Treść większego napisu

Główne kategorie

Treść mniejszego napisu

NA BLOGU

Chcesz dostawać powiadomienia o nowych postach?

Kulinarna podróż w świat – w dobrych cenach

 


Wprawdzie tegoroczny karnawał nie obfituje – z oczywistych powodów – w bale i zabawy, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby urządzić sobie imprezę karnawałową w domu, z rodziną i sąsiadami. Warto na taką okazję przygotować niecodzienne menu. W supermarketach i dyskontach można niedrogo kupić świeże produkty, z których da się przygotować dania nie tylko polskiej, ale i wielu zagranicznych kuchni. Przedstawiamy przykładowe propozycje.

Kurczak – nie tylko pieczony

Ukazująca się w dyskoncie Biedronka gazetka styczniowa poleca świeże ćwiartki tylne z kurczaka po 2,39 zł za kilogram, a więc aż o 52 proc. taniej niż zwykle. Jest to produkt polski, pakowany
próżniowo. Oprócz tego posiadacze karty Biedronka mogą, w dniach od poniedziałku do środy, zakupić banany luzem i otrzymać voucher na dodatkowe – za darmo i do 100 proc. wartości
zakupionych owoców. A jak połączyć kurczaka z bananami? Oczywiście w jednej z najpopularniejszych potraw kuchni kubańskiej.

Składniki – proporcje dla czterech osób: 4 ćwiartki z kurczaka, 4 – 6 łyżek oliwy, sok z limonki, 4 banany, 50 ml rumu, papryczka chili, natka świeżej kolendry (może być pietruszka), 250 g ryżu, do
smaku: sól, pieprz, cynamon, gałka muszkatołowa.

Wykonanie: oddzielić mięso od kości, usunąć skórę, ścięgna i tłuszcz, umyć, osuszyć. Pokroić na mniejsze kawałki. Przyrządzić marynatę: papryczkę chili posiekać, dodać sól, pieprz, gałkę (około 1/3 łyżeczki) i cynamon (około ½ łyżeczki), wszystko wymieszać z oliwą. Kawałki kurczaka wymieszać dokładnie z marynatą i odstawić na 30 minut. W tym czasie wstawić do gotowania ryż. Banany obrać, pokroić na dość grube kawałki i skropić sokiem z limonki.

Rozgrzać suchą patelnię i włożyć na nią kurczaka wraz z marynatą, obsmażyć na rumiano. Dodać banany, lekko zamieszać, polać rumem i podkręcić maksymalnie ogień. Kiedy zacznie parować alkohol, zdjąć patelnię z ognia i ostrożnie podpalić alkohol. Mieszać aż płomień zgaśnie.

Ugotowany ryż wyłożyć na półmisek, rozłożyć płasko, na nim ułożyć kurczaka z bananami, posypać posiekaną kolendrą lub pietruszką i od razu podawać na stół. 

Dla amatorów ryb

Ryby morskie goszczą na naszych stołach głównie w formie smażonej lub wędzonej. Szczególnie dotyczy to flądry, która uchodzi za jedną ze smaczniejszych ryb. W bardzo dobrej cenie, 14,99 zł za kilogram poleca mrożoną flądrę strzałozębną wydawana przez market Carrefour gazetka promocyjna.

Flądra smażona z różnymi dodatkami jest charakterystycznym daniem kuchni północnych Niemiec. Proponujemy wersję wykwintną, z dodatkiem boczku i krewetek lub szyjek rakowych.

Składniki dla 4 osób: 1 opakowanie filetów z flądry, masło klarowane, mąka do obtaczania ryby, sok z cytryny, sól, pieprz. Na farsz: 100 g wędzonego boczku, 100 g obranych krewetek, 80 g dymki, 2 łyżki posiekanej drobno natki pietruszki, masło świeże, sól, pieprz.

Wykonanie: filety rozmrozić, skropić sokiem z cytryny, oprószyć solą, pieprzem i mąką, usmażyć na silnie rozgrzanym maśle klarowanym. Trzymać w cieple.

Dymkę pokroić w drobne krążki, boczek w bardzo drobną kostkę. Boczek stopić na suchej patelni i wysmażyć, aż będzie chrupiący. Dodać dymkę, a po jej zeszkleniu – umyte krewetki. Wymieszać i
dodać łyżeczkę masła, natkę, sól i pieprz do smaku.

Na talerz dla 1 osoby wyłożyć jeden filet z flądry, ułożyć na nim farsz, na farszu drugi filet. Całość posypać odrobiną natki i podawać z dowolnymi dodatkami.

Coś po azjatycku na słodko

Ukazując się w dyskoncie Lidl gazetka poleca w dobrej cenie m.in. mleko kokosowe, bowiem w styczniu w sklepie tym królują smaki Azji. Na domowe karnawałowe przyjęcie można przygotować niezwykle prosty i bardzo smaczny koktajl ananasowo-kokosowy, który zawiera tylko trzy składniki i mogą go pić dorośli i dzieci.

Składniki na 700 ml koktajlu: 400 g ananasa (świeżego lub z puszki), sok z cytryny, 250 ml mleka kokosowego. Wykonanie: wszystkie składniki zblendować, całość schłodzić i podawać. Jeżeli użyjemy ananasa z puszki, można go użyć razem z syropem, wówczas napój będzie słodszy.

Propozycji dań na kameralne przyjęcie w domu można znaleźć więcej. Wystarczy odwiedzić serwis Gazetkomat.pl i sprawdzić styczniowe oferty sklepów.

Lily White "Jej Stalker" - recenzja patronacka

 

Lily White "Jej Stalker" - recenzja patronacka

5 stycznia swoją premierę miała książka Lily White "Jej Stalker", którą objęłam swoim patronatem medialnym. Wspominałam Wam o niej w moich social mediach już niejednokrotnie. Dziś przyszedł czas na moją recenzję, tak więc zapraszam do lektury.


Swoją recenzję chcę zacząć jak zwykle, od opisu książki ze strony Wydawnictwa, tym razem jest to Wydawnictwo NieZwykłe:

Ari jest płatnym zabójcą, który bez emocji wykonuje swoje zlecenia. Nie ma dla niego znaczenia, kto i dlaczego staje się jego ofiarą. Najważniejsze jest wynagrodzenie, jakie otrzyma za dobrze wykonaną pracę. Jednak pewnego dnia coś dzieje się inaczej niż zazwyczaj. Kiedy Ari zabija pewnego mężczyznę, wkrótce na miejscu przestępstwa pojawia się szesnastoletnia córka ofiary.

To wydarzenie na zawsze zmienia życie Ariego, który staje się stalkerem.

Przez kolejne lata będzie obserwował nastolatkę zmieniającą się w kobietę. Będzie jej cieniem i obrońcą. Będzie pojawiał się nawet wtedy, kiedy ona wyjdzie za mąż.

Nikt nie zna jej tak jak on. Nikt nie wie, czego ona naprawdę potrzebuje. Nikt poza płatnym, pozostającym w ukryciu zabójcą.

Jak widzicie, książka zapowiada się mrocznie. Porównywana jest również z klimatem bestsellerowej serii RAW i przyznam, że również się pod tym podpisuję. Jakie wrażenie zrobiła na mnie ta historia?

Lily White "Jej Stalker" - recenzja patronacka

Jak zdążyliście przeczytać w opisie, nasz główny bohater to Ari, który jest płatnym zabójcą. Cała historia zaczyna się w momencie, kiedy wykonuje on jedno ze zleceń. Traf chciał, że stało się one bardzo ważącym na jego życiu. Myślicie pewnie dlaczego? Już Wam odpowiadam. Kiedy mężczyzna wychodzi przez okno, do pokoju wbiega córka mężczyzny, którego przed chwilą zabił. Jej zrozpaczona twarz i krzyk od razu zapadają mu w pamięć. Nigdy wcześniej nie widział rodzin swoich ofiar, przynajmniej, nie w momencie, w którym odnajdują ciała swoich bliskich. Ten moment sprawił, że w Arim coś pęka. Rodzi się w nim obsesja, dzika fascynacja dziewczyną, którą postanawia obserwować.

Adeline, kiedy znajduje ciało swojego ojca, ma 16 lat. Jej matka zmarła wcześniej po ciężkiej chorobie i to właśnie ojciec trzymał nad nią pieczę. Śmierć ojca mocno odciska się na jej psychice i jej życie diametralnie się zmienia. Z pełnej pasji nastolatki, staje się wrakiem człowieka, który niczym się nie interesuje, ma w nosie wszystko, co dzieje się dookoła i ucieka w alkohol i imprezy. Nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest obserwowana, ale w nocy, kiedy śpi, nawiedzają ją sny, w których widzi pewien cień. 

Ari staje się cieniem Adeline. Obserwuje każdy jej ruch, wykrada z jej domu różne przedmioty (takie jak pamiętnik, fałszywe dowody osobiste itp.), podsłuchuje jej rozmowy i strzeże jej bezpieczeństwa. Kiedy obok niej pojawiają się mężczyźni, którzy ją krzywdzą, nagle w tajemniczych okolicznościach znikają z jej życia. Dwukrotnie pojawił się w życiu naszej bohaterki, ale były to sytuacje niemożliwe do zapamiętania przez nią, ponieważ raz była tak pijana, że nie mogła ruszyć ręką, a drugi raz był "przypadkowym" spotkaniem na ulicy i krótką pogawędką. Mężczyzna przez siedem lat obserwuje naszą bohaterkę. Kobieta wiedzie w miarę normalne życie, wychodzi za mąż i nieświadomie jest powietrzem Ariego. Dla niego każda chwila bez Adeline jest katorgą. Na początku trzyma się od niej z dala, ale w pewnym momencie stwierdza, że to dla niego za mało. Kiedy widzi jakie zmiany zachodzą w kobiecie po wyjściu za mąż, nie potrafi dłużej siedzieć w miejscu. Grant Cabot - mąż Adeline na początku jet czułym i troskliwym mężem. Po pewnym czasie jednak Ari zauważa niepokojące zmiany. Nie podoba mu się sposób, w jaki traktuje kobietę. Nie akceptuje tego, że mężczyzna nie pozwala jej być sobą i zajmować się tym, co kocha. Postanawia więc pojawić się w jej życiu i podszywa się pod biznesmena zainteresowanego kupnem akcji w firmie jej męża. I tutaj historia zaczyna się mocno rozkręcać.

Lily White "Jej Stalker" - recenzja patronacka

Powiem Wam, że ta książka mocno mnie wciągnęła. Poznajemy tu życie kobiety, która cierpi na narkolepsję, oraz mężczyzny, który wpadł w obłęd, obsesje, która nie daje mu normalnie funkcjonować. Co się stanie, kiedy wkroczy do świata i życia Adeline? Czy kobieta dowie się o obserwującym ją mężczyźnie? Czy kiedykolwiek wiedziała, że jest na celowniku stalkera? Czy jej życiu zagraża niebezpieczeństwo?

Ta książka mocno daje do myślenia. Pokazuje w bardzo dokładny sposób myślenie prześladowcy. Miałam wrażenie, że autorka sama kogoś musiała stalkować, skoro tak dokładnie wiedziała co myśli i czuje oprawca. Doskonale również opisała narkolepsję oraz jej objawy, ale na koniec możemy dowiedzieć się, że sama na nią cierpi. Podoba mi się to, że na własnych doświadczeniach opisała bohaterkę, dzięki czemu stała się ona bardziej realistyczna i wiarygodna. Cała historia umieszczona w tej książce potrafi mrozić krew w żyłach. Każde morderstwo opisane jest tak szczegółowo, że w pewnych momentach, na moim karku pojawiały się ciarki. Niebezpieczne sytuacje, które spotykały biedną, małą Adeline sprawiały, że sama się bałam i marzyłam o tym, aby to wszystko w końcu się skończyło, żeby ta dziewczyna w końcu mogła odetchnąć i zacząć żyć jak normalny człowiek. Czy autorka była dla niej łaskawa? Tego Wam nie powiem. Musicie po książkę sięgnąć sami.

Lily White "Jej Stalker" - recenzja patronacka

Dla fanek scen łóżkowych mam dobrą wiadomość. One tutaj są i to takie gorące, że te emocje czuło się osobiście. Ari to mężczyzna pomysłowy, który nie ma hamulców... Jedno zawsze zwracało moją uwagę. On nie patrzył na siebie, a zawsze na to, czy jego partnerka będzie zadowolona i tak naprawdę to mnie w nim zauroczyło. Mimo że był mordercą i stalkerem, to miał w sobie coś, co przyciągało. I to właśnie sprawiło, że ta historia jest tak intrygująca.

Na koniec chcę podziękować Wydawnictwu NieZwykłe za zaufanie i możliwość objęcia patronatem medialnym tej właśnie historii. Uważam, że takie pochrzanione historie idealnie do mnie pasują i mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec. Czekam na inne wspaniałe książki, które również będę mogła czytać z zapartym tchem - tak jak "Jej Stalkera" autorstwa Lily White.

Jestem ciekawa czy mieliście okazję już poznać tę książkę? Znacie twórczość Lily White?

Kurtka zimowa dziewczęca ze sztucznym futerkiem - bonprix

 

Kurtka zimowa dziewczęca ze sztucznym futerkiem - bonprix

W sklepie bonprix zamawiam odzież już od dłuższego czasu. Lubię to miejsce, bo zawsze znajdę tam coś dla siebie i moich bliskich, a lubię robić zakupy w jednym miejscu. W dzisiejszym wpisie chcę pokazać Wam kurtkę, którą zamówiłam córce. Zapraszam do dalszej części wpisu.


Na tę zimę nie byłam do końca przygotowana, ponieważ moja córka w swojej szafie miała tylko kombinezon zimowy. Kurtka, którą kupiłam w zeszłym roku, okazała się za mała, więc musiałam kupić jej coś nowego. Niestety, pandemia nie ułatwiła mi zadania i w sklepach, które były otwarte, nie znalazłam nic dobrego. Postanowiłam więc poszukać w sieci. Pomyślałam, że sprawdzę, czy na bonprix znajdę coś, co spodoba się zarówno mnie jak i mojej córce. Tak też trafiłam na tę kurteczkę.

Kurtka zimowa dziewczęca ze sztucznym futerkiem w kolorze malinowym ze złotymi gwiazdeczkami

Kurtka dziewczęca ze sztucznym futerkiem posiada dwie kieszonki, kaptur, oraz zapięcia na zamek błyskawiczny z dodatkową osłoną na brodę. Dziewczęcy różowy kolor ze złotymi gwiazdeczkami spodoba się nie jednej dziewczynce.

Kurtka zimowa dziewczęca ze sztucznym futerkiem - bonprix

Kurtka zimowa dziewczęca ze sztucznym futerkiem - bonprix

Jak widzicie na zdjęciach, kurtka jest długa jak płaszczyk. Podczas moich poszukiwań właśnie ta cecha, była główną, na którą zwracałam uwagę. Zależało mi, aby plecy i pupa mojej córki były całkowicie zakryte. Nie przepadam za krótkimi kurteczkami do pasa, bo mam wrażenie, że wiatr je podwiewa, na skutek czego dziecko marznie. Kolor, wzór jak i krój bardzo się nam spodobał, dlatego też się na nią skusiłam. Kiedy ją zamawiałam, trwała na nią promocja i zamiast 189 zł, zapłaciłam za nią 139 zł. Cieszę się, że tak mi się udało. 

Kurtka zimowa dziewczęca ze sztucznym futerkiem - bonprix

Kurtka zimowa dziewczęca ze sztucznym futerkiem - bonprix


Według opisu na stronie sklepu kurtka ta jest ciepła i zimowa. Nie do końca mogę się z tym zgodzić, ponieważ wewnątrz nie posiada żadnego futerka, ani puchu, które kojarzą mi się z zimowym okryciem wierzchnim. W opisie jest tylko watowanie, które mnie trochę zmyliło. Według mnie i mojego męża ta kurtka sprawdzi się wiosną i jesienią, ale nie zimą. Przynajmniej nie na naszych terenach. Mieszkamy w Suwałkach i dziś, kiedy piszę ten wpis, termometr w dzień pokazywał - 14 stopni, tak więc uważam, że córka by w niej zmarzła. Jest też taka możliwość, że ten materiał trzyma ciepło, a kurtka jest cieńsza, żeby nie była ciężka i niewygodna. Boję się jednak to sprawdzić, aby nie skończyło się to jakimś przeziębieniem czy grypą. 

Wizualnie kurtka wygląda przepięknie. Ma cudowny malinowy kolor i motyw gwiazdeczek w kolorze złotym. Córka zakochała się w niej od pierwszego wejrzenia. Rozmiarówka według mnie jest zgodna. Wybrałam rozmiar 104-110 i jak widzicie, rękawy są trochę za długie, ale moja córka ma aktualnie 101 cm, więc to zrozumiałe.

Kurtka zimowa dziewczęca ze sztucznym futerkiem - bonprix

Kurtka zimowa dziewczęca ze sztucznym futerkiem - bonprix

Kurtka zimowa dziewczęca ze sztucznym futerkiem - bonprix

Warto zwrócić uwagę na sporej wielkości ściągacze na rękawach, które świetnie zdają egzamin i chronią rączki przed chłodem. Zachwyca również fakt, że kieszonki kurtki zamykane są na zamek błyskawiczny. Córka śmiało może chować tam rękawiczki, bez obaw, że się zgubią. Kaptur jest sporej wielkości, głowa w zimowej czapce spokojnie się w nim mieści i nadal córka ma swobodę ruchów, więc to ogromny plus. Zdobi go też urocze, białe, sztuczne futerko, które jest bardzo przyjemne w dotyku. 

Podsumowując, jestem z kurtki zadowolona. Byłabym bardziej gdyby była nieco grubsza, ale córka chętnie będzie ją nosić kiedy mrozy odpuszczą, więc się nie zmarnuje. Kurtka jest dokładnie uszyta, nie posiada żadnych nierówności czy wystających nitek. Prezentuje się ślicznie, a Hania jest w niej zakochana, więc skoro jej się podoba, to mnie również.


Kurtka zimowa dziewczęca ze sztucznym futerkiem - bonprix

Kurtka zimowa dziewczęca ze sztucznym futerkiem - bonprix

Kurtka zimowa dziewczęca - 94119881

Jestem ciekawa czy zamawialiście już odzież dziecięcą w bonprix? Czy byliście z niej zadowoleni? Jak podoba się Wam ta kurtka?

Samanta Louis "Syn mafii. Walka o dziedzica" - recenzja patronacka

 

Samanta Louis "Syna mafii. Walka o dziedzica" - recenzja patronacka

W zeszłym roku, na moim blogu mogliście czytać recenzję książki "Syn mafii" autorstwa Samanty Louis. Książka bardzo mi się podobała, a styl pisania autorki tak przypadł do gustu, że nie mogłam doczekać się kontynuacji. Dodatkowo otrzymałam ten zaszczyt, że objęłam drugą część patronatem medialnym i dziś wracam do Was z pełną recenzją książki "Syn mafii. Walka o dziedzica".


Na samym początku chciałabym podziękować autorce za zaufanie, jakim mnie obdarzyła i szansę, jaką jest mój patronat medialny przy tej książce. To bardzo miłe uczucie i duma mnie rozpiera, że przy tak fantastycznej historii znajduje się moje logo. Dodatkowo znalazłam się tam obok Oli z bloga AleksandraNS, która namówiła mnie na lekturę pierwszego tomu. Olu bardzo Ci dziękuję :). Podziękowania należą się też Wydawnictwu WasPos za egzemplarz do recenzji i kolejny do konkursu, który niebawem pojawi się na moim fanpage'u. 

Może na początek, fabułę przybliżę Wam, zostawiając opis książki ze strony wydawnictwa:

Kontynuacja bestsellera Syn mafii

Audrey staje przed obliczem władczego bossa nowojorskiej mafii. Salvatore Costello albo odbierze jej życie, albo uczyni swoją żoną.

Tajemnica kobiety, za wszelką cenę strzeżona przed światem, znaczy dla niego zbyt wiele, by mógł ryzykować. Najgorszy wróg czai się w ukryciu i czeka tylko na odpowiedni moment, żeby się ujawnić...

Miłość, pasja i pożądanie nie idą w parze z mrocznym półświatkiem. Nic nie jest pewne, a śmierć może czyhać na każdym kroku...

Czy odważysz się wejść ponownie do świata, z którego już się nie uwolnisz?


Samanta Louis "Syna mafii. Walka o dziedzica" - recenzja patronacka

Jeśli czytaliście pierwszy tom, to pewnie pamiętacie, w jakim momencie zakończyła się historia. Było niebezpiecznie i gorąco. Pamiętam, jak się wkurzyłam, że to właśnie teraz autorka postanowiła zakończyć pierwszy tom serii. Kiedy "Walka o dziedzica" pojawiła się w moim domu, musiałam się za nią zabrać od razu, bo nie umiałabym odłożyć jej na koszt innej historii. Musiałam jak najszybciej dowiedzieć się, co zrobi Salvatore i czy Audrey uda się wyjść z tej niebezpiecznej sytuacji cało. Czy don Salvatore skrzywdzi kobietę? Czy zabierze jej Liama?

Audrey jest zaskoczona, że nie udało się jej uciec od Dona. Jest przerażona i nie wie, jak dalej potoczą się jej losy. Boi się o swojego syna, który nie wie, że Salvatore jest jego ojcem. Jak postąpi? 

Salvatore ma w głowie plan, który chce zrealizować. Kiedy jednak widzi Audrey, która wraca z kokpitu pilotów na swoje miejsce, mięknie i proponuje kobiecie pewien układ. Jest ona zaskoczona i przerażona i nie wie, jak ma postąpić. Z jednej strony jest wściekła na Sala, czuje się zdradzona i oszukana, ale z drugiej, kocha go i chciałaby ułożyć sobie z nim życie. Tylko czy życie przy donie jest możliwe? Czy zaufanie, które miała do mężczyzny uda się odbudować?

Samanta Louis "Syna mafii. Walka o dziedzica" - recenzja patronacka

Oboje mają w głowie mętlik. Jedno nie ufa drugiemu, ale czyhające na nich niebezpieczeństwo czai się za rogiem i nie czas na roztrząsanie przeszłości. Mimo że przeszłość jest bardzo bolesna, to razem muszą pokonać demony przeszłości, aby chronić to co najważniejsze, a jest tym ich syn Liam. 

W książce znajdziecie pełno niespodziewanych zwrotów akcji, masę emocji, napięcia, niebezpieczeństwa, a nawet pożądania. Autorka doskonale przemyślała fabułę i wykreowała każdego bohatera (nawet te drugoplanowe postaci). Zarówno Audrey jak i Salvatore mają bardzo wyraziste charaktery. Sal to typowy mafiozo - męski, stanowczy i niebezpieczny. Czy potrafi nad sobą panować? Wydaje mi się, że nie do końca, ale nasza bohaterka wzbudza w nim takie emocje, że powoli, delikatnie poskramia drzemiącego w nim byka. Audrey to kobieta wulkan! Walcząca o swoje, mająca swoje zdanie, odważna i do tego pyskata. Uwielbiam takie bohaterki! Kobiety, które nie dadzą sobą rządzić i pomiatać, mające swoje za uszami. Czy postawi się wielkiemu don Salvatore?

Historia tych dwojga pokazuje, jak miłość potrafi wpłynąć na racjonalne myślenie człowieka. Jak trudno jest odpuścić, ale też warto walczyć o odbudowę zaufania do drugiej osoby. Jak ciężko jest żyć w teraźniejszości, kiedy na każdym kroku przeszłość o sobie przypomina. Dodatkowo zobaczycie, że życie nie jest kolorowe i każde kłamstwo, zawsze wychodzi na jaw i nie patrzy na odpowiednią chwilę. Co się stanie kiedy Audrey dowie się o pewnej intrydze Salvatorego? Czy przeszłość zaprzepaści szansę na odbudowę ich burzliwego związku? Kto oprócz Sala okłamywał naszą bohaterkę?

Samanta Louis "Syna mafii. Walka o dziedzica" - recenzja patronacka

Z jakimi trudnościami tym razem będą musieli poradzić sobie nasi bohaterowie? Kto lub co stanie im na drodze? Tego dowiecie się, sięgając po tę serię. 

Bardzo polubiłam styl pisania autorki już podczas lektury pierwszego tomu. Nie wiem, czy pamiętacie, ale pisałam wtedy, że staje ona na podium z inną autorką, która do tej pory zajmuje ważne miejsce w moim sercu. Swoje słowa nadal podtrzymuję. Uważam, że Samanta Louis, to kobieta, której książki warto mieć w swojej biblioteczce. Wszystko, co znajdziecie w serii "The Costello family" było przemyślane od A do Z i świetnie sklejone w całość. Tę historię dosłownie się chłonie i nie da się jej odkładać na później. Podobnie jak poprzedni tom, ten przeczytałam za pierwszym podejściem. A zakończenie? Nie jest oczywiste. Przyznam, że mnie zamurowało, bo to, co działo się na sam koniec "Walki o dziedzica" było tak realistyczne, że przyprawiało mnie o szybsze bicie serca. Mam nadzieję, że za jakiś czas autorka napisze nam kolejny tom tej niesamowitej historii. 

Samanta Louis "Syna mafii. Walka o dziedzica" - recenzja patronacka

Bohaterowie tej książki na długo zostaną w moim sercu. Bardzo ich polubiłam i każdemu z nich kibicowałam. To niezwykłe, że książka potrafi wzbudzić w człowieku tyle emocji i tak wbić się w podświadomość. Czytając ją, miałam wrażenie, że jestem częścią tamtego świata i tak jak bohaterowie, w pewnych momentach bałam się o swoje życie. Dlatego też bardzo zachęcam Was do poznania tej historii i bohaterów. Książka jest jeszcze "świeża", bo swoją premierę miała 11.01.2021 r.

Mieliście okazję czytać już "Syna mafii" Samanty Louis? A może jesteście już po lekturze "Syna mafii. Walka o dziedzica"? Dajcie znać jakie są Wasze wrażenia po lekturze. 

Bielenda Smoothie Mask - prebiotyczne maseczki do twarzy

 

Bielenda Smoothie Mask - prebiotyczne maseczki do twarzy

Jeśli zależy Ci na intensywnym i natychmiastowym poprawieniu stanu skóry twojej twarzy, to warto sięgnąć po maseczki do twarzy. W dzisiejszym wpisie chcę Wam opowiedzieć o bardzo fajnej serii Bielenda Smoothie Mask, które zamówiłam sobie w grudniu w Notino.


Maseczki do twarzy należą do moich ulubionych kosmetyków, po które sięgam najchętniej. Uwielbiam tę formę pielęgnacji. Dzięki niej mogę nie tylko zadbać o stan mojej skóry, ale także świetnie się zrelaksować. Najczęściej nakładam je podczas kąpieli w wannie, bo to właśnie wtedy mam najwięcej czasu na swój relaks i małe domowe SPA. W związku z tym, że często sięgam po maseczki, podczas każdych zakupów online zamawiam sobie jakieś nowe egzemplarze, po które wcześniej nie sięgałam oraz po te, które sprawdzają się u mnie najlepiej. Markę Bielenda zna pewnie każdy z Was. Przyznam, że osobiście dopiero zaczynam poznawać ich kosmetyki. Do tej pory nie często pojawiały się w mojej łazience, ale od pewnego czasu mocno się to zmienia. Kiedy podczas ostatnich zakupów w Notino zobaczyłam te urocze opakowania maseczek tej marki, postanowiłam się na nie skusić i wypróbować. Dziś jestem już po testach i postanowiłam trochę o nich powiedzieć.


Bielenda Smoothie Prebiotic + Avocado + Kiwi - maska normalizująca

Żelowa lekka maseczka bogata w składniki aktywne, przeznaczone do pielęgnacji cery mieszanej, tłustej, trądzikowej. Wyjątkowa BOGATA FORMUŁA maseczki o normalizujących, przeciwtrądzikowych i rozświetlających właściwościach, nie obciąża skóry, idealnie wchłania się, skutecznie pielęgnuje naskórek skłonny do niedoskonałości i przetłuszczania.
Bielenda Smoothie Prebiotic + Avocado + Kiwi - maska normalizująca


Maseczka zawiera niezwykle efektywne połączenie skutecznych składników pielęgnujących:
  • obfity w przeciwutleniacze i minerały ekstrakt z kiwi – wykazuje działanie antyrodnikowe i przeciwstarzeniowe, nawilża, wygładza i rewitalizuje naskórek
  • treściwy olej z awokado - silnie nawilża, ożywia naskórek, wykazuje dużą zgodność z naturalnymi lipidami skóry, uzupełnia barierę lipidową
  • prebiotyk – wzmacnia i poprawia odporność skóry na działanie niekorzystnych czynników, wspomaga regenerację naskórka, przywraca mu właściwy odczyn pH.

Maseczka ma lekką, żelową konsystencję, która uprzyjemnia jej zastosowanie. Zapach dość przyjemny, nie chemiczny, dość szybko ulatniający. Jedna saszetka wystarcza na dwie aplikacje, co bardzo mnie ucieszyło, bo polubiłam ich formę. Aplikuje się ją na wcześniej oczyszczoną twarz palcami bądź pędzelkiem i pozostawia na 10-15 minut. Następnie należy ją spłukać letnią wodą. Po wysuszeniu twarz jest miękka, odżywiona i przyjemna w dotyku. Przyznam szczerze, że po zastosowaniu tej maski nie nakładałam już na twarz żadnego kremu, ponieważ moja cera tego nie wymagała. Zdecydowanie jest to moja ulubiona wersja z tych trzech, które Wam przedstawiam. 



Bielenda Smoothie Prebiotic + Strawberry + Water Melon - maseczka nawilżająca

Puszysta kremowa maseczka bogata w składniki aktywne, przeznaczone do pielęgnacji cery suchej, odwodnionej i szarej. Wyjątkowa BOGATA FORMUŁA maseczki o nawilżających i odświeżających właściwościach, nie obciąża skóry, idealnie wchłania się, skutecznie pielęgnuje delikatny, skłonny do przesuszania naskórek. 

 

Bielenda Smoothie Prebiotic + Strawberry + Water Melon - maseczka nawilżająca

Maseczka zawiera niezwykle efektywne połączenie skutecznych składników pielęgnujących:
  • obfity w przeciwutleniacze i witaminy sok z truskawek – wykazuje działanie antyrodnikowe i przeciwstarzeniowe, nawilża i rewitalizuje naskórek, zmniejsza objawy stresu oksydacyjnego
  • nawilżający i orzeźwiający sok z arbuza – dodaje skórze blasku i promienności
  • prebiotyk – wzmacnia i poprawia odporność skóry na działanie niekorzystnych czynników, wspomaga regenerację naskórka, przywraca mu właściwy odczyn pH.

Ta maseczka skojarzyła mi się z jogurtem. Ma przyjemną, kremową konsystencję o przyjemnym, owocowym zapachu. Podobnie jak poprzedniczka z pewnością wystarczy na dwa użycia, na opakowaniu nawet zapewnia nas o tym producent. Stosuje się ją podobnie - nakładamy na umytą twarz i zostawiamy na 10-15 minut, a następnie spłukujemy. Skóra po zastosowaniu jest miękka, nawilżona i pełna blasku. Stosowałam ją dwukrotnie i miałam dwa różne efekty. Podczas pierwszej aplikacji fajnie nawilżyła moją skórę i pozostawiła ją taką na kilka godzin. Drugiego razu lekko ją przeciążyła i buzia zaczęła się błyszczeć. Mam cerę mieszaną i takie cuda się u mnie zdarzają, więc nie polecam jej osobom o tłustej skórze.


Bielenda Smoothie Prebiotic + Banana + Melon - energizująca maseczka do twarzy

Puszysta kremowa maseczka bogata w składniki aktywne, przeznaczone do pielęgnacji cery suchej, szarej, zmęczonej. Wyjątkowa BOGATA FORMUŁA maseczki o energetyzujących, rewitalizujących i nawilżających właściwościach, nie obciąża skóry, idealnie wchłania się, skutecznie pielęgnuje skłonny do przesuszania naskórek, nadając mu promienności i blasku. 
Bielenda Smoothie Prebiotic + Banana + Melon - energizująca maseczka do twarzy

Maseczka zawiera niezwykle efektywne połączenie skutecznych składników pielęgnujących:
  • odżywczy ekstrakt z banana – obfity w witaminy i minerały, wykazuje działanie antyrodnikowe i przeciwstarzeniowe, nawilża i odżywia naskórek,
  • nawilżający i orzeźwiający ekstrakt z melona – dodaje skórze blasku i promienności
  • prebiotyk – wzmacnia i poprawia odporność skóry na działanie niekorzystnych czynników, wspomaga regenerację naskórka, przywraca mu właściwy odczyn pH.

Ten wariant maseczki ma konsystencję podobną do wersji truskawkowej. Jest lekka i kremowa i przyjemnie nakłada się ją na twarz, bez względu na to, czy nakładamy ją palcami, czy specjalnym pędzelkiem. Podczas aplikacji tej wersji, moja twarz lekko zaczynała mnie szczypać i piec, dlatego też musiałam ją szybciej spłukać z mojej skóry. Była ona lekko zaczerwieniona, dlatego też nie napiszę Wam o efektach, ponieważ ich nie widziałam. Niestety, tak też się czasem zdarza.

Bielenda Smoothie Mask - prebiotyczne maseczki do twarzy


Marka Bielenda w swojej ofercie ma dużo ciekawych kosmetyków, które kuszą zarówno składami jak i kolorowymi opakowaniami. Te maseczki zdecydowanie skusiły mnie do testów swoimi uroczymi saszetkami i mimo że to spotkanie nie do końca się udało, to cieszę się, że je wypróbowałam. Po wersję z awokado sięgnę z przyjemnością po raz kolejny, truskawkowa być może pojawiać się będzie u mnie zimą, a niestety bananową będę unikać. W sklepie Notino znajdują się również inne produkty z serii Smoothie, które mam w planie niebawem wypróbować. Jestem ciekawa czy je znacie i może coś mi polecicie? Na co warto się skusić? Dajcie znać w komentarzu. 

Tekst większego napisu nagłówka

Polecam

Tekst mniejszego napisu nagłówka

ciekawe wpisy

Sekcja - Polecane posty

Instagram