×
Perełki i rozczarowania ostatnich miesięcy

Perełki i rozczarowania ostatnich miesięcy

Perełki i rozczarowania ostatnich miesięcy

Powoli wracam do Was z wpisami i dziś przyszedł czas na kosmetyki, które w moich oczach zyskały miano perełek lub rozczarowań ostatnich miesięcy. Znajdziecie tu produkty takich marek jak Palmolive, Lily Lolo, Bioderma, Mesoboost czy Solverx.

Miałam pisać Wam recenzję każdego z tych produktów osobno, jednak po dłuższym pobycie w szpitalu i natłoku problemów z którymi musiałam się ostatnio zmierzyć, po prostu zabrakło mi czasu. Przeglądałam wpisy, które cieszą się sporym zainteresowaniem na moim blogu i stwierdziłam, że wiele z Was lubi czytać posty w których pokazuję Wam ulubieńców, bądź rozczarowania. Dlatego też ten wpis postanowiłam zrobić właśnie w taki sposób. Nie będę dzieliła wpisu na te dwie dziedziny, po prostu po kolei o każdym z produktów opowiem i zaznaczę, który z nich mi odpowiada, a który nie.

solverx sensitive face crem, solverx atopic skin face cream

Kremy do twarzy marki Solverx - jeden do skóry wrażliwej, a drugi do atopowej. Jak wiecie, osobiście nie mam problemów ze skórą, ale w moim domu mam alergika, który stosuje tego typu produkty. Tak więc krem dla atopików testował mój nastoletni syn i mąż, a wersję dla wrażliwców - przejęłam ja. 

Osobiście mogę o nich napisać tyle, że wersja Atopic jest bezzapachowa, o konsystencji średniej - moim zdaniem lekko tłustej, chociaż nie zostawia lepkiej warstwy na skórze, tylko dogłębnie ją nawilża. Mąż regularnie używa tego kremu i mogę powiedzieć, że widzę, iż na jego twarzy pojawia się mniej podrażnień i zaczerwienień. Od razu napiszę, że ma bardzo wrażliwą skórę - na co dzień ma nawet lekko czerwony odcień. Od kiedy stosuje ten krem - buzia w końcu wygląda naturalnie i dobrze. On bardzo go chwali, a kiedy sam zauważył efekty, zaczął po niego regularnie sięgać.  Syn z kolei zmaga się ze zmianami skórnymi, które od czasu do czasu pojawiają się na całym ciele - nie tylko twarzy. Kiedy tylko coś się pojawiło - kazałam smarować mu tym kremem i powiem Wam szczerze, że w szybki czas pozbył się swędzenia i łuszczenia skóry. Wersja Atopic Skin to nasza perełka

solverx sensitive face crem, solverx atopic skin face cream

Wersja Sensitive to krem stworzony dla kobiet. Ma kolor biały, konsystencję dość lekką i szybko wchłaniającą się. Urzekł mnie w nim fakt, że krem nie bieli i nadaje się również pod makijaż. Jest delikatny i nie obciąża skóry, dzięki czemu nie pojawia się na niej nadmiar sebum. W przyjemny sposób łagodzi podrażnienia i pięknie pachnie. Nie posiadam jednak skóry wrażliwej na tyle, aby stosować go codziennie i pisać Wam o jego innych zaletach, więc powędrował do mojej przyjaciółki u której z kolei się nie sprawdził, więc dziś jestem w kropce i zdanie o nim mam podzielone. Dlatego też nie chcę dodawać go ani do perełek, ani do rozczarowań, bo u mnie sprawdzał się dobrze.

Bioderma Hydrabio H2O oczyszczający płyn micelarny do cery odwodnionej

Bioderma Hydrabio H2O oczyszczający płyn micelarny do cery odwodnionej. 

Zapewnia dokładne oczyszczenie skóry twarzy w ciągu kilku minut. Jednocześnie usuwa ze skóry codzienne zanieczyszczenia i obumarłe komórki. Można stosować go do demakijażu twarzy i ust, oczyszcza i dezynfekuje skórę, ma działanie odświeżające i łagodzące i może być stosowany do wrażliwej skóry.

Bioderma Hydrabio H2O oczyszczający płyn micelarny do cery odwodnionej


Nie raz już wspominałam, że nie znoszę płynów micelarnych. Do tej pory nie znalazłam żadnego, który sprawdził by się u mnie w 100%. Przeważnie po zastosowaniu mam uczucie ciągnięcia skóry, pieczenia czy suchości, dlatego też boję się próbować kolejne tego typu kosmetyki. Ten płyn jest w wersji mini - co bardzo mnie ucieszyło, ponieważ gdyby okazał się bublem to nie musiałabym żałować wyrzucać pozostałości do kosza. Tym razem tak się jednak nie stało. Płyn bardzo dobrze sprawdza się w mojej łazience i zastąpił już moje ulubione mleczko do demakijażu. Nie szczypie w oczy, dobrze usuwa makijaż, świetnie odświeża skórę. Po zastosowaniu czuję, jakbym przynajmniej buzię umyła żelem do mycia - także zyskał w moich oczach bardzo dużo i dostał się dzięki temu do moich perełek

BIODERMA Photoderm NUDE Touch SPF 50+

Ochronny podkład mineralny z efektem nude, to połączenie ochrony przeciwsłonecznej z podkładem, w jednym produkcie. Chroni DNA komórek naskórka oraz aktywuje naturalne procesy obronne skóry. Zapewnia skórze perfekcyjny, naturalny wygląd i zapobiega jej błyszczeniu się nawet przez 8 godzin. Stosowany regularnie, redukuje niedoskonałości oraz zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry. Produkt niekomedogenny, fotostabilny i wodoodporny. Przeznaczony do codziennego stosowania. Polecany szczególnie do cery mieszanej i tłustej.

BIODERMA Photoderm NUDE Touch SPF 50+

Kosmetyk dostępny jest w trzech odcieniach, do mnie trafił niestety odcień najjaśniejszy - i w dniu dzisiejszym nie jest dla mnie odpowiedni. Mimo wszystko, postanowiłam go przetestować i sprawdzić jak zachowa się na mojej mieszanej cerze, szczególnie teraz, kiedy za oknem świeci słońce i skóra potrzebuje dodatkowej ochrony przeciwsłonecznej. Nakładam go na twarz, a następnie pudruję - tak więc udaje mi się w miarę dopasować kolor do mojej skóry.

BIODERMA Photoderm NUDE Touch SPF 50+

Co w nim mnie urzekło? Fakt, że posiada właściwości pielęgnujące i tak na prawdę pod niego nie muszę nakładać kremów. Wystarczy primer czy serum. Konsystencja jest lekka i delikatna - właśnie taka jaka powinna być latem :) Dzięki temu bardzo łatwo się go aplikuje, a sam podkład pięknie stapia się z cerą. Jego krycie oceniam na średnie - jednak czytałam gdzieś, że dziewczyny budowały nim krycie - bez tworzenia grudek czy plam. Osobiście nie stosuję takich technik, bo tak na prawdę nie mam tak wiele do ukrycia i podkładów używam jedynie do zjednolicenia kolorytu skóry. Co mnie w nim zachwyciło - jego trwałość. Podczas upałów na mojej twarzy bez poprawek wytrzymał około 4 godzin, natomiast, kiedy pogoda odpuściła - nie musiałam robić z nim kompletnie nic przez cały dzień. Z pewnością kupię sobie odcień idealny dla mnie i będę stosować go codziennie :) To moja perełka. 

Palmolive Pampering Clay - body wash

Żel pod prysznic z glinką i olejkiem różanym. Kremowa formuła z naturalnym składnikiem nawilżającym delikatnie myje skórę. Zapewnia skórze uczucie piękna i otula ją delikatnym kwiatowym zapachem. Tak pisze producent. Jaki okazał się w rzeczywistości?

Palmolive Pampering Clay - body wash

Żel ma bardzo wygodne do stosowania opakowanie. Zamknięcie na klik i opływowy kształt doskonale sprawdzają się pod prysznicem. Konsystencja żelu dość gęsta i kremowa, dobrze się pieni. Niestety zapach, który mi się trafił - jest nie do zniesienia. Nie przepadam za kosmetykami o zapachu róży - w większości wywołują u mnie mdłości i bóle głowy i w tym przypadku jest dokładnie tak samo. Mimo, że ładnie oczyszcza i pielęgnuje skórę pod prysznicem, to tak przeszkadza mi ten zapach, że nie daję rady go stosować. Robiłam do niego trzy podejścia, za każdym razem próby kończyły się migreną - tak więc oddałam go w dobre ręce. Nigdy więcej po niego nie sięgnę i jeśli podobnie jak ja - jesteście wrażliwi na zapachy, to nie polecam. 

Lily Lolo - Naturalny prasowany rozświetlacz Champagne Illuminator oraz Brzoskwiniowy błyszczyk do ust Peechy Keen.

Lily Lolo - Naturalny prasowany rozświetlacz Champagne Illuminator oraz Brzoskwiniowy błyszczyk do ust Peechy Keen.

Produkty marki Lily Lolo od lat uwielbiam. Nigdy nie spotkałam się z czymś, co by mnie odrzuciło czy nie spodobało się. Za każdym razem jestem zadowolona z ich produktów i tym razem również nie było inaczej. 

Prasowany rozświetlacz Lily Lolo Champagne Illuminator to ultra lekki, przepięknie odbijający światło kosmetyk, który może być nałożony na szczyty kości policzkowych, ramiona i dekolt. 


Odcień tego rozświetlacza bardzo przypadł mi do gustu. Idealnie pasuje do mojej cery i cudownie podkreśla opaleniznę. Nie raz już mówiłam, że jestem ogromną fanką rozświetlaczy więc ten kosmetyk od razu stał się moją perełką. Jest bardzo wydajny i daje przepiękny, delikatny i naturalny efekt GLOW.


Brzoskwiniowy błyszczyk do ust Peechy Keen

Soczysty błyszczyk w kolorze brzoskwiniowym z błyszczącymi drobinkami, idealny by dodać codzienności odrobinę blasku.
  • specjalna formuła z dodatkiem witaminy E oraz naturalnego olejku Jojoba zapewnia odpowiednią ochronę i nawilżenie
  • nieklejąca się konsystencja
  • efekt przepięknie połyskujących ust
  • smakowity posmak czekolady
  • prosta aplikacja za pomocną wygodnego aplikatora
Brzoskwiniowy błyszczyk do ust Peechy Keen lily lolo

Brzoskwiniowy błyszczyk do ust Peechy Keen lily lolo

Kiedyś bardzo lubiłam stosować błyszczyki, a później trochę od tego odeszłam ze względu na lepką warstwę. Dziś noszę włosy dość krótkie i najczęściej związane, więc ta lepkość mi w niczym nie przeszkadza i mogę cieszyć się soczystymi i błyszczącymi ustami. Błyszczyki Lily Lolo nie tylko pięknie podkreślają usta, ale również je pielęgnują co od razu zauważyłam. Jak wiecie - nie stosuję pomadek ochronnych i usta są u mnie najczęściej pomijaną partią ciała podczas pielęgnacji, dlatego kiedy decyduję się na pomadki czy błyszczyki - zwracam uwagę czy mają właściwości pielęgnujące. Kolor to taka delikatna brzoskwinka z drobinkami - na ustach wygląda jak nudziak, który jest bardzo słabo widoczny, dzięki czemu mogę nosić ją na co dzień - nawet - jeśli nie mam na sobie makijażu.

Brzoskwiniowy błyszczyk do ust Peechy Keen lily lolo

Jak możecie się domyślić, oba produkty wędrują do sekcji perełek.

Kosmetyki marki Mesoboost


Jako pierwszy pod lupę poszedł kolagenowy żel do mycia twarzy. Zamknięty jest w tubie zamykanej na klik co jest dość wygodne podczas porannej czy wieczornej pielęgnacji - ostatnio jednak wolę żele z pompką, wydają mi się być bardziej higieniczne i łatwiej mi ich używać. Żel ma przejrzysty kolor i ... moim zdaniem nieprzyjemny zapach. Bardzo przypomina mi on farbę do włosów, więc nie przypadł mi do gustu. Podczas mycia delikatnie się pieni. Oczyszcza skórę bardzo dobrze, świetnie radzi sobie ze zmyciem nawet tego cięższego makijażu, ale i sebum, które na moim czole pojawia się regularnie i nie wszystkie żele sobie z nim radzą. Skóra po umyciu jest lekko ściągnięta i zmatowiona - dlatego też od razu muszę sięgać po lekki krem nawilżający, bo mam wrażenie że żel mnie przesusza. Dlatego niestety mimo cudownego oczyszczenia, kosmetyk wędruje do sekcji rozczarowań.

kolagenowy żel do mycia twarzy mesoboost

Drugim kosmetykiem tej marki jest maska kolagenowa Mesoboost. Ma kremową konsystencję i biały kolor. Dokładnie nawilża skórę, pozostawiając ją przyjemnie nawilżoną i miękką w dotyku. Przez jakiś czas uzupełniała ona braki w nawilżeniu po nadmiernym przesuszeniu skóry przez wspomniany wyżej żel, jednak stwierdziłam, że codziennie maski robić nie będę. Sięgam po nią w chwilach, kiedy moja skóra na prawdę wymaga dużej dawki nawilżenia - w przeciwnym wypadku jest dla mnie zbyt silna i miejsca w strefie T strasznie się przetłuszczają. Jeśli miałabym ją dodać do którejś z sekcji to pewnie bliżej jej do perełek, jednak z racji tego, że czasem nawilża mnie zbyt mocno, stawiam ją gdzieś pomiędzy :)

maska kolagenowa Mesoboost

Jak widzicie perełek jak i rozczarowań jest mniej więcej tyle samo. Wydaje mi się, że to normalne, w końcu nie każdy kosmetyk pasuje każdej z nas. Właśnie dlatego lubię testować wszelkie nowości i wiedzieć które kosmetyki sprawdzają się w moim przypadku lepiej, a które gorzej i dzięki temu wiem czego unikać w przyszłości. Bardzo żałuję, że podkład Bioderma nie okazał się tym w moim kolorze - byłabym wniebowzięta - jednak wiem, że warto się po niego skusić. Gdyby nie ten test pewnie ominęłabym go w sklepie bez zerknięcia w jego stronę. 

Znacie któryś z tych produktów? Jak się u Was sprawdzają? Dajcie znać w komentarzu :)
12
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2016 Zuzka Pisze , Blogger