Paleta cieni Makeup Obsession BE CRAZY ABOUT
PACZKA PR / PREZENT
W zeszłym miesiącu pokazywałam Wam zawartość mojej paczki z nowościami marki Makeup Obsession. Część produktów już wypróbowałam i wracam do Was powoli z recenzjami tych, które mnie zainteresowały najbardziej. Dziś czas na paletę cieni BE CRAZY ABOUT.
Makeup Obsession to najnowsza linia marki Makeup Revolution. Stworzona jest dla osób, które fascynuje temat makijażu. Cechą charakterystyczną tej kolekcji jest z pewnością szeroki wybór palet cieni do powiek. Klasyczne, uniwersalne, szalone, w ciepłych odcieniach i stworzone z myślą o makijażach artystycznych. Makeup Obsession wie, że miłość do makijażu wymaga sporej ilości barw, różnorodności wykończeń i możliwości wyboru. Wśród ich asortymentu znaleźć można również: pomadki, korektory, rozświetlacze, produkty do konturowania oraz kosmetyki do brwi. Nic więc dziwnego, że w momencie pojawienia się na rynku kosmetycznym - kolekcja szybko zyskała sporą rzeszę fanów i przychylne recenzje odbiorców.
Jak wspominałam w pierwszym poście na temat produktów tej marki, kosmetyki, które spodobały mi się najbardziej będą systematycznie pojawiały się na moim blogu. Tak więc w najbliższych tygodniach możecie się spodziewać małego spamu z mojej strony, bo jest tego "trochę" do pokazania. Często piszę, że mam fioła na punkcie paletek cieni i kiedy tylko zobaczyłam, że Makeup Obsession ma ich tyle w swoim asortymencie - zwariowałam, oszalałam na ich punkcie. Jako, że nie mam talentu do wykonywania makijażu i robię go wyłącznie dla siebie - moja opinia o jakości produktów może być różnie odbierana. Jestem tego w pełni świadoma. Nie inwestuję w drogie i wysokiej jakości palety, bo nie dam rady ich zużyć i z drugiej strony szkoda mi trochę wydawać na nie tak dużych kwot. Do tej pory używałam palet z najniższej oraz średniej półki cenowej, więc mogę zrobić porównania tylko na tej płaszczyźnie. Nie znajdziecie tu porównania do palet Huda Beauty czy Zoeva, ale do Bell, Affect, INGLOT czy czegoś co możecie dostać w drogeriach już owszem. Dobra, dosyć tego gadania, przejdźmy zatem do najważniejszego, czyli mojej opinii o palecie cieni Makeup Obsession Be Crazy About.
Jak widzicie na powyższym zdjęciu, paleta wykonana jest z kartonu w kolorze fuksji. Bardzo podobają mi się palety w takiej formie, są idealne w podróż, ale i bardziej odporne na upadek. Do tej pory - każda paleta kartonowa, która zaliczyła przypadkową "glebę" w żaden sposób nie została zniszczona w środku, plastikowe natomiast, wewnątrz były często pokruszone. Każda z paletek z tej serii posiada również lusterko - co również potwierdza moją tezę, że idealnie sprawdzą się w torebce czy podróży. Ta wersja palety - ma w sobie 10 cieni do powiek o intensywnych i szalonych kolorach - idealnych do makijaży letnich jak i artystycznych. Jak z tymi drugimi nie mam nic wspólnego, to te pierwsze dość często goszczą na mojej twarzy. Od dziecka uwielbiam otaczać się kolorami, a z makijażem lubię eksperymentować i sprawdzać w czym się dobrze czuję.
Jak ta paleta prezentuje się w środku i jakie kolory skrywa?
ICON - koralowy mat
JOY - słoneczna żółć - przepiękny, letni matowy kolor
CLOUD NINE - biel z różowymi drobinkami
IDOL - matowy grafit
EXCITE - brudne, ciemne złoto / mosiądz - cień metaliczny
ARDOR - brzoskwiniowy, delikatny mat
CHAMPION - jasny fiolet, który mieni się na różowo - cień metaliczny
HERO WORSHIP - metaliczny turkus ze srebrnymi drobinkami
EMOTION - matowy błękit
FIRE - brązowo-ceglany mat
Jeśli chodzi o samą pigmentację, to cienie w palecie Makeup Obsession Be Crazy About są podzielone na mocniejszą i słabszą. Kolor żółty i brzoskwiniowy dają najsłabszy efekt, jednak można go budować, dzięki czemu w moich oczach się bronią. Cienie w palecie lekko się osypują, dlatego polecam najpierw wykonać makijaż oczu, a dopiero później nakładać podkład, korektor i puder. Dla niektórych jest to oczywiste, dla innych nie, dlatego wolę o tym wspomnieć. Największe wrażenie zrobił na mnie odcień Cloud Nine - na początku myślałam, że to zwykła biel, jednak szybko okazało się, że jest to produkt wielowymiarowy - mieni się na różowo i trochę przypomina mi jeden z moich ulubionych rozświetlaczy. Odcień Champion to cudowny, jasny fiolet który również mieni się i zaskakuje, podobnie jak Hero Worship. Te odcienie skradły moje serce chyba najbardziej z całej palety. Idol i Fire dość ciężko się zmywa - więc myślę, że też warto Wam o tym wspomnieć. Na skórze prezentują się tak:
O czym warto wspomnieć? Trwałość tych cieni bardzo mnie zaskoczyła. Powiem Wam z ręką na sercu, że makijaż, który za chwilę Wam pokażę utrzymał się cały dzień - bardzo ładnie się trzymał, nie stracił na swojej wyrazistości, ani nic się nie wytarło z czego jestem bardzo zadowolona. To co zmalowałam, miałam na sobie w ubiegły piątek, a temperatura na zewnątrz wynosiła około 29 stopni więc paleta ma za trwałość ode mnie najwyższą możliwą ocenę. Czas, aby pokazać Wam co "zmalowałam".
Mimo że zdolności w dziedzinie wykonywania makijażu nie mam, to całość bardzo mi się podoba i mam nadzieję, że nadal będę umieć malować podobne cuda.
Wracając do palety, to warto wspomnieć, że możecie ją dostać w wybranych drogeriach Rossmann, w Rossmann online czy stronie https://www.revolutionbeauty.com/. Kosztuje ona 29,90 zł więc warto się skusić i wypróbować na sobie. Osobiście jestem bardzo zadowolona i wrócę do Was niebawem z recenzją kolejnej palety tej marki, którą bardzo polubiłam.
Mieliście już okazję stosować kolorówkę tej marki? Jak podoba się Wam ta paleta?












