Chcesz dostawać powiadomienia o nowych postach?

Kulinarna podróż w świat – w dobrych cenach

 


Wprawdzie tegoroczny karnawał nie obfituje – z oczywistych powodów – w bale i zabawy, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby urządzić sobie imprezę karnawałową w domu, z rodziną i sąsiadami. Warto na taką okazję przygotować niecodzienne menu. W supermarketach i dyskontach można niedrogo kupić świeże produkty, z których da się przygotować dania nie tylko polskiej, ale i wielu zagranicznych kuchni. Przedstawiamy przykładowe propozycje.

Kurczak – nie tylko pieczony

Ukazująca się w dyskoncie Biedronka gazetka styczniowa poleca świeże ćwiartki tylne z kurczaka po 2,39 zł za kilogram, a więc aż o 52 proc. taniej niż zwykle. Jest to produkt polski, pakowany
próżniowo. Oprócz tego posiadacze karty Biedronka mogą, w dniach od poniedziałku do środy, zakupić banany luzem i otrzymać voucher na dodatkowe – za darmo i do 100 proc. wartości
zakupionych owoców. A jak połączyć kurczaka z bananami? Oczywiście w jednej z najpopularniejszych potraw kuchni kubańskiej.

Składniki – proporcje dla czterech osób: 4 ćwiartki z kurczaka, 4 – 6 łyżek oliwy, sok z limonki, 4 banany, 50 ml rumu, papryczka chili, natka świeżej kolendry (może być pietruszka), 250 g ryżu, do
smaku: sól, pieprz, cynamon, gałka muszkatołowa.

Wykonanie: oddzielić mięso od kości, usunąć skórę, ścięgna i tłuszcz, umyć, osuszyć. Pokroić na mniejsze kawałki. Przyrządzić marynatę: papryczkę chili posiekać, dodać sól, pieprz, gałkę (około 1/3 łyżeczki) i cynamon (około ½ łyżeczki), wszystko wymieszać z oliwą. Kawałki kurczaka wymieszać dokładnie z marynatą i odstawić na 30 minut. W tym czasie wstawić do gotowania ryż. Banany obrać, pokroić na dość grube kawałki i skropić sokiem z limonki.

Rozgrzać suchą patelnię i włożyć na nią kurczaka wraz z marynatą, obsmażyć na rumiano. Dodać banany, lekko zamieszać, polać rumem i podkręcić maksymalnie ogień. Kiedy zacznie parować alkohol, zdjąć patelnię z ognia i ostrożnie podpalić alkohol. Mieszać aż płomień zgaśnie.

Ugotowany ryż wyłożyć na półmisek, rozłożyć płasko, na nim ułożyć kurczaka z bananami, posypać posiekaną kolendrą lub pietruszką i od razu podawać na stół. 

Dla amatorów ryb

Ryby morskie goszczą na naszych stołach głównie w formie smażonej lub wędzonej. Szczególnie dotyczy to flądry, która uchodzi za jedną ze smaczniejszych ryb. W bardzo dobrej cenie, 14,99 zł za kilogram poleca mrożoną flądrę strzałozębną wydawana przez market Carrefour gazetka promocyjna.

Flądra smażona z różnymi dodatkami jest charakterystycznym daniem kuchni północnych Niemiec. Proponujemy wersję wykwintną, z dodatkiem boczku i krewetek lub szyjek rakowych.

Składniki dla 4 osób: 1 opakowanie filetów z flądry, masło klarowane, mąka do obtaczania ryby, sok z cytryny, sól, pieprz. Na farsz: 100 g wędzonego boczku, 100 g obranych krewetek, 80 g dymki, 2 łyżki posiekanej drobno natki pietruszki, masło świeże, sól, pieprz.

Wykonanie: filety rozmrozić, skropić sokiem z cytryny, oprószyć solą, pieprzem i mąką, usmażyć na silnie rozgrzanym maśle klarowanym. Trzymać w cieple.

Dymkę pokroić w drobne krążki, boczek w bardzo drobną kostkę. Boczek stopić na suchej patelni i wysmażyć, aż będzie chrupiący. Dodać dymkę, a po jej zeszkleniu – umyte krewetki. Wymieszać i
dodać łyżeczkę masła, natkę, sól i pieprz do smaku.

Na talerz dla 1 osoby wyłożyć jeden filet z flądry, ułożyć na nim farsz, na farszu drugi filet. Całość posypać odrobiną natki i podawać z dowolnymi dodatkami.

Coś po azjatycku na słodko

Ukazując się w dyskoncie Lidl gazetka poleca w dobrej cenie m.in. mleko kokosowe, bowiem w styczniu w sklepie tym królują smaki Azji. Na domowe karnawałowe przyjęcie można przygotować niezwykle prosty i bardzo smaczny koktajl ananasowo-kokosowy, który zawiera tylko trzy składniki i mogą go pić dorośli i dzieci.

Składniki na 700 ml koktajlu: 400 g ananasa (świeżego lub z puszki), sok z cytryny, 250 ml mleka kokosowego. Wykonanie: wszystkie składniki zblendować, całość schłodzić i podawać. Jeżeli użyjemy ananasa z puszki, można go użyć razem z syropem, wówczas napój będzie słodszy.

Propozycji dań na kameralne przyjęcie w domu można znaleźć więcej. Wystarczy odwiedzić serwis Gazetkomat.pl i sprawdzić styczniowe oferty sklepów.

Lily White "Jej Stalker" - recenzja patronacka

 

Lily White "Jej Stalker" - recenzja patronacka

5 stycznia swoją premierę miała książka Lily White "Jej Stalker", którą objęłam swoim patronatem medialnym. Wspominałam Wam o niej w moich social mediach już niejednokrotnie. Dziś przyszedł czas na moją recenzję, tak więc zapraszam do lektury.


Swoją recenzję chcę zacząć jak zwykle, od opisu książki ze strony Wydawnictwa, tym razem jest to Wydawnictwo NieZwykłe:

Ari jest płatnym zabójcą, który bez emocji wykonuje swoje zlecenia. Nie ma dla niego znaczenia, kto i dlaczego staje się jego ofiarą. Najważniejsze jest wynagrodzenie, jakie otrzyma za dobrze wykonaną pracę. Jednak pewnego dnia coś dzieje się inaczej niż zazwyczaj. Kiedy Ari zabija pewnego mężczyznę, wkrótce na miejscu przestępstwa pojawia się szesnastoletnia córka ofiary.

To wydarzenie na zawsze zmienia życie Ariego, który staje się stalkerem.

Przez kolejne lata będzie obserwował nastolatkę zmieniającą się w kobietę. Będzie jej cieniem i obrońcą. Będzie pojawiał się nawet wtedy, kiedy ona wyjdzie za mąż.

Nikt nie zna jej tak jak on. Nikt nie wie, czego ona naprawdę potrzebuje. Nikt poza płatnym, pozostającym w ukryciu zabójcą.

Jak widzicie, książka zapowiada się mrocznie. Porównywana jest również z klimatem bestsellerowej serii RAW i przyznam, że również się pod tym podpisuję. Jakie wrażenie zrobiła na mnie ta historia?

Lily White "Jej Stalker" - recenzja patronacka

Jak zdążyliście przeczytać w opisie, nasz główny bohater to Ari, który jest płatnym zabójcą. Cała historia zaczyna się w momencie, kiedy wykonuje on jedno ze zleceń. Traf chciał, że stało się one bardzo ważącym na jego życiu. Myślicie pewnie dlaczego? Już Wam odpowiadam. Kiedy mężczyzna wychodzi przez okno, do pokoju wbiega córka mężczyzny, którego przed chwilą zabił. Jej zrozpaczona twarz i krzyk od razu zapadają mu w pamięć. Nigdy wcześniej nie widział rodzin swoich ofiar, przynajmniej, nie w momencie, w którym odnajdują ciała swoich bliskich. Ten moment sprawił, że w Arim coś pęka. Rodzi się w nim obsesja, dzika fascynacja dziewczyną, którą postanawia obserwować.

Adeline, kiedy znajduje ciało swojego ojca, ma 16 lat. Jej matka zmarła wcześniej po ciężkiej chorobie i to właśnie ojciec trzymał nad nią pieczę. Śmierć ojca mocno odciska się na jej psychice i jej życie diametralnie się zmienia. Z pełnej pasji nastolatki, staje się wrakiem człowieka, który niczym się nie interesuje, ma w nosie wszystko, co dzieje się dookoła i ucieka w alkohol i imprezy. Nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest obserwowana, ale w nocy, kiedy śpi, nawiedzają ją sny, w których widzi pewien cień. 

Ari staje się cieniem Adeline. Obserwuje każdy jej ruch, wykrada z jej domu różne przedmioty (takie jak pamiętnik, fałszywe dowody osobiste itp.), podsłuchuje jej rozmowy i strzeże jej bezpieczeństwa. Kiedy obok niej pojawiają się mężczyźni, którzy ją krzywdzą, nagle w tajemniczych okolicznościach znikają z jej życia. Dwukrotnie pojawił się w życiu naszej bohaterki, ale były to sytuacje niemożliwe do zapamiętania przez nią, ponieważ raz była tak pijana, że nie mogła ruszyć ręką, a drugi raz był "przypadkowym" spotkaniem na ulicy i krótką pogawędką. Mężczyzna przez siedem lat obserwuje naszą bohaterkę. Kobieta wiedzie w miarę normalne życie, wychodzi za mąż i nieświadomie jest powietrzem Ariego. Dla niego każda chwila bez Adeline jest katorgą. Na początku trzyma się od niej z dala, ale w pewnym momencie stwierdza, że to dla niego za mało. Kiedy widzi jakie zmiany zachodzą w kobiecie po wyjściu za mąż, nie potrafi dłużej siedzieć w miejscu. Grant Cabot - mąż Adeline na początku jet czułym i troskliwym mężem. Po pewnym czasie jednak Ari zauważa niepokojące zmiany. Nie podoba mu się sposób, w jaki traktuje kobietę. Nie akceptuje tego, że mężczyzna nie pozwala jej być sobą i zajmować się tym, co kocha. Postanawia więc pojawić się w jej życiu i podszywa się pod biznesmena zainteresowanego kupnem akcji w firmie jej męża. I tutaj historia zaczyna się mocno rozkręcać.

Lily White "Jej Stalker" - recenzja patronacka

Powiem Wam, że ta książka mocno mnie wciągnęła. Poznajemy tu życie kobiety, która cierpi na narkolepsję, oraz mężczyzny, który wpadł w obłęd, obsesje, która nie daje mu normalnie funkcjonować. Co się stanie, kiedy wkroczy do świata i życia Adeline? Czy kobieta dowie się o obserwującym ją mężczyźnie? Czy kiedykolwiek wiedziała, że jest na celowniku stalkera? Czy jej życiu zagraża niebezpieczeństwo?

Ta książka mocno daje do myślenia. Pokazuje w bardzo dokładny sposób myślenie prześladowcy. Miałam wrażenie, że autorka sama kogoś musiała stalkować, skoro tak dokładnie wiedziała co myśli i czuje oprawca. Doskonale również opisała narkolepsję oraz jej objawy, ale na koniec możemy dowiedzieć się, że sama na nią cierpi. Podoba mi się to, że na własnych doświadczeniach opisała bohaterkę, dzięki czemu stała się ona bardziej realistyczna i wiarygodna. Cała historia umieszczona w tej książce potrafi mrozić krew w żyłach. Każde morderstwo opisane jest tak szczegółowo, że w pewnych momentach, na moim karku pojawiały się ciarki. Niebezpieczne sytuacje, które spotykały biedną, małą Adeline sprawiały, że sama się bałam i marzyłam o tym, aby to wszystko w końcu się skończyło, żeby ta dziewczyna w końcu mogła odetchnąć i zacząć żyć jak normalny człowiek. Czy autorka była dla niej łaskawa? Tego Wam nie powiem. Musicie po książkę sięgnąć sami.

Lily White "Jej Stalker" - recenzja patronacka

Dla fanek scen łóżkowych mam dobrą wiadomość. One tutaj są i to takie gorące, że te emocje czuło się osobiście. Ari to mężczyzna pomysłowy, który nie ma hamulców... Jedno zawsze zwracało moją uwagę. On nie patrzył na siebie, a zawsze na to, czy jego partnerka będzie zadowolona i tak naprawdę to mnie w nim zauroczyło. Mimo że był mordercą i stalkerem, to miał w sobie coś, co przyciągało. I to właśnie sprawiło, że ta historia jest tak intrygująca.

Na koniec chcę podziękować Wydawnictwu NieZwykłe za zaufanie i możliwość objęcia patronatem medialnym tej właśnie historii. Uważam, że takie pochrzanione historie idealnie do mnie pasują i mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec. Czekam na inne wspaniałe książki, które również będę mogła czytać z zapartym tchem - tak jak "Jej Stalkera" autorstwa Lily White.

Jestem ciekawa czy mieliście okazję już poznać tę książkę? Znacie twórczość Lily White?

Kurtka zimowa dziewczęca ze sztucznym futerkiem - bonprix

 

Kurtka zimowa dziewczęca ze sztucznym futerkiem - bonprix

W sklepie bonprix zamawiam odzież już od dłuższego czasu. Lubię to miejsce, bo zawsze znajdę tam coś dla siebie i moich bliskich, a lubię robić zakupy w jednym miejscu. W dzisiejszym wpisie chcę pokazać Wam kurtkę, którą zamówiłam córce. Zapraszam do dalszej części wpisu.


Na tę zimę nie byłam do końca przygotowana, ponieważ moja córka w swojej szafie miała tylko kombinezon zimowy. Kurtka, którą kupiłam w zeszłym roku, okazała się za mała, więc musiałam kupić jej coś nowego. Niestety, pandemia nie ułatwiła mi zadania i w sklepach, które były otwarte, nie znalazłam nic dobrego. Postanowiłam więc poszukać w sieci. Pomyślałam, że sprawdzę, czy na bonprix znajdę coś, co spodoba się zarówno mnie jak i mojej córce. Tak też trafiłam na tę kurteczkę.

Kurtka zimowa dziewczęca ze sztucznym futerkiem w kolorze malinowym ze złotymi gwiazdeczkami

Kurtka dziewczęca ze sztucznym futerkiem posiada dwie kieszonki, kaptur, oraz zapięcia na zamek błyskawiczny z dodatkową osłoną na brodę. Dziewczęcy różowy kolor ze złotymi gwiazdeczkami spodoba się nie jednej dziewczynce.

Kurtka zimowa dziewczęca ze sztucznym futerkiem - bonprix

Kurtka zimowa dziewczęca ze sztucznym futerkiem - bonprix

Jak widzicie na zdjęciach, kurtka jest długa jak płaszczyk. Podczas moich poszukiwań właśnie ta cecha, była główną, na którą zwracałam uwagę. Zależało mi, aby plecy i pupa mojej córki były całkowicie zakryte. Nie przepadam za krótkimi kurteczkami do pasa, bo mam wrażenie, że wiatr je podwiewa, na skutek czego dziecko marznie. Kolor, wzór jak i krój bardzo się nam spodobał, dlatego też się na nią skusiłam. Kiedy ją zamawiałam, trwała na nią promocja i zamiast 189 zł, zapłaciłam za nią 139 zł. Cieszę się, że tak mi się udało. 

Kurtka zimowa dziewczęca ze sztucznym futerkiem - bonprix

Kurtka zimowa dziewczęca ze sztucznym futerkiem - bonprix


Według opisu na stronie sklepu kurtka ta jest ciepła i zimowa. Nie do końca mogę się z tym zgodzić, ponieważ wewnątrz nie posiada żadnego futerka, ani puchu, które kojarzą mi się z zimowym okryciem wierzchnim. W opisie jest tylko watowanie, które mnie trochę zmyliło. Według mnie i mojego męża ta kurtka sprawdzi się wiosną i jesienią, ale nie zimą. Przynajmniej nie na naszych terenach. Mieszkamy w Suwałkach i dziś, kiedy piszę ten wpis, termometr w dzień pokazywał - 14 stopni, tak więc uważam, że córka by w niej zmarzła. Jest też taka możliwość, że ten materiał trzyma ciepło, a kurtka jest cieńsza, żeby nie była ciężka i niewygodna. Boję się jednak to sprawdzić, aby nie skończyło się to jakimś przeziębieniem czy grypą. 

Wizualnie kurtka wygląda przepięknie. Ma cudowny malinowy kolor i motyw gwiazdeczek w kolorze złotym. Córka zakochała się w niej od pierwszego wejrzenia. Rozmiarówka według mnie jest zgodna. Wybrałam rozmiar 104-110 i jak widzicie, rękawy są trochę za długie, ale moja córka ma aktualnie 101 cm, więc to zrozumiałe.

Kurtka zimowa dziewczęca ze sztucznym futerkiem - bonprix

Kurtka zimowa dziewczęca ze sztucznym futerkiem - bonprix

Kurtka zimowa dziewczęca ze sztucznym futerkiem - bonprix

Warto zwrócić uwagę na sporej wielkości ściągacze na rękawach, które świetnie zdają egzamin i chronią rączki przed chłodem. Zachwyca również fakt, że kieszonki kurtki zamykane są na zamek błyskawiczny. Córka śmiało może chować tam rękawiczki, bez obaw, że się zgubią. Kaptur jest sporej wielkości, głowa w zimowej czapce spokojnie się w nim mieści i nadal córka ma swobodę ruchów, więc to ogromny plus. Zdobi go też urocze, białe, sztuczne futerko, które jest bardzo przyjemne w dotyku. 

Podsumowując, jestem z kurtki zadowolona. Byłabym bardziej gdyby była nieco grubsza, ale córka chętnie będzie ją nosić kiedy mrozy odpuszczą, więc się nie zmarnuje. Kurtka jest dokładnie uszyta, nie posiada żadnych nierówności czy wystających nitek. Prezentuje się ślicznie, a Hania jest w niej zakochana, więc skoro jej się podoba, to mnie również.


Kurtka zimowa dziewczęca ze sztucznym futerkiem - bonprix

Kurtka zimowa dziewczęca ze sztucznym futerkiem - bonprix

Kurtka zimowa dziewczęca - 94119881

Jestem ciekawa czy zamawialiście już odzież dziecięcą w bonprix? Czy byliście z niej zadowoleni? Jak podoba się Wam ta kurtka?

Samanta Louis "Syn mafii. Walka o dziedzica" - recenzja patronacka

 

Samanta Louis "Syna mafii. Walka o dziedzica" - recenzja patronacka

W zeszłym roku, na moim blogu mogliście czytać recenzję książki "Syn mafii" autorstwa Samanty Louis. Książka bardzo mi się podobała, a styl pisania autorki tak przypadł do gustu, że nie mogłam doczekać się kontynuacji. Dodatkowo otrzymałam ten zaszczyt, że objęłam drugą część patronatem medialnym i dziś wracam do Was z pełną recenzją książki "Syn mafii. Walka o dziedzica".


Na samym początku chciałabym podziękować autorce za zaufanie, jakim mnie obdarzyła i szansę, jaką jest mój patronat medialny przy tej książce. To bardzo miłe uczucie i duma mnie rozpiera, że przy tak fantastycznej historii znajduje się moje logo. Dodatkowo znalazłam się tam obok Oli z bloga AleksandraNS, która namówiła mnie na lekturę pierwszego tomu. Olu bardzo Ci dziękuję :). Podziękowania należą się też Wydawnictwu WasPos za egzemplarz do recenzji i kolejny do konkursu, który niebawem pojawi się na moim fanpage'u. 

Może na początek, fabułę przybliżę Wam, zostawiając opis książki ze strony wydawnictwa:

Kontynuacja bestsellera Syn mafii

Audrey staje przed obliczem władczego bossa nowojorskiej mafii. Salvatore Costello albo odbierze jej życie, albo uczyni swoją żoną.

Tajemnica kobiety, za wszelką cenę strzeżona przed światem, znaczy dla niego zbyt wiele, by mógł ryzykować. Najgorszy wróg czai się w ukryciu i czeka tylko na odpowiedni moment, żeby się ujawnić...

Miłość, pasja i pożądanie nie idą w parze z mrocznym półświatkiem. Nic nie jest pewne, a śmierć może czyhać na każdym kroku...

Czy odważysz się wejść ponownie do świata, z którego już się nie uwolnisz?


Samanta Louis "Syna mafii. Walka o dziedzica" - recenzja patronacka

Jeśli czytaliście pierwszy tom, to pewnie pamiętacie, w jakim momencie zakończyła się historia. Było niebezpiecznie i gorąco. Pamiętam, jak się wkurzyłam, że to właśnie teraz autorka postanowiła zakończyć pierwszy tom serii. Kiedy "Walka o dziedzica" pojawiła się w moim domu, musiałam się za nią zabrać od razu, bo nie umiałabym odłożyć jej na koszt innej historii. Musiałam jak najszybciej dowiedzieć się, co zrobi Salvatore i czy Audrey uda się wyjść z tej niebezpiecznej sytuacji cało. Czy don Salvatore skrzywdzi kobietę? Czy zabierze jej Liama?

Audrey jest zaskoczona, że nie udało się jej uciec od Dona. Jest przerażona i nie wie, jak dalej potoczą się jej losy. Boi się o swojego syna, który nie wie, że Salvatore jest jego ojcem. Jak postąpi? 

Salvatore ma w głowie plan, który chce zrealizować. Kiedy jednak widzi Audrey, która wraca z kokpitu pilotów na swoje miejsce, mięknie i proponuje kobiecie pewien układ. Jest ona zaskoczona i przerażona i nie wie, jak ma postąpić. Z jednej strony jest wściekła na Sala, czuje się zdradzona i oszukana, ale z drugiej, kocha go i chciałaby ułożyć sobie z nim życie. Tylko czy życie przy donie jest możliwe? Czy zaufanie, które miała do mężczyzny uda się odbudować?

Samanta Louis "Syna mafii. Walka o dziedzica" - recenzja patronacka

Oboje mają w głowie mętlik. Jedno nie ufa drugiemu, ale czyhające na nich niebezpieczeństwo czai się za rogiem i nie czas na roztrząsanie przeszłości. Mimo że przeszłość jest bardzo bolesna, to razem muszą pokonać demony przeszłości, aby chronić to co najważniejsze, a jest tym ich syn Liam. 

W książce znajdziecie pełno niespodziewanych zwrotów akcji, masę emocji, napięcia, niebezpieczeństwa, a nawet pożądania. Autorka doskonale przemyślała fabułę i wykreowała każdego bohatera (nawet te drugoplanowe postaci). Zarówno Audrey jak i Salvatore mają bardzo wyraziste charaktery. Sal to typowy mafiozo - męski, stanowczy i niebezpieczny. Czy potrafi nad sobą panować? Wydaje mi się, że nie do końca, ale nasza bohaterka wzbudza w nim takie emocje, że powoli, delikatnie poskramia drzemiącego w nim byka. Audrey to kobieta wulkan! Walcząca o swoje, mająca swoje zdanie, odważna i do tego pyskata. Uwielbiam takie bohaterki! Kobiety, które nie dadzą sobą rządzić i pomiatać, mające swoje za uszami. Czy postawi się wielkiemu don Salvatore?

Historia tych dwojga pokazuje, jak miłość potrafi wpłynąć na racjonalne myślenie człowieka. Jak trudno jest odpuścić, ale też warto walczyć o odbudowę zaufania do drugiej osoby. Jak ciężko jest żyć w teraźniejszości, kiedy na każdym kroku przeszłość o sobie przypomina. Dodatkowo zobaczycie, że życie nie jest kolorowe i każde kłamstwo, zawsze wychodzi na jaw i nie patrzy na odpowiednią chwilę. Co się stanie kiedy Audrey dowie się o pewnej intrydze Salvatorego? Czy przeszłość zaprzepaści szansę na odbudowę ich burzliwego związku? Kto oprócz Sala okłamywał naszą bohaterkę?

Samanta Louis "Syna mafii. Walka o dziedzica" - recenzja patronacka

Z jakimi trudnościami tym razem będą musieli poradzić sobie nasi bohaterowie? Kto lub co stanie im na drodze? Tego dowiecie się, sięgając po tę serię. 

Bardzo polubiłam styl pisania autorki już podczas lektury pierwszego tomu. Nie wiem, czy pamiętacie, ale pisałam wtedy, że staje ona na podium z inną autorką, która do tej pory zajmuje ważne miejsce w moim sercu. Swoje słowa nadal podtrzymuję. Uważam, że Samanta Louis, to kobieta, której książki warto mieć w swojej biblioteczce. Wszystko, co znajdziecie w serii "The Costello family" było przemyślane od A do Z i świetnie sklejone w całość. Tę historię dosłownie się chłonie i nie da się jej odkładać na później. Podobnie jak poprzedni tom, ten przeczytałam za pierwszym podejściem. A zakończenie? Nie jest oczywiste. Przyznam, że mnie zamurowało, bo to, co działo się na sam koniec "Walki o dziedzica" było tak realistyczne, że przyprawiało mnie o szybsze bicie serca. Mam nadzieję, że za jakiś czas autorka napisze nam kolejny tom tej niesamowitej historii. 

Samanta Louis "Syna mafii. Walka o dziedzica" - recenzja patronacka

Bohaterowie tej książki na długo zostaną w moim sercu. Bardzo ich polubiłam i każdemu z nich kibicowałam. To niezwykłe, że książka potrafi wzbudzić w człowieku tyle emocji i tak wbić się w podświadomość. Czytając ją, miałam wrażenie, że jestem częścią tamtego świata i tak jak bohaterowie, w pewnych momentach bałam się o swoje życie. Dlatego też bardzo zachęcam Was do poznania tej historii i bohaterów. Książka jest jeszcze "świeża", bo swoją premierę miała 11.01.2021 r.

Mieliście okazję czytać już "Syna mafii" Samanty Louis? A może jesteście już po lekturze "Syna mafii. Walka o dziedzica"? Dajcie znać jakie są Wasze wrażenia po lekturze. 

Bielenda Smoothie Mask - prebiotyczne maseczki do twarzy

 

Bielenda Smoothie Mask - prebiotyczne maseczki do twarzy

Jeśli zależy Ci na intensywnym i natychmiastowym poprawieniu stanu skóry twojej twarzy, to warto sięgnąć po maseczki do twarzy. W dzisiejszym wpisie chcę Wam opowiedzieć o bardzo fajnej serii Bielenda Smoothie Mask, które zamówiłam sobie w grudniu w Notino.


Maseczki do twarzy należą do moich ulubionych kosmetyków, po które sięgam najchętniej. Uwielbiam tę formę pielęgnacji. Dzięki niej mogę nie tylko zadbać o stan mojej skóry, ale także świetnie się zrelaksować. Najczęściej nakładam je podczas kąpieli w wannie, bo to właśnie wtedy mam najwięcej czasu na swój relaks i małe domowe SPA. W związku z tym, że często sięgam po maseczki, podczas każdych zakupów online zamawiam sobie jakieś nowe egzemplarze, po które wcześniej nie sięgałam oraz po te, które sprawdzają się u mnie najlepiej. Markę Bielenda zna pewnie każdy z Was. Przyznam, że osobiście dopiero zaczynam poznawać ich kosmetyki. Do tej pory nie często pojawiały się w mojej łazience, ale od pewnego czasu mocno się to zmienia. Kiedy podczas ostatnich zakupów w Notino zobaczyłam te urocze opakowania maseczek tej marki, postanowiłam się na nie skusić i wypróbować. Dziś jestem już po testach i postanowiłam trochę o nich powiedzieć.


Bielenda Smoothie Prebiotic + Avocado + Kiwi - maska normalizująca

Żelowa lekka maseczka bogata w składniki aktywne, przeznaczone do pielęgnacji cery mieszanej, tłustej, trądzikowej. Wyjątkowa BOGATA FORMUŁA maseczki o normalizujących, przeciwtrądzikowych i rozświetlających właściwościach, nie obciąża skóry, idealnie wchłania się, skutecznie pielęgnuje naskórek skłonny do niedoskonałości i przetłuszczania.
Bielenda Smoothie Prebiotic + Avocado + Kiwi - maska normalizująca


Maseczka zawiera niezwykle efektywne połączenie skutecznych składników pielęgnujących:
  • obfity w przeciwutleniacze i minerały ekstrakt z kiwi – wykazuje działanie antyrodnikowe i przeciwstarzeniowe, nawilża, wygładza i rewitalizuje naskórek
  • treściwy olej z awokado - silnie nawilża, ożywia naskórek, wykazuje dużą zgodność z naturalnymi lipidami skóry, uzupełnia barierę lipidową
  • prebiotyk – wzmacnia i poprawia odporność skóry na działanie niekorzystnych czynników, wspomaga regenerację naskórka, przywraca mu właściwy odczyn pH.

Maseczka ma lekką, żelową konsystencję, która uprzyjemnia jej zastosowanie. Zapach dość przyjemny, nie chemiczny, dość szybko ulatniający. Jedna saszetka wystarcza na dwie aplikacje, co bardzo mnie ucieszyło, bo polubiłam ich formę. Aplikuje się ją na wcześniej oczyszczoną twarz palcami bądź pędzelkiem i pozostawia na 10-15 minut. Następnie należy ją spłukać letnią wodą. Po wysuszeniu twarz jest miękka, odżywiona i przyjemna w dotyku. Przyznam szczerze, że po zastosowaniu tej maski nie nakładałam już na twarz żadnego kremu, ponieważ moja cera tego nie wymagała. Zdecydowanie jest to moja ulubiona wersja z tych trzech, które Wam przedstawiam. 



Bielenda Smoothie Prebiotic + Strawberry + Water Melon - maseczka nawilżająca

Puszysta kremowa maseczka bogata w składniki aktywne, przeznaczone do pielęgnacji cery suchej, odwodnionej i szarej. Wyjątkowa BOGATA FORMUŁA maseczki o nawilżających i odświeżających właściwościach, nie obciąża skóry, idealnie wchłania się, skutecznie pielęgnuje delikatny, skłonny do przesuszania naskórek. 

 

Bielenda Smoothie Prebiotic + Strawberry + Water Melon - maseczka nawilżająca

Maseczka zawiera niezwykle efektywne połączenie skutecznych składników pielęgnujących:
  • obfity w przeciwutleniacze i witaminy sok z truskawek – wykazuje działanie antyrodnikowe i przeciwstarzeniowe, nawilża i rewitalizuje naskórek, zmniejsza objawy stresu oksydacyjnego
  • nawilżający i orzeźwiający sok z arbuza – dodaje skórze blasku i promienności
  • prebiotyk – wzmacnia i poprawia odporność skóry na działanie niekorzystnych czynników, wspomaga regenerację naskórka, przywraca mu właściwy odczyn pH.

Ta maseczka skojarzyła mi się z jogurtem. Ma przyjemną, kremową konsystencję o przyjemnym, owocowym zapachu. Podobnie jak poprzedniczka z pewnością wystarczy na dwa użycia, na opakowaniu nawet zapewnia nas o tym producent. Stosuje się ją podobnie - nakładamy na umytą twarz i zostawiamy na 10-15 minut, a następnie spłukujemy. Skóra po zastosowaniu jest miękka, nawilżona i pełna blasku. Stosowałam ją dwukrotnie i miałam dwa różne efekty. Podczas pierwszej aplikacji fajnie nawilżyła moją skórę i pozostawiła ją taką na kilka godzin. Drugiego razu lekko ją przeciążyła i buzia zaczęła się błyszczeć. Mam cerę mieszaną i takie cuda się u mnie zdarzają, więc nie polecam jej osobom o tłustej skórze.


Bielenda Smoothie Prebiotic + Banana + Melon - energizująca maseczka do twarzy

Puszysta kremowa maseczka bogata w składniki aktywne, przeznaczone do pielęgnacji cery suchej, szarej, zmęczonej. Wyjątkowa BOGATA FORMUŁA maseczki o energetyzujących, rewitalizujących i nawilżających właściwościach, nie obciąża skóry, idealnie wchłania się, skutecznie pielęgnuje skłonny do przesuszania naskórek, nadając mu promienności i blasku. 
Bielenda Smoothie Prebiotic + Banana + Melon - energizująca maseczka do twarzy

Maseczka zawiera niezwykle efektywne połączenie skutecznych składników pielęgnujących:
  • odżywczy ekstrakt z banana – obfity w witaminy i minerały, wykazuje działanie antyrodnikowe i przeciwstarzeniowe, nawilża i odżywia naskórek,
  • nawilżający i orzeźwiający ekstrakt z melona – dodaje skórze blasku i promienności
  • prebiotyk – wzmacnia i poprawia odporność skóry na działanie niekorzystnych czynników, wspomaga regenerację naskórka, przywraca mu właściwy odczyn pH.

Ten wariant maseczki ma konsystencję podobną do wersji truskawkowej. Jest lekka i kremowa i przyjemnie nakłada się ją na twarz, bez względu na to, czy nakładamy ją palcami, czy specjalnym pędzelkiem. Podczas aplikacji tej wersji, moja twarz lekko zaczynała mnie szczypać i piec, dlatego też musiałam ją szybciej spłukać z mojej skóry. Była ona lekko zaczerwieniona, dlatego też nie napiszę Wam o efektach, ponieważ ich nie widziałam. Niestety, tak też się czasem zdarza.

Bielenda Smoothie Mask - prebiotyczne maseczki do twarzy


Marka Bielenda w swojej ofercie ma dużo ciekawych kosmetyków, które kuszą zarówno składami jak i kolorowymi opakowaniami. Te maseczki zdecydowanie skusiły mnie do testów swoimi uroczymi saszetkami i mimo że to spotkanie nie do końca się udało, to cieszę się, że je wypróbowałam. Po wersję z awokado sięgnę z przyjemnością po raz kolejny, truskawkowa być może pojawiać się będzie u mnie zimą, a niestety bananową będę unikać. W sklepie Notino znajdują się również inne produkty z serii Smoothie, które mam w planie niebawem wypróbować. Jestem ciekawa czy je znacie i może coś mi polecicie? Na co warto się skusić? Dajcie znać w komentarzu. 

Monika Skabara "Odzyskana korona" - PRZEDPREMIEROWA recenzja patronacka

 

Monika Skabara "Odzyskana korona" - PRZEDPREMIEROWA recenzja patronacka

Pamiętacie bestseller "Rosyjska Księżniczka" o którym Wam pisałam w zeszłym roku? Już 20 stycznia swoją premierę będzie miała druga część z tej serii. "Odzyskana korona" jest już za mną, bo zostałam jednym z patronów medialnych tej części. Wracam więc do Was z przedpremierową recenzją.


Na samym początku chciałabym bardzo, ale to bardzo podziękować samej autorce, za obdarzeniem mnie zaufaniem i możliwość objęcia patronatem medialnym tej właśnie historii. Monika! Pamiętam jak dziś, kiedy do mnie napisałaś i nie masz pojęcia, jaką sprawiłaś mi radość. Cieszę się, że mogłyśmy się też spotkać w dobie pandemii i chociaż trochę ze sobą pogadać i poznać. Tym razem, recenzując Twoją książkę, czuję większe zdenerwowanie, bo nie chcę Cię zawieść i mam nadzieję, że tak nie będzie :) 

A więc zacznijmy od opisu ze strony wydawnictwa:

Nastał nowy szef, ale przed nim cholernie wyboista droga!

Od kiedy Juri Dunajew przejął część obowiązków Saszy, myślał, że najgorsze już za nim. Co jeszcze go czeka? Pomógł przecież w przewrocie – nie w jednej, ale aż dwóch rodzinach mafijnych.
Teraz wraz z przyjacielem i prawą ręką Sergiejem osiadł w Londynie, aby stamtąd kierować rozrastającym się imperium. Bycie zwykłym żołnierzem to nic trudnego, ale rządzenie jako szef, to zupełnie inny kaliber odpowiedzialności.

Eliza Tatarczuk całe swoje życie uciekała lub ukrywała się pod kolejnymi zmyślonymi nazwiskami. Kiedy wreszcie może złapać trochę oddechu, postanawia zamieszkać w Londynie. Wie, że będzie tu bezpieczna. Przecież nie tylko ochrania ją Maksim, przy którym dorastała, ale sama potrafi dużo więcej, niż przyznałaby się nawet swojej babci. Musi tylko znaleźć pracę i przyjaciół, aby stworzyć pozory normalnego życia.

Kiedy przypadkowo nogi prowadzą ją do klubu Pandemonium, odważnie stawia wszystko na jedną kartę i daje się wciągnąć w zaskakujący, dziwny świat. Czy to ryzyko się opłaci?

Monika Skabara "Odzyskana korona" - PRZEDPREMIEROWA recenzja patronacka

Książka zaczyna się w tajemniczych okolicznościach. Jako czytelnik byłam świadkiem sytuacji, gdy mała dziewczynka, a raczej niemowlę zostaje przekazane kobiecie, która jest jej babcią. Kobieta postanawia ukryć ją przed kimś i zapowiada, że zrobi wszystko, aby ktoś się o niej nie dowiedział. Przyznam, że taki prolog bardzo mi się spodobał, bo od samego początku wiedziałam, że w tej książce będzie jakaś poważna akcja. "Rosyjska księżniczka" trzymała w napięciu od samego początku do końca, więc drugi tom automatycznie miał podniesioną poprzeczkę i miałam do niego wielkie oczekiwania. Czy autorce udało się mnie zaskoczyć?

Eliza Markowska, a raczej Tatarczuk, mieszka i studiuje w Warszawie. Jest młoda, ambitna, ale z nikim się nie przyjaźni. Nie jest to spowodowane tym, że kobieta tego nie chce, ale nie może. Jej życie to ciągła ucieczka. Odkąd pamięta, przeprowadzki i zmiana tożsamości, to jej chleb powszedni. Ktoś chce ją dorwać i zrobić jej krzywdę, ale Eliza nie wie, z jakich przyczyn i nigdy nie była w nie wtajemniczona. Kobietę wychowała babka Nina, która nie była babcią, o jakiej można sobie pomyśleć. Po śmierci męża przejęła ona szemrane interesy, o których nasza bohaterka nie chce myśleć, ale kiedyś będzie musiała je przejąć. Babka dopilnowała, aby Eli potrafiła posługiwać się bronią, jednak zadbała też o jej wykształcenie i bezpieczeństwo. Zawsze nieopodal niej znajduje się Maksim, który ma ją chronić. Kiedy coś się dzieje, zawsze pojawia się on i tak też jest tym razem. Kobieta dowiaduje się, że ktoś wpadł na jej trop i jest zmuszona zmienić miejsce zamieszkania. Tak trafia do Londynu. Wynajmuje mieszkanie i znajduje pracę jako sprzątaczka w klubie "Pandemonium", na który wpadła przypadkowo podczas spaceru. Wie, że babka nigdy by jej nie pozwoliła się w nim zatrudnić, ale czuje, że chce zrobić coś po swojemu.


Monika Skabara "Odzyskana korona" - PRZEDPREMIEROWA recenzja patronacka

Jurij Dunajew, to były ochroniarz Saszy (głównej bohaterki pierwszego tomu). Został on jej następcą i ma odbudować potęgę rosyjskiej mafii. Klub "Pandemonium" jako jeden z wielu, jest pod jego skrzydłami. Kiedy w swoim klubie trafia na naszą rudowłosą bohaterkę Elizę, ma wrażenie, że widzi kogoś, kogo zna bardzo dobrze. Oczywiście, kobieta mu się podoba i w duchu postanawia obrać ją za swój cel. Jak to jednak możliwe, że nowo poznana kobieta i jego znajoma są do siebie tak bardzo podobne? To właśnie sprawia, że Jurij postanawia powęszyć wokół Eli. Nie wie jednak, jak prawda, którą odkryje, może mu zaszkodzić. Jakie tajemnice kryje kobieta? Czy mężczyzna, znając prawdę, nadal będzie nią zainteresowany? Co zagrozi kobiecie?

Powiem Wam, że ta historia jest nieźle pokręcona. Nie spodziewałam się takich powiązań z poprzednim tomem i w ogóle nie mogłam przypuszczać, że będzie to taka bomba. Czytając opis, pomyślałam, że trochę szkoda, że w tej części nie będzie już naszej żywiołowej i pyskatej Saszy i jejku, jak ja bardzo się pomyliłam. Historia Elizy okazała się bardzo nieprzewidywalna i emocjonująca. Dziewczyna, wchodząc do klubu "Pandemonium" tak naprawdę weszła do paszczy lwa i to na własne życzenie. Czy uda jej się ukryć swoją prawdziwą tożsamość przed ludźmi, którzy ją ścigają? Jak długo uda jej się zostać w ukryciu? Kiedy w końcu skończy się jej gehenna i będzie mogła zacząć żyć jak normalny człowiek? O tym dowiecie się, czytając "Odzyskaną koronę".

Monika Skabara "Odzyskana korona" - PRZEDPREMIEROWA recenzja patronacka

Bardzo podoba mi się zamysł na fabułę książki i całe jej wykonanie. Historia Elizy wciąga tak samo mocno, jak Aleksandry, bohaterki pierwszego tomu serii "Dziedzictwo". Kobieta, która wychowała się bez rodziców, pod okiem babki, która naciskała na naukę języków i samoobrony. Babkę, która tak naprawdę nie okazywała babcinej miłości. Surową, ale jedyną bliską osobę, za którą nasza bohaterka bardzo tęskni i marzy o tym, aby w końcu przestać uciekać i zacząć żyć własnym życiem, obok niej. Tak naprawdę jej życie trochę przypominało mi życie Saszy. Pomyślałam, że autorka ma w głowie jakiś schemat na swoje bohaterki, który po prostu jakby powtarza. Tutaj również popełniłam błąd, bo to podobieństwo nie było przypadkowe. 

Kiedy Eli zamieszkuje w Londynie, w końcu czuje, że to mogłoby być jej miejsce na ziemi. Podoba jej się mieszkanie, które wynajmuje, zaprzyjaźnia się z Jo - swoją kierowniczką z klubu i boi się, że znowu będzie musiała to wszystko porzucić i uciekać dalej. Nie wiedziała jednak, kto jest właścicielem klubu, w którym się zatrudniła. Nie miała pojęcia, że może grozić jej niebezpieczeństwo. I nie miała pojęcia, że poczuje coś do właściciela "Pandemonium". Jak potoczą się losy Elizy i Jurija? Czy dziewczyna będzie musiała ponownie uciekać?

Monika Skabara "Odzyskana korona" - PRZEDPREMIEROWA recenzja patronacka

Monika Skabara "Odzyskana korona" - PRZEDPREMIEROWA recenzja patronacka


Więcej nie chcę Wam zdradzać, chociaż mogłabym pisać o wszystkich uczuciach, które się we mnie kotłują. Podczas czytania, w mojej głowie rodziła się masa pytań, na które chciałam jak najszybciej poznać odpowiedzi. Książka mnie tak porwała, że przeczytałam ją za pierwszym podejściem, podobnie jak tom pierwszy. Monika stworzyła coś niesamowitego i zdecydowanie wyróżniającego się na tle innych książek tego gatunku. Mimo że jest to romans, to ma tak rozwiniętą część sensacyjną, że śmiało, można by było podpiąć tę książkę pod inny gatunek. To coś zupełnie innego, tego nie da się zapomnieć, tu ciągle się coś dzieje. Mam nadzieję, że ktoś kiedyś to zekranizuje, bo moim zdaniem to jest bomba! Serio!

Monika, jeszcze raz Ci gratuluję zbliżającej się wielkimi krokami premiery i życzę nieopuszczającej Cię weny :). Mam nadzieję, że kolejne książki będą równie dobre i już nie mogę się ich doczekać. Jeszcze raz dziękuję za wyróżnienie, które wiele dla mnie znaczy. Dziękuję też Wydawnictwu Kobiecemu za zaufanie i egzemplarz do recenzji. 

Monika Skabara "Odzyskana korona" - PRZEDPREMIEROWA recenzja patronacka

Premiera "Odzyskanej Korony" już 20 stycznia 2020! Jeśli jeszcze nie zamówiliście swojego egzemplarza, to nie ma na co czekać. 

Jestem ciekawa czy Wy znacie historię "Rosyjskiej Księżniczki" i czy czekacie na "Odzyskaną Koronę"? A może macie już swój egzemplarz? Dajcie znać w komentarzu.

SENSUM MARE - tonik do twarzy ALGOTONIC oraz ALGOPURE delikatny żel do oczyszczania twarzy

SENSUM MARE - tonik do twarzy ALGOTONIC oraz ALGOPURE delikatny żel do oczyszczania twarzy

Co pewien czas wracam do Was z recenzjami produktów, których używam do pielęgnacji twarzy. Aktualnie w mojej kosmetyczce królują kosmetyki marki Sensum Mare. Dziś chcę opowiedzieć Wam o właściwościach i działaniu dwóch produktów: Algotonic oraz Algopure, kóre zamówiłam w sklepie EraNatura.pl.


Markę, o której mowa, poznałam jakiś czas temu dzięki jednemu z pudełek kosmetycznych. Moja miłość do ich produktów narodziła się dzięki tonikowi, który znajdziecie właśnie w tym wpisie. W sumie mam za sobą już trzy pełnowymiarowe opakowania, więc moja recenzja po bardzo długim okresie stosowania. Zapraszam do dalszej części wpisu.

SENSUM MARE Tonik ALGOTONIC 200 ml

Bogaty tonik do twarzy Algotonic stanowi pierwszy krok w codziennej pielęgnacji skóry twarzy. Unikalne połączenie wody z lodowca norweskiego i pięciu rodzajów alg morskich odżywia skórę, dostarczając jej witamin, minerałów i pierwiastków śladowych. Niskocząteczkowy kwas hialuronowy przenika warstwę rogową skóry i dogłębnie ją nawilża oraz zapobiega jej wysuszeniu. Organiczna woda z chabru bławatka ma działania tonizujące, przeciwzapalne i łagodzące.
SENSUM MARE Tonik ALGOTONIC 200 ml

Tonik można zamówić w dwóch pojemnościach - 100 i 200 ml. Kiedy po raz pierwszy pojawił się w moim domu, miałam go w tej mniejszej wersji. Tym razem, znając jego właściwości, zamówiłam sobie większą pojemność. Kosmetyk mieści się w poręcznej butelce z atomizerem, co moim zdaniem ułatwia aplikację i chroni przed wylaniem. Po oczyszczeniu twarzy wystarczy spryskać ją tonikiem i cieszyć się jego działaniem. A jakie ono jest?

Twarz po nałożeniu tego produktu jest niezwykle odświeżona. Przyjemny i delikatny zapach dodatkowo umila chwile pielęgnacji. Posiadam cerę mieszaną, która zimą staje się bardziej sucha w okolicach czoła czy policzków. W momentach, kiedy stosuję ten tonik, moja skóra nie wysycha i jest niezwykle nawilżona i gładka. Mam wrażenie, że ten produkt zatrzymuje wodę, a woda z lodowca norweskiego i pięciu rodzajów alg morskich, które są w składzie, odżywiają moją skórę. Dodatkowo, odkąd stosuję pielęgnację kosmetykami Sensum Mare na mojej twarzy nie pojawiają się nowe podrażnienia, a wypryski zniknęły, o czym pisałam Wam w poprzednim wpisie o tej marce. 

Śmiało mogę napisać, że pokochałam Algotonic i za nic nie zmienię go na żaden inny produkt tego typu. Pielęgnacja stała się przyjemnością i pozwala mi niesamowicie się zrelaksować wieczorem, a rano pobudzić do działania. Ten tonik będzie świetnym wyborem dla osób, które poszukują bogatych w składniki aktywne kosmetyków. Bez obaw mogą stosować go osoby o cerze wrażliwej.


Sensum Mare AGLOPURE delikatny żel do mycia twarzy z kompleksem 5 alg morskich i wodą z lodowca norweskiego

Żel oczyszczający do twarzy z linii ALGOPURE łączy delikatne składniki myjące z nawilżającym i odżywczym działaniem alg morskich i wody z lodowca norweskiego. Delikatnie i skutecznie oczyszcza skórę twarzy pozostawiając ją lekko nawilżoną. Usuwa nadmiar sebum i zanieczyszczenia oraz domywa makijaż, daje przyjemne uczucie świeżości, pozostawia skórę oczyszczoną i dobrze przygotowaną do kolejnych kroków pielęgnacyjnych. Wyjątkowa formuła żelu działa na skórę łagodząco i kojąco, nie powodując efektu ściągnięcia.
Sensum Mare AGLOPURE delikatny żel do mycia twarzy z kompleksem 5 alg morskich i wodą z lodowca norweskiego

Żel zamknięty jest w tubie zamykanej na klik. Posiada średniej gęstości konsystencję i kolor przezroczysty. Zapach ma bardzo podobny do Algotonicu i innych produktów tej marki, które posiadam. Po połączeniu z wodą żel niezbyt się pieni, jednak nie przeszkadza to w jego stosowaniu. Dobrze oczyszcza skórę twarzy, usuwa nadmiar sebum i lekko ją matuje. Spłukuje się bez problemu, a skóra po wysuszeniu jest pełna blasku i niesamowicie odświeżona. 

Sensum Mare AGLOPURE delikatny żel do mycia twarzy z kompleksem 5 alg morskich i wodą z lodowca norweskiego

Warto też wspomnieć, że ALGUPURE to produkt w 100% wegański. Opakowanie to EKO TUBY, które są wykonane w 96% z biomasy uzyskiwanej z trzciny cukrowej.

Ten żel stosuję razem z innymi produktami marki Sensum Mare. W mojej kosmetyczce znajduje się też krem do twarzy i peeling enzymatyczny. Odkąd stosuję kosmetyki naturalne, to na mojej twarzy nie pojawiają się żadne podrażnienia, zaczerwienienia, a wypryski to u mnie niesamowita rzadkość. Cieszę się, że poznałam tę markę i chcę ją Wam polecić z całego serca. Z pewnością podobnie jak ja, polubicie te kosmetyki i nie będziecie wyobrażać sobie bez nich swojej pielęgnacji. 


SENSUM MARE - tonik do twarzy ALGOTONIC oraz ALGOPURE delikatny żel do oczyszczania twarzy


Jak wspomniałam na wstępie, kosmetyki z dzisiejszego wpisu zamówiłam w sklepie EraNatura.pl, do którego gorąco Was zapraszam. Znajdziecie tam produkty naturalne najlepszych marek takich jak Resibo, Veoli Botanika, Mokosh czy Mydlarnia 4 Szpaki. Myślę, że każdy z Was znajdzie tam coś dla siebie. Możecie też skorzystać z mojego kodu zniżkowego, który został specjalnie dla Was wygenerowany. Kod to: zuzkapisze10%. Ważny jest do 15 lutego i obniży zawartość koszyka o całe 10% :) Mam nadzieję, że skorzystacie. 

Znacie kosmetyki marki Sensum Mare? A może któryś z produktów, który ukazał się we wpisie? Jak się u Was sprawdzają?

Peeling solny do ciała Bambus - Nature Queen

 

Peeling solny do ciała Bambus - Nature Queen

Peelingi do ciała, to nieodłączny element mojej pielęgnacji. Uwielbiam sięgać po te cukrowe jak i solne, ponieważ mają większe drobinki ścierające. W dzisiejszym wpisie chcę opowiedzieć Wam o peelingu solnym Bambus marki Nature Queen.


O tej marce czytałam już wiele dobrego. Nie miałam okazji sięgnąć po ich produkty do pielęgnacji i przekonać się o ich właściwościach osobiście. Kiedy tylko przyszła odpowiednia okazja, musiałam się skusić i tak w moje ręce wpadł peeling o którym dzisiaj mowa. Moją uwagę szczególnie zwróciła szata graficzna. Jest bardzo minimalistyczna i od razu kojarzy mi się z naturalnymi produktami. Te skojarzenia sprawiają, że zaufałam marce i osobiście sprawdziłam kosmetyk, który najbardziej mnie zaciekawił.

Peeling solny do ciała Bambus Nature Queen 

Delikatny, kojący peeling do ciała o świeżym bambusowym aromacie złuszcza zewnętrzne warstwy naskórka co powoduje że jest idealnym rozpoczęciem kompleksowej kuracji regenerującej, którą możemy wykonać we własnym domu. Drobinki soli łagodzą uczucie szorstkości, regenerują zniszczoną warstwę skóry, a regularne stosowanie peelingu wyraźnie zwiększy elastyczność i miękkość naszej skóry.
INCI/Ingredients:
Sodium Chloride, Prunus Amygdalus Dulcis, Glycerin, Butyrospermum Parkii (Ecocert), Simmondsia Chinensis (Ecocert), Cera Alba, Parfum(Alpha-Isomethyl Ionone, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol , Geraniol, Hexyl Cinnamal, Hyrdoxycitronellal, Linalool).

Peeling solny do ciała Bambus - Nature Queen


Swoje testy zawsze zaczynam od powąchania kosmetyku, który otwieram. Przyznam, że tutaj zapach jest bardzo delikatny i przyjemny. Większość kosmetyków bambusowych ma ten swój charakterystyczny, świeży i lekki aromat i tutaj również się pojawił. To wielki plus. Następnie sprawdzam konsystencję. Moim zdaniem dobry peeling, powinien być gęsty i tutaj również jest to spełnione. Jak widzicie na zdjęciu poniżej, ten kosmetyk ma kolor żółty. Pełno w nim drobinek soli, które są dość ostre i mocno wyczuwalne.

Peelingi solne stosuję na dolne partie ciała. Idealnie sprawdzają się do pielęgnacji skóry pośladków i ud. Doskonale oczyszczają skórę i ściągają z niej warstwę martwego naskórka. Dzięki takiemu zabiegowi, skóra staje się dotleniona, poprawia się jej krążenie i ujędrnienie. Regularne stosowanie tego typu produktów pomoże w walce z cellulitem i wiotkością skóry. Czy zauważyłam takie efekty po teście tego peelingu?


Peeling solny do ciała Bambus - Nature Queen

Uważam, że jedno opakowanie to zdecydowanie za mało, aby móc obiektywnie ocenić działanie. Jako miłośniczka zdzieraków i wszelkiego rodzaju peelingów muszę powiedzieć, że ten produkt jest warty zainteresowania. Posiada łagodny zapach, dobrze oczyszcza i pozostawia skórę przyjemną i gładką w dotyku. A takich właśnie efektów oczekuję, sięgając po tego typu kosmetyki.

Warto wspomnieć, że ten peeling, zostawia na skórze tłustą warstwę, więc jeśli podobnie jak ja, nie lubisz stosować balsamów do ciała, to ten kosmetyk, będzie dla Ciebie idealny. Po jego użyciu nie musimy już pamiętać o odpowiednim nawilżeniu skóry. Jest to jego ogromna zaleta i za to zostanie ze mną na dłużej.

Ten peeling możecie zamówić w sklepie Zdrowy Klik, w którym znajdziecie wiele ciekawych produktów do pielęgnacji ciała i nie tylko. Zauważyłam, że jest tam sporo dobrych promocji, z których warto skorzystać.

Jestem ciekawa czy znacie już peeling, o którym napisałam? Jakie macie odczucia po jego stosowaniu? Lubicie markę Nature Queen?

Czerwona sukienka z brokatowym połyskiem i założeniem kopertowym - bonprix.pl

 

Czerwona sukienka z brokatowym połyskiem i założeniem kopertowym - bonprix.pl

Karnawał trwa w najlepsze. Mimo że na całym świecie aktualnie panuje pandemia, to wiem, że wiele z Was, mimo wszystko stara się żyć normalnie i świętuje w najlepsze. Nawet spotkanie w gronie rodzinnym, może być świetną okazją, aby założyć na siebie coś odświętnego. Dziś chcę pokazać Wam sukienkę, która idealnie sprawdzi się na ten czas i zachwyci nie jedną osobę.


Sukienkę zamówiłam w bonprix z myślą o świętach Bożego Narodzenia, ale kiedy zobaczyłam ją na żywo, to stwierdziłam, że idealnie sprawdzi się też na Sylwestra czy imprezy karnawałowe. Żeby nie pandemia, pewnie wielu z nas bawiłoby się na jakimś balu. Niestety, teraz to niemożliwe, ale kto powiedział, że na spotkanie z najbliższymi nie można ubrać się wyjątkowo i poczuć jak na balu? No właśnie! Nikt nam tego nie zabroni prawda? Jestem kobietą i lubię czasem poczuć się wyjątkowo, a w sukience o której chcę Wam dziś opowiedzieć, właśnie tak się czuję.

Czerwona sukienka z brokatowym połyskiem i założeniem kopertowym

Sukienka z założeniem kopertowym cudownie prezentuje się na ciele, dopasowując się do kształtów i podkreślając to, co najważniejsze. Dekolt w serek świetnie wydłuża szyję i podkreśla biust, dodając kobiecie pewności siebie. Wykonana w 95% z poliestru z 5% domieszką elastanu. Kreacja posiada odcięcie pod biustem w postaci gumki, która podkreśla talię i dodaje seksapilu. Długość mini z założeniem kopertowym.

Czerwona sukienka z brokatowym połyskiem i założeniem kopertowym - bonprix.pl

Czerwona sukienka z brokatowym połyskiem i założeniem kopertowym - bonprix.pl

Czerwona sukienka z brokatowym połyskiem i założeniem kopertowym - bonprix.pl

Niestety nie posiadam za dużo zdjęć, bo wykonuję je samodzielnie ze statywu i nie udało mi się uchwycić jej z całymi nogami, aby pokazać Wam, jak się prezentuje w całości. Na jednej fotografii widać gdzie się kończy, a na stronie sklepu możecie sobie sprawdzić, jak wygląda ona na modelce. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie, ale mój mąż wyjechał za granicę, a syn na weekend i musiałam radzić sobie samodzielnie :). 

Sukienka jest bardzo wygodna i nie krępuje ruchów. Materiał się rozciąga, więc panie z większym biustem czy szerszymi biodrami bez problemu się w nią zmieszczą. Mój model to rozmiar 36, a noszę na co dzień 38, a nawet 40 i jak widać, nie jest na mnie za mała. Uważam, że trafiłam w idealny dla siebie. Rękawy o długości 3/4, to moje ulubione, o czym często Wam wspominam i cieszę się, że w tym modelu właśnie takie się znalazły. 

Oprócz sukienki, na sobie mam również kolczyki, które też wypatrzyłam w tym sklepie. W sumie nigdy nie nosiłam dłuższych i chciałam to zmienić. Wybór padł na koła w kolorze złotym z frędzlami, które "robią robotę". Przydadzą mi się do zdjęć makijażowych, ale też różnych stylizacji. 

Czerwona sukienka z brokatowym połyskiem i założeniem kopertowym - bonprix.pl

Czerwona sukienka z brokatowym połyskiem i założeniem kopertowym - bonprix.pl

Numery produktów:

Sukienka - 95433895
Kolczyki - 96408595

Jestem ciekawa czy macie w swoich szafach sukienki, które idealnie sprawdzą się na karnawał? Jak podoba się Wam ten model? Dajcie znać w komentarzu.

Lancôme La Vie Est Belle - woda perfumowana dla kobiet

Lancôme La Vie Est Belle - woda perfumowana dla kobiet

La Vie Est Belle reprezentuje wybór własnego życia, zgodnie ze sobą, wolność wyboru swojej własnej drogi do szczęścia i tego, by nie pozwolić się skrępować oczekiwaniami społeczeństwa. Ta woda perfumowana została stworzona przez trzech francuskich mistrzów perfumeryjnych, a ja postanowiłam sprawdzić, czy naprawdę ten zapach jest tak wspaniały?


O wodzie perfumowanej Lancôme La Vie Est Belle słyszał pewnie każdy z Was. Tak samo było ze mną. Od lat przyglądałam się reklamom czy zdjęciom w Internecie, przedstawiających ten urokliwy flakon i opisując zapach ukryty w jego wnętrzu. Co prawda, czytając nuty zapachowe, wiedziałam, że nie będzie to coś, co mnie urzeknie, ale z czystej ciekawości postanowiłam zamówić te perfumy i być może zmienić swoje upodobania aromatyczne. Podczas promocji Black Friday w Notino, cena tego zapachu była tak atrakcyjna, że musiałam w końcu "wrzucić do koszyka" te perfumy i w końcu poznać tak lubiany przez influencerki czy celebrytki zapach. Czy były to trafione zakupy?

Lancôme La Vie Est Belle - woda perfumowana dla kobiet

Woda perfumowana Lancome La Vie Est Belle jest symbolem wolności i szczęścia, hołdem dla wszystkich uroków życia. Ten ekskluzywny zapach dla kobiet zaprojektowano tak, aby natychmiast wywoływał uśmiech na twarzy.
Lancôme La Vie Est Belle - woda perfumowana dla kobiet

Lancôme La Vie Est Belle - woda perfumowana dla kobiet
Ten aromat skrywa w sobie wyważone połączenie piękna i siły. Zapach został wprowadzony na rynek w roku 2012, a w jego powstaniu brało udział trzech francuskich mistrzów perfumeryjnych, na czele z Dominiquem Ropionem. Flakon perfum w ostrych, krystalicznych liniach przywodzi na myśl uśmiech i jest zmienioną wersją pierwotnego projektu z roku 1949.

Kategoria: kwiatowe-owocowe

Nuty głowy: czarna porzeczka, gruszka
Nuty serca: irys, jaśmin, kwiat pomarańczy
Nuty bazy: wanilia, czekoladka, paczuli, fasola tonka

Lancôme La Vie Est Belle - woda perfumowana dla kobiet

Lancôme La Vie Est Belle - woda perfumowana dla kobiet

Jak widać na zdjęciu głównym tego wpisu, flakon przyjechał zapakowany w śliczny kartonik z cudowną grafiką, otoczoną holograficzną ramką i delikatnym brokatem. Widać, że marka Lancôme bardzo dba o swoje produkty i każdy detal tak, aby cieszyły one oko każdego klienta. W środku kartonika znajduje się flakon o nietypowym kształcie, który zachwyca swoją prostą i ostrą linią. Korek w kształcie sześcianu i delikatna, czarna tiulowa wstążka dodatkowo go ozdabiają i kuszą.

Lancôme La Vie Est Belle - woda perfumowana dla kobiet

W swej nucie głowy woda perfumowana Lancôme La Vie Est Belle oczaruje Cię soczystą esencją czarnej porzeczki i słodkiej gruszki, które wybijają się na prowadzenie tuż po pierwszym pryśnięciu. Nutę serca kompozycji zapachowej stanowi cenny irys, który następnie przechodzi w tony jedwabistego jaśminu i magicznych kwiatów pomarańczy. Podstawa składa się z unikalnego zapachu fasoli tonka, delikatnych pralinek, egzotycznej paczuli i smakowitej wanilii.

Całość można opisać jednym słowem - słodycz. Te perfumy są bardzo słodkie, więc fanki tego typu aromatów z pewnością będą zadowolone. Dawno nie spotkałam się z tak słodkimi zapachami i przyznam, że mnie ta słodycz niestety przytłacza. Perfumy są przepiękne i bardzo nietuzinkowe, aromat bardzo mi się podoba, jednak na dłuższą metę staje się męczący dla mojej osoby. Z bólem serca musiałam je przekazać dla innej właścicielki, która sięga po nie od lat i jest oczarowana.

Lancôme La Vie Est Belle - woda perfumowana dla kobiet

Lancôme La Vie Est Belle - woda perfumowana dla kobiet

Trwałość tej wody perfumowanej można ocenić na celującą. Dawno nie spotkałam się z tak długo utrzymującym się aromatem. Na ciele czuć je do pierwszego prysznica, a na odzieży do pierwszego prania (chyba że macie słabszej jakości proszek, to aromat nie do końca zniknie). Koszt takiego flakonu to kwota wahająca się pomiędzy 130 a 600 zł - w zależności od pojemności, na którą się skusicie. Marka oferuje spory ich wybór. Znajdziecie zarówno flakon 15 ml jak i 200 ml! Myślę, że to cudowne rozwiązanie. 

Spotkanie z tą wodą perfumowaną oceniam dobrze, mimo że nie będzie jednym z moich ulubieńców i raczej się już u mnie nie pojawi. Mimo wszystko cieszę się z tego spotkania, bo mogłam w końcu przekonać się o wyjątkowości tego aromatu. Z pewnością zapamiętam go na długo. Myślę, że podczas kolejnych zakupów w Notino skuszę się na inną wersję Lancôme La Vie Est Belle i może trafię na taką, która mnie uwiedzie na zawsze.

Znacie Lancôme La Vie Est Belle? Jak podoba się Wam ten zapach?

Instagram