Chcesz dostawać powiadomienia o nowych postach?

Kinga Litkowiec "Nie mój dług" - recenzja

Kinga Litkowiec "Nie mój dług" - recenzja książki

O Kindze Litkowiec słyszałam już sporo dobrego. To wszystko za sprawą książki "Miasto Mafii", której niestety nie zdążyłam zamówić. Kiedy usłyszałam o kolejnej premierze - musiałam zrobić wszystko, aby poznać dzieło tej autorki. W taki sposób pojawiła się u mnie książka "Nie mój dług" i dziś czas Wam o niej opowiedzieć.

"Nie mój dług" to pierwszy tom z cyklu "Demony z Los Angeles" i swoją premierę miała 29 maja - tak więc piszę Wam recenzję świeżutkiej książki ;)

Po śmierci ojca Jessica Turner zorientowała się, że ten zostawił po sobie długi. Co gorsza, to ona musi je spłacić. Szukając pomocy, trafiła prosto do piekła – domu Liama O’Dire’a, zwanego Diabłem Los Angeles. Miał być jej nadzieją, ale szybko okazało się, że trafiła do człowieka, który wydał na nią wyrok śmierci.
"Mogę być twoim katem lub panem. Bez wahania zabiję cię tu i teraz".
By uniknąć śmierci, podpisała pakt z diabłem, oddając mu duszę i ciało, a on bez skrupułów to wykorzystał. Czy mężczyzna bez serca straci czujność, gdy zdeterminowana kobieta postanowi zagrać z nim w tę samą grę?

Jeśli liczysz na romantyczną historię, w tej książęce jej nie znajdziesz. Tu nie ma miejsca na cenzurę i słodkie dialogi.
Czas na odważny i piekielnie mocny romans, który długo nie pozwoli Ci zasnąć. "Nie mój dług" wciąga w mafijną rzeczywistość od pierwszej strony, za którą skrywa się wiele tajemnic. Władza i dominacja mieszają się z pożądaniem i namiętnością. To nie jest kolejna romantyczna opowieść, ale pełne zwrotów akcji, hipnotyzujące starcie dwóch różnych światów. 

"Podpisując pakt z diabłem, musisz przygotować się na wszystko". Te słowa dokładnie oddają klimat powieści. Wejdźcie do świata, którym rządzi pieniądz, ale również ludzkie ciało, a raczej chęć posiadania go. Co się stanie, kiedy Jessica postawi pierwszy krok w posiadłości Diabła z Los Angeles – Liama O’Dire’a? 

Kinga Litkowiec "Nie mój dług" - recenzja

Kinga Litkowiec "Nie mój dług" - recenzja

Do erotyków przekonałam się czytając książki K.N. Haner, o których często Wam wspominam w swoich recenzjach. Czytam też powieści spod pióra Meghan March, która potrafi opisać nawet te najbardziej ostre sceny erotyczne bez mrugnięcia okiem. Byłam bardzo ciekawa jak Pani Kinga poradzi sobie z taką tematyką... Czy jej twórczość zachwyci mnie i będę z wypiekami na twarzy czytać jej książki i czekać na kolejne?

"Nie mój dług" wciągnął mnie w swoją fabułę już od samego początku. Nie było tu nudnego wstępu, opowiadającego o życiu głównej bohaterki. Od samego początku jest akcja - i ten zabieg bardzo, ale to bardzo mi się spodobał. O życiu Jess dowiadujemy się w trakcie rozwijania się całej historii - wszystko wychodzi w odpowiednich momentach, dzięki czemu poznajemy dziewczynę dobrze, ale i w swoim czasie. Czy dziewczyna jest na tyle zdesperowana że zrobi wszystko co będzie kazał jej "sam diabeł"? Czy spłaci dług, którego w rzeczywistości nie zaciągnęła?

Liam - kiedy go sobie wyobrażałam, autentycznie miałam na plecach ciarki. Mroczny, niebezpieczny, bezwzględny - to tylko kilka słów, które mogą opisać tego bohatera. Mimo, że wzbudzał mój strach - bardzo mnie zaintrygował i z każdą kartką chciałam dowiedzieć się o nim więcej. Miał w sobie coś co sprawiało, że nie mogłam przestać o nim myśleć - podobnie jak Jessica. Czy rzeczywiście ten mężczyzna jest wcielonym diabłem w ludzkiej skórze? Czy nic nie jest w stanie go złamać? 

Kinga Litkowiec "Nie mój dług" - recenzja

"Nie mój dług" rozpali Was do czerwoności. Liam to wcielony diabeł, który nie zważa na nic i na nikogo. Jednak pojawia się Jessica, która krzyżuje mu plany. Piekielnie gorąca i grzeszna historia dwójki ludzi, których z pozoru nie łączy nic oprócz niespłaconego długu." - Agata Sobczak
Jeśli jesteście fankami książek wspomnianej już na wstępie Meghan March i jej fantazyjnych, kipiących erotyzmem opisów, to twórczość Kingi Litkowiec będzie czymś co Was zachwyci. Szczerze mówiąc, to na dzień dzisiejszy książka "Nie mój dług" staje na podium i zwala z niego mojego ukochanego Morfeusza. Jestem zachwycona, brakuje mi słów i nie mogę doczekać się kolejnej części. Nie mam pojęcia jak potoczą się losy Jess i Liama, a bardzo chciałabym to wiedzieć już teraz! 

W tej historii zobaczymy co się stanie kiedy zderzają się ze sobą dwa różne światy. Dwa charaktery, których nie da się złamać. Czy bohaterowie będą potrafili na siebie wpłynąć i sprawić, że w ich życiu zaistnieją jakieś zmiany? Tego Wam nie powiem. Chciałabym, abyście sami się o tym przekonali i przeczytali tę książkę. Zapewniam Was, że warto się skusić! Nie wiem czy słyszeliście, ale już w dniu premiery zabrakło egzemplarzy na sprzedaż! To się nazywa sukces! Wydawnictwo się jednak postarało i sprzedaż ponownie ruszyła pełną parą - tak więc spieszcie się - i zamawiajcie egzemplarz dla siebie zanim znów ich zabraknie ;)

Dziękuję Wydawnictwu WasPos i samej autorce za zaufanie i możliwość zrecenzowania tej świetnej książki.

Mieliście okazję poznać twórczość Kingi Litkowiec? Czy Liam i Jessica żyją już w Waszej wyobraźni?

Jak prawidłowo dbać o blizny pooperacyjne?



Jak prawidłowo dbać o blizny pooperacyjne?

Blizny na ciele człowieka to niemiłe pamiątki dla każdego z nich. Przypominają one o jakimś przeżyciu, który mógł być skutkiem wypadku, choroby czy operacji. A czy masz świadomość tego, że o taką bliznę trzeba odpowiednio zadbać? W jaki sposób?


W tym wpisie opowiem Ci, jak ważne jest dbanie o bliznę. 

Temat jest mi bardzo bliski. Jakiś czas temu uległam wypadkowi. Początkowo miałam niegroźną kontuzję "typowo piłkarską" i przeszłam krótki zabieg artroskopii. Niestety, po pewnym czasie musiałam poddać się przeczepianiu więzadeł przednich, bocznych i krzyżowych przednich w moim kolanie, w związku z czym, na mojej nodze widnieje bardzo brzydka i sporych rozmiarów blizna po operacji.  Jako kobieta - przed zabiegami bardzo lubiłam swoje nogi i często nosiłam krótkie spódnice. Po operacji jednak, zaczęłam je zasłaniać, bo wstydziłam się, szczególnie tej dużej blizny którą noszę. 

Zacznijmy jednak od tego, czym jest blizna?


Blizna powstaje w efekcie uszkodzenia skóry właściwej, która znajduje się tuż pod naskórkiem. Kiedy dojdzie do uszkodzenia, tkanka łączna zastępuje uszkodzoną i wypełnia ubytek - nazywamy to bliznowaceniem
Jak goi się blizna?

Na samym początku jest koloru czerwonego. Po pewnym czasie ulega stopniowemu zblednięciu. Proces ten nazywa się jej dojrzewaniem i trwa około dwóch lat. Na to, jak będzie ona wyglądać, ma wpływ bardzo dużo czynników. Jakich? Między innymi wiek, ucisk, kształt blizny, ilość i rodzaj zastosowanych szwów, ale również lokalizacja rany (broda, mostek, ramię, górna część pleców to obszary zwiększonego ryzyka). We wszystkich tych przypadkach będzie się ona lepiej prezentować, jeżeli w naszej ranie nie doszło do zakażenia. Na jej ostateczny wygląd ma wpływ również podłoże genetyczne - u jednych osób blizny zawsze goją się ładnie, a u innych często pojawia się bliznowiec. Istnieją również blizny, które się nigdy nie goją - nazywane są keloidami - jest to blizna, która nigdy nie dojrzewa i ciągle wytwarza kolagen. 

Większość blizn nie wymaga specjalnego leczenia. Blizna "idealna" powinna być wąska, na wysokości skóry (nie powinna być wklęsła ani wypukła) o kolorze jak najbardziej zbliżonym do skóry właściciela. Zdarza się jednak, że nie goją się one prawidłowo - robią się twarde, zgrubiałe, wystające poza poziom skóry czy nawet czerwone. Jest to nie tylko problem estetyczny (jak w moim przypadku), ale też zdrowotny, ponieważ mogą boleć, swędzieć, a nawet powodować przykurcze.

Blizny nie mogą się też opalić, ponieważ pozbawione są melanocytów, komórek które produkują melaninę, czyli barwnik, którego głównym zadaniem jest  ochrona głębokich warstw skóry przed promieniowaniem słonecznym. Nadmierna ekspozycja blizn na promienie słoneczne może między innymi trwale przebarwić blizny, powodując, że staną się one bardziej widoczne. Tak więc należy pamiętać, aby niepotrzebnie nie wystawiać ich na słońce, a jeśli macie je w takim miejscu jak ja (kolano), to zawsze powinniście korzystać z kosmetyków z odpowiednimi filtrami UVA i UVB. 

Jak więc prawidłowo dbać o blizny?

W tytule napisałam, że dowiecie się jak dbać o blizny pooperacyjne, jednak z doświadczenia wiem, że nie tylko te, które powstały podczas operacji wymagają odpowiedniego leczenia. Jeśli rana jest sporych rozmiarów, po oparzeniu czy szyciu - warto o nią zadbać już od samego początku - kiedy jest jeszcze raną. Przede wszystkim należy stosować się do zaleceń lekarzy, ale można również stosować domowe sposoby na blizny takie jak:
  • Opatrunki uciskowe - leczenie uciskiem (kompresoterapia) powoduje przyspieszenie procesów inwolucyjnych w bliźnie. Hipotezy działania ucisku wskazują na niedotlenienie, spadek produkcji kolagenu, zmniejszenie ilości inhibitorów kolagenazy, a więc wzrost rozpadu kolagenu. 
  • Natłuszczanie blizny - blizna jest pozbawiona naturalnego sebum, tak więc warto stosować olejki i wykonywać delikatne masaże.
  • Stosowanie wyciągów z cebuli morskiej; należy jednak pamiętać, aby nie zacząć stosować tych maści zbyt wcześnie, ponieważ rozpuszczając kolagen mogą spowodować efekt odwrotny od zamierzonego, dlatego można je stosować po około 2 miesiącach od powstania np. blizny po oparzeniu czy zabiegu chirurgicznym.
  • Stosowanie specjalistycznych maści takich jak np. Contractubex

Contractubex® żel na blizny


Na tym ostatnim punkcie chciałabym się zatrzymać, ponieważ sama stosowałam tego typu pomoc w leczeniu swojej blizny. Contractubex® żel jest lekiem na blizny stosowanym po całkowitym wyleczeniu rany, wtedy kiedy odpadną strupki. Taką kurację więc można zacząć dość szybko. Ten żel wykazuje działanie przeciwzapalne, wygładzające, antyproliferacyjne i rozluźniające tkankę blizny. 


Jak działa żel Contractubex®?


Ten przezroczysty żel zawiera aż 3 substancje czynne, wspomagające proces gojenia skóry i regulujące wytwarzanie tkanki blizny: heparynę, wyciąg z cebuli i alantoinę. Współdziałanie tych składników w szczególności reguluje syntezę kolagenu, będącego głównym białkiem tkanki łącznej.
  • Wyciąg z cebuli -posiada właściwości przeciwzapalne i bakteriobójcze oraz zapobiega tworzeniu się nadmiernej tkanki blizny.
  • Heparyna - zmiękcza bliznę, zmniejsza obrzęk, pobudza regenerację komórek oraz może wiązać wodę w tkance blizny.
  • Alantoina - pobudza powstawanie blizny oraz ma działanie zmiękczające, a także zmniejsza świąd często towarzyszący procesowi gojenia.

Contractubex® żel na blizny


Contractubex® żel jest lekiem, który można stosować na blizny po różnego rodzaju urazach, między innymi po oparzeniach, otarciach, skaleczeniach, zabiegach chirurgicznych (m.in. po cięciu cesarskim czy operacji tarczycy), laseroterapii tatuaży czy leczeniu operacyjnym haluksów.  Wskazaniami do zastosowania tego żelu są między innymi blizny ograniczające ruch oraz przykurcze ścięgien spowodowane kurczeniem się blizny. 

Ten produkt działa skutecznie na wszystkie rodzaje blizn, a substancje aktywne o których napisałam wyżej pobudzają proces gojenia się skóry i zapobiegają przerostowi powstających blizn. Myślę, że warto się skusić i osobiście przekonać się o jego pozytywnym działaniu. 

Ze swojego doświadczenia mogę napisać, że kusząc się na maść na blizny - niczego nie ryzykujemy, a możemy wiele zyskać. Przeglądając mojego bloga zapewne zdążyliście zauważyć, że ponownie zakładam na siebie sukienki odsłaniające moje nogi. Czemu? Ponieważ blizna na mojej nodze wyraźnie zbledła i nie rzuca się tak w oczy jak kiedyś. Moja samoocena dzięki temu wzrosła i znowu czuję się piękna i mogę pokazywać swoje zgrabne nogi :)

Jeśli szukasz więc skutecznych sposobów na odpowiednią pielęgnację swojej blizny - polecam Ci wypróbować moje sposoby. Jeśli sprawdzą się u przynajmniej jednej osoby będę szczęśliwa, że mogłam pomóc. Mam nadzieję, że tak się stanie. 

Wiedzieliście, że o blizny należy prawidłowo dbać? Czy kiedyś zmagaliście się z problemem widocznych blizn? Jak sobie z nimi poradziliście?


Kosmetyki do włosów ZIELONE LABORATORIUM - topestetic.pl


Kosmetyki do włosów ZIELONE LABORATORIUM - topestetic.pl

Pielęgnacja włosów, podobnie jak twarzy i ciała, stanowi odrębny rodzaj kobiecej pielęgnacji, w związku z czym wymaga specjalnego podejścia. Włosy powinny być odpowiednio traktowane, a kosmetyki do pielęgnacji odpowiednio dobrane. Osobiście wziąć szukam tych idealnych, dlatego skusiłam się na kolejny test produktów do włosów. Tym razem padło na markę Zielone Laboratorium i zamówienie w sklepie topestetic.pl.


Zakupy w tym sklepie robię regularnie, co miesiąc, od kilku lat. Zawsze znajduję tam produkty, które zwrócą moją uwagę, a dodatkowa pomoc z obsługi klienta jest nieoceniona. Kiedy nie jestem do końca pewna swojego wyboru, zawsze mogę podpytać osoby, które tam pracują i za każdym razem otrzymuję profesjonalną pomoc. Co jakiś czas wspominam na swoim blogu, że z włosami tak naprawdę nie mam zbyt dużych problemów, ale skóra mojej głowy jest problematyczna. Od lat zmagam się z powracającym problemem łupieżu i szukam kosmetyków, które w minimalny sposób złagodzą tę dolegliwość.  

Przeglądając ofertę marki Zielone Laboratorium, trafiłam na szampon do włosów, który mnie zainteresował. Postanowiłam się na niego skusić i wypróbować jego właściwości na sobie.

Zielone Laboratorium Szampon aromaterapeutyczny z olejkami eterycznymi

Stworzony z naturalnych olejków i ekstraktów z delikatnymi środkami myjącymi są najlepszym produktem do codziennej pielęgnacji włosów i skóry głowy. Dzięki zawartości olejków eterycznych naturalne szampony do włosów nie powodują nadmiernego przesuszania włosów. Olejki eteryczne zawarte w szamponie wprowadzają element aromaterapii podczas każdej kąpieli. Prezentowany naturalny szampon do włosów posiada skład pełen drogocennych składników, które doskonale sprawdzą się do codziennej pielęgnacji włosów przetłuszczających się, skłonnych do wypadania i łupieżu.


Zielone Laboratorium Szampon aromaterapeutyczny z olejkami eterycznymi


Składniki;

Ekstrakt z rozmarynu - posiada działanie bakteriobójcze, odkażające i przeciwzapalne, stymulujące krążenie i działa przeciwobrzękowe
Ekstrakt ze skrzypu - ma właściwości antyseptyczne, przeciwzapalne i oczyszczające. Redukuje nadmierny łojotok i łupież
Ekstrakt z mięty - przeciwdziała swędzeniu skóry głowy, przedłuża świeżość włosów
Olejek geraniowy - ma właściwości tonizujące, pobudzające, antyseptyczne i regenerujące skórę.
Olejek lawendowy - przyśpiesza regenerację skóry. Dodatkowo jej zapach działa relaksująco.
Olejek rozmarynowy - działa ściągająco i normalizujące, działa przeciwłupieżowo i hamuje proces przetłuszczania się włosów. Ma działanie antybakteryjne i antygrzybiczne.
Olejek eukaliptusowy - Orzeźwia i oczyszcza. Zwalcza wirusy, bakterie, grzyby.
Olejek z drzewa herbacianego - stosowany jest do oczyszczania skóry. Normalizuje pracę gruczołów łojowych, działa ściągająco.

Pojemność: 250 ml

Naturalne szampony do włosów nie zawierają: SLES, SLS, ALS, PEGów, silikonów, olejów mineralnych, parabenów, sztucznych barwników i zapachów

Nietestowany na zwierzętach – zgodnie z obowiązującym prawem

Produkt dla wegan – nie zawiera surowców pochodzenia zwierzęcego. Przy produkcji kierowano się zasadami etycznymi i nie został wykorzystany żaden człowiek ani zwierzę


Szampon do włosów aromaterapeutyczny  z olejkami eterycznymi Zielone laboratorium


Szampon mieście się w niewielkich rozmiarów buteleczce, która zamykana jest korkiem typu press. Nie lubię tego typu zamknięć, bo pod prysznicem są dla mnie bardzo niewygodne. Jednak oceniać mam kosmetyk, a nie samo opakowanie. Produkt ma konsystencję średnią - nie jest to zbyt gęsty szampon, ale przez palce też się nie przelewa. Zapach jest bardzo aromatyczny - jak sama nazwa na to wskazuje - intensywny i charakterystyczny. Jeśli nie przepadacie za zapachami olejków takich jak eukaliptusowy czy geraniowy, to nie będzie Wam odpowiadał. W tym szamponie najmocniej wyczuwam właśnie zapach geranium. 

Szampon pieni się średnio, jednak nie ma co wymagać cudów, od kosmetyków, które nie posiadają w swoim składzie SLSów i innych tego typu składników. Jakąś tam pianę jednak tworzy i da się nim umyć głowę. Już podczas mycia mam wrażenie, jakby moje włosy robiły się tępe - nie lubię tego uczucia, jednak pojawia się ono zawsze przy stosowaniu przeze mnie naturalnych kosmetyków. Podczas płukania ten sam efekt. Plus z tego taki, że czuję dobre oczyszczenie skóry mojej głowy, a zapachy olejków utrzymują się na włosach długo.


Zielone Laboratorium Myjąca Odżywka Do Włosów Olej jojoba i len


Delikatny krem, którego innowacyjna formuła łączy w sobie dwustopniową pielęgnację włosów. Działa zarówno jako produkt myjący, łagodnie oczyszczając skórę głowy i włosy, a także intensywnie je odżywia. Dodatkowo zabezpiecza przed elektryzowaniem się włosów, gdyż neutralizuje elektrostatyczne ładunki. Zawarty olej jojoba wygładza włosy, zmiękcza i nawilża, ekstrakt z lnu wzmacnia i regeneruje łodygę włosa, natomiast ekstrakt ze skrzypu zapobiega wypadaniu włosów, opóźnia proces siwienia oraz niweluje problem łupieżu. Włosy w efekcie stają się zregenerowane, doskonale nawilżone i pełne blasku.

Zielone Laboratorium Myjąca Odżywka Do Włosów Olej jojoba i len


Zawiera biodegradowalne, naturalne, roślinne i delikatnie środki myjące:

Ekstrakt z lnu - nasiona lnu zawierają duże ilości oleju (w składzie do 50% kwasu linolenowego oraz do 25% kwasu linolowego), śluzu i protein, a także mikroelementy i fitohormony. Śluz ochronny, który tworzy się po maceracji nasion, jest bogaty w związki cukrowe o działaniu zmiękczającym, ochronnym i osłonowym. W kosmetyce szczególnie ceni się właściwości nasion lnu ze względu na silne właściwości nawilżające.
Ekstrakt ze skrzypu - stosowany na skórę działa sebostatycznie (normalizuje wydzielanie łoju i zwęża pory) oraz wzmacnia naczynia krwionośne i zapobiega ich pękaniu. Stosowany na włosy nadaje połysk i zapobiega wypadaniu, łagodzi łupież, opóźnia siwienie. Skrzyp jest prawdziwą skarbnicą łatwo przyswajalnej krzemionki, oraz potasu, magnezu, kwercetyny i witaminy C. Ma niezwykłe właściwości pro-zdrowotne, hamuje procesy starzenia, wzmacnia włosy i zapobiega ich wypadaniu, opóźnia proces siwienia.
Olejek grejpfrutowy - składniki olejku mają silne działanie bakteriobójcze i bakteriostatyczne. Olejek hamuje wydzielanie łoju, normalizuje procesy rogowacenia, zapobiega zaburzeniom rogowacenia mieszków włosowych. Wymiata wolne rodniki, hamuje procesy starzenia i degeneracji.
Olej jojoba - ciekły wosk otrzymywany z nasion krzewu Simmondsia Chinensis. Charakteryzuje się bardzo wysoką zgodnością biologiczną ze skórą, łatwo wchłaniany przez skórę i włosy - odżywia, zmiękcza, nawilża i natłuszcza. Ma również właściwości przeciwzapalne dzięki czemu może być stosowany do pielęgnacji skóry wrażliwej. Jednocześnie reguluje wydzielanie sebum. Przyspiesza gojenie się ran oraz regenerację komórek. Pomocny w walce z łupieżem.

Waga: 250 ml

Nietestowany na zwierzętach – zgodnie z obowiązującym prawem

Produkt z surowców biodegradowalnych

Produkt wegański – nie zawiera surowców pochodzenia zwierzęcego

Przy produkcji kierowano się zasadami etycznymi i nie został wykorzystany żaden człowiek ani zwierzę

Zielone Laboratorium Myjąca Odżywka Do Włosów Olej jojoba i len


Odżywka umieszczona w butelce wyposażonej w pompkę, która ma na celu odmierzenie odpowiedniej ilości kosmetyku. W przypadku moich grubych i gęstych włosów, na jedno użycie stosuję około 7 do 9 pompek, więc całkiem sporo. Odżywka pachnie bardzo przyjemnie, słodko i delikatnie. Jest to zupełne przeciwieństwo szamponu o którym napisałam Wam wyżej. Posiada kremową konsystencję, jednak nie tłustą. Łatwo rozprowadza się na włosy i chwilę po aplikacji mam wrażenie, jakby znikała z ich powierzchni. Podczas płukania, tępe po szamponie włosy robią się gładkie i przyjemne w dotyku. 

Stosując cały zestaw mogę napisać, że kosmetyki są fajne. Nie do końca polubiłam się z szamponem - właśnie przez to uczucie tępego włosa, którego nie znoszę. Gdyby nie odżywka, to recenzja z pewnością nie należałaby do pozytywnych. Czy zauważyłam poprawę w kondycji moich włosów? Nie. Wydaje mi się, że jak na grubość i gęstość moich włosów - 250 ml opakowania są po prostu za małe, aby zobaczyć efekty.

Zauważyłam oczyszczenie i miękkość włosa po nałożeniu odżywki - tak naprawdę nic więcej nie widzę, więc ten zestaw szału i efektu WOW nie wywołał. 

Na pocieszenie w paczce znalazłam brelok do kluczy z logo sklepu topestetic.pl. To fajny dodatek i podoba mi się fakt, że w każdej paczce znajduję jakiś miły prezent od obsługi. 

brelok topestetic


Myślę, że taki duet będzie idealnym prezentem dla osób, które bardzo zwracają uwagę na składy kosmetyków i mają zajawki na tego typu produkty. Żałuję, że nie są one produkowane w większych opakowaniach, może z czasem między nami pojawiła by się miłość i mogłabym powiedzieć o nich coś więcej. Problemy skóry głowy nie zniknęły, a ja szukam dalej czegoś, co pomoże cieszyć mi się czystą skórą i pięknymi włosami przez dłuższy czas.


Kosmetyki do włosów ZIELONE LABORATORIUM - topestetic.pl


A może Wy mi możecie polecić kosmetyki dobrze oczyszczające skórę głowy i zapobiegające łupieżowi? Znacie kosmetyki z Zielonego Laboratorium? Jak się u Was sprawdzają?

Nawilżająca pianka do mycia twarzy NOVACLEAR HYDRO

Nawilżająca pianka do mycia twarzy NOVACLEAR HYDRO



W mojej codziennej pielęgnacji twarzy, nieodłącznym elementem jest żel do mycia. Nie wyobrażam sobie porannego czy wieczornego rytuały oczyszczania skóry bez tego typu kosmetyku. Kiedy zobaczyłam piankę do mycia twarzy NOVACLEAR HYDRO, postanowiłam ją wypróbować. Dziś nadszedł czas na moją opinię na jej temat.


Markę novaclear miałam okazję już poznać jakiś czas temu. Mam do niej pełne zaufanie, bo nigdy nie zawiodłam się na ich kosmetykach, nie pojawiły się podrażnienia czy uczulenie. Dlatego też, kiedy widzę na rynku jakąś ich nowość - jestem zaciekawiona i prędzej czy później decyduję się na wypróbowanie. 


Nawilżająca pianka do twarzy z nisko i średniocząsteczkowym kwasem hialuronowym delikatnie usuwa zanieczyszczenia z powierzchni skóry, pozostawiając ją gładką i miękką w dotyku. Ekstrakt z ryżu wraz z alantoiną zapobiegają przesuszaniu skóry i łagodzą podrażnienia.

Sposób użycia:

Kolistymi ruchami szczoteczki z wyciśniętą pianką umyj twarz. Spłucz letnią wodą. Szczoteczka bardzo dokładnie oczyszcza skórę z makijażu i martwego naskórka. Po osuszeniu skóry zastosuj Nawilżające Serum do Twarzy a następnie Nawilżający Krem-żel na Dzień lub Nawilżający Krem-maskę na Noc z serii Novaclear HYDRO. Polecana do oczyszczania skóry także po okresie trwania terapii dermatologicznych.

Produkt testowany dermatologicznie. 

Nawilżająca pianka do mycia twarzy NOVACLEAR HYDRO

Nawilżająca pianka do mycia twarzy NOVACLEAR HYDRO


Jak widzicie, kosmetyk zamknięty jest w białej buteleczce zakończonej silikonową szczoteczką. Szata graficzna jest prosta i charakterystyczna dla tej marki. Brak na niej zbędnych grafik co bardzo mi się podoba i sprawia, że produkt wygląda profesjonalniej. 
Aby wydobyć z wnętrza piankę, należy wcisnąć aplikator. Przez dziurki w szczoteczce wydobywa się pachnąca, delikatna jak chmurka pianka o leciutkiej konsystencji.

Nawilżająca pianka do mycia twarzy NOVACLEAR HYDRO


Nawilżająca pianka do mycia twarzy NOVACLEAR HYDRO


Nawilżająca pianka do mycia twarzy NOVACLEAR HYDRO



Myślę, że tego typu aplikator to fajne rozwiązanie dla osób, które lubią myć buzię czymś więcej jak rękoma. Osobiście stosuję urządzenie do oczyszczania twarzy, więc taka szczotka nie robi na mnie szczególnego wrażenia. Jednak, żebym go nie miała, to z pewnością wolałabym żel czy piankę własnie ze szczoteczką, jak w zwykłym opakowaniu. Szczotkę można używać na dwa sposoby - kiedy jest zaczepiona do kosmetyku - i bezpośrednio wyciskać piankę na twarz myjąc ją, lub odłączyć ją od buteleczki i stosować oddzielnie. Przyznam, że według mnie ta druga opcja jest wygodniejsza - jednak wiem, że wszystko zależy od tego jakie macie upodobania.

Co do samego działania, to jestem zadowolona. Od pewnego czasu zmagam się z suchością mojej skóry, wydaje mi się, że miała symptomy odwodnienia. Według producenta, pianka i cała seria, to kosmetyki do skóry odwodnionej więc stworzone zostały do problemów takich jak mój. Piankę stosuję około trzy tygodnie, myjąc twarz dwa razy dziennie. Co zauważyłam? Zdecydowanie poprawiło się nawilżenie skóry, nie jest już tak sucha jak była, a nakładając podkład czy krem CC nie widzę podkreślonych skórek. Pianka przepięknie pachnie, dzięki czemu daje dodatkowe uczucie odświeżenia i czystości skóry. Już podczas mycia czuję jak odblokowują się pory i zaczynają "oddychać". Jest to bardzo przyjemne i chętnie sięgam po ten kosmetyk. 

Warto wspomnieć również o tym, że pianka jest bardzo wydajna. Wydaje mi się, że wszystkie produkty w tej formie mają zwiększoną wydajność. Produkt zwiększa swoją objętość podczas aplikacji, dlatego też starczy nam na dłużej. Koszt takiej pianki to kwota około 25 zł, więc myślę, że warto się skusić i wypróbować ją chociaż raz.

Znacie piankę novaclear HYDRO? Lubicie pianki do oczyszczania twarzy?

Prezent dla niego - zegarek z kalkulatorem CASIO

Prezent dla niego - zegarek z kalkulatorem CASIO

Pamiętacie początki lat dziewięćdziesiątych? Kiedy modne były elektroniczne zegarki? Kto posiadał zegarek CASIO miał duże poszanowanie wśród rówieśników - każdy chciał mieć taki gadżet. Postanowiłam zrobić mojemu mężowi prezent i pozwolić wrócić mu wspomnieniami do tych beztroskich czasów.

Pewnie patrząc na zdjęcie główne przychodzą Wam na myśl pytania. Po co dorosłemu facetowi zegarek z kalkulatorem? Spieszę z odpowiedzią. Mój mąż pracuje w hurtowni. Codziennie zbiera zamówiony towar i układa go na paletach. W zamówieniu nie ma napisanego ile zgrzewek danego produktu musi na niej postawić, ale ile sztuk. Jak możecie się domyślić - czasem łatwo jest coś policzyć w myślach, jednak kiedy towaru jest naprawdę dużo, a pomylić się nie można, to kalkulator się przydaje. W dzisiejszych czasach każdy z nas posiada go w telefonie, ale są zakłady pracy gdzie niestety telefonu używać nie można i robi się problem. Kalkulatory dostępne w hurtowni są duże i nie wygodne do noszenia, a taki zegarek to strzał w dziesiątkę. Oto cała historia i powód, dlaczego zdecydowałam się na taki, a nie inny prezent.

Zegarek z kalkulatorem CASIO

Zegarek posiada wiele innych użytecznych funkcji, które równocześnie mogą stanowić odpowiedź na pytanie: czego ludzie używali zanim powstał iPhone?

Nie chodzi tu jedynie o wodoodporność (którą iPhone nie może się poszczycić), mamy tu na myśli również kalkulator, oprogramowanie w 13 językach, wielofunkcyjny budzik, stoper o kilku trybach, podświetlenie LED oraz możliwość wyświetlania godziny w systemie 12 lub 24 godzinnym.

Ten unikatowy model z serii podświetlanych zegarków Casio jest w stanie przechowywać informacje na 25 stronach banku danych. Każda strona może zmieścić 8 liter i 15 cyfr. W ten sposób zapiszemy nawet 25 numerów telefonu.

Prezent dla niego - zegarek z kalkulatorem CASIO

Prezent dla niego - zegarek z kalkulatorem CASIO

Prezent dla niego - zegarek z kalkulatorem CASIO

Prezent dla niego - zegarek z kalkulatorem CASIO

Jak widzicie w opisie powyżej, zegarek posiada też inne opcje, które mogą się przydać każdemu z Was. Kto by pomyślał, że w takim zegarku znajdziemy tyle możliwości stosowania. Mnie przede wszystkim przyciągnął wygląd, bo od razu kojarzy mi się z moim dzieciństwem i stylem retro. Co to były za lata! :)

Zegarek wbrew pozorom nie jest dużych rozmiarów (koperta ma 2,5 x 5 cm), jednak przyciski na wyświetlaczu są w takiej odległości, że mężczyzna z dużymi dłoniami nie będzie miał problemu z ich wciśnięciem. Pasek wykonany jest z tworzywa, które jest giętkie, dobrze trzyma się na ręce i nie rozpina się - czego trochę obawiałam się zanim go zamówiłam. 

Prezent dla niego - zegarek z kalkulatorem CASIO

Prezent dla niego - zegarek z kalkulatorem CASIO

Zegarek ten wręczyłam mężowi na urodziny, które miał kilka dni temu - jest zachwycony, ale ciągle rozgryza pozostałe opcje zegarka. 

Ten model był spakowany w oryginalny kartonik i dołączony do niego był stojak - widoczny na zdjęciach. Dodatkowo, zawinięty był w papier i włożony do drugiego pudełka. W sklepie TRENDHIM obsługa dba o dobre zabezpieczenie produktu przed wysyłką, więc mogę Wam go śmiało polecić. W tym sklepie znajdziecie wiele ciekawych gadżetów dla każdego mężczyzny - takich jak okulary przeciwsłoneczne, zegarki, kolczyki, krawaty i wiele innych.

Jak podoba się Wam mój prezent? Znacie sklep Trendhim?

Kosmetyki z zawartością aloesu

Kosmetyki z zawartością aloesu

Kosmetyki z zawartością aloesu idealnie wpisują się w najnowsze trendy w branży beauty - z reguły mają wegański skład, są uniwersalne i posiadają naturalne składniki. Trudno znaleźć inną tak powszechnie stosowaną substancję jak miąższ z aloesu. 


Zastosowanie żelu aloesowego

Aloes w postaci żelu to chyba najbardziej powszechna forma, w jakiej można spotkać ten cud natury. Żel aloesowy jest pogromcą wszelkich problemów skórnych i może być stosowany na różne części ciała i twarzy. Po jego zastosowaniu w tkance skórnej proces regeneracji przebiega dużo szybciej, a podrażnienia zostają złagodzone. Z powodzeniem zastąpi takie kosmetyki jak: krem na dzień/noc, balsam do ciała, maskę do twarzy, krem pod oczy, balsam po opalaniu, odżywkę do rzęs i włosów, tonik. Dlatego warto mieć go w swojej kosmetyczce, zwłaszcza podczas wakacyjnego wypadu. Przed jego zakupem należy zawsze dokładnie sprawdzić skład kosmetyku, na rynku bowiem nie brakuje produktów, których producenci chwalą się zawartością aloesu, lecz faktycznie występuje on w śladowych ilościach. 

Kosmetyki aloesowe z dobrym składem, możecie dostać tutaj: https://forever-kosmetyki.pl/


Jeden produkt - wiele zastosowań


Kosmetyki aloesowe mają szerokie działanie i zazwyczaj nie są dedykowane wyłącznie wybranej partii ciała lub twarzy. Ten sam krem można stosować zarówno na całą twarz, jak i pod oczy, sprawdzi się także jako kompres na podrażnioną skórę ramion lub spierzchnięte dłonie.
Aloes odpowiada na potrzeby skóry suchej i podrażnionej, starzejącej się, normalnej, z niedoskonałościami, a nawet nadaje się dla osób ze skórą wrażliwą. Jest też świetny w pielęgnacji skóry głowy i włosów.



Kosmetyki z zawartością aloesu



Aloes na twarz


Kosmetyki z aloesem nadają się do każdego typu skóry, ale jak je stosować? Żel aloesowy z powodzeniem zastąpi wiele kosmetyków do pielęgnacji cery. Nałożony na wcześniej oczyszczoną skórę zapewni jej porządną dawkę nawilżenia, zniweluje zaczerwienienia i lekko ją ujędrni. Aloes w postaci żelu nie wykazuje właściwości komedogennych, więc bez obaw mogą go stosować osoby ze skórą skłonną do powstawania zanieczyszczeń i wyprysków bez obaw, że ilość niedoskonałości się zwiększy, a stan skóry pogorszy. Kosmetyk oparty na aloesie świetnie spisze się również w roli bazy pod makijaż. Idealnie wygładzi skórę i sprawi, że kolorowe kosmetyki będą się lepiej rozprowadzać. Ponadto aloes jest nieodłącznym składnikiem maseczek pielęgnacyjnych! Porcja żelu zmieszana z miodem i kurkumą świetnie nada się na maseczkę oczyszczającą i zwężającą pory. Dla osób ze skórą suchą poleca się zmieszanie żelu aloesowego z odrobiną oliwy z oliwek i kilkoma kroplami ulubionego olejku, np. migdałowego lub różanego. Taka kombinacja dostarczy skórze nawilżenia, regeneracji, pozostawi ją miłą w dotyku i jędrną.

Skrzydełka z kurczaka pieczone na ryżu - przepis


Skrzydełka z kurczaka pieczone na ryżu - przepis

W moim domu często pojawiają się dania z kurczaka, mimo że za nim osobiście nie przepadam. Reszta moich domowników mogłaby jeść go codziennie, dlatego też przyrządzam go na wiele sposobów. Dziś czas na skrzydełka pieczone na ryżu.


Czasem przychodzą takie dni, kiedy nie mamy ochoty stać zbyt długo w kuchni. W takich momentach decyduję się na dania jednogarnkowe i skrzydełka pieczone na ryżu należą do takich przepisów. Czasem zamiast skrzydełek daję podudzia czy udka z kurczaka - wszystko zależy od tego co akurat posiadam w swojej lodówce. Ostatnio miałam skrzydełka, więc daję Wam na nie przepis.

Składniki:

1 kg skrzydełek z kurczaka
2 duże cebule
300-500 g ryżu (w zależności od pojemnika w którym będziesz piec)
3 łyżki masła śmietankowego
Litr bulionu warzywnego
Ostry ketchup
przyprawy: sól, pieprz, ostra papryka, słodka papryka, zioła prowansalskie, majeranek

Przygotowanie:

Do pieczenia będzie potrzebne nam naczynie żaroodporne, brytfanna lub głębsza blacha do pieczenia. Na dno wsypujemy ryż - tak aby pokrywał je całe. Nigdy nie sugeruję się miarkami tylko sypię "na oko". Następnie na ryż układam wcześniej pokrojoną w plastry cebulę. Na cebulę układam przyprawionego według uznania kurczaka. Można go wcześniej lekko przesmażyć na patelni, jednak nie jest to wymagane. 

W garnku rozpuszczamy masło, dolewamy wywar warzywny, około 5-7 łyżek keczupu, zioła prowansalskie, majeranek, sól, pieprz oraz papryki - ostrą i słodką mieloną. Chwilę gotujemy i wyłączamy. 

Gorącą jeszcze zalewę wylewamy na przygotowanego wcześniej kurczaka na ryżu i wstawiamy do nagrzanego piekarnika. Ja nagrzewam go na temperaturę 180 stopni (góra dół) i piekę około 1,5 godziny. Po kurczaku poznacie, że jest już dobry.

Danie gotowe!

Skrzydełka z kurczaka pieczone na ryżu - przepis

Skrzydełka z kurczaka pieczone na ryżu - przepis


Jak widzicie na zdjęciach mój kurczak mógł się jeszcze zarumienić, ale byliśmy głodni więc wyjęty był wcześniej ;) Takie danie jest proste do przyrządzenia i bardzo smaczne. Dodatkowo plusem jest, że nie musimy obierać i gotować oddzielnie ziemniaków czy innych dodatków do mięsa. Wystarczy przyrządzić jakąś surówkę lub sałatkę i można pałaszować ze smakiem.

Smacznego!

Sukienka z falbanką w panterkę MOSQUITO

Sukienka rozkloszowana w panterkę MOSQUITO

W sukienkach czuję się jak w drugiej skórze, tak więc często uzupełniam moją szafę o nowe egzemplarze. Pod koniec zeszłego roku zamówiłam sobie sukienkę z falbanką w panterkę z Mosquito i dziś chcę ją Wam pokazać w pełnej krasie.

Tę sukienkę miałam na sobie w sylwestra, ale nie miałam okazji zrobić zdjęć, aby ją zaprezentować. Niestety te z imprezy nie nadają się, aby je tu pokazać ponieważ są za ciemne. 

Wzory zwierzęce na ubraniach bardzo polubiłam wiele lat temu. Z tego co się orientuję są ciągle na topie, tak więc śmiało można je teraz nosić. Animal print już na dobre opanował wybiegi tych najsławniejszych domów mody czy też kolekcje popularnych sieciówek. Panterka to niekwestionowany HIT! 

Kto jako pierwszy wylansował ten zwierzęcy wzór w modzie damskiej? 

Było to w 1947 roku. Christian Dior po raz pierwszy zaprezentował panterkę na kobiecych ubraniach m.in. sukienkach. Lata 60. XX wieku to czas jej wielkiej popularności. Nie warto jednak ukrywać, że panterka zaliczyła również wielki upadek. Na początku nowego stulecia uznawana była przecież za synonim kiczu i braku klasy. Dziś moda na zwierzęcy print wraca i osobiście bardzo cieszę się z tego powodu.

Sukienka z falbanką w panterkę MOSQUITO

Sukienka z falbanką w panterkę MOSQUITO

Sukienka z falbanką w panterkę MOSQUITO

Jak widzicie model sukienki na który się skusiłam ma dekolt w serek z czarną lamówką, który optycznie wyszczupla i wysmukla szyję. To świetny zabieg dla osób o mojej figurze. Dodatkowo dookoła rękawów - przez cały przód sukienki są przyszyte falbanki, które dodają zwiewności tej kreacji. Myślę, że u Pań z mniejszym biustem może optycznie go powiększyć. W pasie znajduje się gumka, która podkreśla talię, a dół jest rozkloszowany i zwiewny.

Sukienka jest mega wygodna, dodaje kobiecie lekkości, ale i też tak zwanego pazura. Osobiście czuję się w takich motywach bardzo dobrze i z pewnością moja pewność siebie wzrasta.

Sukienka z falbanką w panterkę MOSQUITO

Sukienka z falbanką w panterkę MOSQUITO

Ten model świetnie komponuje się z trampkami w wersji sportowej, ale i cudownie łączy się ze szpilkami czy sandałkami. Możecie łączyć ją dowolnie - w zależności od tego na jaką okazję chcecie ją założyć. Ja noszę ją na co dzień tak więc wolę połączenie ze sportowym obuwiem. Czuję się wygodnie i kobieco.

Jak podoba się Wam ta sukienka? Lubicie zwierzęcy print na odzieży?

Ewa Przydryga "Bliżej niż myślisz" - recenzja

Ewa Przydryga "Bliżej niż myślisz" - recenzja

Swoją przygodę z czytaniem wiele lat temu zaczęłam właśnie od kryminałów. Kiedy zobaczyłam opis książki "Bliżej niż myślisz" autorstwa Ewy Przydrygi, postanowiłam wrócić do tego gatunku i sprawdzić, czy nadal dobrze się z nim czuję. Jakie są moje wrażenia po lekturze? 

Zacznę jednak od faktu, że o autorce wcześniej nie słyszałam. "Bliżej niż myślisz" to trzecie jej dzieło. Zadebiutowała wydając książkę "Motyle i ćmy" po którą chętnie sięgnę, ponieważ jej styl pisania bardzo mi się spodobał. Wracając do książki o której chcę Wam opowiedzieć, muszę zapoznać Was z opisem, który mnie zaintrygował:

„Wciągający, zaskakujący, mocny! Na taki polski thriller czekali czytelnicy” ~ Newsweek Polska

Nika Wermer, właścicielka niewielkiego pensjonatu w Gdyni, wierzy, że była świadkiem morderstwa. Kobieta natychmiast dzwoni po policję. Jednak wezwany na miejsce funkcjonariusz kwestionuje jej zeznania. Wskazany przez nią pokój wygląda na niezamieszkany, zniknęło również nagranie z monitoringu. Widząc brak zainteresowania ze strony policji, Nika sama postanawia dotrzeć do prawdy. Kim była tajemnicza dziewczyna? Kto ją zabił? Czy mordercą jest ktoś, kogo zna?

„Bliżej niż myślisz” to porywający thriller psychologiczny. Autorka po mistrzowsku prowadzi narrację, odkrywa kolejne zakamarki umysłu bohaterki i rozbudza ciekawość. Czytelnik do samego końca nie może być pewny, co jest prawdą i komu powinien ufać. Czy Nika Wermer była świadkiem zabójstwa, czy to zamroczony psychotropami i alkoholem umysł spłatał jej makabrycznego figla? 

Fani B.A. Paris, Alexa Michaelidesa czy A.J. Finna odnajdą w tej książce wszystko to, co w thrillerach psychologicznych cenią najbardziej.

Ewa Przydryga "Bliżej niż myślisz" - recenzja

Prawdę mówiąc tę recenzję piszę nie całą dobę po przeczytaniu książki. Wczoraj się za nią zabrałam i nie mogłam przestać jej czytać więc wczoraj udało mi się też ją skończyć. Jakie mam po niej wrażenia? 

Dawno nie czytałam książki z tego gatunku, która by mnie tak mocno wciągnęła. Nasza główna bohaterka - Nika - jest kobietą po strasznych przejściach. Można powiedzieć, że od dziecka ciągnie się za nią jakieś fatum, a śmierć idzie z nią ramię w ramię i to dosłownie. Miała straszne dzieciństwo w którym jej młodsza siostra traci życie, a Nika zostaje o tę śmierć obwiniana przez własną matkę. Kary, które ponosi były dla mnie niewyobrażalnym cierpieniem dla tak małego dziecka i czytając o nich byłam przerażona i wściekła na jej matkę. W dorosłym życiu wcale nie ma lepiej, bo również dotykają ją inne tragedie o których nie chcę pisać, bo to one są powodem złego samopoczucia naszej bohaterki. Przypadkowo jest ona świadkiem makabrycznej zbrodni w jej pensjonacie. Niestety, policja nie wierzy w jej zeznania, ponieważ uznaje kobietę za osobę przewrażliwioną i żyjącą trudnymi przeżyciami ze swojej przeszłości. Jedyną osobą, która daje wiarę opowieści jest przyjaciółka Niki - Natalia. Nasza główna bohaterka mimo lekceważącego podejścia policji postanawia wziąć sprawę w swoje ręce i wyjaśnić okoliczności zabójstwa kobiety wynajmującej pokój w jej pensjonacie.

Ewa Przydryga "Bliżej niż myślisz" - recenzja


Czy Nice uda się dojść do prawdziwej tożsamości ofiary? Czy będzie w stanie rozszyfrować powód jej śmierci?

Przyznam, że w tej książce nic nie było oczywiste. Nasza bohaterka mimo trudności w swoim życiu osobistym, postanowiła dowiedzieć się kim była jej pensjonariuszka i czy rzeczywiście została zamordowana. Wszczyna swoje śledztwo i drąży temat tak, że dociera do najbardziej skrywanych tajemnic. Udaje się jej poznać prawdziwą tożsamość ofiary i dotrzeć do osób, które miały z nią kontakt w przeszłości. W połowie czytania, byłam pewna, że wiem już kto jest zabójcą tajemniczej kobiety. Wszystko wskazywało na tę osobę, a pod koniec okazało się, że byłam w błędzie -  i to jakim! Autorka w świetny sposób budowała napięcie i kierowała podejrzenia na kogoś zupełnie innego - przynajmniej takie miałam wrażenie podczas lektury. Zakończenie było czymś, czego się zupełnie nie spodziewałam i to sprawiło, że książka jest według mnie dziełem sztuki. 

Jeśli lubicie kryminały w których nie ma szans poznać rozwiązania zagadki zanim dobrnie się do końca historii, to ta książka będzie czymś dla Was. Dawno nie czytałam tak dobrego kryminału i muszę przyznać, że z tej historii można by było zrobić świetny film. Dreszczyk emocji, strach i gęsia skórka - to tylko niektóre z wrażeń, które się mnie trzymały kiedy poznawałam się z tą historią...

Chciałabym podziękować Wydawnictwu Muza i samej autorce za możliwość zrecenzowania tej historii. Jestem pewna, że sięgnę po inne Pani dzieła i już nie mogę doczekać się tego spotkania. 


Sprawdzone sposoby na piękną skórę, zdrowy wygląd i dobre samopoczucie

Sprawdzone sposoby na piękną skórę, zdrowy wygląd i dobre samopoczucie


W ostatnim czasie coraz więcej osób chce żyć bardziej w zgodzie z naturą. Stawiamy na ekologiczne jedzenie oraz częściej kupujemy kosmetyki na bazie naturalnych składników. Nawet młode osoby zaczęły sięgać po sprawdzone metody swoich mam i babć, które mają przyczynić się do utrzymania pięknej skóry, zdrowego wyglądu i dobrego samopoczucia. Dziś, pod uwagę weźmiemy trochę zapomniany aloes. Kosmetyki aloesowe oraz sam aloes do picia posiada wiele właściwości, które jak się okazują mają zbawienny wpływ na nasze zdrowie i wygląd. Co warto o nim wiedzieć i kiedy po produkty aloesowe sięgać? Zapraszam do zapoznania się z poniższym artykułem. 



Aloes dla kobiet i mężczyzn 


Aloes to krzew o wyjątkowej, jasno zielonej barwie, który posiada długie, spiczaste liście. I to właśnie one są cenną skarbnicą właściwości, z których korzysta już wielu producentów kosmetyków oraz producentów żywności na całym świecie. Aloes znajdziemy bowiem w kremach, żelach, maściach. Bardzo popularny jest także sok z aloesu, który przez wiele kobiet i mężczyzn traktowany jest jako napój młodości. Dawniej bowiem istniał pogląd, że kto pije taki sok dłużej wygląda młodo a jego skóra jest jędrna, promienna i błyszcząca. Produkty z aloesem mogą używać wszyscy - zarówno dzieci, jak i dorośli. Wskazany jest w różnych przypadkach chorobowych, dlatego np. maści z aloesu polecane są również przez lekarzy i dermatologów. 

Polecany sok z aloesu znajdziecie tutaj: https://forever-produkty.pl/10-miazsz-sok-aloesowy-do-picia-forever-aloe-vera-gel.html

Sprawdzone sposoby na piękną skórę, zdrowy wygląd i dobre samopoczucie

Właściwości aloesu


Warto zwracać uwagę na kosmetyki, które sprzedawane są w różnych drogeriach i sklepach internetowych, gdyż zdarza się, że niektórzy producenci reklamują swoje kosmetyki jako aloesowe a w preparatach jest znikoma ilość aloesu. Dobre, oryginalne kosmetyki aloesowe posiadają certyfikaty, które świadczą o ich jakości i skuteczności. 


Dlaczego warto postawić na kosmetyki aloesowe?


Zarówno kosmetyki aloesowe, jak i sam aloes do picia posiada cenne właściwości. Dzięki temu, że zawiera on między innymi takie witaminy jak np.: A, C, E oraz kwas foliowy i cholinę świetnie wpływa na skórę, kondycję oraz samopoczucie człowieka. W jego składzie znajdziemy także potrzebne minerały (cynk, żelazo, sód, wapń, magnez, potas, siarka, chrom, mangan, miedź), które szybko uzupełnią wszelkie niedoborowy w naszym organizmie, tym samym uregulują pracę wielu narządów oraz wpłyną na lepszą koncentrację, dodadzą nam energii oraz wzmocnią naszą odporność. Używając kosmetyki z aloesem nasza skóra staje się także bardziej odżywiona i sprężysta. Znacznie rzadziej pojawiać się będą na niej zmarszczki. Osoby cierpiące na problemy skórne oraz trądzik, dzięki aloesowi znacznie szybciej pokonują walkę z tym niezwykle nieprzyjemnym problemem.

Sernik z polewą kajmakową i orzeszkami ziemnymi - przepis

Sernik z polewą kajmakową i orzeszkami ziemnymi - przepis

Ze wszystkich ciast najbardziej lubię serniki. Zawsze bałam się je piec i kupowałam je w cukierniach. Od roku zaczęłam próbować piec je sama i teraz stało się to moją codziennością. Dziś chcę podzielić się z Wami przepisem na niesamowicie puszysty sernik z kajmakiem i orzechami ziemnymi.

Jak możecie się domyślić serniki uwielbiam w każdej postaci - od tradycyjnych do tych z różnymi dodatkami. Lubię nieoczywiste połączenie słodkiego ze słonym. Dlatego więc, kiedy ostatnio upiekłam zwykły sernik, postanowiłam tym razem trochę go odmienić. Standardowo, do tego sernika robię polewę czekoladową, jednak w domu miałam puszkę kajmaku i musiałam go wykorzystać. Tak powstało te przepyszne ciasto :)

Składniki:

Na masę serową:

1 kg sera w wiaderku 
6 jajek
szklanka cukru pudru
250 g masła śmietankowego
150 ml śmietanki Łaciatej 30%
1 opakowanie cukru wanilinowego
2 łyżki mąki ziemniaczanej
2 łyżki mąki pszennej

Na kruche ciasto:

2 szklanki mąki
200 g masła lub margaryny
1 jajko
2 łyżki cukru pudru
1 łyżeczka proszku do pieczenia

Na polewę:

mała puszka masy kajmakowej
100 g orzeszków ziemnych z solą


Przygotowanie:

Wszystkie składniki wyciągam z lodówki na około godzinę przed przygotowaniem ciasta. 

Sernik zaczynam od przygotowania kruchego ciasta. Masło rozpuszczam w garnuszku, czekam aż ostygnie. Następnie dodaję do niego 2 szklanki przesianej mąki, 2 łyżki cukru pudru, szczyptę soli, jajko i łyżkę proszku do pieczenia. Ugniatam jednolite ciasto i wykładam je na spód blachy wyłożonej papierem do pieczenia. Wstawiam do nagrzanego piekarnika góra dół na 180 stopni na około 10-15 minut. Po tym czasie wyjmuję je i studzę.

Następnie zaczynam robić masę serową. Masło ucieram razem z cukrem pudrem na puszystą masę. Stopniowo dodaję do niej po jednym żółtku, które oddzieliłam od 6 jajek i miksuję mikserem na średnich obrotach. Pod koniec dodaję też cukier puder i nadal miksuję.  Teraz czas na dodanie sera z wiaderka. Dodaję go stopniowo, po łyżce i miksuję na średnich obrotach. Kiedy dodam już cały ser, wlewam do masy śmietankę Łaciatą, cukier wanilinowy, oraz mąkę ziemniaczaną i pszenną. 

W oddzielnym naczyniu ubijam białka z jajek z odrobiną soli na sztywną pianę. Dodaję ją stopniowo do masy serowej i mieszam delikatnie drewnianą łyżką. Tak powstałą masę wykładam na upieczony wcześniej kruchy spód i wyrównuję łyżką. Wstawiam do nagrzanego piekarnika (góra dół) na 170 stopni i piekę 60 minut. Po tym czasie piekarnik wyłączam, uchylam drzwiczki i studzę ciasto. Kiedy jest już prawie zimne, wyjmuję je z piekarnika i studzę do końca. 

Teraz czas na zdobienie - puszkę kajmaku trzymam przez 5 minut w garnku z gorącą wodą. Dzięki temu zrobi się bardziej płynny i łatwiej będzie go rozprowadzić po cieście. Na koniec posypuję całość solonymi orzeszkami ziemnymi. Ciasto przechowuję w lodówce.


Sernik z polewą kajmakową i orzeszkami ziemnymi - przepis

Sernik z polewą kajmakową i orzeszkami ziemnymi - przepis



Smacznego!

Tak zrobione ciasto jest lekkie i puszyste, a smak to dosłownie "niebo w gębie". Połączenie słodkiego ze słonym jest nieoczywiste, ale przepyszne i polecam każdemu na wypróbowanie tego przepisu.

Liane Moriarty "Miłość i inne obsesje" - przedpremierowa recenzja

Liane Moriarty "Miłość i inne obsesje" - recenzja książki

Książka Liane Moriarty "Miłość i inne obsesje" urzekła mnie swoim opisem. Postanowiłam się skusić i ją zamówić. Czy książka okazała się tak dobra jak jej opis? O tym dowiecie się czytając moją recenzję.


Zakochanie jest stanem bliskim szaleństwa. Zwłaszcza gdy miłość zostaje odrzucona.

Ellen nie wie, co powiedzieć, gdy podczas jednej z pierwszych randek jej nowy chłopak Patrick wyznaje z zakłopotaniem: „Ktoś mnie nęka”. Poprzednia dziewczyna prześladuje go i wciąż jest obecna w jego życiu, choć od rozstania minęło kilka lat. Wie, kiedy Patrick wychodzi do pracy i jaką ma na sobie koszulę. Zna terminy jego wizyt u dentysty. Wie, co przygotował synowi do szkoły na drugie śniadanie. Wie też, dokąd zabrał Ellen na randkę i gdzie planują spędzić noc.

Jednak prześladowczyni, zamiast przerażać Ellen, dziwnie ją intryguje. Ellen jak zafascynowana zbiera o niej informacje, próbuje zrozumieć jej motywy. Jako hipnotyzerka potrafi w końcu przenikać ludzkie umysły, a ta historia nie daje jej spokoju. Nie zna przecież przeszłości Patricka, czy może zatem być go pewna?
Do czego zdolny jest człowiek, któremu zabrano jego życie?

Liane Moriarty, autorka takich bestsellerów jak "Wielkie kłamstewka" czy "Dziewięcioro nieznajomych", to mistrzyni budowania suspensu. W jej powieściach nic nie jest oczywiste i nikt nie jest bez winy. Ale też każdy zasługuje na odkupienie.


Liane Moriarty "Miłość i inne obsesje" - recenzja

Jak wspomniałam na wstępie, książka skusiła mnie swoim opisem. Z doświadczenia wiem, co znaczy mieć osobistego stalkera. Wiem jakie traumatyczne przeżycia mogą się z tym wiązać, jaki czuje się strach i bezsilność, kiedy jesteś prześladowany. Stwierdziłam, że historia wciągnie mnie mocno i nie będę mogła się od niej oderwać, bo przecież mam podobne przeżycia i będę rozumiała bohatera. Czy tak się stało?

W tej książce mamy dwie bohaterki - Ellen, która jest hipnotyzerką i dziewczyną Patricka, oraz Saskię, która została nieszczęśliwie przez niego porzucona. Przyznam szczerze, że mimo, iż to waśnie Saskia jest tu czarnym charakterem, to do niej zapałałam większą sympatią. 

Patrick jest geodetą, a dodatkowo przystojnym ojcem, który samotnie wychowuje syna. I to właśnie on w tej książce jest ofiarą stalkingu - ponieważ Saskia, jego była dziewczyna, prześladuje go. Zna każdy szczegół z jego rozkładu dnia. Wie o której kończy pracę, co je na obiad jego syn czy w które miejsce Patrick uda się na randkę z Ellen. 

Całą historię możemy poznać z dwóch perspektyw. Jedną z nich jest pogląd Ellen, która jest bardziej zaintrygowana postacią byłej dziewczyny swojego partnera, aniżeli wystraszona. Z drugiej strony możemy poznać historię Saskii, która tak naprawdę nie zdaje sobie sprawy z tego, że jej zachowanie jest złe, ponieważ kobieta ma tak naprawdę dobre intencje. 

Czytając opis tej książki spodziewałam się, że w tej historii znajdę trochę dreszczyku emocji, może kryminału czy thrillera. Jednak okazało się to zwykłą obyczajówką z przerażająco długimi opisami. Autorka ma talent do zanudzania swoich czytelników - dosłownie. Z każdą kartką sprawiała, że nie miałam ochoty ich przewracać dalej, a nawet zdarzało się, że pomijałam kilka czy kilkanaście zdań. Jednym słowem - umęczyła mnie. Moje początkowe zaciekawienie książką prysnęło jak bańka mydlana, ponieważ wszystko było wręcz naciągane. Gdzie jest mistrzostwo w pisaniu tej autorki o którym czytałam w sieci? Nie mam pojęcia. Myślę, że tę opowieść można by było zmieścić w książce, która ma 250 stron, a nie ponad 500, bo nie było tu nic nadzwyczajnego ani wciągającego. Mogłabym porównać ją do serialu "Moda na sukces", który oglądała moja babcia. Nie opuściła żadnego odcinka, dopóki nie wyjechała na dwa miesiące do Nowego Jorku. Kiedy wróciła, była zaskoczona, że nadal wie o co chodzi i nie zgubiła wątku. Jestem pewna, że tutaj - pomijając 100 stron z pewnością było by tak samo. Kiedy skończyłam ją czytać ucieszyłam się, że to już koniec i jestem pewna, że więcej po twórczość tej autorki nie sięgnę. To nie dla mnie.

Ta opowieść swoją premierę będzie miała 3 czerwca, a ja miałam "przyjemność" zrecenzować ją Wam przedpremierowo. Dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova za tą możliwość.

Instagram