Piękne włosy, skóra i paznokcie dzięki Biotyna Max - Pure Nature

 Materiał reklamowy / Współpraca


Biotyna Max - Pure Nature

Masz problemy z cerą? Łamliwe paznokcie lub wypadające włosy? Brakuje Ci witamin i szukasz odpowiedniego suplementu diety? Nie lubisz połykać dużych kapsułek czy tabletek? Biotyna Max od Pure Nature z pewnością Cię zainteresuje.

Jeśli interesowałeś się już tematem łamliwych włosów, kłopotów z cerą czy paznokciami, to zapewne wiesz, że biotyna ma na nie istotny wpływ. Dowodzą temu odpowiednie badania. Dziś przychodzę do Was z moją opinią na temat suplementu diety Biotyna Max od Pure Nature. 

Jeśli jesteś czytelnikiem mojego bloga, to pewnie wiesz, że osobiście nie przepadam za połykaniem tabletek i mam problem z regularnością w ich przyjmowaniu. Od pewnego czasu jednak zmagam się z problemami skóry, włosów i paznokci, więc postanowiłam trochę zmienić swoje nawyki i zamówiłam Biotynę Max. Co skusiło mnie do podjęcia takiej decyzji? Zapewnienie producenta, że efekty można zauważyć już po miesiącu przyjmowania. Jest to dość krótki okres, w którym możemy w znaczny sposób poprawić kondycję naszych włosów, skóry czy paznokci i postanowiłam sprawdzić czy faktycznie tak jest.

Biotyna Max - Pure Nature

Moim zdaniem najważniejsze w tym wszystkim jest zdrowe i odpowiednio zbilansowane pożywienie. Wszystko, co dostarczamy naszemu organizmowi od wewnątrz ma ogromne znaczenie na to, w jaki sposób będzie funkcjonować. Od niedawna jestem na diecie, która ma pomóc mi zlikwidować pewien problem zdrowotny i zanim zaczęłam przyjmować ten suplement, skonsultowałam to z moim lekarzem. Kiedy okazało się, że bez problemu mogę go zażywać - wzięłam się za testy. 

Zanim jednak opowiem Wam, jakie mam wrażenia po kilku tygodniach stosowania, chcę napisać Wam jakie składniki się w nim znajdują. Najważniejszy składnik to wspomniana już wyżej Biotyna, która wpływa nie tylko na właściwe funkcjonowanie skóry i włosów, ale również wspomaga funkcję tarczycy i przemianę dwutlenku węgla. Kolejny ważny składnik to Selen, który posiada właściwości antyoksydacyjne, poprawia cyrkulację krwi, ale również wspomaga układ odpornościowy. Witamina B6 odpowiadająca za prawidłowe działanie układu nerwowego ma wpływ na ciśnienie krwi, skurcze mięśni czy pracę serca. Cynk, który jest niezwykle ważny dla skóry, włosów i paznokci. Jego niedobory powodują nie tylko pogorszeniem się stanu skóry, ale również wpływa na czas gojenia się ran. Cynk reguluje stężenie witaminy A, dzięki czemu pomaga leczyć różnego rodzaju owrzodzenia i trądzik. W suplemencie tym znajdziemy również Witaminę B1 inaczej zwaną tiaminą - która przede wszystkim wspomaga proces wzrostu organizmu, uczestniczy w reakcjach metabolicznych i wspomaga pracę układu sercowo-naczyniowego. Witamina B12, która jest niezbędna do prawidłowego funkcjonowania wszystkich komórek całego organizmu człowieka. Oprócz tego w składzie znajdują się substancje wypełniające, glazurujące i barwnik.

Biotyna Max - Pure Nature

Wszystkie te elementy zmieściły się w niewielkich, białych tabletkach. Powiem Wam, że bardzo ucieszyłam się, kiedy zobaczyłam, jaką mają wielkość. Najczęściej tego typu suplementy są zamknięte w sporych kapsułkach, które ciężko połknąć lub na samą myśl o tym fakcie - człowieka odrzuca. Osobiście nie mam problemów z żadną wielkością leków czy suplementów, jednak tabletki tej wielkości są zdecydowanie przyjemniejsze. 

Jak zażywać Biotynę Max od Pure Nature?

Jedna tabletka dziennie. Nie mogą zażywać ich dzieci, kobiety w ciąży i karmiące piersią. 

Biotyna Max - Pure Nature

Biotyna Max - Pure Nature

Moje problemy ze skórą, włosami i paznokciami zaczęły się jakieś 3 miesiące temu. Włosy przez farbowanie strasznie się osłabiły i zaczęły wypadać - między innymi dlatego zdecydowałam się je bardzo mocno skrócić. Cera o tej porze roku zawsze żyje tak jak ma ochotę - niedoskonałości pojawiają się niemalże codziennie - szczególnie w okolicy nosa czy ust. Jeśli chodzi o paznokcie, to samodzielnie wykonuję sobie manicure hybrydowy i niestety mocno je to osłabia. Z tego właśnie powodu, od prawie siedmiu tygodni nie nakładam na nie żadnych lakierów.

Co zauważyłam po 4 tygodniach stosowania Biotyny Max od Pure Nature?

Swoje spostrzeżenia zacznę od stanu skóry. Od około dwóch tygodni na mojej twarzy nie pojawił się żaden niechciany gość (czytaj pryszcz :P). Szczerze mówiąc mocno mnie to zdziwiło, ponieważ jak wspomniałam wyżej - latem moja cera żyje jak chce. Przetłuszczające się miejsca szybko się zapychają i pojawia się problem. Tabletki przyjmuję od czterech tygodni, a od dwóch nie zauważyłam nic niepokojącego (nawet przed miesiączką). Mam wrażenie, że jej kolor się ujednolicił - i nie wiem czy mam przypisać to suplementowi, czy kosmetykom, których aktualnie używam. 

Włosy wypadają mi nadal, jednak mam wrażenie, że w mniejszych ilościach. Nie muszę już codziennie wyciągać pukli włosów ze szczotki - robię to raz w tygodniu, bo włosów jest zdecydowanie mniej. Najbardziej cieszy mnie fakt, że nie muszę ściągać martwych włosów z ubrań, przed wyjściem z domu - co okropnie mnie męczyło i denerwowało. W okolicach skroni, pojawiło się natomiast sporo tzw. baby hair. 

Jeśli chodzi o paznokcie, to jestem w ogromnym szoku. Zrobiły się mega twarde - nawet po nałożeniu lakieru hybrydowego kilka miesięcy temu - nie były tak sztywne, jak teraz. Nie muszę się martwić, że je połamię - mogę robić nimi wszystko, bez obaw, że coś się stanie. Poznikały mi też białe plamki na nich i widoczne rysy wzdłuż paznokci. Wyglądają tak jakbym używała dobrej odżywki, a nie robiłam tego od dwóch miesięcy. 

Podsumowując moją przygodę z Biotyną Max od Pure Nature chcę napisać, że jestem w pełni zadowolona z kuracji. Chętnie sięgnę po nią w przyszłości ponownie, bo efekt widoczny jest w szybkim czasie i to gołym okiem. 

Stosujecie suplementy diety? A może mieliście okazję przyjmować Biotynę Max?

Meghan March "Imperium grzechu" - tom 3 trylogii MOUNT - recenzja

Współpraca barterowa / prezent


Meghan March "Imperium grzechu" - tom 3 trylogii MOUNT - recenzja

Po raz trzeci wracam do Was z książką Meghan March. Nie wiem czy pamiętacie, ale pisałam Wam już recenzję książek "Król bez skrupułów" oraz "Niepokorna królowa". Trylogia bardzo mi się spodobała, tak więc wracam dziś z ostatnią już - trzecią częścią historii Keiry i Mounta. 

Nie wiem jak napisać Wam recenzję trzeciego tomu, aby nie spoilerować poprzednich części, bo nie koniecznie każdy z Was lekturę ma już za sobą. Tak więc spróbuję zakreślić Wam lekko fabułę. W poprzednich częściach poznajemy rudowłosą Keirę, która przejęła po swoim ojcu destylarnię whisky. Całkiem niedawno dowiedziała się, że jej mąż zginął tragicznie, a na dodatek przyprawiał jej rogi. Jednak nie tylko śmierć męża jest problemem. Otóż okazało się, że mąż zostawił dla niej ogromne długi, które teraz musi jakoś spłacić. Na domiar złego, zaciąga długi u najniebezpieczniejszego mężczyzny w mieście - Lachlana Mounta. Kobieta ogromnie obawia się tego mężczyzny, jednak stara mu się tego nie pokazywać i gra. Udaje odważną i zdecydowaną, a to pozwala jej się do niego zbliżyć...

Jeśli chodzi o Keirę Kilgore, nic nie jest racjonalne. To kobieta silna i niezależna, ale nie ma prawa decydować o swoim ciele i swoim losie. Należy do tyrana, najgroźniejszego mężczyzny w Nowym Orleanie. Jeszcze niedawno nienawidziła go z całego swojego niepokornego serca, a dziś jest gotowa zabijać w jego obronie. Zamach, który o mało nie pozbawił obojga życia, uzmysłowił Keirze, jak bardzo kocha potwora. I że dla niego sama może stać się bestią.

Meghan March "Imperium grzechu" - tom 3 trylogii MOUNT - recenzja

Lachlan Mount, niekwestionowany władca miasta, zdaje sobie sprawę, że zdobył niezwykłą kobietę. Keira jest jego własnością, ale także jego królową. Dla niej jest gotów na wszystko. Co należy rozumieć bardzo dosłownie, gdy mowa o Lachlanie — człowieku, który w swojej żelaznej pięści skupił całą władzę i który popełnił chyba wszystkie możliwe zbrodnie.

 Ostatni tom tej trylogii opowiada o kolejnych dramatycznych wydarzeniach w życiu tych bohaterów. Na jaw wychodzą straszne wydarzenia z ich przeszłości, które niestety ciągną za sobą konsekwencje. Zbrodnie, przestępstwa, zdrady ... to tylko część z okoliczności jakie możecie znaleźć w tej książce. 

O krwi, którą przelał w okrutny sposób. O brutalności, z jaką zdobywał i utrwalał swoją władzę. Keira musi zajrzeć w twarz diabłu. I zdecydować o losie. Jego i swoim. Co zrobisz, gdy pakt z diabłem okaże się najlepszym rozwiązaniem?
Szczerze mówiąc, kończąc drugi tom wydawało mi się, że przewidzę dalsze losy naszych bohaterów. Niestety (albo i stety), kiedy tylko zaczęłam czytać ostatni tom, okazało się w jak dużym błędzie byłam. Meghan March ma głowę pełną pomysłów na nowe wątki, wyjawia najstraszniejsze sekrety Lachlana i mocno rozwija temat jego przeszłości. Dzięki temu mogłam przyjrzeć się bliżej dla mężczyzny na którego widok ludzie zaczynali obawiać się o swoje życie... i nawet go polubić. Keira musiała stanąć przed trudnym życiowym wyborem i zacząć życie praktycznie od nowa. Z nowymi postanowieniami i zasadami, którymi się dalej kierowała.

Bardzo spodobało mi się w jaki sposób pokierowała wydarzeniami, które nie ukrywam mocno mnie zaskoczyły. A zakończenie? Wbiło mnie w fotel i przez kilka dni musiałam sobie wszytko poukładać w głowie. Teraz, kiedy piszę tę recenzję - jestem już kilka dni po lekturze, a nadal brakuje mi słów aby to wszystko Wam przekazać. Lektura wywołała we mnie masę emocji - dreszczyk grozy na prawdę czuło się na swoim ciele - w pewnych momentach pojawiały się ciarki na mojej skórze, a mimo wszystko chciało mi się ją czytać i nie oderwałam się od niej dopóki nie skończyłam czytać. Książka nie jest typowym romansem, gdzie zakończenie jest słodkie i cukierkowe - to połączenie wątków mafijnych, biznesowych z przyjaźnią i miłością w tle. Myślę, że warto skusić się na tę trylogię i zachęcam Cię do jej poznania.

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu EditioRed. 


MIÓD - 100% naturalna maska do ciała Bathbee

Współpraca barterowa / prezent


MIÓD - 100% naturalna maska do ciała Bathbee


Latem skóra całego ciała wymaga odpowiedniej pielęgnacji. Często wystawiamy ją na słońce, przez co może się nieco przesuszyć. Jeśli podrażnienie i suchość skóry na całym ciele dotyczy właśnie Ciebie, to zachęcam do dalszej części tego wpisu. Opowiem Ci w jaki sposób Bathbee - 100% naturalna maska do ciała pomaga zredukować ten problem.

Naturalna miodowa maska do ciała Bathbee posiada wyszukane składniki, które korzystnie wpływają na kondycję oraz wygląd skóry. Oczywiście najważniejszym składnikiem jest nasz główny bohater - czyli miód. Posiada on wiele zbawiennych właściwości - bakteriobójcze, przeciwzapalne, regenerujące czy antyoksydacyjne. Pomaga również uporać się z wypryskami, łagodzi podrażnienia słoneczne, spierzchnięcie rąk czy ust, a nawet odmrożenia. 
Płynne złoto jakim jest miód, czyli główny składnik naszych kosmetyków, sprawia, że ma ona zapewnioną odpowiednią ochronę przed utratą wilgoci, jest odżywiona, zregenerowana i nawilżona. Maska bogata jest w cukry, kwasy omega 3-6-9, karotenoidy, sole mineralne oraz witaminy- A, B, C, D, E, K, P, które doskonale wpływają na kondycję i wygląd skóry.
Oprócz miodu w masce tej znajdziemy składniki takie jak wyciąg z krokosza barwierskiego, który spowalnia proces starzenia spłycając zmarszczki, nawilża, łagodzi objawy trądziku i łuszczycy, oraz przywraca skórze jędrność i sprężystość. Rokitnik syberyjski, który jest bogatym źródłem składników przyspieszających proces regeneracyjny skóry. Olejek lawendowy, regulujący wydzielanie sebum i redukujący obrzęki oraz wosk pszczeli , który chroni skórę przed wysuszeniem, koi podrażnienia i głęboko pielęgnuje.

Skład/INCI:
MEL EXTRACT/ BRASICA CAMPESTRIS ( RAPESEED OIL)/ HIPPOPHAE RHAMNOIDES OIL/ CARTHAMUS TINCTORIUS (SAFFLOWER OIL)/ CITRIC ACID/ CERA FLAVA (BEESWAX)/ Citrus Limonum Peel Oil)/ Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil/ Lavandula Angustifolia (Lavender) Oil



MIÓD - 100% naturalna maska do ciała Bathbee

Maska zamknięta jest w czarnej tubie o pojemności 175 ml. Szata graficzna bardzo mi się spodobała i moim zdaniem mocno zwraca uwagę. Czerń dodaje jej tajemniczości i nowoczesności, dodatek w postaci grafiki od razu ukazuje nam główny składnik kosmetyku, oraz piękne logo producenta. 

Wewnątrz kryje się pomarańczowy miodek, który ma średnią konsystencję - przy wyższej temperaturze staje się lejący, przy niższej gęstszy (przez krystalizację miodu). Zapach przyjemny - naturalny i miodkowy ;) 


MIÓD - 100% naturalna maska do ciała Bathbee

Jak stosować tę maskę?

Przede wszystkim warto wspomnieć, że maskę możemy stosować na skórę całego ciała - również twarzy. 
Na oczyszczoną wodą skórę nakładamy kosmetyk - nic prostszego. Wcieramy maskę okrężnymi ruchami w wybraną partię ciała. Może się zdarzyć, że wyczuwać będziemy delikatne drobinki, które dodatkowo "wypeelingują" naszą skórę - przez naturalny proces krystalizacji miodu. Kosmetyk pozostawiamy na skórze według uznania od kilku do około 20 minut. Po tym czasie wszystko dokładnie spłukujemy ciepłą wodą.  

Maskę stosuję z czystą przyjemnością. Dzięki niej czuję się zrelaksowana, a moja skóra jest mi wdzięczna za jej stosowanie. Zdecydowanie poprawia się jej jędrność, suchość (szczególnie na przedramionach) znika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, a dodatkowo zrobiła się gładka i miękka - za to pokochałam ten kosmetyk. 

Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić - to do wielkości opakowania - mogło by być większe - jednak takie maseczkomaniaczki ja ja - zużywają takich kosmetyków więcej - i wcale nie ujmuję Bathbee punktów za to opakowanie, bo uważam, że i tak jest sporych rozmiarów.

Podsumowując moją przygodę z tą marką, to jestem pod wrażeniem ich produktów. Nie wiem czy pamiętacie, ale w pudełku I Love Box by Agata, znalazłam próbki peelingów i właśnie maski więc jakieś obeznanie już mam :) Mam nadzieję, że uda mi się wrócić do Was niebawem z recenzją peelingów, które tam znalazłam. Na koniec mam dla Was również informacje, że marka poszukuje ambasadorów, więc jeśli macie ochotę na testowanie 100% naturalnych produktów, to możecie się zarejestrować.

Ewa Zdunek "Mediatorka" - recenzja

Współpraca barterowa / prezent

We wpisie pojawia się link sponsorowany 


Ewa Zdunek "Mediatorka" - recenzja książki

Pasjonująca powieść o przedstawicielce tak mało znanego zawodu - mediatorce sądowej, pełna przejmujących historii z sal sądowych, oparta na zawodowych doświadczeniach autorki. Tak zapowiada się książka z którą do Was dziś przychodzę. "Mediatorka" Ewy Zdunek, to poruszająca, chociaż momentami też zabawna opowieść o kobiecie, która pomaga innym rozwiązywać ich problemy, ale również musi stawić czoła własnym...

Marta Kołodziej, to mediatorka sądowa. Prowadzi własne biuro mediatorskie, jest rozwódką i matką dwóch córek. Mimo przejść, ma dość poukładane życie, które zaburzają jedynie złe kontakty z rodzicami, oraz praca, która zajmuje jej większość czasu. W książce spodobało mi się to, w jaki sposób autorka opisuje zawód mediatora - w świetny sposób przybliżyła nam jak wygląda on naprawdę. Osoba zajmująca się rozwiązywaniem problemów innych osób musi mieć w sobie ogrom empatii, zrozumienia drugiego człowieka, oraz umiejętności radzenia sobie z przeróżnymi zachowaniami innych osób. 

Ewa Zdunek "Mediatorka" - recenzja książki

I fajnie było by, gdyby główna bohaterka - mediatorka, potrafiła poradzić sobie z własnymi problemami. Jej były mąż Cezary staje się "pupilkiem" jej matki, a ta oskarża swoją córkę o rozpad małżeństwa, niezdecydowanie i złe podejście do wychowywania dwóch córek. Marta niestety musi znosić taką napiętą sytuację, ponieważ kiedy jest w pracy, to właśnie jej matka opiekuje się dziewczynkami. Czytając to, zastanawiałam się jak ja zachowałabym się w takiej sytuacji. Nie wiem, czy powierzałabym swoje dzieci komuś, kto mimo, że jest mi bliski - to nie ma dobrego zdania o mnie i moim podejściu do życia. Wywołało to we mnie masę smutku, a nawet zdenerwowania. 

Całe życie Marty zmienia się, kiedy ulega ona wypadkowi. Zostaje potrącona przez samochód - a raczej, ktoś specjalnie w nią wjeżdża. Bohaterka nie widziała sprawcy, jednak podejrzenia padają na jej byłego męża...

Nie będę zdradzać Wam co dzieje się w tej książce, bo nie w tym rzecz. Jest to powieść obyczajowa, więc jak możecie się domyślać znajdują się tu wątki zabawne, przy których możemy się pośmiać, ale i smutne, przez które człowiek zaczyna zastanawiać się nad rożnymi sprawami.  Myślę, że osoby, które lubią takie historie - polubią tą książkę. Osobiście mam mieszane uczucia... Podczas czytania musiałam ją odłożyć, a dopiero po jakimś czasie wróciłam do niej, aby ją skończyć i powiem Wam, że trochę mnie męczyła. W pewnych momentach zdarzenia dało się przewidzieć, co mnie nudziło, ale były też sytuacje, że żałowałam że historia nie jest prawdziwa i w niej nie uczestniczę, bo niektórym bohaterom powiedziałabym co nie co. 

Ewa Zdunek "Mediatorka" - recenzja książki

Jeśli miałabym ją ocenić w skali od 1 do 10, to myślę, że dałabym jej 5 punktów. Nie do końca rozumiem pewne zachowania bohaterki i jej pogląd na macierzyństwo. Nie czuję się usatysfakcjonowana lekturą i, mimo że wiem, że już jest w księgarniach jej druga część, to nie jestem pewna czy chcę ją przeczytać. Jeśli lubisz zagmatwane historie, opowieści o problemach ludzi i książki obyczajowe, to ta pozycja może Ci się spodobać, jeśli nie - to po prostu ją omiń.

Według mnie książka jest średnia. Nie zachwyciła mnie i nie powaliła na kolana. Nie oznacza to jednak, że po książki tej autorki więcej nie sięgnę - zrobię to z pewnością, bo chcę sprawdzić jak czyta się inne jej powieści. 

Zegarek męski Pierre Ricaud - idealny na prezent dla niego

Współpraca barterowa / prezent

We wpisie pojawia się link sponsorowany 


Zegarek męski Pierre Ricaud -  idealny na prezent dla niego


Jeśli nie macie pomysłu na prezent dla mężczyzny - w większości przypadków sprawdzi się zegarek naręczny. W dzisiejszym wpisie chcę pokazać Wam model, na który zdecydowałam się, robiąc prezent dla mojego męża. Zegarek ten pochodzi ze sklepu zegarek.net.

Już nie raz wspominałam Wam, że mój mąż jest kolekcjonerem zegarków. Jak możecie się domyślać, jego kolekcja jest już całkiem pokaźna. Znajdują się w niej zegarki markowe, jak i te kupione w sieci za bezcen. Początkowo była to niewinna zabawa, która teraz przerodziła się w prawdziwą pasję. Mąż swoje zegarki trzyma w specjalnie zamówionych pudełkach, dba o nie i dopasowuje do swoich stylizacji. 

W zeszłym miesiącu pokazywałam Wam zegarek damski Rosefield, który zamówiłam dla siebie. Przy okazji tamtych zakupów, skusiłam się też na zegarek męski Pierre Ricaud. Dokładniej, jest to model P91086.115GQ. 

Zegarek męski Pierre Ricaud -  idealny na prezent dla niego

Zegarek męski Pierre Ricaud -  idealny na prezent dla niego

Jak widzicie na powyższych zdjęciach, model ten jest w kolorze złota. Kiedyś takie zegarki kojarzyły mi się wyłącznie ze starszymi mężczyznami, jednak od pewnego czasu wracają one do łask i noszą je również młodsi faceci. Ten model dostępny był w 4 wariantach kolorystycznych, jednak połączenie złota z miedzianą tarczą bardzo mi się spodobał i zdecydowałam, że to właśnie on powiększy kolekcję mojego męża.

Zegarek Pierre Ricaud posiada kwarcowy mechanizm z dwuletnią gwarancją. Koperta posiada wodoszczelność na poziomie 50m, co oznacza, że można brać w nim prysznic, myć ręce czy samochód. Należy jednak pamiętać, żeby podczas kontaktu z wodą nie wciskać guzików i nie używać pokrętła. Nie zaleca się też pływania mając go na nadgarstku. Koperta jest okrągła o wymiarach 40 mm x 9 mm. Wykonana ze stali z powłoką PVD. Co mnie zainteresowało w tym modelu, to fakt, że posiada szafirowe szkiełko. W specjalnej skali Mohsa otrzymuje ono aż 9 punktów, przy czym 10 punktów ma tylko diament. Dzięki temu szkiełko jest bardzo trudne do zarysowania i doskonale chroni tarczę zegarka.

Zegarek jest na bransolecie z zatrzaskowym zapięciem z zabezpieczeniem. Zatrzask wiąże trzy elementy bransolety w jeden, zmniejszając przy tym obwód bransolety i automatycznie dopasowując ją do nadgarstka. By zdjąć zegarek z ręki, bransoletę należy rozpiąć poprzez odciągnięcie głównego mocowania od zatrzasku. Powiem Wam, że za pierwszym razem miałam kłopot z jego odpięciem - jednak teraz, robię to bez problemu.

Zegarek męski Pierre Ricaud -  idealny na prezent dla niego

Zegarek męski Pierre Ricaud -  idealny na prezent dla niego

Dodatkowo zegarek posiada datownik, okienko, w którym pojawia się aktualny dzień miesiąca. Należy on do stylu eleganckiego i fashion. Cudownie prezentuje się do eleganckiej koszuli czy garnituru jak i z miejską, luźną stylizacją, połączoną z odrobiną elegancji. Mój mąż jest nim zachwycony i potrafi założyć go nawet do zwykłej koszulki i szortów - w ten sposób również zegarek męski Pierre Ricaud prezentuje się ciekawie i z pewnością rzuca się w oczy.

Ten model spodobał mi się tak mocno, że planuję zamówić podobny dla mojego taty na Boże Narodzenie. Myślę, że taki prezent z pewnością spodoba się dla każdego mężczyzny. Jeśli więc nie macie pomysłu na prezent dla bliskiego swemu sercu Pana - pomyślcie o zamówieniu zegarka. Polecam szczególnie sklep Zegarek.net - mają szeroki wybór zegarków różnych marek w bardzo dużym przedziale cenowym. Dodatkowy atut to błyskawiczna wysyłka i dbanie o każdy szczegół - wszystko przyjeżdża do nas przepięknie zapakowane i posiada gwarancję. 

Na koniec zdjęcie, które wykonałam podczas spaceru - w codziennej stylizacji. Chciałam Wam pokazać, że nie trzeba mieć na sobie koszuli, żeby taki dodatek wyglądał dobrze - pięknie wkomponował się w całość.

Zegarek męski Pierre Ricaud -  idealny na prezent dla niego

Zegarek męski Pierre Ricaud -  idealny na prezent dla niego


Jak podoba się Wam ten model? Lubicie tego typu zegarki?

Instagram