CATRICE - paleta cieni The Coral Nude Collection & cienie do powiek Art Couleurs Eyeshadows

CATRICE -  paleta cieni The Coral Nude Collection & cienie do powiek Art Couleurs Eyeshadows

Markę Catrice miałam okazję poznać już dość dawno temu. Poleciła mi ją moja siostra, która regularnie kupowała ich eyelinery. Od tamtej pory również je kupuję, ale niedawno skusiłam się też na kilka nowości. Dziś chcę opowiedzieć Wam o palecie cieni i pojedynczych cieniach do powiek.


Swoją recenzję zacznę od pojedynczych cieni do powiek, które zachwyciły mnie swoją pigmentacją. W moim domu pojawiły się dwie sztuki. Jeden jest matowy, a drugi metaliczny. Przyznam szczerze, że nigdy nie wiem na co się zdecydować, dlatego zawsze mam tego więcej, aby mieć wybór. Maluję się wyłącznie amatorsko w zaciszu domowym, ale potrafię już odróżnić produkty warte zakupu od tych, które mają słabą pigmentację i sprawią, że podczas stosowania będziesz się tylko denerwować. Jak sprawdziły się te pojedyncze cienie do powiek w moim przypadku?

Catrice Art Couleurs Eyeshadows 

Mieszaj i łącz. Te wymienne cienie do oczu oferują zjawiskowo matowe i metaliczne efekty, a ich wysoce napigmentowana pudrowa formuła zapewnia długotrwałość i intensywne krycie. Dzięki innowacyjnemu mechanizmowi na klik, cienie można łączyć i łatwo wymieniać, komponując w ten sposób spersonalizowane paletki.

 

Catrice Art Couleurs Eyeshadows

Jak widać na zdjęciu powyżej, cienie do powiek zamknięte są w pojedynczych kasetkach zamykanych na klik. Podoba mi się ich minimalistyczna szata graficzna, która według mnie prezentuje się nowocześnie i ułatwia wybranie odpowiedniego koloru przez przejrzystość opakowania. 

Cienie do powiek są dość zbite w pudełeczku. Nie są jednak twarde i z łatwością nakładają się na pędzel. Nie tracą swojej intensywności koloru podczas aplikacji z czego ogromnie się cieszę, bo większość tego typu malowideł niestety ją gubi przez co makijaż robi się bledszy jak powinien. 

Cień matowy, który posiadam to numer 310 Say You'll be Wine. Jest to połączenie ciemnego kakao z bordem, które kusi intensywnością. Pigmentacja tego cienia jest genialna, cudownie prezentuje się zarówno na swatchach jak i ja powiece. Cień metaliczny to numer 290 Getting My Bronze On. Jest to metaliczny brąz o lekkim podbarwieniu miedzianym. Sprawdza się idealnie na tę porę roku - kolor jest iście jesienny i pięknie podkreśli tęczówkę każdego koloru oka. 


cienie do powiek Catrice Art Couleurs Eyeshadows

cienie do powiek Catrice Art Couleurs Eyeshadows

Trwałość tych cieni do powiek oceniam na bardzo dobrą. Trzymają się na powiekach przez długi czas, nie ciastkują się, nie wpadają w załamania skóry i nie ścierają. Jestem z nich bardzo zadowolona i chętnie skuszę się na inne odcienie.

Kolejną do opisania jest paleta cieni z nowej serii, którą od ręki możecie kupić w drogeriach Hebe.

Paleta cieni do powiek Catrice The Coral Nude Collection

Nowa, wegańska i wolna od mikrocząsteczek plastiku kolekcja trzech palet cieni do powiek The Collection imponuje niezwykłą gamą barw. Dostępna w trzech różnych wersjach kolorystycznych – EARTH, NUDE oraz w ciepłej tonacji COCOA – pozwala uzyskać mocno nasycone kolorystycznie matowe lub delikatnie połyskujące
efekty. Doskonałe zarówno na dzień jak i na wieczór. Dodatkowo w palecie: odcień bazowy i rozświetlacz – idealne do wykończenia makijażu.

 

Paleta cieni do powiek Catrice The Coral Nude Collection

Paleta cieni od razu wpadła mi w oko, ponieważ wewnątrz posiada cień bazowy, cienie kolorowe oraz rozświetlacz. Jeśli zastanawiacie się co powinno znaleźć się w damskiej torebce, to od razu mówię, że taka właśnie paleta. Przejrzyste opakowanie, minimalistyczna szata graficzna sprawiają, że paleta kusi swoim wyglądem z daleka. Moja paletka z tyłu opakowania ma numer 010 Peach Passion. Kolory umieszczone w niej są idealne do wykonania makijażu codziennego, ale moim zdaniem można wyczarować nią też coś na większe, wieczorowe wyjście.

Jeśli chodzi o pigmentację, to na początku uważałam, że jest słaba. Jak widać na zdjęciu poniżej, swatche wyglądają bardzo blado. Było to moje pierwsze spotkanie z tą paletą Catrice i wykonałam je macając paletkę palcami i przenosząc na skórę. Na powiekach zachowują się zupełnie inaczej. Pokryłam całe powieki cieniem bazowym, a następnie nakładałam poszczególne kolory i przyznam, że nakładane w ten sposób prezentują się o wiele ciekawiej. Cień bazowy podbija je i kolory stają się bardziej nasycone. 

Paleta cieni do powiek Catrice The Coral Nude Collection

Paleta cieni do powiek Catrice The Coral Nude Collection

Paleta cieni do powiek Catrice The Coral Nude Collection


Cienie dobrze rozprowadzają się po skórze, nie pylą zbyt mocno i nie wpadają w załamania skóry. Trzymają się na powiekach dość długo, jeśli nie macie odruchów przecierających oczu, to myślę, że makijaż wykonany tą paletą utrzyma się do demakijażu bez zmian. Myślę, że jest to jedna z lepszych palet cieni dostępnych na drogeryjnych półkach i warto się na nią skusić, jeśli lubicie takie nudziakowe makijaże.

Na koniec zostawiam Wam zdjęcia makijażu, który wykonałam w całości kosmetykami marki Catrice. Użyłam do niego palety cieni z tego wpisu, eyelinera oraz podkładu. O eyelinerze i podkładzie napiszę Wam wkrótce osobne wpisy. Chcę je jeszcze chwilę potestować, aby móc napisać o nich więcej.

CATRICE -  paleta cieni The Coral Nude Collection & cienie do powiek Art Couleurs Eyeshadows

CATRICE -  paleta cieni The Coral Nude Collection & cienie do powiek Art Couleurs Eyeshadows

CATRICE -  paleta cieni The Coral Nude Collection & cienie do powiek Art Couleurs Eyeshadows

Myślę, że paleta cieni na oczach prezentuje się bardzo dobrze. Dla osób, które amatorsko malują się w zaciszu domowym będzie super. Pamiętajcie, że możecie ją dostać od ręki w drogeriach Hebe.

Znacie kolorówkę marki Catrice? Jakie macie wrażenia na jej temat? Jak podoba się Wam ta paleta? 

Bielenda Exotic Paradise MELON - cukrowy peeling nawilżający i odświeżający olejek pod prysznic

 

Bielenda Exotic Paradise MELON cukrowy peeling nawilżający i odświeżający olejek pod prysznic

Uwielbiam sięgać po nowości do pielęgnacji ciała. Podczas ostatnich zakupów w Notino, trafiłam na serię Exotic Paradise marki Bielenda. Nie mogłam przejść obok niej obojętnie i właśnie dziś chcę opowiedzieć Wam o moich spostrzeżeniach po testach.


Bardzo lubię kosmetyki, które posiadają aromaty kojarzące się z latem. Jest w nich dużo świeżości, dzięki której, mam o wiele lepsze samopoczucie. W związku z tym, wybierając kosmetyki do pielęgnacji ciała, najczęściej sięgam po zapachy owocowe. Melon, to jeden z moich ulubionych owoców, które latem pochłaniam kilogramami. Kiedy zobaczyłam, że Bielenda w swojej ofercie posiada serię z tym owocem, wiedziałam, że muszę ją mieć. W taki właśnie sposób cukrowy peeling nawilżający i odświeżający olejek pod prysznic pojawiły się w moim domu.

Bielenda Exotic Paradise Melon - odświeżający olejek pod prysznic

Olejek do kąpieli i pod prysznic doskonale myje i odświeża ciało. Zastosowana formuła zamienia się w lekką pianę, która zadba o Twoją skórę, pozostawiając ją optymalnie wypielęgnowaną, czystą i miękką w dotyku. Orzeźwiający zapach olejku otuli Twoje ciało delikatną, energetyzującą, owocową nutą. 

 

Bielenda Exotic Paradise Melon - odświeżający olejek pod prysznic

Olejek zawiera sok z melona, który posiada właściwości nawilżające. Dzięki zawartości witamin i minerałów ma działanie wspomagające rewitalizację skóry. Formuła została wzbogacona o odświeżającą wodę z zielonej herbaty i nawilżającą glicerynę, które w duecie tworzą niezastąpiony duet pielęgnacyjny. Pielęgnuje i odświeża pozostawiając na skórze przyjemny owocowy zapach. 

Bielenda Exotic Paradise Melon - odświeżający olejek pod prysznic

Bielenda Exotic Paradise Melon - odświeżający olejek pod prysznic

Jeśli chodzi o olejki pod prysznic, to jestem bardzo wybredna. Ciężko mi dogodzić w tym temacie i do tej pory nie trafiłam na kosmetyk, który zachwyci mnie na tyle, aby zostać ze mną na dłużej. Do tej pory, najczęściej wybierałam olejki od Nivea, ale żaden z oferowanych zapachów nie odpowiadał mi na tyle, aby zagościć w mojej łazience na stałe. Olejek Bielenda Exotic Paradise Melon, to coś wspaniałego. Zapach jest tak prawdziwy, że dosłownie ma się ochotę wypić ten kosmetyk. Świeżość, lekka słodycz i lekkość, to cechy, które moim zdaniem idealnie odwzorowują ten aromat.

Olejek posiada konsystencję żelową. W połączeniu z wodą pieni się doskonale. Niewielka ilość wystarczy, aby umyć nim całe ciało. Skóra po nim jest gładka i nawilżona oraz muśnięta cudownym zapachem, który trzyma się dość długi czas. Ten olejek jest bardzo wydajny i nie pozostawia tłustych warstw, nie obkleja wanny i dobrze się spłukuje. Polecam go z całego serca, tym bardziej, że nie należy do drogich produktów. W Notino znajdziecie też inne zapachy z tej samej linii. Jest jeszcze Papaya, Pitaya i Figa.  


Bielenda Exotic Paradise Melon - cukrowy peeling nawilżający

Peeling bardzo dobrze nawilża, wygładza i odświeża skórę. Zastosowana formuła łączy działanie oczyszczających kryształków naturalnego cukru oraz pielęgnacyjnych składników aktywnych. Peeling delikatnie i skutecznie złuszcza martwy naskórek, eliminuje szorstkość i oczyszcza skórę, pozostawiając ją miękką i gładką w dotyku. 

 

Bielenda Exotic Paradise Melon - cukrowy peeling nawilżający

Peelingi do ciała od wielu lat stosuję regularnie i wręcz nałogowo. Uwielbiam tę formę pielęgnacji, bo dzięki niej moja skóra jest gładka i przyjemna w dotyku. Zamawiając olejek, musiałam skusić się również na peeling z tej samej serii. 

Ten kosmetyk zamknięty jest w słoiczku o pojemności 350 g. Sam produkt posiada konsystencję lekko galaretkowatą i dość rzadką. Drobinki cukru są małe, ale jest ich bardzo dużo i są mocno wyczuwalne pod palcami. Doskonale oczyszczają i ścierają skórę, pozostawiając ją gładką i miękką w dotyku. Nawilżenie jest zauważalne, ponieważ ten peeling zostawia na skórze lekki film. To wygodne rozwiązanie w moim przypadku, bo nie muszę już nakładać na nią balsamów do ciała, których nie znoszę. 

Bielenda Exotic Paradise Melon - cukrowy peeling nawilżający

Bielenda Exotic Paradise Melon - cukrowy peeling nawilżający


Peeling pachnie tak samo jak olejek. Ten aromat z pewnością przypadnie do gustu miłośniczkom owocowych kosmetyków i tych, które uwielbiają delikatną słodycz. Na skórze utrzymuje się do kilku godzin (2-3). Z pewnością w mojej łazience pojawią się inne zapachy z tej serii, jak wspomniałam wyżej są to Papaya, Pitaya i Figa.

Bielenda Exotic Paradise MELON - cukrowy peeling nawilżający i odświeżający olejek pod prysznic


Podsumowując moją przygodę z tymi kosmetykami jestem bardzo zadowolona. Dawno nie miałam tak skutecznych produktów do pielęgnacji ciała, które oprócz wspaniałego działania mają tak przyjemne i naturalne zapachy. Do tej pory rzadko sięgałam po kosmetyki marki Bielenda, ale po tym spotkaniu wiem, że stanie się to moim rytuałem.

Jestem ciekawa czy mieliście okazję już stosować kosmetyki z tej serii? Który zapach najbardziej Was ciekawi?

Ada Tulińska "Zależna od mafii" - recenzja książki

 

Ada Tulińska "Zależna od mafii" - recenzja książki

Książki z mafią w tle, to moje ulubione spośród literatury obyczajowej. Nie lubię cukierkowych historii, uwielbiam natomiast, kiedy coś się dzieje. Kiedy zobaczyłam zapowiedź książki Ady Tulińskiej "Zależna od mafii" wiedziałam, że muszę ją mieć. Jakie są moje wrażenia po lekturze?


Z twórczością tej autorki nie miałam wcześniej do czynienia, więc nie wiedziałam czy jej sposób pisania przypadnie mi do gustu, bo z tym jest różnie. Chciałam ją poznać, bo zaciekawiła mnie jej osobowość. Pani Adelina jest absolwentką historii sztuki, miłośniczką malarstwa i zawodowo grafikiem kreatywnym. Po takiej osobie spodziewałam się niesamowitej wyobraźni i domyślałam się, że mogę zastać efekt WOW. Czy tak też się stało?

O czym opowiada książka?

Julia nigdy okazywała słabości. Nawet po odejściu matki, a potem aresztowaniu ojca. Nawet kiedy została porwana, upokorzona i traktowana jak czyjaś własność.

Gdy ojciec Julii i Patryka wychodzi z więzienia, w ich domu pojawia się Filip Vedetti i żąda spłaty długu. W ramach zapłaty zabiera Julię. Zaborczego syna mafii podnieca jej opór. Chce, żeby należała do niego. Kobieta wchodzi z nim w niebezpieczny układ: ma zbliżyć się do rosyjskiego miliardera, Nikolaja Aristowa.

Musi wykorzystać swoją umiejętność udawania kogoś, kim nie jest. Inaczej ktoś zginie. Wszystko zacznie się jednak jeszcze bardziej komplikować, gdy w grę wejdą uczucia.

Czy Julia będzie w stanie odsunąć na bok swoje zasady moralne i uwieść niebezpiecznego Rosjanina? Do czego zdoła się posunąć, żeby ocalić najbliższych?

Ada Tulińska "Zależna od mafii" - recenzja książki


Na rynku wydawniczym książek z wątkiem mafijnym jest bardzo dużo. W związku z tym, autor, który decyduje się o tym pisać, może spodziewać się, że czytelnicy oczekują czegoś, co ich zaskoczy i sprawi, że książka wyróżni się na tle innych. Od razu napiszę, że w tej książce nie pojawiło się nic co by mnie zaskoczyło, bo przeczytałam takich historii już naprawdę bardzo dużo, ale myślę, że ta opowieść jest bardzo przemyślana i spójna dzięki czemu całość przypadła mi do gustu. Ale zacznijmy od początku...

Julia na pierwszym miejscu stawia rodzinę i dla nich jest gotowa do poświęceń. Ma jednak swoje zasady i ciężko jest jej postępować wbrew sobie. Zostaje jednak postawiona pod ścianą i musi zrobić coś na co nie do końca jest przygotowana. Musi podjąć pewną decyzję i wybrać czyje dobro jest ważniejsze - jej czy bliskich. 

Filip to przyszły capo. Jak możecie się domyślić - zawsze stawia na swoim, jest nieugięty i uwielbia brylować. Nie boi się niczego i lubi to udowadniać. Czy pod skorupą twardego i bezwzględnego mafiozo kryje się ktoś zupełnie inny?

Ada Tulińska "Zależna od mafii" - recenzja książki


Julia i jej brat Patryk zostali sami. Ich ojciec, który był kiedyś prawnikiem odsiaduje wyrok w więzieniu, a matki nie mają. Nadchodzi dzień na który oboje czekali - ich ojciec wychodzi na wolność. Postanawiają to uczcić, ale mężczyzna wydaje się nieobecny i mocno wycofany. Spotkanie, które miało być radosną chwilą zamienia się w coś bardzo nieprzyjemnego. Dziewczyna wraca do domu, a tam zastaje otwarte drzwi. Wewnątrz znajduje związanego ojca i brata i młodego mężczyznę, który jest bardzo niebezpieczny. Julia jest w szoku i nie do końca rozumie co się dzieje, ale chwilę później już wszystko staje się jasne. Dziewczyna zostaje porwana, a raczej zabrana za długi jej ojca. Umieszczona jest w miejscu przerażającym i pozostawiona sama sobie. Następnie zostaje zawieziona do swojego oprawcy - Filipa. Ten facet ma w planie wykorzystać tę kobietę do swoich niecnych celów. Niedługo po porwaniu jego plany do niej nieco się zmieniają... Dziewczyna dostaje do wykonania pewne zadanie. Ma zbliżyć się do miliardera Nikolaja Aristowa. Rosjanin pojawił się we Wrocławiu, a rodzina Filipa chce dowiedzieć się jakie są jego plany. Kobieta musi udawać kogoś kim nie jest, co będzie dla niej bardzo trudne, bo w grę wchodzą prawdziwe uczucia. Czy Julia poradzi sobie z tym zadaniem? Czy dług zostanie spłacony? Jak potoczy się jej relacja z Filipem, a jak z Nikolajem?

Przyznam szczerze, że mimo iż w książce nie znalazłam nic nowego, co by mnie zaskoczyło, to bardzo się w nią wciągnęłam. Napisana jest z dwóch perspektyw - Julii i Filipa, dzięki czemu możemy ich lepiej poznać, a nawet polubić. Pojawiają się tu pewne tajemnice, które pozwalają nam się mocniej wkręcić w całość, a także namiętność, która doda książce nieco pikanterii. Warto wspomnieć, że relacja bohaterów powoli się rozwijała i nie wylądowali w łóżku w jednym z pierwszych rozdziałów, a to się ceni. Chemia między nimi była wyczuwalna z daleka i wręcz namacalna. Autorka w bardzo ciekawy sposób nam ją zobrazowała. Postarała się, aby czytelnik nie nudził się podczas lektury. W mojej ocenie nie ma tu nudy, a sama końcówka sprawiła, że starałam się szybciej poznać kolejne wydarzenia. 

Myślę, że to pozycja dla osób, które lubią mafijne klimaty, ale też dla tych, którzy chcą w nie dopiero wejść. Nie znajdziecie tu brutalnego świata i rozlewu krwi, tak więc wrażliwe osoby również z łatwością przebrną przez lekturę. Dla tych, którzy są głodni wrażeń i silnych emocji ta pozycja może wydawać się nudna. Ja oceniam ją na mocne 7 punktów i nie mogę doczekać się kolejnego tomu z tej serii. Na koniec chcę podziękować Wydawnictwu Kobiecemu za egzemplarz do recenzji. 

Mieliście okazję poznać tę książkę? Znacie twórczość Ady Tulińskiej?

Jesienne stylizacje paznokci lakierami NC Nails Company

Jesienne stylizacje paznokci lakierami NC Nails Company

Manicure hybrydowy wykonuję samodzielnie w domowym zaciszu. Wypróbowałam już bardzo dużo lakierów różnych marek, ale tylko jednej jestem wierna. Jest nią NC Nails Company i to właśnie do niej wracam z przyjemnością. Przyszedł czas, aby pokazać Wam kolejne kolory lakierów, które sobie zamówiłam jakiś czas temu.


W mojej kolekcji lakierów hybrydowych, brakowało kolorów typowo jesiennych. Skupiałam się do tej pory na bardziej letnich odcieniach i kiedy nadeszła jesień, zdałam sobie sprawę z tego, że nie mam brązów, beżów czy ciemnych czerwieni i fioletów. Przeglądając asortyment marki, wpadłam na cztery kolory, które wydały mi się interesujące i pasujące do jesiennych stylizacji. Każdy z nich pochodzi z innej kolekcji, ale w niczym mi to nie przeszkadza. Dodatkowo skusiłam się na kolejną folię transferową i bazę, tym razem witaminową.

Kolory lakierów na jakie się skusiłam noszą nazwy: Semi Formal, Meeting, Metro oraz Prestige. Pokażę je Wam na moich pazurkach w dwóch różnych stylizacjach, które mogliście już oglądać na moim Instagramie. Wiem jednak, że mam obserwatorów bloga, którzy nie posiadają wspomnianego Instagrama, dlatego zawsze wracam do Was z wpisami. Myślę, że dzięki nim, efekty mojej pracy może zobaczyć większe grono osób. 

Na zdjęciach poniżej, możecie zobaczyć dwa kolory, które skradły moje serce i pojawiają się na moich paznokciach najczęściej w ostatnim czasie. Warto wspomnieć o tym, że do tej pory nie przepadałam za ciemnymi lakierami i jak mocno się zdziwiłam, kiedy zaczęłam stosować lakier o nazwie Metro. Stał się on moim ulubieńcem za fakt, że jest bardzo uniwersalny i posiada niesamowitą głębię koloru.

Jesienne stylizacje paznokci lakierami NC Nails Company

Jesienne stylizacje paznokci lakierami NC Nails Company


Jak widzicie na zdjęciach, Metro, to takie ciemne bordo, które przepięknie komponuje się ze złotą folią transferową. Aby trochę ożywić stylizacje postanowiłam połączyć go z odcieniem Prestige, który jest połączeniem różu z fioletem. Odcień nieco różni się od tego co widnieje na butelce, ale ucieszyłam się, bo bardzo mi się spodobał i polubiłam go.

Cała stylizacja wyglądała tak:

Jesienne stylizacje paznokci lakierami NC Nails Company


Oczywiście nie jest to profesjonalny manicure, ale nie mam szkoleń i wszystko wykonuję sama. Uważam, że progres jest duży jeśli wezmę pod uwagę moje początki. Wiem też, że za jakiś czas będzie jeszcze lepiej o czym będę informować Was na bieżąco.

Do drugiej stylizacji użyłam pozostałe lakiery NC Nails Company o nazwach Semi Formal i Meeteng. Oba kolory kojarzyły mi się niesamowicie z jesienią, lekkim wyciszeniem i odprężeniem z kubkiem kawy w ręku. Postanowiłam, że będę je stosować razem z matowym topem tej samej marki, który pokochałam. Paznokcie w takich kolorach bardzo mi się spodobały i noszę je do dzisiaj :)

Jesienne stylizacje paznokci lakierami NC Nails Company



Jak wspomniałam na wstępie, do wykonania tych stylizacji używałam bazę witaminową Ultra Strong. Specjalnie nie wracałam do Was z moim wpisem przez dłuższy czas, abym mogła poobserwować moje pazurki na które nakładałam tą bazę. Do tej pory sięgałam po wersję Repair, która jest moją miłością, ale muszę przyznać, że ta witaminowa wyraźnie poprawiła kondycję moich paznokci. Płytka stała się zdecydowanie mocniejsza, pazurki przestały pękać i kruszyć się z czego jestem bardzo zadowolona. Stosuję ją od dwóch miesięcy i efekt jest naprawdę widoczny.

Jesienne stylizacje paznokci lakierami NC Nails Company


Na sam koniec chcę Wam polecić lakiery hybrydowe marki NC Nails Company. Moje zdanie o nich nie zmieniło się przez kilka lat. Uważam, że są godne uwagi i według mnie najlepsze spośród oferowanych na rynku lakierów. Większość kolorów ma niesamowitą pigmentację i wystarcza jedna warstwa, aby uzyskać cudowny efekt i dokładne krycie. Lakiery nie zmieniają kolorów podczas utwardzania, a topy nabłyszczające nie matowieją nawet po trzech tygodniach od wykonania stylizacji. 

Jestem ciekawa czy macie doświadczenie z tą marką i jakie są Wasze wrażenia? Jak podobają się Wam moje stylizacje?

B. B. Reid "Fear Me" - recenzja książki

 

B. B. Reid "Fear Me" - recenzja książki

Powoli wracam do Was z recenzjami książek, które przeczytałam w listopadzie. Jedną z nich jest pierwszy tom z serii "Broken Love" i książka "Fear Me" autorstwa B. B. Reid. Jakie są moje wrażenia po lekturze?


Na początku, tak jak zawsze chcę wprowadzić Was do fabuły książki. Dlatego też, zostawiam tu opis ze strony Wydawnictwa:

Lake Monroe żyje w strachu. Jej dręczyciel właśnie opuszcza poprawczak i znowu pojawi się na korytarzach jej szkoły. Dziewczyna wie, że jej obawy są uzasadnione. Keiran Masters już 10 lat temu wybrał ją na swoją ofiarę.

Lake ma rację. Kieran nadal ma ją na celowniku. Jednak tym razem w sposobie jego dręczenia jest coś jeszcze, coś, czego wcześniej tam nie było. Pożądanie.

Jednak to, czego Lake nie przewidziała, to jej wewnętrzna walka i zmiana stosunku względem Kierana. Może się okazać, że między nimi jest coś więcej niż nienawiść i że Kieran skrywa mroczną tajemnicę, która będzie chciała w końcu ujrzeć światło dzienne.

Przyznam szczerze, że tą książkę wybrałam ze względu na opis, który wydawał mi się bardzo intrygujący. Z reguły historie z motywem dręczenia bardzo wciągają, a podczas lektury pojawia się dreszczyk emocji. Lubię takie opowieści, a wobec tej książki miałam ogromne oczekiwania. Czy udało mi się szybko przez nią przebrnąć i jestem finalnie zadowolona?

B. B. Reid "Fear Me" - recenzja książki

Nasza główna bohaterka to Lake Monroe, która jest uczennicą szkoły średniej. Jej życie nie było usłane różami, bo jest ofiarą dręczyciela w szkole. Najczęściej było to znęcanie się psychiczne, chociaż dochodziło też czasem do rękoczynów. Na szczęście, od roku jej prześladowca przebywa w zakładzie poprawczym, więc w jakiś sposób jej życie się uspokoiło. Niestety nie mogło to trwać w nieskończoność. Okazuje się, że Kieran Mastess wrócił. Mężczyzna spędził trochę czasu w poprawczaku, a winą za to obarcza właśnie Lake. Tak naprawdę nikt nie wie, kto jest za to odpowiedzialny, ale dowody wskazują na naszą bohaterkę. Jak możecie się domyślić, zemsta jest nieunikniona. Kieran postanawia wyciągnąć konsekwencje. Dlaczego chłopak tak bardzo ją nienawidzi Lake? Dlaczego stała się jego ofiarą? 

Na początku odbierałam mężczyznę jako typowego samca alfa. Robi co mu się podoba, ma wszystko czego zapragnie i wszystko musi być tak jak on sobie wymyśli. Jest bezlitosny i okrutny. Nie dało się go lubić. Po pewnym czasie jednak, dowiadujemy się pewnych rzeczy, które mogą zmienić Wasze zdanie o tym bohaterze. W sumie sama byłam zdziwiona, że tak mocno się to wszystko obróciło i tak naprawdę nie wiem co mam o nim myśleć. Jeśli chodzi o samą Lake, to również mam mieszane uczucia. Z jednej strony było mi jej szkoda, bo miałam w głowie fakt, że jest ofiarą. Z drugiej jednak, sama zastanawiałam się jak można być tak głupią i pozwalać się tak traktować. W tym momencie mówiłam do siebie, że nie dziwię się, że padła ofiarą takiego oprawcy. 

Historia tych dwojga, moim zdaniem jest mocno pokręcona. Warto podkreślić, że są to młodzi ludzie - w wieku 17-18 lat, a wszystko dzieje się w szkole. Zachowanie Kierana wydaje się absurdalne i typowe dla starych mafiozów. A ten chłopak dopiero wkracza w dorosłe życie. Dręczenie kobiety nie jest już tak fascynujące więc dochodzi tu również napastowanie seksualne. Żeby tego było mało z czasem, tej dziewczynie zaczyna się to podobać. Lake niby nienawidzi Kierana, a z drugiej strony zaczyna żywić go mocnym uczuciem. Trochę dziwne prawda? 

Książka jest szokująca, ale nie nudna. Dzieje się w niej bardzo dużo i osobiście nie mogłam się od niej oderwać, bo zżerała mnie ciekawość. Czy jestem z niej zadowolona? Nie do końca. Niby wszystko jest ciekawe, ale ta irytacja chyba jednak przeważała. Ile ja się nerwów najadłam podczas czytania, to moje. Ciężko jest mi ją ocenić i myślę, że nie trafi do każdego odbiorcy. W jednych wywoła masę emocji i pozostawi nutkę ciekawości, a drudzy będą zniesmaczeni i oburzeni po jej przeczytaniu. Jednak właśnie na tym polega pisanie książek, prawda? Mimo, że nie jest to tytuł, który stanie na podium z moimi ulubionymi historiami, to z ciekawości sięgnę po kolejną część z tej serii.

Sama autorka ma głowę pełną pomysłów, a styl jej pisania bardzo przypadł mi do gustu. Pisze lekko, jej treści czyta się szybko i przyjemnie, dlatego chętnie poznam inne jej dzieła. Na koniec chcę podziękować Wydawnictwu Kobiecemu za egzemplarz do recenzji.

Mieliście okazję poznać tę historię? Jak się Wam podobała?


Instagram