OnColour - kremowe korektory i pomadka ORIFLAME

Współpraca barterowa / prezent

We wpisie pojawia się link sponsorowany 



OnColour - kremowe korektory i pomadka ORIFLAME


Co pewien czas w moim domu pojawiają się kosmetyki marki Oriflame. Tym razem, skusiłam się na pomadkę oraz dwa korektory z serii OnColour. 

Jestem osobą, która nie wyjdzie z domu bez pomalowanych rzęs. Jeśli decyduję się na pełny makijaż, to obowiązkowo sięgam po korektory i pomadki do ust. Jak wiecie, uwielbiam próbować co chwila czegoś nowego i nie zwracam uwagi na cenę. Czasem w moje ręce trafiają kosmetyki z wyższej półki, a czasami te z niższej. Dzięki takim testom, mam okazję sprawdzić czy cena adekwatna jest do jakości. Oczywiście, wolę kiedy pieniędzy wydaje się mniej, dlatego często wracam do produktów, które zrobiły na mnie pozytywne wrażenie i są w niższych cenach. Kosmetyki od Oriflame, to najdroższych nie należą, a z zamówieniem ich nigdy nie miałam problemów. Kiedyś korzystałam z usług znajomej konsultantki, potem byłam nią sama. To drugie rozwiązanie jest o wiele wygodniejsze, ponieważ produkty docierały do mojego domu, a będąc konsultantem można również zaoszczędzić i zarobić. Jeśli zastanawiasz się tak takim rozwiązaniem dla siebie, to warto spojrzeć na stronę Klub Konsultantek i sprawdzić co firma oferuje. 

Wróćmy jednak do tematu kosmetyków, o których jest dzisiejszy wpis. Seria OnColour została stworzona z miłości do kolorów i kosmetyków. Znajdziecie w niej modne kolory, przyjemne formuły oraz radość, jaką daje eksperymentowanie z makijażem. Nie należy ona do drogich, pomadki czy korektory kosztują około 20 zł, więc większość z Was może sobie na nie pozwolić. 

Swoją recenzję zacznę od korektorów OnColour Oriflame.

korektor oncolour oriflame

Kremowy korektor, który pomaga wyrównać koloryt skóry oraz ukrywa niedoskonałości i przebarwienia. Forma sztyftu zapewnia łatwą i precyzyjną aplikację. Zawiera składniki nawilżające, wspaniale wtapia się w skórę i jest trwały. 
Takie informacje znajdziemy na stronie producenta, ale czy mogę się z nimi zgodzić?

korektor OnColour oriflame

korektor OnColour oriflame

Jak widzicie na zdjęciach, w moim posiadaniu są dwa odcienie, czyli tyle ile jest dostępnych w ofercie Oriflame. Light Ivory oraz Natural Beige - czyli kolory, które są standardowe - jeden jaśniejszy, a drugi ciemniejszy. 

Zamknięte są w sztyfcie w formie pomadki, opakowania są schludne i proste, co bardzo mi się w nich podoba. Czy forma sztyftu mi odpowiada? Kiedyś powiedziałabym, że tak. Dziś wolę jednak korektory z aplikatorem - wydają mi się bardziej higieniczne. Konsystencja korektorów jest dość miękka, więc należy uważać, aby nie połamać ich podczas stosowania. Po skórze "suną" z łatwością i lekkością i pozostawiają po sobie tłustawy ślad. 

Na zdjęciu poniżej swatche korektorów - na górze mamy odcień Light Ivory, a na dole Natural Beige. 


Specjalnie nie rozjaśniałam zdjęcia i robiłam je w świetle dziennym, ponieważ korektory są na prawdę bardzo słabo widoczne. Tak na prawdę to nie różnią się jakoś rażąco jeśli chodzi o ich kolorystykę. 

Jeśli chodzi o krycie, to moim zdaniem jest słabe. Z pewnością nie uda się nimi zakamuflować cieni pod oczami, ale na jakieś niewielkie zmiany skórne mogą się przydać. Osobiście zaczęłam używać ich do konturowania twarzy i tylko w tym przypadku się u mnie sprawdzają. Trwałość jest średnia - przy mojej mieszanej cerze w niektórych miejscach po prostu spływają po jakimś czasie. Tak więc podsumowując moją przygodę z nimi mogę przyznać, że jestem z nich średnio zadowolona i pewnie już się nie skuszę na nie w przyszłości.

Kolejny produkt z tej serii to pomadka OnColour Oriflame. Zastanawiałam się jaki odcień wybrać, ponieważ przeglądając moje szminki stwierdziłam, że mam praktycznie same nudziaki. Zdecydowałam, że tym razem zaszaleję i skusiłam się na odcień o nazwie Punch Pink 38759.

pomadka OnColour Oriflame

Kremowa pomadka w tętniących życiem kolorach. Szeroka gama kolorystyczna pozwala na dobranie idealnego odcienia na każdą okazję. Nowy kształt sztyftu oraz kompleks zapewniający komfort zapewniają łatwą aplikację i równomierne pokrycie.
Pomadka na stronie producenta, jak i na żywo wygląda jak piękny, brudny, zgaszony róż. Ten odcień bardzo mi się spodobał, dlatego też ochoczo wzięłam się za testy. Konsystencja jest bardzo przyjemna i kremowa, z łatwością sunie po ustach i fajnie je nawilża. Odcień, który pozostawia na ustach trochę mnie zdziwił i wydaje mi się zupełnie inny niż patrząc na niego w katalogu czy internecie. Na moich wargach wydaje mi się on bardzo krzykliwy i ten róż kojarzy mi się trochę z nastolatką, więc nie będziecie zdziwieni jeśli powiem Wam, że trochę mnie zmartwił. 


pomadka OnColour Oriflame

pomadka OnColour Oriflame


Trwałość jest dobra. Pigment ładnie trzyma się ust i pozostaje na nich do pierwszego posiłku, więc myślę że to taki standard. Podoba mi się również to, że moje usta z tą pomadką są mega miękkie i gładkie. Co ważne - nie podkreśla skórek. Jestem pewna, że zamówię sobie ją w innym odcieniu i wtedy będę usatysfakcjonowana. 

Podsumowując moją przygodę z tą serią mogę polecić ją młodym kobietom, a nawet nastolatkom. Kosmetyki są w niskich cenach, jakościowo dla osób, które nie są zbyt wymagające, a wybór kolorów jest całkiem spory. 

Stosowaliście już jakieś produkty z serii OnColour od Oriflame? Jak Wasze wrażenia?


Relaksująca lawenda - ORIFLAME Love Nature Relaxing Lavender - żel i scrub do ciała

Współpraca barterowa / prezent

We wpisie pojawia się link sponsorowany


Relaksująca lawenda - ORIFLAME Love Nature Relaxing Lavender - żel i scrub do ciała


Lawenda, to bardzo charakterystyczny kwiat, który rośnie na południu Francji. Od wieków swoje zastosowanie znalazła w gospodarstwie domowym, kosmetyce i medycynie naturalnej. Dziś zatrzymamy się na kosmetykach, w których znajduje się naturalny olejek lawendowy, czyli Oriflame Love Nature Relaxing Lavender. W dzisiejszym wpisie opiszę Wam działanie żelu pod prysznic oraz scrubu do ciała. 

Osobiście nie przepadam za aromatem lawendy. Jest słodki, głęboki i jednocześnie drażniący - tak przynajmniej zawsze mi się kojarzy. Od lat unikam perfum czy kosmetyków, które w swoim składzie posiadają olejek lawendowy. Czemu? Bałam się, że wywalę pieniądze w błoto i nie będę zadowolona z produktów. W sierpniu jednak, coś mnie pokusiło, żeby wypróbować żel i scrub do ciała od Oriflame z serii Love Nature. Jeśli pamiętacie, zimą zamówiłam sobie kremy z miodem (a miodu w kosmetyce też unikałam) i byłam bardzo zadowolona. Tak więc jak chciałam, tak zrobiłam i od razu mogę powiedzieć, że decyzji nie żałuję (ponownie!).

Stosując kosmetyki z serii Love Nature pokazujesz, że dbasz o środowisko naturalne. Produkty do mycia są bowiem biodegradowalne, kosmetyki do pielęgnacji włosów nie zawierają silikonów, a formuły produktów złuszczających opierają się na drobinkach pochodzenia naturalnego. To oznacza, że nasza nowa seria Love Nature jest bardziej przyjazna dla środowiska.

Relaksująca lawenda - ORIFLAME Love Nature Relaxing Lavender - żel i scrub do ciała

Odświeżający żel pod prysznic z naturalnym olejkiem lawendowym oczyszcza skórę i pomaga ukoić zmysły, dzięki swojemu relaksującemu zapachowi. W pełni biodegradowalna formuła.
Kosmetyk zamknięty jest w całkiem ładnej buteleczce z delikatną szatą graficzną. Podążając za samym wyglądem, można by się na niego skusić - nie wąchając go. Butelka jest przezroczysta, dzięki czemu możemy kontrolować jej zawartość. Jak widzicie, sam kosmetyk ma kolor fioletowy - nic zaskakującego, w końcu w składzie mamy lawendę. Zamknięcie jest zabezpieczone dodatkowym plastikiem, więc kiedy odbierzemy swój żel od konsultantki lub zamawiając go z sieci - mamy pewność, że nikt wcześniej go nie otwierał. 

Zapach tego żelu jest bardzo delikatny. Obawiałam się, że będzie przyprawiał mnie o bóle głowy czy mdłości, bo tak przeważnie reaguję na tego typu aromaty. Nic takiego jednak nie ma miejsca. Oczywiście, jest to zapach bardzo charakterystyczny, jednak bardzo wyważony i dyskretny. Kosmetyk pieni się średnio, jednak nie wpływa to na jego wydajność. Niewielka ilość wystarcza na dokładne umycie się. Pozostawia po sobie uczucie świeżości i relaksu. Aromat niestety dość szybko się ulatnia. Dla osób, które nie przepadają za lawendą może to być plusem, jednak dla miłośników - wadą. Ja jestem w tym wszystkim gdzieś pośrodku. Aromat przypadł mi do gustu i pozwolił się zrelaksować, jednak chciałabym aby trwało to dłużej.

Scrub do ciała z olejkiem z lawendy i drobinkami złuszczającymi pochodzenia naturalnego łagodnie wygładza i oczyszcza skórę, zapweniając uczucie miękkości oraz piękny zapach. W pełni biodegradowalna formuła.

Peeling zamknięty jest w tubie o podobnej szacie graficznej. Tym razem opakowanie nie jest przezroczyste, a w kolorze fioletu. Trochę żałuję, że nie jest utrzymane w tym samym stylu co żel, z pewnością seria wyglądała by ciekawiej. Zamknięcie podobnie jak w przypadku poprzednika, posiada dodatkowe zabezpieczenie więc mamy pewność, że jako pierwsi go otwieramy. 

Zapach bardzo podobny do żelu, jednak jeszcze bardziej delikatniejszy. Gdybym nie wiedziała, że to seria lawendowa, to nie wiem czy w ogóle bym to wyczuła. Konsystencja średnio-gęsta, żelowa z niewielkimi drobinkami, kolor fioletowy. Jeśli chodzi o wspomniane drobinki peelingujące, to zaliczyłabym je do średniaków. Nie nazwałabym tego scrubu gruboziarnistego, myślę, że bliżej mu do tych słabszych. Mi to jednak nie przeszkadza, ponieważ lubuję się w każdych kosmetykach złuszczających. Skutecznie eliminuje martwy naskórek, daje przyjemne uczucie masowania podczas aplikacji i sprawia że skóra nabiera sprężystości i staje się przyjemnie gładka. Z pewnością polubiłam się z nim bardziej jak z żelem, jednak w nim również brakuje mi wspomnianej trwałości w zapachu. 


Relaksująca lawenda - ORIFLAME Love Nature Relaxing Lavender - żel i scrub do ciała

Podsumowując moje spotkanie z tym duetem, mogę powiedzieć, że jestem zadowolona, jednak nie zachwycona. Kosmetyki są dobre, ale nie mają w sobie tego czegoś, żebym mogła je polecać i zachwalać. Jeśli jesteś fanką intensywności zapachu lawendy, możesz się rozczarować. Natomiast, jeżeli należysz do osób raczej ostrożnych z tego typu aromatami, to będziesz pozytywnie zaskoczona. Produkty dobrze oczyszczają i pozwalają się zrelaksować. 

Jeśli nie masz swojej konsultantki Oriflame, to polecam odwiedzić Klub Konsultantek, tam dowiesz się więcej na ten temat i być może zostaniesz jedną z nich, dzięki czemu będziesz miała niesamowite zniżki na ich produkty, ale i również nagrody za osiągnięcia. 

Znasz kosmetyki z serii Love Nature od Oriflame? A może stosowałaś już te konkretne produkty? Co o nich myślisz?

Woda toaletowa ORIFLAME ECLAT Femme + Co zrobić z pustym flakonem po perfumach?

Współpraca barterowa / prezent

We wpisie pojawia się link sponsorowany 


Woda toaletowa ORIFLAME ECLAT Femme + Co zrobić z pustym flakonem po perfumach?


Co pewien czas wracam do Was z recenzjami zapachów marki Oriflame. Tym razem w moim domu pojawiła się woda toaletowa Eclat Femme i to właśnie o niej dziś możecie poczytać. Ale to nie koniec! Żeby nie było nudno we wpisie, znajdziecie też mój pomysł na ponowne wykorzystanie pustego flakonu po perfumach. 

Zacznijmy jednak od perfum, które są bohaterem dzisiejszego wpisu. Na początku, chcę Wam przedstawić co o nich pisze sam producent: 
Cenione za delikatną urodę i uwodzicielski zapach, kwiaty jaśminu tworzą serce i duszę tej bajecznej kompozycji. Wybrane przez perfumiarzy ze względu na swój szlachetny, a zarazem ekscytujący charakter, pochodzą z upraw we francuskim Grasse, światowej kolebce perfumiarstwa.
oriflame eclat femme

Kategoria: Kwiatowa
Nuta głowy: mandarynka, czarna porzeczka, aksamitka.
Nuta serca:
 kwiat pomarańczy, pąki róży, płatki jaśminu.
Nuta bazy: wanilia, drzewo sandałowe, bursztyn.

Na samym początku chcę zwrócić uwagę na przepiękny flakon. Swoją prostotą przyciąga spojrzenie i prezentuje się niezwykle elegancko. Szklana prostokątna buteleczka ze złotym korkiem moim zdaniem "robi robotę". Przechodząc do samego zapachu, to od razu Wam powiem, że urzekł mnie już przy pierwszym użyciu.
Chwilę po pryśnięciu wyczuwam mnóstwo aromatów, które są niezwykle ciepłe i przyjemne. Jaśmin i drzewo sandałowe moim zdaniem są na pierwszym planie. Połączenie to jest bardzo intensywne, jednak nie należy do zapachów mdłych czy duszących - czytając nuty sądziłam, że tak właśnie może się okazać. Ten duet tworzy w zapachu taką delikatną pudrowość. Po kilku minutach ten efekt jakby znika i pojawia się mocna kwiatowość. Mogłabym napisać, że perfumy te mają wydźwięk zmysłowy, sensualny, a nawet erotyczny.  Zapach jest zauważalny lecz nie nachalny.

Myślę, że z pewnością można używać tych perfum na co dzień. Kojarzy mi się z taką klasyczną elegancją, bardzo polubiłam się z tym zapachem. Jeśli chodzi o trwałość, to jest podobnie jak w wersji Eclat Mon Parfum o której Wam pisałam. Dobre 5-6 godzin są wyczuwalne dość mocno, później aromat trzyma się bliżej skóry. Na odzieży natomiast wyczuwam go nawet kilka dni.

Perfumy kosztują około 100 zł - cena waha się w zależności od katalogu. Jeśli nie macie swojej konsultantki, to pamiętajcie, że możecie same nią zostać i kosmetyki tej marki zamawiać dla siebie w dużo niższych cenach. Wystarczy odwiedzić Klub Konsultantek Oriflame gdzie dowiecie się więcej i możecie się zarejestrować.

---------------------------------------------------------------------------------
W drugiej części mojego wpisu chcę Wam trochę opowiedzieć o pewnej akcji grupy Ladetre, czyli Pani Agnieszki Kowal o której Wam często wspominam. Celem akcji jest pomoc innym w budowaniu świadomości dbania o środowisko. Nie wiem czy wiecie, ale przez ostatnie 50 lat ludzie bardzo negatywnie wpłynęli na naszą planetę. Przez ten czas bezpowrotnie straciliśmy ponad połowę dzikiej natury. Jeśli nie zaczniemy nic z tym robić, to pomyślcie co może stać się za kolejne 50 lat?? Czy wiecie, że przez ten czas zniknęło prawie 20% lasów amazońskich? Liczba ludności wzrosła prawie trzykrotnie, a np. gatunków słodkowodnych spadła aż o 83%? Czemu tak się dzieje? W sieci pełno jest zdjęć, które mocno mnie uderzyły i między innymi one spowodowały, że postanowiłam wziąć udział we wspomnianej akcji i nagłaśniać ten problem. O jakich zdjęciach mówię? Przykładowo - plastikowe słomki wrzucane do mórz i oceanów, które później połykane są przez zwierzęta żyjące w tych wodach - straszne - nie chcę ich tutaj udostępniać, bo łzy płyną mi po policzkach kiedy je oglądam.

W jaki sposób każdy z Was może pomóc światu i jaki ma to związek z recenzją perfum? A no taki, że po skończeniu swojego ulubionego zapachu, wcale nie musicie wyrzucać pustego flakonu. Możecie dać mu drugie życie i wykorzystać np. jako wazon na kwiaty. Jeśli nie wiecie jak się za to zabrać, to pokrótce Wam o tym opowiem, a przy okazji pokażę co wyczarowałam ostatnio. 

Do wykonania takiego wazonu DIY potrzebować będziecie:
- Pusty flakon po perfumach
- Klej na gorąco (bądź jakiś inny)
- kwiaty (akurat pod ręką miałam tylko sztuczne)
- cekiny / diamenciki
- filcowe ozdoby
- odrobinę chęci i czasu 😉


co zrobić z flakonem po perfumach, wazon DIY

Jak widzicie mój flakon jest całkowicie czysty. Były to perfumy CK IN2U Her i butelka nie posiadała naklejanych etykiet ani graweru, tylko taką plastikową nakładkę, którą zdjęłam (nie pytajcie jak to się skończyło 😱). Jeśli Wasze posiadają etykiety, należy je odmoczyć, odkleić i dokładnie umyć flakonik. 

W jaki sposób dekorować taką butelkę - wszystko zależy od Was, Waszej wyobraźni i dekoracji jakie posiadacie w domu. Jak widzicie osobiście postawiłam na minimalizm, wybrałam filcowe ananasy i samoprzylepne cekiny którymi ozdobiłam wybrane partie. Nic prostszego - zajęło mi to około 15 minut i jestem z siebie bardzo zadowolona. Filcowe dodatki przykleiłam do butelki klejem na gorąco, później dokleiłam cekiny, przetarłam butelkę płynem do mycia szyb, aby usunąć odciski palców i zabrudzenia, które powstały podczas dekorowania, włożyłam kwiatki i proszę. Oto efekt końcowy:


co zrobić z pustym flakonem po perfumach, wazon diy

co zrobić z pustym flakonem po perfumach, wazon diy

co zrobić z pustym flakonem po perfumach, wazon diy

Prezentuje się ładnie, może służyć jako dekoracja, dodatek do blogowych zdjęć, a nawet posłużyć jako prezent dla bliskiej osoby. Kiedy skończę kolejne zapachy mam w planie również wykonanie dwóch innych rzeczy. Jedną z nich będzie świecąca butelka. Do środka włożę lampki LED na druciku i przykleję włącznik z boku, a następnie okleję butelkę kolorowym szkłem (jakieś pobite butelki na zewnątrz zawsze się znajdą - mi się przyda, a podwórko będzie trochę sprzątnięte). Drugim pomysłem jest stojak na zdjęcie. Do tego będę potrzebowała drucik, spinacz i np. jakieś kolorowe kamyczki, cekiny czy brokat, który wsypię do środka. Drucik włożę do środka, a część która będzie wystawać z butelki połączę ze spinaczem do którego będę mogła przyczepić wybrane zdjęcie. Pomysłów mam pełną głowę i jeśli takie posty się Wam spodobają z pewnością będę z nimi wracać na mój blog. 

W przypadku, kiedy nie macie ochoty bawić się w takie rzeczy możecie pomóc naturze w inny sposób. Rozbierzcie flakon na części pierwsze i wyrzucajcie go do specjalnie oznaczonych kontenerów - szkło do szkła, metal do metalu a plastik do plastiku.

Jeśli podobnie jak ja czujecie się dotknięci tym co wokół nas się dzieje, polecam włączenie się do kampanii o której możecie dowiedzieć się więcej z filmiku poniżej. Zostańcie ambasadorami matki natury:




Możecie również wziąć udział w konkursie organizowanym na instagramie - pokazując swoje zdjęcie lub film w którym zostanie ujęty Wasz sposób na ochronę środowiska i dbanie o naturę - dodając hasztag #wzwiazkuznatura.

Jak podoba się Wam dzisiejszy wpis? Słyszeliście o kampanii "W związku z Naturą"? Znacie zapach Eclat Femme? Jak się Wam podoba?

Woda perfumowana So Fever Her od Oriflame

Współpraca barterowa / prezent

We wpisie pojawia się link sponsorowany


Woda perfumowana So Fever Her od Oriflame


Często wspominam Wam, że lubię poznawać nowe zapachy. Od pewnego czasu dość często sięgam po te, produkowane przez markę Oriflame i dziś przychodzę do Was z wodą perfumowaną So Fever HER i opowiem Wam o moich odczuciach po jej stosowaniu. 

Woda perfumowana So Fever Her od Oriflame, to orientalno-kwiatowe perfumy dla kobiet. So Fever Her został wydany w 2015 roku, więc wcale nie jest taką nowością. Dla mnie jednak jest, ponieważ spotkałam się z nim po raz pierwszy. Twórcą kompozycji zapachowej jest Vincent Schaller. 

O tym zapachu czytałam sporo pozytywnych recenzji w sieci i to właśnie one skłoniły mnie do tego, aby go wypróbować. Dodatkowo flakonik, który jest niezwykle oryginalny, nietuzinkowy i ciekawy również zachęcił mnie do tego, aby te perfumy znalazły się w moim domu. Zacznijmy więc od najważniejszego, czyli nut zapachowych:

Kategoria zapachowa: kwiatowo-orientalne
Nuty bazy: drzewo sandałowe, lukrecja, wanilia
Nuty serca: imbir, kwiat jabłoni, śliwka
Nuty głowy: bergamotka, czarna porzeczka, różowy pieprz


Uwodzicielski zapach, który intryguje i zniewala. Za soczystym uderzeniem czarnej porzeczki podąża słodkie ukojenie drzewa sandałowego, by na koniec pobudzić zmysły do granic możliwości ognistą nutą kwiatu imbiru. Przygotuj się na intensywność doznań, która przejdzie Twoje najśmielsze oczekiwania.


Woda perfumowana So Fever Her od Oriflame

Jakie są moje odczucia po jej wypróbowaniu? 

Chciałabym napisać, że zapach zachwycił mnie tak samo mocno jak flakon. Niestety tego tu nie napiszę. Na samym początku, świeżo po spryskaniu wyczuwam w nim kwiaty. Po chwili jednak mocno na prowadzenie wysuwa się aromat wanilii, drzewa sandałowego i czegoś co dla mnie jest niezwykle mdłe - według mojej oceny - może to być lukrecja. Na sam koniec wyczuwam w nim lekką pudrowość, a może i nawet mydełko? Zapach tych perfum zdecydowanie jest ciepły, myślę że lepiej sprawdzi się zimą, jednak u Pań, które lubią mocno aromatyczne i dość ciężkie zapachy. Mnie niestety on męczy i flakon powędrował w ręce osoby, która za takimi aromatami wręcz przepada. 

Ostatnio spotkałam się z opinią na temat tego zapachu, która niezwykle zapadła mi w pamięć. Nawiązywała ona do tego, że ten aromat ma dwa oblicza: pierwsze - niezwykle słoneczne, radość, szczęście i pobudzenie do działania - taka soczysta owocowość przełamana pikanterią przypraw i słodyczą wanilii, a drugie: czysta zmysłowość - wyczuwalna pikanteria i ciężkość. W pewnym sensie mogę zgodzić się z tym opisem, bo na prawdę pasuje do tego zapachu. Nie do końca, bo nie są to moje klimaty - ja wolę jednak aromaty lżejsze i mniej duszące. Wiem jednak, że wiele kobiet uwielbia tą słodycz wanilii - dlatego też jestem pewna, że ten zapach znajdzie więcej zwolenniczek jak przeciwniczek. 


Woda perfumowana So Fever Her od Oriflame


Jeśli podobnie jak ja lubicie testować nowe zapachy i nie lubicie wydawać na to dużej gotówki, polecam rejestrację w Klubie Konsultantek Oriflame: https://klub-konsultantek.pl/katalog-oriflame dzięki niej, będziecie mogły zamawiać perfumy i inne kosmetyki w o wiele niższej cenie jak w katalogu u konsultantki. 

Tym razem niestety moje spotkanie z perfumami Oriflame nie należy do tych udanych, ale nie poddaję się i szukam dalej ;)
Znacie wodę perfumowaną So Fever Her od Oriflame? Jak podoba się Wam ten zapach? 

Klasyka zawsze na czasie - woda toaletowa GLACIER Oriflame

Współpraca barterowa / prezent

We wpisie pojawia się link sponsorowany


Klasyka zawsze na czasie - woda toaletowa GLACIER Oriflame


Marka Oriflame ma w swojej ofercie mnóstwo zapachów. Razem z mężem staramy się poznawać każdy po kolei. Zdarzają się niewypały, ale i perełki do których z pewnością będziemy wracać. Woda toaletowa GLACIER jest jedną z nich, dlatego też postanowiłam Wam o niej napisać. 

W przypadku zapachów męskich, nie mam ulubionych nut. Uwielbiam aromaty świeże, rześkie i wytrzymałe. Bardzo podobają mi się takie "sportowe" perfumy, które pasują zarówno do młodych mężczyzn jak i tych dojrzałych. Nie lubię natomiast ciężkich i przytłaczających aromatów, a mój mąż ma gust podobny do mojego, dzięki czemu zawsze podoba mi się jak pachnie i kupując coś sama - wiem, że nie przytrafi mi się żadna gafa. 

Glacier to rześki, dodający wigoru zapach, idealny dla mężczyzny o wolnym duchu i lubiącego sportowe wyzwania. Odświeżające nuty cytronu, geranium i drewna sandałowego poprowadzą cię prosto do celu.

Kategoria: Aromatyczna
Nuty głowy: ananas, arbuz, bergamotka, cytryna, mięta
Nuty serca: czarna porzeczka, drzewo, estragon, jałowiec, lawenda, rozmaryn
Nuty bazy: bursztyn, drzewo sandałowe, piżmo, tytoń, wetiwera, zamsz 


Klasyka zawsze na czasie - woda toaletowa GLACIER Oriflame

Zapach zamknięty jest w bardzo ładnej, piaskowanej niebieskiej buteleczce z korkiem w tym samym kolorze. Wygląda to bardzo estetycznie i kojarzy mi się z wodami po goleniu, które kiedyś stały na półce mojego taty. Atomizer działa bez zarzutu, ładnie rozpryskuje perfumy, nie tworząc strumienia, który spływa po szyi i ciele.

Sam zapach bardzo mi się spodobał - z resztą nie tylko mnie. Mój mąż podobnie jak ja gustuje w zapachach świeżych, które dodają takiego "powera" tuż po użyciu. Ten aromat jest delikatny i mocny zarazem. Połączenie mięty z cytrusami fajnie odświeża, nadaje zapachowi lekkości, a lawenda i piżmo lekko go ocieplają. Po kilku minutach od zastosowania zapach robi się wyraźniejszy i bardziej męski - stanowczy i zdecydowany. Ta woda toaletowa z pewnością należy do takich "uniwersalnych"  i idealnych na co dzień. Wiosna i lato to idealny czas na stosowanie tego typu zapachów. Trwałość jest zaskakująco dobra - kilka godzin trzyma się bardzo dobrze, później traci na intensywności.

Glacier to zdecydowanie jeden z naszych faworytów z zapachów marki Oriflame i chętnie do niego wrócimy, kiedy w buteleczce będzie już pusto. Dzięki Pani Agnieszce Kowal (fotograf produktowy pomagała m.in. tworzyć wizerunek marki Oriflame na instagramie) mogłam wrócić do tego zapachu po wielu latach i upewnić się, że nadal za nim przepadam. 

Czy kupujecie perfumy dla swoich drugich połówek? Lubicie mocne, korzenne aromaty czy tak jak my - bardziej świeże?

Woda perfumowana LOVE POTION SECRETS od Oriflame

Woda perfumowana LOVE POTION SECRETS od Oriflame

Jak pewnie już wiecie należę do Pań, które zaliczają się do grona "zapachomaniaczek". Uwielbiam otaczać się różnymi aromatami nie tylko w domu, ale też na ciele. Swoich sprawdzonych zapachów już kilka mam, jednak nadal szukam nowości, które urzekną mnie i zostaną ze mną na dłużej. Dziś chcę opowiedzieć Wam o wodzie perfumowanej LOVE POTION SECRETS od Oriflame.

Uwodzicielski orientalno – waniliowo – owocowy zapach oszałamia iskrzącym aromatem owoców: kompozycją soczystej mandarynki, przepysznej nektarynki i zaskakującego ananasa oraz białej truskawki w roli głównej. Jego serce otwiera się welonem białych kwiatów – gardeniajaśmin i orchidea – dodających elegancji i sensualności. Sekret zapachu to nuty głębi odsłaniające swą seksowną naturę, zaklętą w melanżu białej czekolady wzmocnionej kremową ambrą i otoczoną luksusowym drzewem sandałowym. 

Ten opis zadecydował o tym, że zapach ten pojawił się w moim domu. Aromat owoców i biała truskawka? To coś co uwielbiam, pomyślałam. Czytając dalej o białych kwiatach, ambrze i białej czekoladzie stwierdziłam, że będzie to zapach dla mnie. Czy tak się okazało? 



Woda perfumowana LOVE POTION SECRETS od Oriflame

Kategoria: orientalno-kwiatowa

Nuty bazy: mandarynka, nektarynka, ananas i biała truskawka

Nuty serca: gardenia, jaśmin i orchidea
Nuty głowy: biała czekolada, ambra, drzewo sandałowe

Jak widzicie na zdjęciach, woda perfumowana zamknięta jest w nietypowym flakoniku. Szkło wygląda jak zgnieciona z wierzchu kula, a pokrywka przypomina mi iglicę z wrzeciona. Patrząc na całość, oczami wyobraźni przeniosłam się do kreskówki Disneya "Śpiąca Królewna" i wyobraziłam sobie, że ten zapach będzie właśnie taki... bajeczny...


Przy pierwszym kontakcie ze skórą czuć niesamowitą słodycz białej czekolady, przełamaną ocieplającą ambrą i drzewem sandałowym. Zapach od razu skojarzył mi się ze słodkimi cukierkami i wydał się aromatem odpowiednim dla młodych kobiet - nawet nastolatek. Po pewnym czasie jednak perfumy przeradzają się w coś bardzo nietypowego. Wyczuwam wyraźnie jaśmin, który w perfumach bardzo mi się podoba, mimo, że nie przepadam za nim w rzeczywistości. Fajnie odświeża i nadaje takiej lekkości zapachowi, chociaż w nutach znajdują się wspomniane już wyżej orientalne składniki. Na sam koniec dopiero, po upływie dobrych 15-20 minut na skórze pojawia się coś, co sprawia, że zapach mnie oczarował - biała truskawka. Nie czuję tu ani ananasa, ani mandarynki - aromat który jest wyczuwalny jest bardziej słodki niż świeży - coś niepowtarzalnego i oryginalnego. I to właśnie w tym momencie zaczęłam zakochiwać się w tym zapachu. Jak widzicie woda perfumowana Love Potion Secrets zupełnie nie należy do moich kategorii zapachowych, jednak ta kompozycja jest tak czarująca, że nie potrafię się z nią rozstać.


Do tej pory starałam się trzymać jednych nut i kupować zapachy które w jakiś sposób są do siebie podobne, jednak chyba w końcu dojrzałam do tego, żeby próbować wszystkiego. Dzięki temu, że zarejestrowałam się na stronie klub-konsultantek.pl wszystkie zapachy, czy inne kosmetyki marki Oriflame mogę zamawiać sobie dużo taniej co jest dla mnie ogromnym plusem. Tak więc ryzykuję i zamawiam - a ostatnio udaje mi się trafiać na same perełki :) Dla przypomnienia, możecie zerknąć też na wpisy o innych zapachach, o których już pisałam:


----> Dare to Shine

----> Eclat Mon Parfum
----> Born to Fly

Wracając do tematu... Ten zapach z pewnością przypadnie Paniom, które lubią perfumy przepełnione aromatem kwiatów i słodyczy. Nie bójcie się tej orientalności, bo tak naprawdę nie jest tu mocno wyczuwalna i nawet dla migrenowców takich jak ja - ona nie przeszkadza. Zapach nie jest mdły, nie drażni - wręcz przeciwnie - sprawia, że po spryskaniu się nim od razu poprawia mi się humor. Trwałość jest bardzo dobra - na skórze wyczuwam je przed kilka, a nawet kilkanaście godzin. Ubrania natomiast pachną nimi aż do kolejnego prania. Jestem zachwycona.


Znacie zapach Love Potion Secrets? A może macie jakieś inne ulubione zapachy tej marki?

Współpraca barterowa / prezent

We wpisie pojawia się link sponsorowany 

Woda toaletowa DARE TO SHINE od ORIFLAME

Współpraca barterowa / prezent

We wpisie pojawia się link sponsorowany


Woda toaletowa DARE TO SHINE od ORIFLAME


Wiosna zbliża się do nas wielkimi krokami. W związku z tym, postanowiłam poszukać zapachów, które idealnie wpasują się w ten lekki i przyjemny klimat. Woda toaletowa Dare to Shine od Oriflame, skusiła mnie swoimi nutami zapachowymi i stwierdziłam, że muszę ją zamówić. Dziś wracam do Was z jej recenzją.

Pełna blasku kompozycja z wyrafinowanymi nutami kwiatów Tiare, zielonej gruszki, ciepłego akordu wanilii i odrobiną różowego pieprzu. Intensywnie kwiatowy zapach Dare to Shine został zamknięty we flakonie inspirowanym kształtem diamentów.

Kategoria: kwiatowa / orientalna

Nuty głowy: gruszka, malina i różowy pieprz
Nuty serca: gardenia tahitańska, jaśmin wielkolistny i heliotrop
Nuty bazy: drzewo sandałowe, bursztyn i wanilia


Woda toaletowa DARE TO SHINE od ORIFLAME

Perfumy zamknięte są we flakonie, który wygląda jak idealnie oszlifowany diament. Wewnątrz mieści się płyn w kolorze lekko pomarańczowym. Całość wygląda przepięknie i zachęca do wypróbowania. Czytając nuty stwierdziłam, że może to być zapach, który sprawdzi się doskonale na wiosenne dni. Jaka okazała się na żywo?


Po pierwszym spryskaniu od razu wyczuwam słodycz maliny, która jest bardzo wyraźna (aż sama jestem w szoku) połączoną z delikatnością gruszki. Chwilę później w zapachu wyczuwam lekką pudrowość, a następnie pojawia się aromat kwiatów przełamany ostrością pieprzu, który zapachowi dodaje takiego "pazura". Dopiero po kilku minutach ze świeżego i kwiatowego aromatu przeradza się w ciepły, otulający i rozgrzewający zapach. W tym momencie od razu wiem, że w perfumach jednym ze składników jest wanilia połączona z drzewem sandałowym. 


O ile na samym początku perfumy bardzo mi się podobają, to po około 20 minutach od spryskania wydają się dla mnie zbyt mocne na wiosnę. Zima, to idealna pora roku na używanie takich zapachów, przynajmniej w moim przypadku.  Po raz pierwszy, perfumy z drzewem sandałowym i wanilią nie męczą mnie, nie wywołują bólu głowy i nie nużą. A tak niestety dzieje się praktycznie w każdej takiej kompozycji. Tak więc jestem zadowolona, że w końcu trafiłam na coś mocniejszego - idealnego na chłodniejsze dni, co będę mogła stosować bez obaw. Dopasowanie zapachu jest dla  mnie bardzo ważnym aspektem, ponieważ moim zdaniem powinien od dawać dodatkowego "powera" i uprzyjemniać dni w które mamy go na sobie. W przypadku gdy coś drażni i nie do końca jest w naszym stylu - będziemy zmęczeni i zdenerwowani.



Woda toaletowa DARE TO SHINE od ORIFLAME

Marka Oriflame ma w swojej ofercie mnóstwo ciekawych zapachów, które postanowiłam powolutku przetestować i wypróbować na sobie. Na razie mam 3 perfumy, które uwielbiam i używam na zmianę - Eclat Mon Parfum, ICE, oraz Island Paradise. 


Nie wiem czy wiecie, ale firma korzystała z usług takiej osoby jak Agnieszka Kowal. Pani Agnieszka, którą obserwuję, pomagała marce tworzyć wizerunek firmy na instagramie i jest dla mnie mega inspiracją. Oglądając jej zdjęcia jestem zawsze zachwycona i uwielbiam słuchać jej porad. Mam nadzieję, że z czasem uda mi się załapać podstawy i robić dla Was coraz lepsze zdjęcia. Nie marzę nawet o tym, że będą tak dobre jak Pani Agnieszki, ale motywację mam :)


Mieliście okazję już poznać zapach Dare to Shine? Macie jakieś swoje ulubione zapachy od Oriflame?



Born To Fly ORIFLAME - zapach dla niej i dla niego

Współpraca barterowa / prezent

We wpisie pojawia się link sponsorowany 


Bron To Fly ORIFLAME - zapach dla niej i dla niego


Dziś Walentynki czyli święto zakochanych. Nie należę do osób, które szczególnie obchodzą ten dzień i raczej tak się nie stanie, jednak wśród nas jest wiele osób, które uwielbiają celebrować to święto. Często też z tej okazji uwielbiają wręczać sobie prezenty. Dziś mam dla Was propozycję prezentu zarówno dla niej jak i dla niego - wody toaletowe BORN TO FLY od Oriflame.

Wody toaletowe moim zdaniem są doskonałym prezentem z okazji Walentynek. Rzadko zdarza się, że nie znamy preferencji zapachowych swojego partnera/partnerki, więc nie przytrafi się nam nietrafiony prezent. Bibeloty, miśki, serduszka - takie rzeczy wręczają sobie nastolatkowe, a dorosłe osoby powinny pomyśleć o czymś praktycznym. Tak jest w przypadku perfum. Osobiście mam swoją konsultantkę, u której zamawiam interesujące mnie zapachy, jednak jest też inna możliwość. Wystarczy zarejestrować się w klubie konsultantek --> klub-konsultantek.pl a ulubione zapachy czy inne kosmetyki kupować ze sporą zniżką. Rozwiązanie bardzo korzystne i warto się nad nim zastanowić.

Wracając do zapachów, swój post zacznę od wody toaletowej Born To Fly dla niej:

woda toaletowa Born To Fly for her Oriflame

Born To Fly for her marki Oriflame, to orientalno-kwiatowe perfumy dla kobiet. Jest to nowość - zostały wydane w 2019 roku, a twórcą tej kompozycji zapachowej jest Fanny Bal.  Wyjątkowa woda toaletowa, której zapach inspirowany jest meksykańskim nektarem z agawy, pyszną japońską gruszką nashi i wspaniałą francuską magnolią. Różowy pieprz z Madagaskaru podkreśla odważny charakter kobiet, które noszą ten zapach.

Nuty głowy: mandarynka, różowy pieprz i magnolia
Nuty serca: gruszka, frezja i róża
Nuty bazy: nektar z agawy, bursztyn i drzewo sandałowe.

born to fly for her oriflame

Woda toaletowa zamknięta jest w uroczym 50 ml flakoniku, który swoją prostotą urzekł mnie na samym początku. Co szczególnie zwraca moją uwagę, to zarys najbardziej charakterystycznych punktów w różnych miastach na świecie - możemy zobaczyć tu Big Bena, Statuę Wolności czy wieżę Eiffla. Kolor różowy komunikuje o kwiatowych nutach wewnątrz.

Po pierwszym spryskaniu od razu wyczuwam słodki zapach kwiatów i orzeźwiającą woń mandarynki.  Aromat ten powoli zanika, a moim nozdrzom ujawnia się trochę cięższy i mocniejszy aromat. Z pewnością jest to mieszanka bursztynu i drzewa sandałowego, które sprawiają się ogrzewają się nasze zmysły. Ogólnie całościowo woda toaletowa jest bardzo interesująca i nietypowa - wcześniej nie spotkałam się z takim zapachem, więc z pewnością jest to coś oryginalnego. Nie do końca jednak jest to zapach, który ja mogę nosić na co dzień - jak wiecie, wolę jednak lżejsze i delikatniejsze perfumy. Jednak dzień taki jak dziś - wieczorna Walentynkowa randka z mężem, to idealny moment na użycie takiego zapachu. 

Trwałość jest dobra. Przez wiele godzin czuję ten zapach na swojej skórze, a ubrania pachną jeszcze kolejnego dnia.

Teraz część wpisu stworzona specjalnie dla Panów, a więc i woda toaletowa Born To Fly for him Oriflame może im przypaść do gustu.

woda toaletowa Born To Fly for him Oriflame

Born To Fly for Him od Oriflame, to drzewno-wodne perfumy dla mężczyzn. Podobnie jak wersja dla kobiet, jest to nowy zapach, wydany w 2019 roku, jednak autorem tej kompozycji zapachowej jest ktoś inny - Caroline Dumur. Kompozycja, której zapach przywodzi na myśl ekscytujące, dalekie podróże. W jej sercu musuje śmiały akord, inspirowany meksykańskim nektarem z agawy, aromatycznymi polami szałwii muszkatołowej, francuskiej lawendy i japońskimi ogrodami, w których rosną yuzu. Born to Fly zaprasza do odkrywania świata i życia pełnego przygód.

Nuty głowy: yuzu, pieprz
Nuty serca: szałwia muszkatołowa, lawenda
Nuty bazy: nektar z agawy, paczula i bursztym


Born to fly for him oriflame


Flakon tego zapachu utrzymany jest w tym samym klimacie co wersja dla kobiet. Tu jednak widzimy zarys innych budynków: Taj Mahal, Empire State Building czy Sobór Wasyla Błogosławionego. Szata graficzna trafia do mnie w 100% i z pewnością zwróci uwagę nie jednej osoby. 

Co do aromatu, to przypadł mi do gustu bardziej jak damska wersja i z pewnością będę cieszyć się, kiedy mój mąż będzie po nią sięgał jak często się da. Kolor zielony świadczy o tym, że w nutach znajdują się drzewne akordy i chwilę po spryskaniu nią skóry czuję niesamowity, świeży i pociągający aromat. Z pewnością jest to sprawka pieprzu, który często występuje w perfumach, które stosuje mój mąż. To właśnie ten składnik sprawia, że decyduję się na zakup danego zapachu dla niego. Po pewnym czasie wyczuwalna jest lawenda, jednak nie jest to na tyle intensywne, żeby wyczuć ją od razu. Pięknie łączy ona aromat pieprzu z paczulą, którą wyczujemy w tej kombinacji dopiero po kilku, a może kilkunastu minutach. Dzięki takim połączeniom zapach ten jest świeży i bardzo męski. Kojarzy mi się on z mężczyzną, który dopiero wyszedł spod prysznica po ciężkim treningu.

Ten aromat zdecydowanie przypadnie do gustu kobietom i mężczyznom, którzy nie lubią ciężkich i duszących perfum. Lubiących wyzwania, pewnych siebie i szukających przygód.

Trwałość jest bardzo dobra. Po otrzymaniu przesyłki rano, spryskałam tą wodą moją skórę. Wieczorem nadal ją czułam, a mąż dziwnie się na mnie patrzył :P Mam nadzieję, że nic złego o mnie nie pomyślał. Jak wróci dziś z pracy, to wręczę mu ją i rozwieję jego wątpliwości.

Te zapachy z pewnością zasługują na Waszą uwagę przy zakupach produktów marki Oriflame. Co mnie w nich urzekło, to fakt, że aromaty są niespotykane, oryginalne i ciekawe. Jeśli szukacie czegoś innego - polecam zerknąć na moje wpisy o innych zapachach tej marki, m.in. Amazing Paradise czy Eclat Mon Parfum.

Znacie już nowe zapachy Bron To Fly? Jak się Wam podobają?

Eclat Mon Parfum - nietuzinkowy zapach ORIFLAME

Współpraca barterowa / prezent


Eclat Mon Parfum - nietuzinkowy zapach ORIFLAME


Oriflame Eclat Mon Parfum, to woda perfumowana, która pod koniec zeszłego roku podbiła blogosferę. Ten zapach widziałam dosłownie wszędzie, nietuzinkowy flakon szczególnie zwrócił moją uwagę i, mimo że nuty zapachowe nie do końca należą do "moich" - postanowiłam się skusić i zamówiłam ją. 

Jeśli chodzi o zapachy tej marki, to każdy, na który do tej pory trafiłam, bardzo przypadł mi do gustu, szczególnie polubiłam wodę Amazing Paradise, o której już Wam pisałam. Lubię perfumy Oriflame, ponieważ są tanie, łatwo dostępne i dość trwałe. Dodatkowo jest też ich spory wybór i każda kobieta może znaleźć zapach, który będzie jej odpowiadał. Fajnie, jeśli masz możliwość zobaczenia ich na żywo - w przypadku posiadania swojej konsultantki tej marki. Jeśli nie masz kogoś takiego warto zerknąć na www.klub-konsultantek.pl gdzie Pani Agnieszka Kowal przedstawia opinie na temat różnych produktów. Możecie również spróbować zasięgnąć jej porad - jest świetnym słuchaczem i rozmówcą.

Eclat Mon Parfum - nietuzinkowy zapach ORIFLAME

Wracając do głównej bohaterki mojego wpisu, czyli Eclat Mon Parfum, to na początku warto wspomnieć z jakich nut zapachowych się składa. A więc:

Kategoria zapachowa: szyprowo-kwiatowa
Nuty głowy: gruszka, liście fiołka, różowy pieprz
Nuty serca: heliotrop, irys, biały irys
Nuty bazy: migdał, piżmo i paczula.

To pierwsza prawdziwa woda perfumowana w portfolio Oriflame. Zapach  Eclat Mon Parfum został stworzony przez Mistrzynię Perfumiarstwa Emilie Coppermann. Perfumy charakteryzują się akordem DeLaire – dzięki czemu są jedną z niewielu kompozycji, która zawiera składniki komponowane w ten legendarny sposób – kompozycję otwierają szlachetne nuty białego irysa, znanego od wieków emblematu francuskiej rodziny królewskiej. Całość dopełnia biała paczula, piżmo, liście fiołka i różowy pieprz.

Kiedy zastanawiałam się nad zamówieniem tej wody, nie byłam do końca przekonana, czy aromat będzie mi odpowiadał. Nie raz już wspominałam, że nie koniecznie lubię, kiedy w perfumach jest piżmo. Często jest ono zbyt mocno wyczuwalne, zbyt ciężkie i duszące dla mojej osoby. Całkiem niedawno jednak zdałam sobie sprawę z tego, że wszystko zależy od jego ilości. Często ociepla on dany zapach i otula nas ciepłym i przyjemnym doznaniem.  Przyglądając się nutom do zamówienia zapachu przekonała mnie obecność różowego pieprzu, gruszki i irysa - lubię takie połączenia słodkości, lekkości i ukojenia.

Eclat Mon Parfum Oriflame

Swoją opinię na temat tego zapachu zacznę od samego flakonu, który w dużej mierze sprawił, że zdecydowałam się na zamówienie tej wody perfumowanej. Moim zdaniem wygląda przepięknie - prostokątny flakon, oszlifowany z boku niczym diament, zakończony złotym, ciężkim korkiem i niezwykle elegancką czarną kokardką. Ona jest jak wisienka na torcie - bez tej kokardki - flakonikowi czegoś po prostu brak. Butelka bardzo przypomina perfumy od YSL Mon Paris - być może właśnie nimi marka się zainspirowała. Czy zapach również jest podobny? Tego nie wiem i pewnie prędko się nie dowiem.

Oriflame Eclat Mon Parfum

Przechodząc do samego aromatu, to mogę opisać go jako zapach kwiatowo-pudrowy. Takie były moje pierwsze skojarzenia. Na samym początku zdecydowanie wyczuwalne są nuty soczystej gruszki. Po chwili zapach rozwija się i naszym nozdrzom ujawnia się tajemniczy aromat kwiatów. Na samym końcu dopiero wyczułam piżmo, które ociepla całość. Jestem zaskoczona, że kombinacja nut, na które wcześniej bym się nie skusiła, tak przypadnie mi do gustu. 

Trwałość jest średnia. Poprzednia woda tej marki, którą opisywałam, na skórze trzyma się dłużej. Wiem, że człowiek przyzwyczaja się do zapachu, jednak mam wrażenie, że ten zbyt szybko ucieka, dlatego też noszę ją w torebce, żeby odświeżyć aromat po kilku godzinach.

Moim zdaniem ta woda perfumowana jest idealna na chłodne jesienne czy zimowe dni, romantyczną randkę, wystawne przyjęcie czy ważne spotkanie w pracy. Nada się również do codziennych stylizacji, z pewnością będzie wyróżniał się wśród tłumu. Zapach jest bardzo kobiecy, promienny i radosny, pasujący do kobiet eleganckich, pewnych siebie i odważnych.

Miałyście już okazję poznać te perfumy? Macie swoje ulubione zapachy? Zamawiacie wody od Oriflame?




Instagram