PINCH ME by Amelia Szczepaniak - wegańska paleta cieni - Pierre Rene

 

PINCH ME by Amelia Szczepaniak - wegańska paleta cieni - Pierre Rene

Dawno nie pokazywałam Wam kosmetyków do makijażu, więc postanowiłam to nadrobić. W dzisiejszym wpisie chcę pokazać Wam paletę cieni, którą wygrałam w konkursie. Została stworzona przez Amelię Szczepaniak, a w środku znajduje się 7 matowych i 7 błyszczących cieni do powiek. 


Bardzo lubię palety cieni i mam ich w swoim domu całkiem sporą kolekcję. Kiedyś malowałam się codziennie, ale od pewnego czasu robię to bardzo rzadko. Kiedy przyjechała do mnie ta konkretna paleta postanowiłam, że muszę zmienić nawyki i zacząć robić makijaż częściej. Przyznam szczerze, że bardzo podoba mi się kolorystyka cieni ukrytych w środku i jestem pod wrażeniem pomysłowości autorki. Uwielbiam połączenie matowych i błyszczących cieni, a tutaj znajdują się takie kolory, po które sięgam najczęściej. Jakie informacje o niej znajdziemy na stronie producenta?
PINCH ME eyeshadow palette to bardzo osobista paleta cieni Amelii Szczepaniak. Wszystkie kolory zostały przemyślane. 7 cieni matowych i 7 błyszczących pozwala na stworzenie niesamowitych, różnorodnych makijaży, zarówno lekkich, dziennych, jak i mocniejszych wieczorowych. Paleta ma cienie w ciepłych, jak i w zimnych tonacjach, dlatego idealnie dopasuje się do każdego typu urody. Cienie mają bardzo wyjątkowe formuły, dlatego wierzy w to, że praca z nią będzie dla Was przyjemnością.

 

PINCH ME by Amelia Szczepaniak - wegańska paleta cieni - Pierre Rene

Paleta przyjeżdża zapakowana w brzoskwiniowy kartonik ze złotym zdobieniem i nazwą. Wewnątrz ukryta jest kasetka wykonana z mocnego kartonu, w tym samym kolorze i szatą graficzną. Zamykana na magnes z ukrytym prostokątnym lusterkiem w środku. Mieści w sobie aż 14 prasowanych cieni do powiek w przepięknej kolorystyce, która będzie odpowiadała dla każdego typu urody. 


Jakie kolory znajdują się w palecie PINCH ME marki Pierre Rene?

Tell Me - jasne metaliczne złoto
Like Me - bardzo delikatny metaliczny jasny fiolet 
Touch Me - metaliczny seledynowy 
Try Me - błyszczący fiolet z różowymi drobinkami
Kiss Me - ciemny metaliczny fiolet
Swatch Me - metaliczny khaki 
Kill Me - metaliczny ciemny niebieski 
Need Me - jasny beż
Pinch Me - matowy musztardowy
Eat Me - matowa kawa z mlekiem
Love Me - matowy zgaszony róż 
Bite Me - matowy neonowy fiolet
Scratch Me - ceglana czerwień w macie
Hate Me - mocny czarny mat


PINCH ME by Amelia Szczepaniak - wegańska paleta cieni - Pierre Rene

PINCH ME by Amelia Szczepaniak - wegańska paleta cieni - Pierre Rene

PINCH ME by Amelia Szczepaniak - wegańska paleta cieni - Pierre Rene


Zdjęcia palety robiłam dwoma aparatami, bo starałam się uchwycić prawdziwość kolorów. Wszystkie są niezwykle wyraziste i dobrze przenosiły się z palety na skórę, nakładane palcem. Jak widzicie, nie traciły na intensywności i pigmentacji, więc uważam to za ogromny plus tej palety. 

Nakładane pędzlem również wyglądają dobrze. Jaśniejsze kolory potrzebują bazy, wtedy są dobrze widoczne i wyglądają tak samo jak w palecie, natomiast bez bazy tracą swoją intensywność. 


PINCH ME by Amelia Szczepaniak - wegańska paleta cieni - Pierre Rene

PINCH ME by Amelia Szczepaniak - wegańska paleta cieni - Pierre Rene

Sama aplikacja jest bardzo przyjemna. Cienie są dobrze sprasowane, nie są zbyt suche, więc kolor nabiera się na pędzelek jak trzeba. Odcienie metaliczne najlepiej nakłada się palcami, nie potrafię ich dobrze zaaplikować pędzlem, jednak podglądając makijażystki w sieci widzę, że również korzystają z palców, więc nie mam co narzekać. Te metaliczne cienie wyglądają obłędnie i stały się jednymi z moich ulubionych.

Jeśli chodzi o trwałość makijażu wykonanego tą paletą, to nie mam tutaj nic do zarzucenia. Kolory prezentują się dobrze przez cały czas, chyba że odruchowo przetrę oko, to trochę się ścierają. Nie miałam też problemu ze zmywaniem. Z doświadczenia wiem, że niektóre cienie do powiek ciężko jest zmyć, bo zostawiają na skórze delikatne zabarwienie, a tutaj nie ma tego problemu. 

Podsumowując tę paletę śmiało mogę powiedzieć, że warto się na nią skusić. Kolorystyka jest zróżnicowana, cienie są intensywne i pięknie prezentują się na powiekach, a sama paleta wygląda profesjonalnie. Jestem na tak i cieszę się, że miałam okazję ją wygrać.

Jestem ciekawa jak podoba się Wam kolorystyka cieni ukrytych wewnątrz tej palety?


Pierre Rene Professional Matte Fluid Lipstick - 09 Best of Me - płynna matowa pomadka

 Produkt pochodzi z pudełka Pure Beauty / współpraca barterowa 

Pierre Rene Professional Matte Fluid Lipstick - 09 Best of Me - płynna matowa pomadka

Wiele kobiet uwielbia podkreślać swoje usta kolorem. Osobiście nie jestem zwolenniczką tej czynności, ale zdarza mi się sięgać po kolorowe szminki. W ostatnim pudełku Pure Beauty Spring Revolution znalałam płynną matową pomadkę marki Pierre Rene, o której chcę Wam dziś opowiedzieć.


Marki Pierre Rene chyba nikomu nie muszę przedstawiać. Od lat sięgam po ich kolorówkę i bardzo lubię do niej wracać. Ostatnio nawet udało mi się wygrać zestaw kosmetyków w konkursie i z pewnością pokażę Wam niektóre z nich tutaj na blogu. Produkty tej marki są wysokiej jakości, łatwodostępne i mają przystępne ceny. Mam do nich pewien sentyment, dlatego zawsze w mojej kosmetyczce znajdziecie przynajmniej jeden kosmetyk tej marki. Po szminki jednak sięgam bardzo rzadko. Spowodowane jest to moją niechęcią do jakiejkolwiek powłoki na moich ustach. Nie ważne czy jest to balsam nawilżający czy kolorowa pomadka - jak czuję, że mam coś na wargach, odruchowo zlizuję to, albo przecieram ręką i w żaden sposób nie mogę się tego oduczyć. W związku z tym mam często bardzo suche i nieładnie wyglądające usta. Zdarza się, że coś mnie najdzie, zrobię peeling i maluję na jakiś kolor. Dlatego też, w mojej kosmetyczce pojawiają się różne pomadki. Te matowe najczęściej, bo są najtrwalsze, ale zawsze znajdę w nich jakiś minus. Czy znalazłam go w szmince, o której jest dzisiejszy wpis? O tym za chwilę.

Pierre Rene Professional Matte Fluid Lipstick - 09 Best of Me

Produkt zapewnia długotrwały efekt już po pierwszej aplikacji. Dodatek składników pielęgnacyjnych odżywia usta oraz zabezpiecza je przed negatywnym wpływem czynników zewnętrznych. Nie pozostawia nieprzyjemnego uczucia lepkości. Dostępna w kilku modnych odcieniach i dwóch pojemnościach 6 i 10 ml. 

Pierre Rene Professional Matte Fluid Lipstick - 09 Best of Me - płynna matowa pomadka

Pierre Rene Professional Matte Fluid Lipstick - 09 Best of Me - płynna matowa pomadka


Jak widzicie na zdjęciach, pomadka zamknięta jest w opakowaniu, które utrzymane jest w kolorze, który znajduje się w środku. Ciekawe rozwiązanie. Aplikator ukryty w buteleczce według mnie nie wyróżnia się niczym szczególnym - myślę, że ma odpowiednią długość i spłaszczenie. Nabiera odpowiednią ilość pomadki z wnętrza i dobrze rozprowadza się nim produkt na ustach.

Podczas pierwszej aplikacji trochę się bałam (pomadka jest faktycznie płynna), bo myślałam, że będzie mi spływać po ustach, ale na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Dzięki swojej konsystencji doskonale rozprowadza się po ustach i już za pierwszym razem udaje mi się pomalować wszystko bez konieczności wprowadzania poprawek. Zastyga w ciągu ok. 1,5 minuty. Lekko podkreśla suche skórki, ale nie oszukujmy się, która matowa pomadka tego nie robi. Usta są przyjemne w dotyku, nie są przesuszone i całkiem ładnie wyglądają. Kolor trzyma się długo i nie zjada się od środka jakoś szczególnie. Usta ładnie wyglądają do pierwszego posiłku, więc doceniam tę pomadkę za trwałość, na której mi najbardziej zależało. 

Pierre Rene Professional Matte Fluid Lipstick - 09 Best of Me - płynna matowa pomadka

Pierre Rene Professional Matte Fluid Lipstick - 09 Best of Me - płynna matowa pomadka


Specjalnie zrobiłam zdjęcie na ustach, abyście zobaczyli to wykończenie. Widać, że jest matowe, ale nie przesuszone. Na wargach nie robi się sucha skorupa czego nie cierpię. Światło trochę oszukuje kolor, w rzeczywistości jest bardziej taki, jak widzicie na zdjęciu ze swatchem na dłoni. Jest to taki ciemny nudziak - delikatny brąz - bardzo lubię takie pomadki i cieszę się, że w końcu w pudełku trafiłam na kolor, który mi odpowiada.

Podsumowując. Matte Fluid Lipstick od Pierre Rene to bardzo fajna, trwała szminka, więc jeśli lubicie takie matowe wykończenia bez efekty suchej maski, to ta pomadka będzie idealną dla Was. 

Jakich pomadek używacie? Matowych czy raczej błyszczących?

Żel budujący do przedłużania paznokci - Pierre René

WSPÓŁPRACA BARTEROWA / PREZENT 
We wpisie znajduje się link reklamowy

Żel budujący do przedłużania paznokci - Pierre Rene


Od pewnego czasu swoje paznokcie przedłużam i utwardzam żelem. Stało się tak po długiej walce z uczuleniem na lakiery hybrydowe i mojego zamiłowania do długich i pomalowanych pazurków. Kiedy okazało się, że moje paznokcie tolerują żel - ucieszyłam się i postanowiłam nauczyć się nim pracować. W moim poście chcę opowiedzieć Wam o moich odczuciach co do żelu budującego marki Pierre René, który widzicie na zdjęciu. Jeśli jesteście ciekawi, zapraszam do dalszej części wpisu.

Na początku paznokcie przedłużała mi moja dobra koleżanka, sama bałam się próbować - z góry założyłam, że mi nie wyjdzie. Kiedy jednak zaczęłyśmy się mijać - każdej z nas coś w życiu wypadało i nie było okazji "złapać się" na paznokcie postanowiłam, że spróbuję swoich sił w tej dziedzinie. Nie zdecydowałam się od razu na jakiś lepszy żel - początkowo kupiłam jakiś najtańszy i chiński. Już po kilku godzinach od zrobienia manicure - żel zaczął odklejać się od paznokci jak naklejki - podobnie miałam z lakierami hybrydowymi wiele lat temu. Znajoma śmiała się, że nie jestem stworzona do robienia sobie żeli i znowu odpuściłam. Któregoś dnia powiedziałam sobie, że jednak jeszcze raz spróbuję swoich sił i zamówiłam żel o którym właśnie zaczęliście czytać post. Zanim jednak przystąpiłam do pracy postanowiłam poczytać więcej na temat żelu i pooglądałam kilka filmów na yt. Wydaje mi się, że wszystko robiłam tak samo, jednak efekty są zdumiewające.



Żel budujący do przedłużania paznokci - Pierre Rene


Wysokiej jakości, jednofazowy żel budujący łączący w sobie delikatność dla płytki paznokcia z dużą odpornością na urazy mechaniczne. Średniej gęstości, elastyczny, nie sprawia trudności podczas aplikacji, łatwy do spiłowania i korekt. Bardzo dobrze poziomuje się na płaszczyźnie paznokcia. Dzięki swoim właściwościom żel zapewnia wyjątkowy komfort pracy oraz łatwe osiągniecie pożądanego efektu końcowego o dowolnym kształcie. Idealny do pracy na formach lub tipsach. Posiada delikatny zapach.
Cechy produktu:
 - jednofazowy
 - średnio gęsty
 - samopoziomujący
 - elastyczny
 - łatwy w aplikacji i formowaniu
 - w odcieniu french pink
 - łatwy do usunięcia
Cena: 19,99 zł / 10 ml


Żel budujący do przedłużania paznokci - Pierre Rene


Takie informacje znalazłam na stronie producenta. Jakie są moje odczucia po kilkukrotnym już jego użyciu?

Zacznę od pierwszych wrażeń. Opakowanie bardzo przypadło mi do gustu, nie raz wspominałam Wam, że szata graficzna tej marki bardzo mi się podoba przez swój minimalizm. Słoiczek jest zakręcany, pod spodem ma jeszcze zabezpieczający przed wylaniem plastik (którego nie ma na zdjęciach), a we wnętrzu skrywa się różowy żel. Jest on lekko przejrzysty o średniej gęstości i delikatnym zapachu żelu. Nie jest on tak drażniący jak poprzednie z którymi się spotkałam, jednak nie należy on do tych ładnych. 
Żel na paznokieć nakłada się bez problemu - trochę czasu zajęło mi opanowanie tego, aby określić jaka jest odpowiednia ilość produktu na mój paznokieć, jednak kiedy do tego doszłam, całkiem sprawnie idzie mi ich przedłużanie. Co mnie w nim urzekło - jego samopoziomowanie. Zanim zastygnie pod lampą bardzo ładnie się wyrównuje i tak naprawdę czasem zdarza się, że nie muszę piłować go od góry aby nadać mu odpowiedni kształt. Kolor wychodzi bardzo naturalny, mogłabym pomalować go samym topem i nosić pazurki bez żadnego lakieru. 

W swoim domu mam go od września - więc możecie domyślić się ile razy już go używałam. Ani razu nie odkleił mi się w żadnym miejscu, nie podeszło powietrze, nie odpadł ani nie połamał się. Śmiało mogę powiedzieć, że żel jest wytrzymały i trwały. Zajmując się domem, przy dzieciach i innych pracach jakie wykonuję - pazurki wyglądają bardzo dobrze. Zaznaczę, że nie używam rękawiczek ochronnych, wszystkie prace wykonuję bez nich - a paznokcie jak były - tak są.


Żel budujący do przedłużania paznokci - Pierre Rene


Miałam zrobić wpis o przedłużaniu żelem, jednak doszłam do wniosku, że nie jestem odpowiednią osobą, aby pisać takie artykuły. Jestem samoukiem, nie przeszłam ani jednego szkolenia w tym kierunku, więc nie chcę być hipokrytką. Do przedłużania ostatnio używam szablonów Pierre René i podobnie jak z żelu - jestem bardzo zadowolona. 

Specjalnie zaprojektowany kształt umożliwia precyzyjne budowanie paznokci żelowych i akrylowych oraz przedłużanie płytki bazą budującą. Formy są wykonane z elastycznego i trwałego materiału, który umożliwia dokładne dopasowanie do każdego kształtu paznokcia. Precyzyjna podziałka długości i kształtu paznokcia oraz mocny klej sprawia, że praca na naszych szablonach staje się prawdziwą przyjemnością.


Klej, który przytrzymuje je na naszych palcach jest mocny i dobrze trzyma szablon na naszych paluszkach, a co najważniejsze nie pozostawia po sobie śladów. Same szablony są odpowiedniej wielkości, są łatwe w użyciu i  odpowiednio twarde. 

Oczywiście moje paznokcie nie są jeszcze perfekcyjne, za nic w świecie nie zrobiłabym takiego manicure komuś - dopiero się uczę i mam nadzieję, że za jakiś czas będę mogła być dumna z tego co robię. Dziś jestem zadowolona, ale wciąż dążę do lepszych efektów.

Oto przykładowe pazurki mojego wykonania:


Żel budujący do przedłużania paznokci - Pierre René


Żel budujący do przedłużania paznokci - Pierre René


Jeszcze długa droga przede mną, ale mając tak dobre produkty - nie boję się eksperymentować i uczyć się dalej.

Niedługo szykuję dla Was rozdanie paznokciowe - do zgarnięcia będą lakiery hybrydowe. Zamówiłam jeszcze gadżety reklamowe z nadrukiem swojego logo i jak tylko do mnie dojadą, to zorganizuje konkurs. Myślę, że smycz, długopis albo inne gadżety będą super dodatkiem do nagrody ;)



Czy przedłużacie sobie paznokcie? Robicie to same czy raczej u stylistek/kosmeyczek?

Lakiery hybrydowe Pierre Rene - no.22 Cherry & no.77 Dove

WSPÓŁPRACA BARTEROWA / PREZENT 


Lakiery hybrydowe Pierre Rene - no.22 Cherry & no.77 Dove

 Do manicure hybrydowego wróciłam już jakiś czas temu i na dzień dzisiejszy nie mogę nacieszyć się, że znowu mam piękne, kolorowe paznokcie. Bez nich czułam się mało kobieca, a dziś dodają mi takiej wewnętrznej siły. Pierre Rene w swojej ofercie ma ogromny wybór kolorów lakierów hybrydowych, a ja - jako ich miłośniczka, postanowiłam kilka z nich wypróbować. Całkiem niedawno pokazywałam Wam wpis z moimi pazurkami w roli głównej - dziś pokażę Wam dwie różne stylizacje - z lakierami tej marki - na moich koleżankach / modelkach :)


Kolory na jakie się zdecydowałam to numer 22 o nazwie Cherry, oraz 77 Dove. Jakie to odcienie - możecie wywnioskować ze zdjęcia - Cherry to ciemna, dojrzała i intensywna wiśnia, a Dove nazwałam gołębim fioletem ;) Taki przybrudzony i złamany szarością. Bardzo mi się spodobały i stwierdziłam, że muszę je mieć u siebie w domu.

Stylizacja wykonana kolorem numer 22 Cherry - jest utrzymana w jednym kolorze. Koleżanka chciała mieć już jesienny klimat na paznokciach i dzięki temu cudownemu odcieniowi - wyczarowałyśmy coś co sprawiło, że kolejny manicure zrobię sobie taki sam! :)


Lakiery hybrydowe Pierre Rene - no.22 Cherry & no.77 Dove



Lakiery mają ciekawą gęstość - są rzadsze niż te z którymi zazwyczaj miałam do czynienia, co na początku sprawiało mi trudność w ich używaniu. Teraz jednak doszłam już do wprawy i naprawdę świetnie zaczęłam sobie z nimi radzić.  

Warto wspomnieć, że lakiery te są trwałe, a ich ściąganie jest dziecinnie proste. Nie mówię już nawet o ściąganiu acetonem - ja korzystam z frezarki i w przypadku tej marki - idzie to o wiele sprawniej. Lakiery są jakby bardziej miękkie - dużo szybciej można je ściągnąć, co jest ogromną zaletą.

Kolejna stylizacja jest trochę bardziej letnia - kolory które zostały użyte to 77 Dove i 61 Oldrose z poprzedniego wpisu, który podlinkowałam wyżej. 


Lakiery hybrydowe Pierre Rene - no.22 Cherry & no.77 Dove


Lakiery hybrydowe Pierre Rene - no.22 Cherry & no.77 Dove

Odcień Dove bardzo przypadł mi do gustu i cieszy się on powodzeniem wśród moich koleżanek. Każda, która go widziała była zachwycona i nawet niektóre już go sobie zamówiły.

Podsumowując pracę z lakierami, ich trwałość i wygląd mogę powiedzieć tylko jedno. Warto skusić się na te lakiery. Trzymają się bez zarzutów, dwie warstwy wystarczają na pełne krycie, zero odprysków czy przetarć, a kolory jak widzicie są bardzo nasycone i po prostu piękne. Praca z nimi to czysta przyjemność.




Jak podobają się Wam te stylizacje? Który kolor przypadł Wam do gustu? 



Paznokciowy koniec lata - Pierre Rene

WSPÓŁPRACA BARTEROWA / PREZENT 


Paznokciowy koniec lata - Pierre Rene

Co jakiś czas wracam do Was z wpisami typowo paznokciowymi i cieszą się one powodzeniem. Postanowiłam więc znowu pokazać Wam co udało mi się zmalować na moich rączkach jakiś czas temu. Dziś mam już zupełnie co innego, ale na nowości też przyjdzie czas. Już za chwilę zacznie się jesień, więc postanowiłam, że i na moich dłoniach zaczną znikać neonowe kolory, a pojawią się bardziej stonowane i ciemniejsze. Tym razem użyłam dwóch lakierów hybrydowych marki Pierre Rene.


Wybór padł na dwa kolory o nazwach: 061 OLDROSE oraz 062 MAGENTA. Tym razem nie zdecydowałam się na żadne pyłki i dodatki - chciałam aby było trochę spokojniej.


Paznokciowy koniec lata - Pierre Rene

Kolor 061 OLDROSE jest trochę taki wrzosowy w połączeniu ze śliwką - czyli fiolet. Do tego 062 MAGENTA czyli ciemny róż przełamany fioletem. 
Lakiery są dość rzadkiej konsystencji więc moim zdaniem nie nadają się dla osób początkujących. Robię sobie pazurki hybrydowe od kilku lat i też niestety zalałam sobie nimi nie raz skórki - co mnie okrutnie denerwuje - jednak po kilku podejściach człowiek nabiera wprawy i wszystko idzie "gładko".





Kolory zamknięte w buteleczkach są bardzo podobne do tych, które widzimy na opakowaniu - chociaż moim zdaniem są jaśniejsze - a już z pewnością różnią się z tymi, które widzimy we wzorniku na stronie internetowej. Poniżej na screenie zaznaczyłam moje lakiery czerwonym kółeczkiem.


Ta różnica kolorów z jednej strony mnie ucieszyła, a z drugiej rozczarowała. Za chwilę pokażę Wam efekty na moich paznokciach - nałożone mam na nie dwie warstwy lakierów. Z każdą warstwą kolor robi się bardziej nasycony - więc wydaje mi się, że wszystko zależy od nas jaki odcień chcemy uzyskać. Więcej warstw równa się ciemniejszy kolor. 

Jak widzicie paleta barw jest ogromna, co nie często się zdarza, podoba mi się również to, że mamy różne odcienie różu, fioletów czy czerwieni - dzięki czemu możemy stworzyć cudowne stylizacje jak np. piękne ombre. 

Efekt jaki uzyskałam możecie zobaczyć poniżej:






Kolor 062 MAGENTA ma słabszą pigmentację - przy dwóch warstwach trochę przebija się naturalny kolor paznokcia, co zobaczyłam dopiero po nałożeniu topu. 

Trwałość oceniam na doskonałą - po ponad 20 dniach zmieniłam je na inne, bo mój odrost był prawie na pół paznokcia. Niestety, albo i stety moje pazurki rosną strasznie szybko i powinnam je uzupełniać co 10 dni, żeby wyglądały dobrze.


Bardzo lubię markę Pierre Rene i chętnie po nią sięgam. Są to jedne z najtrwalszych lakierów hybrydowych z jakimi miałam do czynienia, a marek znam dziesiątki. 

Jak podobają się Wam moje pazurki? Używałyście już tych lakierów? 

PALETKA MATCH SYSTEM - 6 SZTUKOWA ETHNIC LOOK - Pierre Rene

PACZKA PR / PREZENT

PALETKA MATCH SYSTEM - 6 SZTUKOWA ETHNIC LOOK - Pierre Rene


W tym tygodniu na moim blogu będą zdecydowanie rządziły kosmetyki kolorowe. Dziś mam dla Was recenzję paletki cieni marki Pierre Rene. A mowa tu o magnetycznej paletce Match System Ethnic Look



System do kreacji własnej kolekcji kolorów. Uzupełnij paletę 3 fascynującymi kolorami cieni w różnej kolorystyce oraz 1 różu. Magnetyczna paleta zawiera: cienie nr 110, 68, 42 oraz róż nr 12
Paleta wzbogacona o magnes, który „przyciąga” metalowe wkłady. Ruchoma pokrywa dobrze zabezpiecza kosmetyki przed uszkodzeniem. Paletka przeznaczona jest do wielokrotnego użytku. Łatwa w utrzymaniu czystości.
Kolor paletki: czarny
UZUPEŁNIANIE: W puste miejsce wkładamy wybrane 3 cienie i 1 róż.
WYMIARY PALETY: 8,2cm x 7 cm x 0,8 cm
PALETKA MATCH SYSTEM - 6 SZTUKOWA ETHNIC LOOK - Pierre Rene
Paletki magnetyczne zdecydowanie podbiły rynek kosmetyczny - jest to fajne rozwiązanie, bo każda z nas może sobie "zmiksować" odcienie tak, aby każdy był w pełni wykorzystywany. Wiadomo, że nie każda z nas musi lubić te same kolory. Ja na przykład często korzystam z brązów i zieleni i taką paletkę "zmajstrowałam" w przypadku innej marki kosmetycznej. Nie oznacza to jednak, że nie lubię czasem poszaleć i zmalować na oku czegoś kolorowego i odważnego. 
Paletka Ethnic Look to gotowy już zestaw 3 cieni magnetycznych i jednego różu do policzków. Znajdziemy w niej cienie takie jak połyskującą czerń, fiolet i neonowy róż. No i wspomniany już róż do policzków w bardzo fajnym i żywym odcieniu - takie lubię. 


PALETKA MATCH SYSTEM - 6 SZTUKOWA ETHNIC LOOK - Pierre Rene


Opakowanie jest bardzo klasyczne, czarne i kwadratowe pudełeczko, które nie zajmuje wiele miejsca. Brakuje mi w nim trochę lusterka, bo po otwarciu paletki - pokrywka od strony wewnętrznej tak świeci pustkami. Gdybym nie przeczytała, że cienie są przyczepione na magnes w specjalnym wgłębieniu - wcale bym się tego nie domyśliła - bardzo mocno trzyma cienie w jednym miejscu - czego brakowało w mojej poprzedniej magnetycznej palecie. Nie cierpię, kiedy cienie "latają" po pudełku podczas nabierania ich na pędzel. Tu nie ma tego problemu. Nazwa "6 sztukowa" pochodzi od ilości miejsc w palecie - zamiast różu do policzków możemy włożyć do niej kolejne 3 cienie. 

Kosmetyki są bardzo dobrze napigmentowane - dawno nie widziałam tak mocnych i nasyconych cieni. Kolor, który widzicie w pudełku przenosi się na palce czy pędzel w nienaruszonym stanie. Nie traci swojej intensywności, trochę się osypuje, ale nic nie szkodzi. Kolory fajnie się ze sobą łączą, łatwo się rozcierają, dobrze blendują. Można nimi wyczarować naprawdę piękne makijaże. Jak wiecie ja jestem amatorką i maluję jedynie siebie - więc proszę o wyrozumiałość. Chciałam na zdjęciu pokazać Wam jak mocne kolory uzyskałam na oku - bez zbędnego wysiłku.




PALETKA MATCH SYSTEM - 6 SZTUKOWA ETHNIC LOOK - Pierre Rene

Trwałość oceniam na bardzo dobrą - makijaż przy użyciu tych cieni trzymał się cały dzień - nie musiałam nic poprawiać, a kolor nie stracił swojej intensywności.

Kolejny raz marka Pierre Rene oczarowała mnie swoim produktem. Jestem skłonna testować kolejne produkty tej firmy i mam nadzieję, że niedługo wrócę do Was z kolejną recenzją.

Znacie tą paletkę? Używaliście kiedyś cieni tej marki? Jakie wrażenie na Was zrobiła ta paleta?

Przegląd kolorówki - baza, podkłady i puder - PIERRE RENE

PACZKA PR / PREZENT 

Przegląd kolorówki - baza, podkłady i puder - PIERRE RENE

Jakiś czas temu do mojego domu zawitała cudna paczuszka od Pierre Rene. Znalazłam w niej sporo cudowności, o których Wam już pisałam, ale znalazły się produkty, na które właśnie dziś przyszedł czas. Mam coś jeszcze w zanadrzu więc co jakiś czas będę do Was powracać z kolorówką tej marki. 


Dziś chcę skupić się na bazie pod cienie do powiek, dwóch podkładach i pudrze. Jeśli więc któryś z tych produktów Cię interesuje, to zapraszam do dalszej części wpisu. 

Zacznę od bazy pod cienie do powiek - Eyeshadow Base.

Przegląd kolorówki - baza, podkłady i puder - PIERRE RENE

Profesjonalna, wygładzająca baza pod cienie do powiek. Wydłuża trwałość, ułatwia aplikację oraz przyczepność cieni i eyelinerów. Baza sprawia, że cienie lepiej rozprowadzają się, dłużej utrzymują się na powiece, a ich kolor jest intensywny i wyrazisty. Produkt ten wygładza i rozjaśnia skórę powiek, ale również tuszuje niedoskonałości. Sprawia, że cienie nie będą się gromadziły w załamaniach powiek ani obsypywały. 

Sposób aplikacji: nakładaj pędzelkiem cienką warstwę, następnie delikatnie wklep bazę opuszkami palców.

Przegląd kolorówki - baza, podkłady i puder - PIERRE RENE

Szczerze mówiąc nigdy nie miałam bazy pod cienie do oczu w takiej formie. Przeważnie spotykałam się z nią zamkniętą w słoiczku, albo kasetce przypominającej cień do powiek. W tym przypadku - baza zamknięta jest w buteleczce łudząco przypominającej błyszczyk do ust! Odkręcając ją, naszym oczom ukazuje się pacynka, którą aplikuje się kosmetyk bezpośrednio na oczy. Konsystencja jest jakby masełkowa, jednak nie jest tłusta - nazwałabym ją aksamitną. 


Stosowałam ją kilka razy - zarówno na wesele na którym byłam, jak i na co dzień - abym mogła porównać jej działanie w różnych warunkach. 

Jak się sprawdziła? Na co dzień nie używam takich kosmetyków, ale kiedy nałożyłam ją "bez okazji" i później zrobiłam sobie kreskę eyelinerem i nałożyłam trochę cienia, to zauważyłam, że makijaż oka trzymał się lepiej. Nie powiem Wam ile godzin wytrzymał, bo z tym u mnie jest różnie, czasem zmywam makeup jak tylko wrócę do domu, a czasem robię to dopiero wieczorem. Spodobało mi się to, że w miejscu gdzie górna powieka zaczyna mi opadać (na zewnętrzne kąciki oczu) eyeliner nie rozmazał się! Zawsze, kiedy robi się cieplej - moje kreski w tym miejscu są rozmazane, czasem nawet odbijają się na powiekach. Kiedy nakładam bazę - nic takiego nie ma miejsca. Dla mnie bomba. 

Kolejny produkt, który znalazłam w paczce - już Wam nawet recenzowałam i jest to fluid matujący Matte Active. Moją opinię o nim możecie poczytać --> TU


Dla leniwych przypomnę że Jego krycie jest średnie, ale mi to w ogóle nie przeszkadza - a nawet cieszy - nie mam efektu maski, którego nie cierpię, a kolory twarzy jest wyrównany. Kosztuje 24,99 zł na stronie producenta - więc jest tani. Jest dość gęsty więc trzeba się napracować, żeby rozprowadzić go równomiernie na twarzy. Pachnie kremem NIVEA, dosłownie - i skradł przez to moje serce.


Kolejna rzecz - fluid Skin Balance Professional.  Jest to wodoodporny podkład kryjący. Maskuje wszelkie niedoskonałości cery. Perfekcyjnie dopasowuje się do struktury skóry przywracając jej blask i elastyczność. Unikalna formuła kosmetyku dobrze się wchłania i utrzymuje przez wiele godzin. Gwarantuje promienny i młody wygląd. Luksusowa formuła zawiera ekstrakty roślinne oraz witaminę E.

Sposób aplikacji: rozprowadzaj na skórze twarzy i szyi przy użyciu pędzla do podkładu, gąbeczki lub palców delikatnie wklepując.




Podkład zamknięty jest w szklanej buteleczce z pompką. Opakowanie jest przejrzyste więc możemy kontrolować pozostałość kosmetyku w środku - to ogromny plus. Szata graficzna dla mnie jest piękna, skromna i czytelna. 

Fluid ma fajną konsystencję - jest dość lekki, łatwo się rozprowadza po skórze twarzy zarówno palcami, gąbeczką jak i pędzlami. Nie jest wodnisty, ani za gęsty - taki w sam raz. Każdy ze sposobów nakładania, które wymieniłam wypróbowałam i każdy się sprawdza. 

Teraz kilka słów o jego kryciu. Powiem tak - nie jestem wymagająca, bo nie specjalnie potrzebuję mocnego krycia. Nie jestem zwolenniczką masek na twarzy, więc nie nakładam na moją buzię dużej ilości takich kosmetyków. Krycie oceniam na dobre. Wszelkie przebarwienia, które posiadam na twarzy znikają - koloryt mojej skóry fajnie się wyrównuje, jest gładka i wygląda zdrowo. Nie osadza się jakoś szczególnie w załamaniach skóry i zmarszczkach przy oczach - przynajmniej tego nie zauważyłam, nie podkreśla też suchych skórek - dodatkowo fajnie nawilża. 


Nie wiem czy pamiętacie, ale pisałam Wam kiedyś o moim ulubieńcu - podkładzie Jafra Royal Jelly, który mnie oczarował i był moim hitem. Hit miał jednak wadę - cenę - dość wysoką, bo kosztuje ponad 100 zł. W przypadku tego fluidu cena jest o wiele niższa - kosztuje on bowiem 31,49 zł za opakowanie - a działanie mają bardzo zbliżone. Tak więc domyślać się możecie, że właśnie ten podkład stał się moim hitem. Dostępny jest w 13 odcieniach. 

Na sam koniec zostawiłam sobie korygujący puder bambusowo-bananowy.


FIXING LOOSE POWDER - Korygujący puder bambusowo - bananowy,  służący do maskowania zaczerwienień oraz wyrównywania kolorytu skóry.

Produkt perfekcyjnie stapia się z podkładem neutralizując widoczne niedoskonałości, popękane naczynka i cienie pod oczami.
Przeznaczony do wszystkich rodzajów cery, szczególnie do cery naczynkowej oraz tłustej i mieszanej, ze względu na silne właściwości matujące i absorbujące sebum.
Stworzony specjalnie na potrzeby makijażu profesjonalnego.
Sposób aplikacji: nakładaj przy pomocy pędzla do pudru na fragmenty twarzy wymagane skorygowania lub na całą twarz w celu zmatowienia i utrwalenia makijażu.

Zamknięty w okrągłym pudełeczku, które marka mogłaby dopracować, ponieważ jest nieszczelne i trochę się wysypuje - jeśli leży np. w kosmetyczce. Sam kosmetyk ma lekko żółtawe zabarwienie - po takie sięgam najczęściej w przypadku podkładów - są najbardziej zbliżone do mojego naturalnego odcienia skóry. 
Fajnie współpracuje z różnymi podkładami, nakładałam go również na twarz bez niczego pod spód. Ładnie maskuje zaczerwienienia, świetnie matuje przetłuszczone miejsca, dodatkowo wygląda bardzo naturalnie i nie tworzy niechcianego efektu maski. Stapia się z kolorem skóry. Pomaga utrzymać makijaż przez cały dzień. Jest tani, kosztuje 22 zł :)



Miałam już pudry tego typu, ale z żadnego nie byłam tak zadowolona. Żeby nie opakowanie, to puder byłby moim hitem, bo bez pudełka z pewnością nim jest.
Znacie któryś z tych produktów? Jak się u Was sprawdzają? 

Instagram