Natalia Sońska "Co jeszcze mogę dla Ciebie zrobić?" - recenzja

Współpraca barterowa / prezent


"Co jeszcze mogę dla Ciebie zrobić? Natalia Sońska


W zeszłym roku pisałam Wam recenzję książki z serii Jagodowa Miłość Natalii Sońskiej pt."Cała przyjemność po mojej stronie". Dziś wracam do Was z recenzją drugiej i ostatniej części tej powieści.

Dla przypomnienia wspomnę, że w pierwszej części poznaliśmy Jagodę, która pracuje w cukierni "Słodka" mieszczącej się w jej kamienicy. Bohaterka złożyła papiery rozwodowe, ponieważ jej mąż Łukasz okazał się zdrajcą i kłamcą. Po pewnym czasie poznaje Tomasza, który jest stałym klientem cukierni w której pracuje dziewczyna. Zaprzyjaźniają się i z czasem... zakochują w sobie, jednak na ich drodze stają przeróżne problemy.

Pierwsza część zakończyła się smutno, ponieważ Tomasz twierdził, że Jagoda powinna rozwieźć się z orzeczeniem o winie jej męża. Dziewczyna jednak chce załatwić to polubownie i mówi mężczyźnie, że rozwód to jej sprawa - mocno go tym raniąc. Tomasz uważa, że skoro razem z Jagodą tworzą związek - rozwód jest sprawą ich obojga, a nie jej osobistą. Różnica zdań jest jednak zbyt rażąca i para rozchodzi się.

Przyznam, że bardzo czekałam na kontynuację tej historii, ponieważ bardzo utożsamiłam się z bohaterką. Podobnie jak ona - kiedyś - dowiedziałam się o kilku rzeczach i postanowiłam się rozwieźć. Tak samo - złożyłam pozew bez orzekania o winie, bo chciałam jak nasza bohaterka załatwić szybko bez rozdrapywania ran i jak najszybciej. Byłam również bardzo ciekawa, jak potoczą się losy Tomasza - czy zrozumie podejście Jagody do rozwodu i zejdą się? Czy jednak odejdzie z dumą i ich drogi rozejdą się na zawsze? Takie pytania zadawałam sobie do dnia premiery książki, a kiedy tylko pojawiła się w moich rękach - zaczęłam ją czytać...

Nawet praca w najwspanialszej cukierni, takiej jak „Słodka”, nie uchroni Jagody przed nurtującymi ją problemami. Zbliżająca się sprawa rozwodowa i widmo odebrania odziedziczonej kamienicy to tylko kamyczek w lawinie, którą zapoczątkowało złamane serce. Kłopoty właściciela „Słodkiej” też spadną na głowę rozżalonej Jagody – na szczęście polecony jej prawnik, Teodor, okaże się odpowiednim wsparciem. Długie godziny spędzone w jego towarzystwie, częste rozmowy i nieprzypadkowe spotkania owocują zawiązaniem się przyjaźni. Czy tylko przyjaźni…?

Natalia Sońska "Co jeszcze mogę dla Ciebie zrobić?" - recenzja

Co mogę napisać Wam po przeczytaniu drugiego tomu?

Nie chcę zdradzać szczegółów i pisać streszczenia, dlatego też opowiem Wam trochę o moich odczuciach. Druga część historii nosi tytuł "Co jeszcze mogę dla Ciebie zrobić?".
Przyznam szczerze, że gdzieś w połowie książki zaczęłam mniej lubić Tomasza, którego drogi nadal krzyżowały się z naszą bohaterką. Czemu? Tak jak wspomniałam, byłam w życiu w bardzo podobnej sytuacji i rozumiem podejście Jagody w tej sprawie. Tomasz nawet nie próbował zrozumieć dziewczyny i stwierdził, że kobieta ma zrobić tak, jak on jej mówi. Zabrakło mi w nim trochę zrozumienia tej drugiej strony, chociaż na koniec książki nieco zmieniłam zdanie w tym temacie - na jego szczęście 😋. 

Jagoda okazała się bardzo wrażliwą i naiwną kobietą - taką jaką byłam ja - jakieś 10 lat temu. Ma w sobie masę empatii, myśli o wszystkich, a dopiero na koniec o sobie. Bardzo przeżywa rozstanie z wspomnianym wyżej Tomaszem i często nie potrafi skupić się na niczym innym jak myśleniu o nim. W najgorszych dla niej chwilach pomaga jej prawnik - Teodor, który w pewnym momencie zaczyna traktować kobietę trochę inaczej jak standardową klientkę. Dziewczyna spędza z nim coraz więcej czasu i przyznam, że byłam pewna, że pod koniec okaże się, że Tomasz zrozumie swój błąd, ale będzie za późno, bo Jagoda zwiąże się ze swoim adwokatem. Niestety, albo i stety wszystko kończy się zupełnie inaczej...

Książka podobnie jak poprzednia bardzo mnie wciągnęła. Podczas jej czytania przypomniałam sobie swój rozwód i problemy jakie były związane z podziałem majątku. Przypomniałam sobie jak głupią i naiwną byłam wtedy osobą i jak wiele straciłam przez takie myślenie. Lektura ta pozwoliła mi również spojrzeć na niektóre sprawy z innej perspektywy i dzięki niej udało mi się pozbyć kilku zgrzytów w swoim teraźniejszym życiu. Serio! Możecie mi nie wierzyć, jednak tak się właśnie wydarzyło. Druga część stała się dla mnie pewnym lekiem na całe zło, ukojeniem dla mojej duszy. Dzięki tej historii zrozumiałam, że czasami warto posłuchać kogoś bliskiego i podejść do pewnych spraw z innej strony. 

Zakończenie książki jest pozytywne dla samej bohaterki, może trochę inne jak sobie wyobrażałam, ale myślę, że satysfakcjonujące. Gdyby nie napis "KONIEC" byłabym pewna, że Pani Natalia Sońska napisze nam jeszcze jedną część o tych bohaterach - z pewnością czytałabym ją tak samo szybko i przyjemnie jak dwie poprzednie. Tak się jednak nie stanie i musiałam pożegnać się z Jagodą i Tomaszem i dać im nowe miejsce w mojej biblioteczce. Z pewnością jeszcze kiedyś wrócę do tych książek. Muszę zamówić sobie jakąś inną pozycję autorki, bo jest to już 3 książka tej Pani, która mnie bardzo wciągnęła i została w pamięci.

Czytaliście już książki Natalii Sońskiej? A może znacie historię Jagody?

Idealny prezent ... MYGIFTDNA

Współpraca barterowa / prezent


prezent na dzień kobiet

Całkiem niedawno świętowaliśmy Dzień Kobiet. Z tej właśnie okazji postanowiłam sprezentować sobie coś fajnego. Wiem, że trochę po terminie, ale cóż! Na stronie MYGIFTDNA znalazłam kolejne rzeczy, które musiały znaleźć się w moim domu.

Prezent na Dzień Kobiet, to przeważnie dla mężczyzny nie lada wyzwanie. Każda Pani lubi co innego i jedną ucieszą kwiatki, inną książki, a jeszcze inną kosmetyki. Z racji tego, że w domu pełno mam kwiatków, kosmetyków, a książki zamawiam co chwila, postanowiłam zamówić dla siebie coś związanego z relaksacyjnym wieczorem. Za chwilę dowiecie się cóż to takiego :)

Pierwszy produkt, to taca śniadaniowa. Od dawna się nad nią zastanawiałam i postanowiłam w końcu się skusić. Lubię w niedzielę poleżeć w łóżku trochę dłużej, a jak mój mąż robi śniadanie, to zawsze talerze stawiamy na kołdrze. Dzięki takiej tacy - mamy taki swój malutki stolik do łóżka. Używam jej również, kiedy czytam w łóżku - służy mi jako podpórka, albo miejsce, na którym stawiam kawę czy herbatę podczas czytania. 

Taca śniadaniowa mygiftdna


Taca śniadaniowa mygiftdna

Na stronie sklepu znajdziecie różne motywy wygrawerowane na tacach - ja skusiłam się na "Życie po kawie" oraz oczywiście swoje imię (jak zdążyliście zauważyć na zdjęciach powyżej). Wykonana jest z wysokiej jakości lakierowanego drewna sosnowego w kolorze ciemnego brązu. Stolik o wymiarach 50 x 30 cm, pomieści nawet najbardziej obfite śniadanie, a utrzymają je stabilne nóżki, które można złożyć i schować na spodzie tacy.

Taca śniadaniowa spodobała się nie tylko mnie - moja córka od razu postanowiła ją wypróbować i bardzo spodobało się jej korzystanie z niej. Codziennie używa jej do spożywania śniadań, deserów czy kolacji - postanowiłam Wam to również pokazać ;)

taca śniadaniowa mygiftdna


taca śniadaniowa mygiftdna

Drugi prezent, który również jest idealny dla mnie, to kieliszek do wina "Trudny dzień". Osobiście rzadko piję alkohol, jednak w moim życiu zdarzają się dni, kiedy muszę się odstresować i wieczorem, kiedy wszyscy śpią sięgam po lampkę wina. Kieliszek jest oczywiście spersonalizowany przepięknie zrobionym grawerem. Grawer na kieliszkach jest wykonywany z najwyższą starannością, przez co jest bardzo trwały. Wybrana grafika znajduje się z jednej strony kieliszka. Sklep pracuje na laserze firmy Trotec Laser - najlepszej w Europie. Grawer techniką laserową ułatwia wykonanie bardzo szczegółowego wzoru i najmniejszych elementów z ogromną starannością! Grawer jest bardzo dokładny i trwały, dzięki czemu nie niszczy się w trakcie użytkowania.

Motyw Trudny dzień zauroczył mnie swoją indywidualnością - posiada nawet miarki - na lepsze i gorsze dni ;) Do zdjęcia wlałam sok porzeczkowy do pełna, żebyście mogli zobaczyć jak prezentuje się na nim napis.




Kieliszek kiedyś zamawiałam swojemu mężowi i do dziś z niego korzysta. Teraz oboje mamy swoje własne i nikt nie pomyli żadnego z nich. Moim zdaniem taki kieliszek do doskonały prezent na wiele okazji, takich jak urodziny, imieniny, dzień kobiet, awans czy po prostu prezent bez okazji. 

Na takie okazje fajnym prezentem są też praliny z belgijskiej czekoladyPodobno amerykańscy naukowcy udowodnili, że najlepszy przyjaciel człowieka to wcale nie pies, tylko czekolada. W szczególności w relacji kobieta-słodycze możemy zauważyć wyjątkową, głęboką więź i niezwykłe zrozumienie drugiej osoby. Czekolada jest wierna. Ale nasze praliny są oddane jak Alfred Batmanowi i wyrozumiałe jak Dalajlama. Bombonierka, w której wnętrzu zostało zamkniętych dwanaście wyśmienitych czekoladek w różnych kształtach i smakach. Każda z pralin to doskonałe połączenie wyszukanych smaków kandyzowanych kwiatów, orzechów czy migdałów z niepowtarzalnym smakiem belgijskiej czekolady.



Gdybym dostała takie pudełeczko na dzień kobiet to z pewnością byłabym wniebowzięta. Czekoladki wyglądają smakowicie, a dodatek, jakim jest personalizacja pudełka to czysty obłęd. Każda kobieta jest miłośniczką czekolady, prawda? 

Zamawiając w sklepie MGiftDNA zawsze jestem zadowolona i to nie tylko z jakości produktów, ale też kwestii wysyłkowych. Paczki są zawsze doskonale zabezpieczone i nie ma możliwości, żeby jakiś produkt dotarł do celu uszkodzony. Kieliszek był owinięty tak dużą ilością folii bąbelkowej, a później umieszczony w kartonie, że sama byłam zaskoczona. Dzięki temu przyjechał do mnie cały i zdrowy, mimo że w moim rejonie wozi go kurier, który najczęściej przywozi mi uszkodzone paczki. Z MyGiftDNA to się z pewnością nie zdarzy.

Jak podobają się Wam moje prezenty?

Rach Ciach, Moje na górze i Gdybyś był... - niesamowita zabawa w gronie rodzinnym - ALEXANDER

Współpraca barterowa / prezent

We wpisie pojawia się link sponsorowany


Rach Ciach, Moje na górze i Gdybyś był... - niesamowita zabawa w gronie rodzinnym - ALEXANDER


W dzisiejszych czasach coraz trudniej o beztroski czas w gronie rodzinnym. W mojej rodzinie rzadko zdarza się, żebyśmy mogli wspólnie usiąść i porozmawiać czy się po prostu razem pobawić. Kiedy jednak takie chwile nadchodzą, staramy się spędzać go intensywnie np. grając i śmiejąc się do rozpuku.

W zeszłym miesiącu do mojego domu zawitały trzy nowe gry rodzinno-towarzyskie Alexander. Każda z osobna mocno nas ciekawiła i zastanawialiśmy się czy nasz syn polubi spędzanie czasu w ten sposób. Od czasu do czasu zdarzało mu się z nami zasiąść do gier, jednak nie każda mu się podobała. Jak było tym razem? Za chwilę Wam opowiem, jednak zanim do tego dojdzie pokrótce chcę Wam przedstawić każdą z nich. 

  • RACH CIACH - wersja familijna
RACH CIACH - wersja familijna - ALEXANDER


Na czym polega gra Rach Ciach?

Każdy z uczestników zabawy otrzymuje do dyspozycji plastikowy drążek wbity w podstawkę, na której układamy zestaw sześciu kolorowych kul z dziurką. Na środku stołu kładziemy planszę z pionkami, talię kart oraz dzwonek. Na kartach znajdują się przezabawne ilustracji składające się z układu od 3 do 6 kolorów odpowiadających kolorowi kul, które znajdują się w posiadaniu graczy. Zadanie polega na tym, aby po odsłonięciu karty każdy z graczy jak najszybciej ułożył na swoim słupku wskazaną na karcie konfigurację. Ten kto pierwszy wykona zadanie, informuje o tym innych graczy sygnałem dźwiękowym uzyskanym poprzez uderzenie w dzwonek. Osoba, której się to uda, przesuwa swój pionek na planszy. Cała zabawa tkwi w tym, że odczytanie kolorów na karcie wymaga spostrzegawczości a kształt kulek i tempo rozgrywki prowokuje ich uciekanie. Wszystko to razem jest gwarancją wspaniałej zabawy i salw śmiechu.

RACH CIACH - wersja familijna - ALEXANDER

RACH CIACH - wersja familijna - ALEXANDER


NASZE WRAŻENIA:

Gra na samym początku wydawała się być niezwykle prosta. Mój syn kiedy przeczytał instrukcję stwierdził, że z pewnością wygra, bo na co dzień jest sprytny i szybki. Jakie było jego zaskoczenie, kiedy nakładając kulki na rurkę - zaczęły mu uciekać po pokoju. Każdy z nas miał pewne trudności z "nawlekaniem" kulek, ponieważ rurki nie stoją sztywno w podstawkach - wydaje mi się, że to specjalnie dodatkowe utrudnienie. Każdy z nas śmiał się do rozpuku i ganiał kulki po całym pokoju. A jak wiecie, w domu mam kota, więc możecie domyślić się co robił, kiedy spadały na ziemię :) Świetna gra dla całej rodziny, a nawet idealnie sprawdza się podczas spotkań towarzyskich ze znajomymi. 

  • MOJE NA GÓRZE - wersja familijna

MOJE NA GÓRZE - wersja familijna - ALEXANDER

Co ma wielkie oczy? Strach? Wieloryb? Kot ze Shreka? Rozwiązań jest milion, wszystko zależy od twojej wiedzy, pomysłowości i … refleksu!
Dlaczego? Odpowiadając, kładziesz swoją łapkę na stosie innych. Każda dobra odpowiedź, jakiej udzielisz, przesuwa Cię na górę stosu. Każda odpowiedź rywala – spycha Cię w dół. Kto będzie na górze w tym huraganie pomysłów? Sprawdź to na własnej… ŁAPCE!

Skrócona instrukcja:

Gracz prowadzący czyta pytanie wskazane przez kolorową kostkę i uruchamia czas rundy. Pozostali gracze na wyścigi kładą swoje łapki na podkładce, podając jednocześnie niepowtarzające się odpowiedzi. Udzielając kolejnych odpowiedzi wyciągają łapki z dołu stosu i kładą je na górze. Gracz prowadzący oznajmia koniec czasu i koniec odpowiadania. Zawodnik którego łapka znajduje się na górze, przesuwa swój pionek na planszy.

Moje na górze - alexander gra towarzysko rodzinna

Moje na górze - alexander gra towarzysko rodzinna

Nasze wrażenia:

Przy tej grze podobnie jak w poprzednie trzeba się nagimnastykować. W pewnym momencie praktycznie każdy z uczestników w tym samym czasie podawał odpowiedź i wyciągał swoje łapki. Dzieciom ta gra bardzo przypadła do gustu. Mój syn ostatnio wziął ją na dodatkowe zajęcia do szkoły i koledzy podobnie jak my, byli z niej bardzo zadowoleni. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że czas w klepsydrze upływa bardzo szybko i w pewnym momencie wszyscy się przekrzykują i śmieją się ile sił w płucach.

  • GDYBYŚ BYŁ... Zadziorna gra planszowa.
GDYBYŚ BYŁ... Zadziorna gra planszowa.ALEXANDER

Przezabawna gra z pazurem, w której możemy lepiej poznać swoich bliskich, jak i samych siebie. W rozgrywce trzeba jedynie ujawnić swój światopogląd typując trafnie kim lub czym byliby nasi współgracze w alternatywnym świecie. Każdy z graczy otrzymuje po pięć kart odpowiedzi (z numerami od 1 do 5) oraz po 3 żetony do obstawiania stopnia pewności naszej odpowiedzi. Wszyscy uczestnicy gry zastanawiają się, która wersja odpowiedzi najlepiej pasuje do pytanego rywala. Odpowiedź, która pojawia się najczęściej jest poprawna – ci, którzy jej udzielili posuwają się w stronę mety. Sekwencję zdarzeń powtarza się w każdej rundzie. Wygrywa osoba, która pierwsza dotrze na metę.




Nasze wrażenia:

Ta gra idealnie wpasowała się w imprezowy klimat podczas wizyty znajomych. Im więcej osób bierze udział w rozgrywce, tym ciekawiej i śmieszniej. Sprawdzi się również podczas zabawy z dziećmi, co jest jej dodatkowym atutem. Od pewnego czasu najczęściej grywamy właśnie w tę pozycję, bo bardzo spodobała się mojemu synowi. Osobiście - ani razu nie udało mi się wygrać, a przyznam, że byłam bardzo blisko.

Cieszę się, że właśnie na te pozycje się zdecydowaliśmy. Mój syn coraz częściej sam wpada na pomysł, żeby właśnie w taki sposób spędzić z nami czas. Uwierzcie mi, że w czasach kiedy dzieci sporo czasu spędzają przy komputerze czy smarftonie, to dla nas jak zbawienie. Dzięki grom ALEXANDER spędzamy ze sobą więcej czasu, a i atmosfera w domu jest taka bardziej radosna ;)

Kiedy mam czas tylko dla siebie robię sobie domowe SPA, a później czytam książki i odpoczywam. Ostatnio dość często zdarza mi się zwracać uwagę na takie tematy jak błędy medyczne i jestem w szoku - jakie rzeczy dzieją się na świecie. Strach teraz iść gdziekolwiek na jakiś zabieg, ale bez nich też może być ciężko. Na szczęście na razie nie miałam takich problemów i obym nigdy ich nie doświadczyła. 

Znacie którąś z tych gier towarzyskich? Lubicie spędzać czas w taki sposób?

Woda toaletowa DARE TO SHINE od ORIFLAME

Współpraca barterowa / prezent

We wpisie pojawia się link sponsorowany


Woda toaletowa DARE TO SHINE od ORIFLAME


Wiosna zbliża się do nas wielkimi krokami. W związku z tym, postanowiłam poszukać zapachów, które idealnie wpasują się w ten lekki i przyjemny klimat. Woda toaletowa Dare to Shine od Oriflame, skusiła mnie swoimi nutami zapachowymi i stwierdziłam, że muszę ją zamówić. Dziś wracam do Was z jej recenzją.

Pełna blasku kompozycja z wyrafinowanymi nutami kwiatów Tiare, zielonej gruszki, ciepłego akordu wanilii i odrobiną różowego pieprzu. Intensywnie kwiatowy zapach Dare to Shine został zamknięty we flakonie inspirowanym kształtem diamentów.

Kategoria: kwiatowa / orientalna

Nuty głowy: gruszka, malina i różowy pieprz
Nuty serca: gardenia tahitańska, jaśmin wielkolistny i heliotrop
Nuty bazy: drzewo sandałowe, bursztyn i wanilia


Woda toaletowa DARE TO SHINE od ORIFLAME

Perfumy zamknięte są we flakonie, który wygląda jak idealnie oszlifowany diament. Wewnątrz mieści się płyn w kolorze lekko pomarańczowym. Całość wygląda przepięknie i zachęca do wypróbowania. Czytając nuty stwierdziłam, że może to być zapach, który sprawdzi się doskonale na wiosenne dni. Jaka okazała się na żywo?


Po pierwszym spryskaniu od razu wyczuwam słodycz maliny, która jest bardzo wyraźna (aż sama jestem w szoku) połączoną z delikatnością gruszki. Chwilę później w zapachu wyczuwam lekką pudrowość, a następnie pojawia się aromat kwiatów przełamany ostrością pieprzu, który zapachowi dodaje takiego "pazura". Dopiero po kilku minutach ze świeżego i kwiatowego aromatu przeradza się w ciepły, otulający i rozgrzewający zapach. W tym momencie od razu wiem, że w perfumach jednym ze składników jest wanilia połączona z drzewem sandałowym. 


O ile na samym początku perfumy bardzo mi się podobają, to po około 20 minutach od spryskania wydają się dla mnie zbyt mocne na wiosnę. Zima, to idealna pora roku na używanie takich zapachów, przynajmniej w moim przypadku.  Po raz pierwszy, perfumy z drzewem sandałowym i wanilią nie męczą mnie, nie wywołują bólu głowy i nie nużą. A tak niestety dzieje się praktycznie w każdej takiej kompozycji. Tak więc jestem zadowolona, że w końcu trafiłam na coś mocniejszego - idealnego na chłodniejsze dni, co będę mogła stosować bez obaw. Dopasowanie zapachu jest dla  mnie bardzo ważnym aspektem, ponieważ moim zdaniem powinien od dawać dodatkowego "powera" i uprzyjemniać dni w które mamy go na sobie. W przypadku gdy coś drażni i nie do końca jest w naszym stylu - będziemy zmęczeni i zdenerwowani.



Woda toaletowa DARE TO SHINE od ORIFLAME

Marka Oriflame ma w swojej ofercie mnóstwo ciekawych zapachów, które postanowiłam powolutku przetestować i wypróbować na sobie. Na razie mam 3 perfumy, które uwielbiam i używam na zmianę - Eclat Mon Parfum, ICE, oraz Island Paradise. 


Nie wiem czy wiecie, ale firma korzystała z usług takiej osoby jak Agnieszka Kowal. Pani Agnieszka, którą obserwuję, pomagała marce tworzyć wizerunek firmy na instagramie i jest dla mnie mega inspiracją. Oglądając jej zdjęcia jestem zawsze zachwycona i uwielbiam słuchać jej porad. Mam nadzieję, że z czasem uda mi się załapać podstawy i robić dla Was coraz lepsze zdjęcia. Nie marzę nawet o tym, że będą tak dobre jak Pani Agnieszki, ale motywację mam :)


Mieliście okazję już poznać zapach Dare to Shine? Macie jakieś swoje ulubione zapachy od Oriflame?



Plakaty na ścianę - oryginalne grafiki ścienne w ramie - Bimago

Współpraca barterowa / prezent


Plakaty na ścianę - oryginalne grafiki ścienne w ramie - Bimago

Od pewnego czasu noszę się z zamiarem remontu mojego salonu, jednak co chwila wyskakują jakieś problemy. Od początku roku ciągle chorujemy, więc nie ma kiedy wziąć się "za robotę". Mimo wszystko, powoli zamawiam różne dodatki do wystroju tego pomieszczenia. Dziś chcę Wam pokazać plakaty na ścianę, które będą idealnie pasować do wyremontowanego wnętrza.

W nie jednym moim poście wspominałam Wam, że mój tata jest artystą plastykiem. W związku z tym, moje mieszkanie obwieszone jest jego obrazami (które kiedyś Wam pokażę). Marzył mi się jednak inny wystrój pokoju, który służy mi jako salon i sypialnia w jednym. Postanowiłam, że przemaluję go na trochę inne kolory, a dodatki które do niego wprowadzę będą białe i zielone. Mimo, że kocham obrazy mojego taty i uwielbiam je oglądać, to postanowiłam moje wnętrze nieco ożywić. Kiedy przeglądałam ofertę sklepu Bimago, wpadłam na plakaty w ramach, które oczami wyobraźni widzę w moim wyremontowanym pokoju.

Mimo, że do remontu jeszcze nie doszło - moje plakaty wiszą już w miejscu, w którym je sobie wyobraziłam.  Póki co nie są ustawione tak jakbym chciała, bo na tej ścianie pojawią się też półki. Dlatego też nie pokazuję Wam jak wygląda całe pomieszczenie z tą dekoracją, a jedynie kawałek ściany. Zdecydowałam się na trzy różne, jednak bardzo podobne do siebie wzory. Jak wiecie jestem fanką koloru zielonego, ale też uwielbiam motyw roślinny i kiedy tylko zobaczyłam te plakaty - postanowiłam wrzucić je do koszyka.

Plakaty na ścianę - oryginalne grafiki ścienne w ramie - Bimago

Plakaty na ścianę - oryginalne grafiki ścienne w ramie - Bimago

Plakaty na ścianę - oryginalne grafiki ścienne w ramie - Bimago

Każdy z plakatów umieszczony jest w czarnej ramie, która idealnie wpasuje się w nowoczesne wnętrze, przykryte szkłem. Z tyłu mają już umocowane zaczepy, które ułatwiły mi wieszanie ich na ścianę. Kolory wydruków są bardzo intensywne i pięknie się prezentują. 

Wybór plakatów jest ogromny, możecie wybrać sobie spośród przeróżnych stylów, między innymi street art, botaniczne, napisy motywacyjne, fotografie, dla dzieci itp. Oprócz tego wybiera się odpowiedni rozmiar (w moim przypadku 30 x 45 cm), typ (czyli bez ramy, z białym marginesem, w ramie, w ramie z białym marginesem czy w ramie i passe-partout). Jak widzicie na zdjęciach, osobiście zdecydowałam się na ramę i biały margines. Pięknie prezentują się zawieszone na ścianę jak i oparte o ścianę - stojące na półce czy komodzie. Wszystko zależy od Waszej wyobraźni!

Czy macie w domu jakieś plakaty ścienne? Jak podobają się Wam takie dekoracje?

Instagram