początku może nieco objaśnię, dlaczego nie przepadam testować produktów do włosów. Moje włosy są bardzo grube i gęste, do niedawna bardzo długie. Nie mam problemu z przetłuszczaniem się ich, puszeniem czy coś w tym stylu. Czasem pojawia się problem ich przesuszenia, jednak dzieje się tak tylko kilka tygodniu po farbowaniu. Największy problem mam ze skórą głowy. Bardzo często jest mocno przesuszona, łuszczy się i czasem nawet pojawiają się rany. Zwróciłam uwagę, że dzieje się tak przy zmianach pielęgnacji - dlatego też, bardzo rzadko decyduję się na taki krok. Mam kilka ulubionych szamponów, peelingów czy masek - i staram się naprzemiennie i regularnie ich używać. 

Jakiś czas temu marka INSIGHT zwróciła moją uwagę w internecie. Bardzo wiele koleżanek "po fachu" pisało o kosmetykach tej firmy na swoich blogach, zachwalając ich działanie i wydajność. Nie byłabym sobą, gdybym nie chciała tego sprawdzić osobiście i tak też się stało. Kilka miesięcy temu w moim domu pojawił się zestaw o którym chcę dziś napisać - jestem już po zdenkowaniu tych produktów, więc mogę Wam rzetelnie opisać jak się u mnie sprawdziły.

Dermo Calming Shampoo Szampon do podrażnionej i zaczerwienionej skóry głowy INSIGHT

Dermo Calming Shampoo - Szampon do podrażnionej zaczerwienionej skóry głowy. Idealny dla alergików. Wyjątkowo delikatny szampon przeznaczony do pielęgnacji skóry wrażliwej i skłonnej do podrażnień. Formuła bazująca na wyciągach roślinnych pozwala na dokładne oczyszczenie skóry głowy oraz złagodzenie podrażnień. Kompleks łagodzący pozwala przywrócić skórze równowagę oraz umożliwia zdrowy wzrost włosów. Pielęgnacja bazująca na naturalnych składnikach intensywnie odżywia włosy oraz gwarantuje im zdrowy wzrost.

Dermo Calming Shampoo - Szampon do podrażnionej zaczerwienionej skóry głowy insight

Na początku napiszę o samym opakowaniu - i w sumie to dotyczy szamponu i odżywki o której będziecie mogli poczytać trochę niżej. Kosmetyk zamknięty jest w ciemnej butelce z tworzywa, wyposażona jest w wygodną pompkę do dozowania odpowiedniej ilości szamponu. Kolor słomkowy, przejrzysty o średniej gęstości. Zapach tego szamponu przeniósł mnie do wspomnień z dzieciństwa - pachnie delikatnie i słodko jak oranżada w proszku :) Ku mojemu zaskoczeniu - pieni się bardzo dobrze, a często wspominam, że uwielbiam pieniące się szampony do włosów. Niewielka ilość wystarcza do umycia moich gęstych włosów, doskonale oczyszcza i dobrze się spłukuje. Podczas tej ostatniej czynności - włosy nie plączą się (czego nie znoszę) i łatwo rozczesują się palcami. Włosy są odżywione, wyglądają zdrowo, a co najważniejsze - podrażnienia na skórze głowy są ukojone i czuję jak "oddycha mi skóra". Jest to dla mnie doskonały szampon do którego wrócę z przyjemnością.

Daily Use Energizing Conditioner Odżywka energetyzująca do codziennej pielęgnacji INSIGHT

Organiczny ekstrakt z cytryny ma właściwości oczyszczające i antyseptyczne. Energetyzujący kompleks z masła z moreli, oleju słonecznikowego i oleju z kiełków kukurydzy działa nawilżająco i odżywczo, tworzy powierzchnię ochronną na włosach.Nie zawiera: Parabenów, silikonów, sztucznych barwników, alergenów zapachowych oraz olejów mineralnych.Zawiera: Organiczne ekstrakty z cytryny, masła z moreli, oleju słonecznikowego i oleju z kiełków kukurydzy.


Daily Use Energizing Conditioner Odżywka energetyzująca do codziennej pielęgnacji INSIGHT

Opakowanie podobnie jak szampon - z wygodną pompką, co jest dla mnie ułatwieniem podczas stosowania. Konsystencja średnio-gęsta w kolorze mlecznym, nie spływa z włosów podczas aplikacji. Zapach bardzo podobny do szamponu, jednak jest intensywniejszy i nieco słodszy - mimo wszystko bardzo mi odpowiada i uprzyjemnia chwile pielęgnacji. Po zastosowaniu włosy zdecydowanie łatwiej się rozczesują, a po wyschnięciu są lśniące i gładkie. Po dłuższym stosowaniu widoczna była poprawa w ich kondycji, nie łamały się tak jak wcześniej, a końcówki nie rozdwajały się tak szybko. W duecie z szamponem okazała się strzałem w dziesiątkę!

Lenitive Scalp Comfort Cream - Krem idealny dla alergików INSIGHT


Krem sprawia że włosy są delikatne w dotyku i nawilżone. Dodatkowo łagodzi podrażnienia skóry głowy i minimalizuje puszenie się włosów. Zawiera ekstrakt z aloesu dzięki czemu włosy będą wzmocnione. Produkt wolny od silikonów. 

Lenitive Scalp Comfort Cream - Krem idealny dla alergików INSIGHT

Do tej pory stosowałam wiele kremów do skóry głowy. Każdy z nich jednak, trzeba było spłukać. Ten krem różni się od poprzedników faktem, że należy go wmasować w oczyszczoną skórę głowy i pozostawić do wchłonięcia. Trochę się bałam go stosować, właśnie z tego powodu, że trzeba go zostawić na głowie. Szybko jednak okazało się to najlepszym rozwiązaniem dla mojej skóry. Do tej pory wszystkie kosmetyki tego typu nawilżały moją skórę w bardzo delikatny sposób - a skóra szybko wracała do swojej suchej postaci. Stosując olejki - zbyt mocno obciążały skórę w efekcie czego powstawały grudki i czasem nawet rany. Muszę być bardzo ostrożna przy stosowaniu kosmetyków tego typu. Ten krem okazał się dla mnie zbawieniem. Skóra na głowie w odpowiedni sposób została nawilżona - nie przeciążył jej, nie podrażnił - nie zapchał. Przez wiele dni po umyciu mogłam cieszyć się brakiem łuszczenia czy swędzenia. Oczywiście nie pozbyłam się problemu całkowicie, ale przy połowie opakowania zaczęłam odczuwać różnicę i już zamówiłam sobie kolejne opakowanie. Powiem Wam szczerze, że nie wierzyłam w działanie takich kosmetyków, a jednak w końcu trafiłam na coś, co całkowicie zmieniło moje zdanie na ten temat.

Ten krem z pewnością znajdzie się w ulubieńcach i hitach roku, bo przez całe swoje 33-letnie życie nie trafiłam na tak skuteczny kosmetyk.

Podsumowując testy tych produktów muszę powiedzieć, że jestem pod ogromnym wrażeniem i jestem pewna, że będę regularnie stosowała kosmetyki tej marki. Nie dość, że są skuteczne, to do tego w 98% naturalne. Możecie dostać je między innymi w sklepie topestetic. Często wspominam, że to właśnie naturalne kosmetyki do włosów, sprawdzają się u mnie najgorzej. Od kiedy znam te produkty, całkowicie zmieniłam zdanie na ten temat.

Znacie kosmetyki marki INSIGHT? Jak się u Was sprawdzają? 

Jak ważna jest kontrola trzeźwości przed podróżą?

Jak ważna jest kontrola trzeźwości przed podróżą?

Ilu z Was spotkało się nietrzeźwymi kierowcami? Ilu z Was było świadkiem wypadku spowodowanego przez pijanego kierowcę? Mam nadzieję, że jest Was niewielu, jednak ten problem od lat istnieje i pewnie jeszcze długo będzie istniał. Dziś chciałabym z Wami o tym porozmawiać.

Od pewnego czasu w sieci jak i w telewizji pojawiają się spoty z udziałem kierowców z promilami i wypadkami przez nich spowodowanymi. Niektóre z nich są wstrząsające, jednak myślę, że właśnie te najstraszniejsze trafiają do ludzi najbardziej. Temat jest bardzo trudny i mimo, że nie jestem kierowcą, to wciąż zadziwia mnie fakt, że ktoś po spożyciu alkoholu wsiada za przysłowiowe "kółko". Jest to o tyle trudna sytuacja, że osoba, która się na to decyduje - nie tylko stwarza zagrożenie samemu sobie, ale również osobom, które poruszają się po drodze. 

Ostatnio wiele czytałam na temat wypadków spowodowanych przez pijane osoby, ba! Nawet jakiś czas temu jeden z moich znajomych zginął, bo potrącił go ktoś pod wpływem. Niewinne życie zostało odebrane przez kogoś, kto jest skrajnie nieodpowiedzialny i głupi. Innych słów nie potrafię znaleźć na wytłumaczenie tego, co kieruje taką osobą. 

I tak sobie pomyślałam, jakby to było, gdyby alkomaty były obowiązkowe w każdym samochodzie? Czy to by coś zmieniło? Może posiadając w samochodzie takie urządzenie, więcej osób myślało by o bezpieczeństwie swoim i innych? Z drugiej strony myślę, że ktoś kto wypił piwo czy dwa, jest świadomy tego, że zachowuje się nieodpowiedzialnie decydując się na jazdę samochodem. Dlatego taki obowiązek mijał by się z celem, chyba, że alkomat byłby połączony z samochodem i nie było by można go uruchomić zanim nie sprawdzi się swojej trzeźwości. Niedawno dowiedziałam się, że takie blokady istnieją, jednak stosuje się je w szczególnych przypadkach u osób, które miały zabrane prawo jazdy za jadę pod wpływem alkoholu. 

Jestem ciekawa czy ktoś z Was jechał kiedyś samochodem z kierowcą, który był po spożyciu alkoholu. Ilu z Was będzie miało odwagę by o tym napisać, ilu z Was miało odwagę wsiąść do auta z taką osobą? Ja miałam kiedyś taką sytuację, jednak nie byłam świadoma tego, że kierowca spożywał wcześniej piwo. Całe szczęście nic nikomu się nie stało, a osoba kierująca pojazdem sama mi o tym powiedziała, kiedy dojechaliśmy na miejsce i mam nadzieję, że więcej nie zdecydowała się na taki krok. 

Jakie kary powinny być za prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu? Czy dobrym rozwiązaniem jest fakt, że od 0,2 do 0,5 promila traktowane jest jako wykroczenie, a dopiero od 0,5 w górę jako przestępstwo? Uważam, że każdy kierowca, który zdecydował się na prowadzenie pojazdu po wypiciu nawet jednego piwa, powinien być traktowany tak samo jak ten, który wypił więcej. Dlaczego? Każdy z nich według mnie jest świadomy tego, że w tym stanie nie powinien prowadzić i może dojść do najgorszego. Chciałabym żyć w świecie, gdzie ludzie są odpowiedzialni i zdają sobie sprawę z tego - jakie zagrożenia niosą popełnione przez nich błędy. Chciałabym, żeby kierowca złapany na jeździe po pijaku, więcej nie popełnił tego błędu i zaczął myśleć - nie tylko o sobie, ale i o innych... 

A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? 

K. Bromberg "W kajdankach miłości" cykl "Życiowi bohaterowie" tom.1 - recenzja


K. Broomberg "W kajdankach miłości" cykl "Życiowi bohaterowie" tom.1 - recenzja


K. Bromberg zachwyciła mnie swoimi książkami już jakiś czas temu. Na moim blogu możecie przeczytać już kilka recenzji jej książek. Całkiem niedawno swoją biblioteczkę wzbogaciłam o kolejne dwie książki tej autorki i dziś możecie przeczytać recenzję pierwszej z nich. Mowa o "W kajdankach miłości" - pierwszym tomie trylogii z cyklu "Życiowi bohaterowie".

Głównym bohaterem książki jest Grant Malone. Jest synem emerytowanego policjanta, posiada dwóch braci - jeden jest strażakiem, a drugi pracuje w pogotowiu ratunkowym. Każdy z nich jest "życiowym bohaterem" i to właśnie o nich opowiadać będzie cała trylogia. W tej części chodzi oczywiście o Grant'a. Mężczyzna jest policjantem i podczas służby spotyka swoją dawną przyjaciółkę Emmerson Reeves. To przypadkowe spotkanie po 20 latach sprawia, że wspomnienia z dzieciństwa wracają... Nie koniecznie te dobre dla nich dwojga. 

Grant i Emmy byli najlepszymi przyjaciółmi. Każdy dzień spędzali razem -  bawiąc się na przemian lalkami Barbie lub w policjantów i złodziei. Pewnego dnia dziewczynka wyjawia Grantowi swoją największą i najmroczniejszą tajemnicę. Chłopak obiecuje jej milczeć, jednak decyduje się wyjawić sekret swojej nauczycielce w szkole aby pomóc dziewczynce. Emmy wraz z mamą znikają z miasteczka, i od tamtej pory nie mają ze sobą kontaktu. 

Kiedy spotkali się ponownie, byli zupełnie innymi ludźmi. Ona stała się piękną kobietą, pełną życia, zuchwałą i odważną. On natomiast przeobraził się w atrakcyjnego mężczyznę noszącego policyjny mundur. Taki mężczyzna mógł spełnić każde kobiece marzenie o prawdziwym bohaterze. Grant szybko zdaje sobie sprawę, że kocha tę dziewczynę i jest w stanie zrobić wszystko, by odzyskać jej przyjaźń i zdobyć serce. Emmy jednak dalej nie chce go znać, choć dawny towarzysz dziecięcych zabaw ogromnie jej się podoba i rozpala w niej prawdziwy ogień. 

Czy przystojnemu policjantowi uda się odzyskać nadwyrężone kiedyś zaufanie Emmy? Czy uda im się pokonać demony przeszłości i zaczną wszystko od nowa? 

Na te pytania niestety nie zdradzę Wam odpowiedzi, bo bez sensu było by sięgać po tę książkę, skoro znało by się jej finał. Chciałabym jednak zaznaczyć, że nie jest to typowy romans - jak możecie myśleć, spoglądając na samą okładkę książki. Czytając tą książkę nie dowiesz się od razu - dlaczego przyjaźń tych dwojga raptem się skończyła i kontakt między nimi się urwał. Dowiadujemy się po trochu czytając każdą kolejną stronę. 

W powieści poruszony jest bardzo trudny temat - molestowania seksualnego - o tym jak ciężko jest pozbierać się po tak traumatycznych wydarzeniach w swoim życiu, o zaufaniu, pewności siebie czy planach na swoją przyszłość. Poznamy wiele przerażających wspomnień Emmerson, które wracają do niej ze zdwojoną siłą po przypadkowym spotkaniu ze swoim dawnym przyjacielem. Dowiemy się też co takie wydarzenia potrafią zrobić z psychiką niewinnego dziecka i jak wpływają one na jego dalsze życie.

Książka opowiada o trudnej przeszłości, która mocno wpływa na teraźniejszość, o prawdziwej miłości, która jest w stanie zrobić z człowiekiem dosłownie wszystko, o ucieczce, traumie, oraz ogromnym strachu. Na końcu powieści dowiedziałam się, że pisana była pod wpływem inspiracji autorki prawdziwymi wydarzeniami w jej życiu. Niestety jedna z jej ówczesnych koleżanek była dotknięta tym problemem, a postać Granta była inspirowana samą autorką, dzięki czemu wszystkie emocje i wspomnienia ukryte w tej książce są opisane bardzo szczegółowo i realistycznie. 

Jak wspomniałam wyżej - książka napisana jest w bardzo ciekawy sposób, nie uzyskamy wszystkich informacji czytając tylko kilka jej działów - tak na prawdę wszystkie fakty można zebrać dopiero pod koniec i wyciągnąć wnioski, co sprawia, że czyta się ją z zaciekawieniem i nie można się od niej oderwać. Mnie ta historia bardzo poruszyła i jestem usatysfakcjonowana, że mogłam ją poznać. Za kilka dni wrócę do Was z recenzją kolejnej części - drugiego tomu, który opowiada o życiu jednego z braci Grant'a. Ale o tym - w kolejnym wpisie.


Dziękuję wydawnictwu EditioRed za możliwość otrzymania egzemplarza do recenzji :)


Mieliście już okazję poznać powieści K. Bromberg? A może czytaliście już tę książkę? Jeśli tak, to jak się Wam podobała?

_______________________________________________

Ostatnio zaczęliśmy budowę na działce. Mamy tam stary drewniany domek i przyszedł czas na zastąpienie go nowym. W przyszłym roku będziemy mogli w końcu zostawać tam na noc, bo aktualny jest trochę za mały na naszą czwórkę. Chciałabym Wam tylko powiedzieć, żebyście pamiętali jak ważne są ogrodzenia budowlane. Zapewniają one bezpieczeństwo nie tylko dla placu budowy, ale również osób, które mogą znaleźć się w nieodpowiednim miejscu. Nie musicie kupować takich ogrodzeń - możecie je wynająć w specjalnych miejscach na określony czas. Najlepiej jeśli zdecydujecie się na firmy, które specjalizują się w tego typu ogrodzeniach, bo bardzo ważne jest w jaki sposób są wykonane - muszą być dokładne i trwałe. 

Perełki i rozczarowania ostatnich miesięcy

Perełki i rozczarowania ostatnich miesięcy

Powoli wracam do Was z wpisami i dziś przyszedł czas na kosmetyki, które w moich oczach zyskały miano perełek lub rozczarowań ostatnich miesięcy. Znajdziecie tu produkty takich marek jak Palmolive, Lily Lolo, Bioderma, Mesoboost czy Solverx.

Miałam pisać Wam recenzję każdego z tych produktów osobno, jednak po dłuższym pobycie w szpitalu i natłoku problemów z którymi musiałam się ostatnio zmierzyć, po prostu zabrakło mi czasu. Przeglądałam wpisy, które cieszą się sporym zainteresowaniem na moim blogu i stwierdziłam, że wiele z Was lubi czytać posty w których pokazuję Wam ulubieńców, bądź rozczarowania. Dlatego też ten wpis postanowiłam zrobić właśnie w taki sposób. Nie będę dzieliła wpisu na te dwie dziedziny, po prostu po kolei o każdym z produktów opowiem i zaznaczę, który z nich mi odpowiada, a który nie.

solverx sensitive face crem, solverx atopic skin face cream

Kremy do twarzy marki Solverx - jeden do skóry wrażliwej, a drugi do atopowej. Jak wiecie, osobiście nie mam problemów ze skórą, ale w moim domu mam alergika, który stosuje tego typu produkty. Tak więc krem dla atopików testował mój nastoletni syn i mąż, a wersję dla wrażliwców - przejęłam ja. 

Osobiście mogę o nich napisać tyle, że wersja Atopic jest bezzapachowa, o konsystencji średniej - moim zdaniem lekko tłustej, chociaż nie zostawia lepkiej warstwy na skórze, tylko dogłębnie ją nawilża. Mąż regularnie używa tego kremu i mogę powiedzieć, że widzę, iż na jego twarzy pojawia się mniej podrażnień i zaczerwienień. Od razu napiszę, że ma bardzo wrażliwą skórę - na co dzień ma nawet lekko czerwony odcień. Od kiedy stosuje ten krem - buzia w końcu wygląda naturalnie i dobrze. On bardzo go chwali, a kiedy sam zauważył efekty, zaczął po niego regularnie sięgać.  Syn z kolei zmaga się ze zmianami skórnymi, które od czasu do czasu pojawiają się na całym ciele - nie tylko twarzy. Kiedy tylko coś się pojawiło - kazałam smarować mu tym kremem i powiem Wam szczerze, że w szybki czas pozbył się swędzenia i łuszczenia skóry. Wersja Atopic Skin to nasza perełka

solverx sensitive face crem, solverx atopic skin face cream

Wersja Sensitive to krem stworzony dla kobiet. Ma kolor biały, konsystencję dość lekką i szybko wchłaniającą się. Urzekł mnie w nim fakt, że krem nie bieli i nadaje się również pod makijaż. Jest delikatny i nie obciąża skóry, dzięki czemu nie pojawia się na niej nadmiar sebum. W przyjemny sposób łagodzi podrażnienia i pięknie pachnie. Nie posiadam jednak skóry wrażliwej na tyle, aby stosować go codziennie i pisać Wam o jego innych zaletach, więc powędrował do mojej przyjaciółki u której z kolei się nie sprawdził, więc dziś jestem w kropce i zdanie o nim mam podzielone. Dlatego też nie chcę dodawać go ani do perełek, ani do rozczarowań, bo u mnie sprawdzał się dobrze.

Bioderma Hydrabio H2O oczyszczający płyn micelarny do cery odwodnionej

Bioderma Hydrabio H2O oczyszczający płyn micelarny do cery odwodnionej. 

Zapewnia dokładne oczyszczenie skóry twarzy w ciągu kilku minut. Jednocześnie usuwa ze skóry codzienne zanieczyszczenia i obumarłe komórki. Można stosować go do demakijażu twarzy i ust, oczyszcza i dezynfekuje skórę, ma działanie odświeżające i łagodzące i może być stosowany do wrażliwej skóry.

Bioderma Hydrabio H2O oczyszczający płyn micelarny do cery odwodnionej


Nie raz już wspominałam, że nie znoszę płynów micelarnych. Do tej pory nie znalazłam żadnego, który sprawdził by się u mnie w 100%. Przeważnie po zastosowaniu mam uczucie ciągnięcia skóry, pieczenia czy suchości, dlatego też boję się próbować kolejne tego typu kosmetyki. Ten płyn jest w wersji mini - co bardzo mnie ucieszyło, ponieważ gdyby okazał się bublem to nie musiałabym żałować wyrzucać pozostałości do kosza. Tym razem tak się jednak nie stało. Płyn bardzo dobrze sprawdza się w mojej łazience i zastąpił już moje ulubione mleczko do demakijażu. Nie szczypie w oczy, dobrze usuwa makijaż, świetnie odświeża skórę. Po zastosowaniu czuję, jakbym przynajmniej buzię umyła żelem do mycia - także zyskał w moich oczach bardzo dużo i dostał się dzięki temu do moich perełek

BIODERMA Photoderm NUDE Touch SPF 50+

Ochronny podkład mineralny z efektem nude, to połączenie ochrony przeciwsłonecznej z podkładem, w jednym produkcie. Chroni DNA komórek naskórka oraz aktywuje naturalne procesy obronne skóry. Zapewnia skórze perfekcyjny, naturalny wygląd i zapobiega jej błyszczeniu się nawet przez 8 godzin. Stosowany regularnie, redukuje niedoskonałości oraz zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry. Produkt niekomedogenny, fotostabilny i wodoodporny. Przeznaczony do codziennego stosowania. Polecany szczególnie do cery mieszanej i tłustej.

BIODERMA Photoderm NUDE Touch SPF 50+

Kosmetyk dostępny jest w trzech odcieniach, do mnie trafił niestety odcień najjaśniejszy - i w dniu dzisiejszym nie jest dla mnie odpowiedni. Mimo wszystko, postanowiłam go przetestować i sprawdzić jak zachowa się na mojej mieszanej cerze, szczególnie teraz, kiedy za oknem świeci słońce i skóra potrzebuje dodatkowej ochrony przeciwsłonecznej. Nakładam go na twarz, a następnie pudruję - tak więc udaje mi się w miarę dopasować kolor do mojej skóry.

BIODERMA Photoderm NUDE Touch SPF 50+

Co w nim mnie urzekło? Fakt, że posiada właściwości pielęgnujące i tak na prawdę pod niego nie muszę nakładać kremów. Wystarczy primer czy serum. Konsystencja jest lekka i delikatna - właśnie taka jaka powinna być latem :) Dzięki temu bardzo łatwo się go aplikuje, a sam podkład pięknie stapia się z cerą. Jego krycie oceniam na średnie - jednak czytałam gdzieś, że dziewczyny budowały nim krycie - bez tworzenia grudek czy plam. Osobiście nie stosuję takich technik, bo tak na prawdę nie mam tak wiele do ukrycia i podkładów używam jedynie do zjednolicenia kolorytu skóry. Co mnie w nim zachwyciło - jego trwałość. Podczas upałów na mojej twarzy bez poprawek wytrzymał około 4 godzin, natomiast, kiedy pogoda odpuściła - nie musiałam robić z nim kompletnie nic przez cały dzień. Z pewnością kupię sobie odcień idealny dla mnie i będę stosować go codziennie :) To moja perełka. 

Palmolive Pampering Clay - body wash

Żel pod prysznic z glinką i olejkiem różanym. Kremowa formuła z naturalnym składnikiem nawilżającym delikatnie myje skórę. Zapewnia skórze uczucie piękna i otula ją delikatnym kwiatowym zapachem. Tak pisze producent. Jaki okazał się w rzeczywistości?

Palmolive Pampering Clay - body wash

Żel ma bardzo wygodne do stosowania opakowanie. Zamknięcie na klik i opływowy kształt doskonale sprawdzają się pod prysznicem. Konsystencja żelu dość gęsta i kremowa, dobrze się pieni. Niestety zapach, który mi się trafił - jest nie do zniesienia. Nie przepadam za kosmetykami o zapachu róży - w większości wywołują u mnie mdłości i bóle głowy i w tym przypadku jest dokładnie tak samo. Mimo, że ładnie oczyszcza i pielęgnuje skórę pod prysznicem, to tak przeszkadza mi ten zapach, że nie daję rady go stosować. Robiłam do niego trzy podejścia, za każdym razem próby kończyły się migreną - tak więc oddałam go w dobre ręce. Nigdy więcej po niego nie sięgnę i jeśli podobnie jak ja - jesteście wrażliwi na zapachy, to nie polecam. 

Lily Lolo - Naturalny prasowany rozświetlacz Champagne Illuminator oraz Brzoskwiniowy błyszczyk do ust Peechy Keen.

Lily Lolo - Naturalny prasowany rozświetlacz Champagne Illuminator oraz Brzoskwiniowy błyszczyk do ust Peechy Keen.

Produkty marki Lily Lolo od lat uwielbiam. Nigdy nie spotkałam się z czymś, co by mnie odrzuciło czy nie spodobało się. Za każdym razem jestem zadowolona z ich produktów i tym razem również nie było inaczej. 

Prasowany rozświetlacz Lily Lolo Champagne Illuminator to ultra lekki, przepięknie odbijający światło kosmetyk, który może być nałożony na szczyty kości policzkowych, ramiona i dekolt. 


Odcień tego rozświetlacza bardzo przypadł mi do gustu. Idealnie pasuje do mojej cery i cudownie podkreśla opaleniznę. Nie raz już mówiłam, że jestem ogromną fanką rozświetlaczy więc ten kosmetyk od razu stał się moją perełką. Jest bardzo wydajny i daje przepiękny, delikatny i naturalny efekt GLOW.


Brzoskwiniowy błyszczyk do ust Peechy Keen

Soczysty błyszczyk w kolorze brzoskwiniowym z błyszczącymi drobinkami, idealny by dodać codzienności odrobinę blasku.
  • specjalna formuła z dodatkiem witaminy E oraz naturalnego olejku Jojoba zapewnia odpowiednią ochronę i nawilżenie
  • nieklejąca się konsystencja
  • efekt przepięknie połyskujących ust
  • smakowity posmak czekolady
  • prosta aplikacja za pomocną wygodnego aplikatora
Brzoskwiniowy błyszczyk do ust Peechy Keen lily lolo


Brzoskwiniowy błyszczyk do ust Peechy Keen lily lolo

Kiedyś bardzo lubiłam stosować błyszczyki, a później trochę od tego odeszłam ze względu na lepką warstwę. Dziś noszę włosy dość krótkie i najczęściej związane, więc ta lepkość mi w niczym nie przeszkadza i mogę cieszyć się soczystymi i błyszczącymi ustami. Błyszczyki Lily Lolo nie tylko pięknie podkreślają usta, ale również je pielęgnują co od razu zauważyłam. Jak wiecie - nie stosuję pomadek ochronnych i usta są u mnie najczęściej pomijaną partią ciała podczas pielęgnacji, dlatego kiedy decyduję się na pomadki czy błyszczyki - zwracam uwagę czy mają właściwości pielęgnujące. Kolor to taka delikatna brzoskwinka z drobinkami - na ustach wygląda jak nudziak, który jest bardzo słabo widoczny, dzięki czemu mogę nosić ją na co dzień - nawet - jeśli nie mam na sobie makijażu.

Brzoskwiniowy błyszczyk do ust Peechy Keen lily lolo

Jak możecie się domyślić, oba produkty wędrują do sekcji perełek.

Kosmetyki marki Mesoboost


Jako pierwszy pod lupę poszedł kolagenowy żel do mycia twarzy. Zamknięty jest w tubie zamykanej na klik co jest dość wygodne podczas porannej czy wieczornej pielęgnacji - ostatnio jednak wolę żele z pompką, wydają mi się być bardziej higieniczne i łatwiej mi ich używać. Żel ma przejrzysty kolor i ... moim zdaniem nieprzyjemny zapach. Bardzo przypomina mi on farbę do włosów, więc nie przypadł mi do gustu. Podczas mycia delikatnie się pieni. Oczyszcza skórę bardzo dobrze, świetnie radzi sobie ze zmyciem nawet tego cięższego makijażu, ale i sebum, które na moim czole pojawia się regularnie i nie wszystkie żele sobie z nim radzą. Skóra po umyciu jest lekko ściągnięta i zmatowiona - dlatego też od razu muszę sięgać po lekki krem nawilżający, bo mam wrażenie że żel mnie przesusza. Dlatego niestety mimo cudownego oczyszczenia, kosmetyk wędruje do sekcji rozczarowań.

kolagenowy żel do mycia twarzy mesoboost

Drugim kosmetykiem tej marki jest maska kolagenowa Mesoboost. Ma kremową konsystencję i biały kolor. Dokładnie nawilża skórę, pozostawiając ją przyjemnie nawilżoną i miękką w dotyku. Przez jakiś czas uzupełniała ona braki w nawilżeniu po nadmiernym przesuszeniu skóry przez wspomniany wyżej żel, jednak stwierdziłam, że codziennie maski robić nie będę. Sięgam po nią w chwilach, kiedy moja skóra na prawdę wymaga dużej dawki nawilżenia - w przeciwnym wypadku jest dla mnie zbyt silna i miejsca w strefie T strasznie się przetłuszczają. Jeśli miałabym ją dodać do którejś z sekcji to pewnie bliżej jej do perełek, jednak z racji tego, że czasem nawilża mnie zbyt mocno, stawiam ją gdzieś pomiędzy :)

maska kolagenowa Mesoboost

Jak widzicie perełek jak i rozczarowań jest mniej więcej tyle samo. Wydaje mi się, że to normalne, w końcu nie każdy kosmetyk pasuje każdej z nas. Właśnie dlatego lubię testować wszelkie nowości i wiedzieć które kosmetyki sprawdzają się w moim przypadku lepiej, a które gorzej i dzięki temu wiem czego unikać w przyszłości. Bardzo żałuję, że podkład Bioderma nie okazał się tym w moim kolorze - byłabym wniebowzięta - jednak wiem, że warto się po niego skusić. Gdyby nie ten test pewnie ominęłabym go w sklepie bez zerknięcia w jego stronę. 

Znacie któryś z tych produktów? Jak się u Was sprawdzają? Dajcie znać w komentarzu :)

Postaw na aktywny wypoczynek w wakacje i wygraj hulajnogę elektryczną! 

hulaj nogą na wakacjach konkurs

Wystartował ogólnopolski konkurs dla aktywnych HulajNogą na Wakacjach. Jeśli masz dość wakacyjnego lenistwa i chcesz wygrać nowoczesną hulajnogę, wyjdź z domu i... pohulaj nogą! 
Nie zapomnij uwiecznić tego na zdjęciu – trzy najlepsze zostaną nagrodzone hulajnogami, a 1500 darmowymi przejazdami hulajnogą elektryczną. Jako miłośniczka sportu i wszelkich aktywności fizycznych, zachęcam do udziału! 

i na stronie organizatora AFTERWEB. 

MAKEUP REVOLUTION VINTAGE LACE HIGHLIGHTER PALETTE - paleta rozświetlaczy

MAKEUP REVOLUTION VINTAGE LACE HIGHLIGHTER PALETTE - paleta rozświetlaczy

Jeżeli jesteś fanką rozświetlaczy tak jak ja, to powinnaś zobaczyć ten wpis. Chciałabym pokazać Ci paletę marki Makeup Revolution o nazwie Vintage Lace, która nie tylko wygląda obłędnie, ale i sprawdza się doskonale.

Jestem ogromną fanką wszelkich kosmetyków kolorowych. Od kilku lat jestem wierna marce Makeup Revolution, ponieważ ich kosmetyki są w przystępnych cenach, a ich jakość mnie zadowala. Jestem typową sroką i uwielbiam, kiedy coś się błyszczy, dlatego w moim makijażu nigdy nie może zabraknąć rozświetlaczy. W dzisiejszym wpisie chcę pokazać Wam paletę, która urzekła mnie już od pierwszego wejrzenia i zastosowania. 

MAKEUP REVOLUTION VINTAGE LACE HIGHLIGHTER PALETTE, jest to paleta, która kryje w swoim wnętrzu cztery rozświetlacze o różnej tonacji i kolorystyce. Posiadają bardzo dobrą pigmentację i potrafią stworzyć przepiękny efekt tafli na skórze. Największym urokiem tej palety jest zdecydowanie koronkowe tłoczenie, które nadaje palecie charakterystyczny wygląd w stylu Vintage. 

MAKEUP REVOLUTION VINTAGE LACE HIGHLIGHTER PALETTE - paleta rozświetlaczy


Na samym początku chcę zwrócić uwagę na jej opakowanie. Przejrzysta kasetka ze złotymi wstawkami to chyba już znak rozpoznawczy marki Makeup Revolution. Nie ukrywam, że bardzo podoba mi się ten design i chętnie zostawiam palety na widoku, aby mogły cieszyć oko. Przezroczyste wieczko jest super rozwiązaniem, ponieważ podczas wykonywania makijażu nie trzeba otwierać opakowania, aby sprawdzić czy w środku znajduje się odcień, który chcemy zastosować. Koronkowe tłoczenie sprawia, że trochę szkoda mi było zacząć używać tę paletkę, jednak czego nie robi się dla bycia piękną (😂).

Wewnątrz palety znajdziemy cztery bardzo dobrze napigmentowane rozświetlacze. Pierwszy z nich ma biało-żółtawy odcień ze złotymi tonami, drugi to ciepły beż z domieszką brązu i ciepłego żółtego złota, trzeci to zimny brąz z różowym złotem i domieszką zieleni - cudownie się mieni w słońcu i pięknie podkreśla opaleniznę, a ostatni z nich to cieplejszy i ciemniejszy brąz z domieszką zieleni. Każdy z nich jest inny, jednak są na tyle uniwersalne, że będą pasować do wielu Pań o różnych typach urody. 

MAKEUP REVOLUTION VINTAGE LACE HIGHLIGHTER PALETTE - paleta rozświetlaczy

MAKEUP REVOLUTION VINTAGE LACE HIGHLIGHTER PALETTE - paleta rozświetlaczy

Konsystencja każdego z rozświetlaczy ukrytego w tej palecie jest bardzo przyjemna, aksamitna - powiedziałabym miękka, jednak nie kruszy się. Podczas aplikacji trochę się osypuje, jednak nie spotkałam się z tego typu kosmetykiem, który tego by nie robił, więc nie uważam tego za minus. Można nimi wykonać bardzo delikatny makijaż - który nazywam "muśnięcie słońcem", ale stopień błysku można budować, tworząc cudowny efekt tafli. Nie zauważyłam, aby dokładając kolejną warstwę tworzyły się plamy czy grudki. Ładnie współpracuje z różnymi podkładami i primerami. Trwałość oceniam na dobrą i wystarczającą - w moim przypadku jest to dobre kilka godzin. Na skórze prezentuje się cudownie, żałuję, że nie nauczyłam się jeszcze ująć tego błysku na zdjęciach - bo na nich wygląda zwyczajnie - a w rzeczywistości uzyskujemy efekt 3D.

MAKEUP REVOLUTION VINTAGE LACE HIGHLIGHTER PALETTE - paleta rozświetlaczy

Z tej serii pojawiła się również paleta róży, którą również mam ochotę wypróbować. Tę paletę jak i inne kosmetyki tej marki możecie znaleźć między innymi w Notino.  

Jak podoba się Wam ta paleta? Używacie rozświetlaczy?

Instagram