SOPPO COSMETICS - woof fluff set - pierwsze wrażenia z testów

 

SOPPO COSMETICS - woof fluff set - pierwsze wrażenia z testów

W styczniu otrzymałam propozycję współpracy z marką Soppo Cosmetics. Ucieszyłam się, ponieważ dla mnie to całkowita nowość, a szata graficzna tych kosmetyków urzekła mnie od samego początku. Co znalazło się w moim domu i jakie mam pierwsze wrażenia po testach?


Kiedyś co chwila kusiłam się na tego typu propozycje i z przyjemnością testowałam coraz to nowsze kosmetyki do pielęgnacji twarzy. Nie koniecznie zgadzała się na to moja skóra, więc z czasem zaczęłam bardziej przyglądać się produktom i odpuszczać, kiedy nie byłam pewna czy produkty będą dla mnie odpowiednie. Ten wpis możecie uwzględnić jako wpis reklamowy, jednak umieszczę w nim tylko i wyłącznie moje wrażenia po pierwszych testach, więc proszę nie kierować się nimi podczas podejmowania decyzji o potencjalnym zakupie. W ramach współpracy otrzymałam pudełko, które nazywa się "Woof fluff set" i znajdują się w nim trzy pełnowymiarowe kosmetyki. Jakie?


SOPPO COSMETICS - woof fluff set - pierwsze wrażenia z testów


Zestaw przyjechał w kartoniku z logo marki i przepiękną, szatą graficzną. Myślę, że miłośniczki piesków byłyby mega zadowolone. W środku znalazłam produkty, które również zapakowane były w oddzielne pudełeczka, z równie przyjemną dla oka szatą i dokładnym opisem co znajduje się wewnątrz. Tak naprawdę z tej trójki stosowałam dopiero dwa produkty, ale opis każdego zostawię Wam poniżej.


Soppo Cosmetics Woof It Off | nawilżająco-łagodzący żel do twarzy

Zrównoważona mieszanka: łagodnych substancji myjących pochodzenia roślinnego; silnych post i prebiotyków zapewniających wsparcie i ochronę naturalnej mikroflory bakteryjnej skóry; naturalnych ekstraktów i olejów roślinnych dbających o odżywienie i rozświetlenie cery: z prawoślazu, nasion bawełny, rozmarynu; nawilżających, kojących i łagodzących składników aktywnych: glukozy, fruktozy i prowitaminy B5; wzbogaconych o unikatowe i nowoczesne surowce: detostykifującą wodę morską oraz trójwymiarową matrycę hydrokoloidalną z nasion drzewa Tara i saponozydy z owoców Aritha zwiększającymi rewitalizację i dotlenienie komórek skóry. - opis pochodzi ze strony producenta.


Soppo Cosmetics Woof It Off | nawilżająco-łagodzący żel do twarzy

Soppo Cosmetics Woof It Off | nawilżająco-łagodzący żel do twarzy


Jak widzicie na zdjęciach powyżej, żel zamknięty jest w niewielkiej butelce z pompką. Tego typu rozwiązania lubię najbardziej, bo są dla mnie najwygodniejsze i wydają się najbardziej higieniczne. Żel ma konsystencję średnio-gęstą, nie przelewa się przez palce, ale i nie jest zbyt zbity. Podoba mi się jego metaliczny kolor rose-gold, a zapach zaskakuje. Dlaczego? Pachnie jak guma balonowa i zdecydowanie poprawia nastrój. Szczerze mnie to urzekło i jestem zadowolona, że ten żel pojawił się w moich rękach. W połączeniu z wodą lekko się pieni, dobrze oczyszcza skórę, reguluje wydzielanie sebum i sprawia, że skóra jest gładka i rozświetlona. 


Paw Paw Makeup | nawilżająco-rozświetlający olejek do demakijażu 

Ekspercka mieszanka: naturalnych olejów z pianki łąkowej, orzeszków górskich sacha inchi, dzikiej róży i ogórecznika, ekstraktów roślinnych z nasion owsa (CO2) i nagietka oraz łagodnego emulgatora, która skutecznie i łagodnie oczyszcza skórę oraz intensywnie ją pielęgnuje. - Opis pochodzi od producenta.


Paw Paw Makeup | nawilżająco-rozświetlający olejek do demakijażu

Olejek to kosmetyk, którego jeszcze nie używałam, więc nie napiszę Wam nic o moich doświadczeniach z nim związanych. Opakowanie prezentuje się ładnie, butelka posiada pompkę, więc z pewnością będzie się go wygodnie stosować. Nie używałam, bo od kilku miesięcy bardzo rzadko wykonuję makijaż, a jak już, to zmywam go płynem, który muszę skończyć. Nie lubię mieć otwartych kilku kosmetyków tego samego przeznaczenia, więc zużywam je po kolei. 


Bow Wow Effect | nawilżająco-łagodzący krem do twarzy na noc

Nasycona mieszanka: pielęgnujących ekstraktów roślinnych z jagód pieprzu tasmańskiego, kłosowca meksykańskiego i prawoślazu, które wyciszą, ukoją i nawilżą skórę, silnego prebiotyku Bioecolia o działaniu wspierającym i wzmacniającym barierę skórną oraz jej zdolności obronne, ziołowego kompleksu zawierającego m.in. adaptogenny ekstrakt z korzenia różeńca górskiego, który zadba o blask skóry i naturalnych emolientów o działaniu wygładzającym: skwalan z trzciny cukrowej i olej z nasion ogórecznika, które pomogą zatrzymać nawilżenie wewnątrz skóry niczym wodoodporny płaszczyk oraz sprawią, że stanie się miękka jak mały szczeniaczek. - opis pochodzi od producenta.


Bow Wow Effect | nawilżająco-łagodzący krem do twarzy na noc

Bow Wow Effect | nawilżająco-łagodzący krem do twarzy na noc

Tutaj trochę się rozpiszę, bo chcę podzielić się z Wami moimi przemyśleniami na temat tego kremu. Konsystencja bardzo lekka, ale zostawiająca delikatny film na twarzy. Zapach podobny do żelu - guma balonowa z dzieciństwa. Krem świetnie rozprowadza się po skórze i daje uczucie ukojenia. Co ważne, jest bardzo wydajny. Na zdjęciu powyżej widzicie jedną pompkę kremu na dłoń - jest to zbyt duża ilość na moją twarz, szyję i dekolt. Pół pompki  zdecydowanie wystarcza, aby dokładnie rozprowadzić go po tych miejscach. Wchłania się dość szybko. Rozmawiałam na jego temat ze znajomą blogerką (aleksandrans.pl) i obie stwierdziłyśmy, że świetnie sprawdza się jako krem na dzień. Obie posiadamy cerę mieszaną i u nas wspaniale współpracuje ze skórą w dzień. W moim przypadku sięgam po niego zarówno rano, jak i wieczorem. Kosmetyk świetnie nawilża, pomaga regulować wytwarzanie sebum, rozświetla i z pewnością łagodzi podrażnienia. O tym mogę napisać, bo podczas miesiączki moja cera wariuje, a stosując ten krem było to zdecydowanie mniej widoczne jak wcześniej.


SOPPO COSMETICS - woof fluff set - pierwsze wrażenia z testów

Według mnie ten zestaw świetnie sprawdzi się u osób z cerą mieszaną. Nie tylko u kobiet w moim wieku, śmiem twierdzić, że nastolatki również bardzo się z nim polubią. Moim faworytem zdecydowanie jest krem, jednak żel również bardzo polubiłam i sięgam po niego z przyjemnością. Mam nadzieję, że przy dłuższym stosowaniu moja opinia o nim się nie zmieni. Olejek z pewnością wypróbuję, ale musi trochę poczekać na swoją kolej.

Jestem ciekawa czy słyszeliście o tych kosmetykach? Jeśli tak, to może mieliście okazje stosować? Jak się u Was sprawdzają?

ŻEL MOODS SNAIL & ALOE 98% nawilżenie i wygładzenie ze śluzem ślimaka i aloesem na noc

Współpraca barterowa / prezent



ŻEL MOODS SNAIL & ALOE 98% nawilżenie i wygładzenie ze śluzem ślimaka i aloesem na noc

Do napisania tej recenzji zbierałam się bardzo długo. Ten żel do twarzy poznałam w 2019 roku dzięki pudełku I LOVE BOX, którego byłam ambasadorką. Tak mi się spodobał, że zużyłam aż trzy słoiczki co mi się rzadko zdarza. Trafił też do moich pielęgnacyjnych hitów.

Na początek może przedstawię Wam jego opis ze strony producenta, żebyście mogli mniej więcej nakreślić sobie w głowie, do czego on służy i jakie ma właściwości, a później zapoznam Wam z moją opinią na jego temat, a uwierzcie mi - jest o czym rozmawiać :)

Wyjątkowy żel SNAIL & ALOE 98% zawierający m.in. 98% ekstrakt z aloesu i ekstrakt ze śluzu ślimaka. Przeznaczony do intensywnej pielęgnacji twarzy i ciała. Działa 4 kierunkowo. Intensywnie nawilża i koi podrażnioną skórę. Wygładza i ujędrnia pobudzając i regenerując włókna kolagenowe. Uwadnia wszystkie warstwy skóry. Koryguje przebarwienia (arbutyna). Pozwala uzyskać jednolity promienny odcień skóry. Uzyskaj jędrną, sprężystą, gładką, pełną siły i wewnętrznego blasku skórę. Młodsza wersja Ciebie każdego dnia. Żel polecany jest do każdego rodzaju skóry.

Sposób użycia: 

Dla najlepszego efektu używaj 2-3 razy w tygodniu. Przed snem nałóż żel na pożądaną powierzchnię skóry (najefektywniej stosować po kąpieli na jeszcze mokrą skórę) i pozostaw przez 5-10 minut  a następnie wykonaj delikatny masaż skóry przez 1-2 minuty. Nie zmywaj, idź spać. 

ŻEL MOODS SNAIL & ALOE 98% nawilżenie i wygładzenie ze śluzem ślimaka i aloesem na noc

SKŁAD: 
WATER, ALOE BARBADENSIS EXTRACT, SNAIL SECRETION FILTRATE, GLYCERIN, ARBUTIN, CETEARYL ALCOHOL, GLYCERYL STEARATE, CETEARETH-20, GLYCERYL POLYMETHACRYLATE, CARBOMER, TRIETHANOLAMINE, BUTYLENE GLYCOL, PEG-100 STEARATE, POLYGLUTAMIC ACID, CAPRYLIC ACID, HYDROLYZED COLLAGEN, VITAMIN E, VITAMIN C, PHENOXYETHANOL, FRAGRANCE.

Jak widzicie na zdjęciach krem zamknięty jest w słoiczku z tworzywa w kolorze pomarańczowym. Na etykiecie widzimy logo marki i koreańskie napisy, których za nic w świecie nie dam rady odczytać ;) Takie już są uroki kosmetyków koreańskich, jednak z doświadczenia wiem, że warto im zaufać i wypróbować w swojej pielęgnacji.

Krem ma konsystencję leciutkiego żelu, który po zetknięciu ze skórą robi się lekko wodnisty, dzięki czemu zwiększa swoją wydajność. Pachnie przepięknie i cudownie rozprowadza się po skórze. Wchłania się dość szybko, pozostawiając na powierzchni skóry delikatny film, który w dotyku przypomina aksamit. Jest to bardzo przyjemny efekt, dający poczucie nawilżenia i ukojenia. 

ŻEL MOODS SNAIL & ALOE 98% nawilżenie i wygładzenie ze śluzem ślimaka i aloesem na noc

ŻEL MOODS SNAIL & ALOE 98% nawilżenie i wygładzenie ze śluzem ślimaka i aloesem na noc


Stosowałam go różnie - czasem sięgałam po niego 3-4 razy w tygodniu, czasem zdarzało mi się używać go codziennie, bo efekt mnie zachwycił i kusiło mnie stosowanie go bez przerwy. Jak wspomniałam na wstępie, zużyłam już jego trzy opakowania więc śmiało mogę o nim rozmawiać i opowiadać o jego działaniu. Przede wszystkim warto skupić się na pierwszym widocznym efekcie czyli natychmiastowym nawilżeniu i wygładzeniu skóry twarzy. Kolejną rzeczą jest fakt, że po kilku tygodniach stosowaniu moje zmarszczki jakby delikatnie się wygładziły, a skóra nabrała blasku i odżywienia. Przestały pojawiać mi się suche plamki, podrażnienia pojawiały się o wiele rzadziej - wszystko to było efektem stosowania tego cuda, dlatego też chętnie mogę go Wam polecić. Aktualnie dostępny jest w sklepie Greenasia w cenie 40 zł za opakowanie - uważam, że to naprawdę niska kwota i warto się skusić.

Mieliście okazję poznać ten żel? Stosujecie kosmetyki ze śluzem ślimaka?  

Pachnące żele pod prysznic I love... - Minty Choc Chip, Pink Marshmallow i Mango&Papaya

Współpraca barterowa / prezent

We wpisie pojawia się link sponsorowany 


Pachnące żele pod prysznic I love... - Minty Choc Chip, Pink Marshmallow i Mango&Papaya


Podczas moich ostatnich zakupów w Notino postanowiłam uzupełnić zapasy kosmetyków do pielęgnacji ciała. W koszyku znalazły się między innymi żele marki I love... i właśnie dziś chcę Wam o nich opowiedzieć.

Markę tych kosmetyków poznałam dzięki temu, iż jestem ambasadorką jednego z boksów kosmetycznych. Bardzo się z nią polubiłam i często wracam do jej kosmetyków. Żele pod prysznic są bardzo aromatyczne i mają bardzo duży wybór zapachów, także jest w czym wybierać. 

Jak wspomniałam na wstępie, podczas moich ostatnich zakupów w Notino postanowiłam uzupełnić swoje zapasy i takim sposobem te trzy żele znalazły się w moim domu. Wybór nie był trudny, ponieważ chciałam poznać warianty zapachowe, których jeszcze nie miałam. Jako pierwszy do koszyka wpadł:

I love... Minty Choc Chip krem pod prysznic i do kąpieli


Żel pod prysznic I love... Minty Choc Chip jest niezbędnym produktem do codziennej higieny. Łagodnie, ale dokładnie oczyszcza skórę całego ciała i dostarcza jej potrzebnego nawilżenia.

I love... Minty Choc Chip krem pod prysznic i do kąpieli

Tego wariantu zapachowego byłam bardzo ciekawa. Miętowe kosmetyki zazwyczaj są mega odświeżające i idealnie sprawdzają się latem, a że wiosna już prawie zawitała - musiałam się skusić. 
Zapach bardzo przypomina mi czekoladki z nadzieniem miętowym i jest to całkiem przyjemny aromat, ale spodziewałam się, że będzie bardziej rześki i świeży jak słodki. W tym przypadku słodycz dominuje, jednak nie przeszkadza mi to w jego użytkowaniu.

I love... Pink Marshmallow krem pod prysznic i do kąpieli

Żel pod prysznic I love... Pink Marshmallow jest niezbędnym produktem do codziennej higieny. Łagodnie, ale dokładnie oczyszcza skórę całego ciała i dostarcza jej potrzebnego nawilżenia.

I love... Pink Marshmallow krem pod prysznic i do kąpieli

Ten żel zaskoczył mnie swoim aromatem. To połączenie słodkich pianek i cukierków z delikatną wonią kwiatową. Bardzo aromatyczne i mocno wyczuwalne podczas kąpieli, jak i po niej. Zapach długo utrzymuje się na skórze co pomaga się zrelaksować i czuć się świeżo.

I Love... Mango&Papaya krem pod prysznic i do kąpieli


Krem pod prysznic I love... Mango & Papaya będzie pieścić Twoją skórę i dostarczy jej podczas mycia potrzebnego nawilżenia i odżywienia.

I Love... Mango&Papaya krem pod prysznic i do kąpieli

Ten zapach był mi już wcześniej znany, dzięki wspomnianemu na samym początku pudełku kosmetycznemu. Owocowy i słodki, taki można powiedzieć nastolatkowy aromat. Bardzo przyjemny i chętnie po niego sięgam.

Pachnące żele pod prysznic I love... - Minty Choc Chip, Pink Marshmallow i Mango&Papaya

Pachnące żele pod prysznic I love... - Minty Choc Chip, Pink Marshmallow i Mango&Papaya


Wszystkie trzy żele dobrze się pienią, co zwiększa ich wydajność. W butelkach mieści się 500 ml więc starczają na dosyć długi okres. Opakowania są przezroczyste, dzięki czemu widzimy jaki kolor i konsystencję mają żele. Każdy z nich posiada inny, soczysty kolor.
Te żele pod prysznic mają wyjątkowe właściwości:

  • nadają skórze aksamitną miękkość i delikatność
  • myją skórę i usuwają zabrudzenia
  • zapewniają przyjemny komfort łagodnej i pachnącej kąpieli
  • nietłusta konsystencja zapewnia łagodne oczyszczenie
  • relaksują ciało i umysł
  • pozostawiają skórę aksamitnie delikatną i miękką
Każdy z nich nadaje się do każdego typu skóry, więc polecam Wam je wypróbować na sobie. Od pewnego czasu jestem ich wierną fanką i chętnie do nich wracam. Muszę wypróbować jeszcze inne aromaty, więc pachnące testy przede mną :)

Mieliście okazję poznać żele tej marki? Jak się u Was sprawdzają? Który zapach lubicie najbardziej?

Relaksująca lawenda - ORIFLAME Love Nature Relaxing Lavender - żel i scrub do ciała

Współpraca barterowa / prezent

We wpisie pojawia się link sponsorowany


Relaksująca lawenda - ORIFLAME Love Nature Relaxing Lavender - żel i scrub do ciała


Lawenda, to bardzo charakterystyczny kwiat, który rośnie na południu Francji. Od wieków swoje zastosowanie znalazła w gospodarstwie domowym, kosmetyce i medycynie naturalnej. Dziś zatrzymamy się na kosmetykach, w których znajduje się naturalny olejek lawendowy, czyli Oriflame Love Nature Relaxing Lavender. W dzisiejszym wpisie opiszę Wam działanie żelu pod prysznic oraz scrubu do ciała. 

Osobiście nie przepadam za aromatem lawendy. Jest słodki, głęboki i jednocześnie drażniący - tak przynajmniej zawsze mi się kojarzy. Od lat unikam perfum czy kosmetyków, które w swoim składzie posiadają olejek lawendowy. Czemu? Bałam się, że wywalę pieniądze w błoto i nie będę zadowolona z produktów. W sierpniu jednak, coś mnie pokusiło, żeby wypróbować żel i scrub do ciała od Oriflame z serii Love Nature. Jeśli pamiętacie, zimą zamówiłam sobie kremy z miodem (a miodu w kosmetyce też unikałam) i byłam bardzo zadowolona. Tak więc jak chciałam, tak zrobiłam i od razu mogę powiedzieć, że decyzji nie żałuję (ponownie!).

Stosując kosmetyki z serii Love Nature pokazujesz, że dbasz o środowisko naturalne. Produkty do mycia są bowiem biodegradowalne, kosmetyki do pielęgnacji włosów nie zawierają silikonów, a formuły produktów złuszczających opierają się na drobinkach pochodzenia naturalnego. To oznacza, że nasza nowa seria Love Nature jest bardziej przyjazna dla środowiska.

Relaksująca lawenda - ORIFLAME Love Nature Relaxing Lavender - żel i scrub do ciała

Odświeżający żel pod prysznic z naturalnym olejkiem lawendowym oczyszcza skórę i pomaga ukoić zmysły, dzięki swojemu relaksującemu zapachowi. W pełni biodegradowalna formuła.
Kosmetyk zamknięty jest w całkiem ładnej buteleczce z delikatną szatą graficzną. Podążając za samym wyglądem, można by się na niego skusić - nie wąchając go. Butelka jest przezroczysta, dzięki czemu możemy kontrolować jej zawartość. Jak widzicie, sam kosmetyk ma kolor fioletowy - nic zaskakującego, w końcu w składzie mamy lawendę. Zamknięcie jest zabezpieczone dodatkowym plastikiem, więc kiedy odbierzemy swój żel od konsultantki lub zamawiając go z sieci - mamy pewność, że nikt wcześniej go nie otwierał. 

Zapach tego żelu jest bardzo delikatny. Obawiałam się, że będzie przyprawiał mnie o bóle głowy czy mdłości, bo tak przeważnie reaguję na tego typu aromaty. Nic takiego jednak nie ma miejsca. Oczywiście, jest to zapach bardzo charakterystyczny, jednak bardzo wyważony i dyskretny. Kosmetyk pieni się średnio, jednak nie wpływa to na jego wydajność. Niewielka ilość wystarcza na dokładne umycie się. Pozostawia po sobie uczucie świeżości i relaksu. Aromat niestety dość szybko się ulatnia. Dla osób, które nie przepadają za lawendą może to być plusem, jednak dla miłośników - wadą. Ja jestem w tym wszystkim gdzieś pośrodku. Aromat przypadł mi do gustu i pozwolił się zrelaksować, jednak chciałabym aby trwało to dłużej.

Scrub do ciała z olejkiem z lawendy i drobinkami złuszczającymi pochodzenia naturalnego łagodnie wygładza i oczyszcza skórę, zapweniając uczucie miękkości oraz piękny zapach. W pełni biodegradowalna formuła.

Peeling zamknięty jest w tubie o podobnej szacie graficznej. Tym razem opakowanie nie jest przezroczyste, a w kolorze fioletu. Trochę żałuję, że nie jest utrzymane w tym samym stylu co żel, z pewnością seria wyglądała by ciekawiej. Zamknięcie podobnie jak w przypadku poprzednika, posiada dodatkowe zabezpieczenie więc mamy pewność, że jako pierwsi go otwieramy. 

Zapach bardzo podobny do żelu, jednak jeszcze bardziej delikatniejszy. Gdybym nie wiedziała, że to seria lawendowa, to nie wiem czy w ogóle bym to wyczuła. Konsystencja średnio-gęsta, żelowa z niewielkimi drobinkami, kolor fioletowy. Jeśli chodzi o wspomniane drobinki peelingujące, to zaliczyłabym je do średniaków. Nie nazwałabym tego scrubu gruboziarnistego, myślę, że bliżej mu do tych słabszych. Mi to jednak nie przeszkadza, ponieważ lubuję się w każdych kosmetykach złuszczających. Skutecznie eliminuje martwy naskórek, daje przyjemne uczucie masowania podczas aplikacji i sprawia że skóra nabiera sprężystości i staje się przyjemnie gładka. Z pewnością polubiłam się z nim bardziej jak z żelem, jednak w nim również brakuje mi wspomnianej trwałości w zapachu. 


Relaksująca lawenda - ORIFLAME Love Nature Relaxing Lavender - żel i scrub do ciała

Podsumowując moje spotkanie z tym duetem, mogę powiedzieć, że jestem zadowolona, jednak nie zachwycona. Kosmetyki są dobre, ale nie mają w sobie tego czegoś, żebym mogła je polecać i zachwalać. Jeśli jesteś fanką intensywności zapachu lawendy, możesz się rozczarować. Natomiast, jeżeli należysz do osób raczej ostrożnych z tego typu aromatami, to będziesz pozytywnie zaskoczona. Produkty dobrze oczyszczają i pozwalają się zrelaksować. 

Jeśli nie masz swojej konsultantki Oriflame, to polecam odwiedzić Klub Konsultantek, tam dowiesz się więcej na ten temat i być może zostaniesz jedną z nich, dzięki czemu będziesz miała niesamowite zniżki na ich produkty, ale i również nagrody za osiągnięcia. 

Znasz kosmetyki z serii Love Nature od Oriflame? A może stosowałaś już te konkretne produkty? Co o nich myślisz?

Nowa linia kosmetyków do stylizacji włosów WS STYLE od WS ACADEMY

Współpraca barterowa / prezent

We wpisie pojawia się link sponsorowany 


Nowa linia kosmetyków do stylizacji włosów WS STYLE od WS ACADEMY


Stylizacja włosów to w moim domu codzienność. Mój mąż jak i syn często sięgają po żele, pasty czy gumy do włosów. W moim przypadku jest to lakier do włosów i pianki, jednak do tej pory nie miałam swoich ulubionych marek. Wszystko się zmieniło kiedy w naszym domu pojawił się zestaw kosmetyków od WS ACADEMY.

Marka Wierzbicki & Schmidt – stworzona przez duet stylistów fryzur oraz założycieli sieci salonów fryzjerskich WS Academy. Pomysłodawcy, Andrzej Wierzbicki i Tomasz Schmidt w zawodzie pracują już prawie od 20 lat, odnosząc na tej płaszczyźnie liczne sukcesy. Duetu Wierzbicki i Shmidt chyba nie muszę nikomu z Was przedstawiać. Osobiście uwielbiam oglądać poczynania tych Panów w programie "Ostre cięcie" na TTV. Od dawna podziwiam te dwie różne osobowości i talent jaki Panowie posiadają. Nie wiem czy pamiętacie, ale ponad rok temu pisałam Wam o kosmetykach do pielęgnacji włosów tej marki z których byłam bardzo zadowolona i do dziś chętnie do nich wracam. Dziś chcę skupić się na stylizacji o której wspomniałam na wstępie. A więc zaczynajmy! 


  • KREACJA

Pianka do włosów KREACJA pozwala na stworzenie trwałych i pełnych objętości fryzur. Jest odpowiednia dla pasm każdego rodzaju. Bez obaw stosować ją można zarówno na suche, jak i mokre włosy. Minimalizuje elektryzowanie, nie skleja i nie przesusza delikatnych kosmyków, a dodatkowo pachnie kokosem.

Pianka do włosów KREACJA  ws academy

Pianka jest kosmetykiem po który sięgnęłam osobiście. Bardzo podoba mi się jej zapach - przyjemny, nie mdły (a tego się obawiałam kiedy zobaczyłam że jest z kokosem). Kosmetyk jest wydajny, jedno naciśnięcie pompki wystarczy mi na wymodelowanie większości włosów. Dzięki niej moje kudełki się ładnie układają, nie sklejają i są sprężyste, ale jednak ułożone. Dawno nie miałam kosmetyku tego rodzaju z którego byłabym zadowolona na tyle, żeby stosować częściej niż raz w miesiącu. Naturalnie mam na włosach delikatne fale, które po myciu głowy nie są widoczne, jeśli nie wcisnę w nie pianki. Po takim zabiegu wyglądam, jakbym w nocy spała w warkoczach i bardzo podoba mi się ten naturalny efekt.


  • BLASK

Spray nabłyszczający BLASK to kompleksowy produkt, który prócz nabłyszczenia włosów nada im miękkość, podkreśli głębię koloru i kształt fryzury. Zapobiega także elektryzowaniu i puszczeniu się pasm każdego rodzaju. Może być stosowany również jako serum chroniące końcówki przed urazami mechanicznymi.

Spray nabłyszczający BLASK ws academy

Tego typu produktów jeszcze nie miałam w swojej kosmetyczce. Spray ma przyjemny zapach, podczas aplikacji tworzy przyjemną mgiełkę która otula moje włosy. Wspominam o tym, bo obawiałam się że dozownik będzie pryskał strumieniami kosmetyk po moich włosach, a tu miłe zaskoczenie. Stosuję go jako serum na końcówki, ale także na jakieś wyjścia, bo faktycznie dzięki temu produktowi włosy błyszczą i wyglądają zdrowiej. Bez obaw! Nie zostawia tłustych śladów, włosy wyglądają świeżo.

  • FORMA

Lakier do włosów FORMA mocno utrwali i podkreśli kształt każdej fryzury. Nada włosom połysk i pozwoli na uzyskanie efektu świetlistego, a jednocześnie naturalnego wykończenia. Nie skleja włosów i nie pozostawia na nich osadu, ale dyscyplinuje je, działa antyseptycznie oraz chroni przed wilgocią. Jego dodatkowym atutem jest słodki, landrynkowy zapach.

Lakier do włosów FORMA ws academy

Lakierów do włosów używałam bardzo dużo. Nie codziennie robię sobie fryzury, które wymagają utrwalenia. Czasem jednak zdarza mi się zakręcić loki czy upiąć jakiś kok. W takich przypadkach lakier do włosów to must have. Nie raz wspominałam Wam, że mam bardzo grube i gęste włosy, przez co ciężko je utrwalić na długo. Nawet fryzura ślubna po dosłownie 3 godzinach wyglądała inaczej jak powinna. Nie lubię kiedy lakiery sklejają włosy i mają duszący zapach. W przypadku tego lakieru aromat jest przyjemny, pachnie jak słodkie cukierki a włosy nie kleją się, kiedy kosmetyk wyschnie. Czy skleja włosy? Jeśli jest nieodpowiednio używany to owszem. Każdy lakier sklei pasma jeśli trzymany jest za blisko. W odpowiedniej odległości wszystko jest w najlepszym porządku.

  • DEFINICJA

Guma utrwalająca DEFINICJA ma za zadanie ułatwić modelowanie i kształtowanie fryzury przy jednoczesnym zachowaniu pełnej kontroli nad niesfornymi kosmykami – nawet tymi puszącymi się. Nadaje strukturę i pozwala zachować długotrwały efekt, bez sklejania włosów. Sprawdzi się przy stylizacjach, w których pożądany jest efekt „out of bed”.

Guma utrwalająca DEFINICJA ws academy

Guma utrwalająca DEFINICJA ws academy

O tej gumie i reszcie produktów napiszę Wam to co wiem od mojego męża. On na co dzień stosuje takie kosmetyki i ma duże porównanie do tego typu produktów dostępnych na rynku. Gumy często sklejały włosy mojego męża, a po kilku godzinach wycierały się tworząc na włosach białą skorupę, która wyglądała okropnie. Ta guma mojemu mężowi na razie się podoba. Nie zauważył wycierania, a fryzura wygląda jak świeżo zrobiona przez wiele godzin. Dodatkowy atut to piękny zapach i wysoka wydajność.

  • KONTROLA

Modelująca pasta KONTROLA matuje i nadaje włosom strukturę, zapewniając mocne utrwalenie, które można stopniować poprzez zastosowanie większej ilości produktu. Nie pozostawia śladów i modeluje włosy, zapewniając im naturalny wygląd. Łatwo się wchłania i nie oblepia kosmyków. Najlepiej sprawdzi się przy stylizacji włosów cienkich i normalnych.

Modelująca pasta KONTROLA ws academy

Modelująca pasta KONTROLA ws academy

Ten kosmetyk zyskał miano HIT w oczach mojego męża. Dlaczego? Pachnie anyżem! Mój luby uwielbia cukierki anyżowe, których ja szczerze nie znoszę, a ta pasta pachnie dokładnie tak samo. Kosmetyk ma przyjemną konsystencję, jest wydajna i zupełnie niewidoczna. Po ułożeniu fryzury znika - a włosy wyglądają bardzo ładnie, naturalnie i nie są posklejane. 

Ostatni kosmetyk został przetestowany przez mojego 11 letniego syna Jakuba.

  • STRUKTURA

Żel do włosów STRUKTURA to klasyka w nowym, profesjonalnym wydaniu. Służy utrwaleniu i podkreśleniu kształtu fryzury, zapewniając przy tym bardzo mocne i długotrwałe utrwalenie. Może być stosowany na mokre lub suche kosmyki, a najlepsze efekty da na normalnych i grubych włosach. Sprawdzi się też w przypadku loków, podkreślając ich naturalny skręt.

Żel do włosów STRUKTURA ws academy

Żel do włosów STRUKTURA ws academy

Żel ma przyjemny, perfumowany zapach. Bardzo mocno utrwala fryzurę o czym śmiało mogę powiedzieć. Mój 11 letni syn stosuje go czasem idąc do szkoły. A w niej wiadomo - bieganie na przerwach, przebieranie się na zajęcia WF - dziecko jest ciągle w ruchu i biegu. Kiedy wraca do szkoły ma lekko potargane włosy, ale nie ma efektu brzydkiego ścierania się kosmetyku co mnie zaskoczyło. Oczywiście, włosy są sztywne bo jego użyciu, ale chyba każdy żel do włosów tak działa. Wygodne opakowanie sprawia, że chętnie sięgnę po ten żel kolejny raz, kiedy się skończy, bo nie znoszę tych które pakowane są w słoiki. 

Podsumowując naszą przygodę z produktami do stylizacji włosów WS Style od WS Academy śmiało mogę powiedzieć, że są to produkty dobre, działają zgodnie z ich przeznaczeniem i dla mnie nie mają one wad. Możecie kupić je w sieciach drogerii Rossmann więc są łatwo dostępnymi kosmetykami. Ceny też nie należą do wysokich więc z pewnością do nich wrócimy. Kiedy widzę zadowoloną minę męża i syna wiem, że to spotkanie również im się spodobało. 

Tak z innej beczki, to żałuję że nie mieszkam w większym mieście jak np. Warszawa. Tam mogłabym odwiedzić jakiś salon, który pracuje na produktach tych Panów. Oprócz tego, w dużym mieście jak Warszawa można skorzystać z treningów personalnych z dojazdem we własnym domu! Słyszeliście o tym? Przeczytaj więcej w tym temacie. Moim zdaniem to świetne rozwiązanie. Ehh... na razie mogę o tym jedynie pomarzyć, ale kto wie co przyniesie przyszłość?!

Słyszeliście już o tych produktach? Używacie tego typu kosmetyki?

Żel budujący do przedłużania paznokci - Pierre René

WSPÓŁPRACA BARTEROWA / PREZENT 
We wpisie znajduje się link reklamowy

Żel budujący do przedłużania paznokci - Pierre Rene


Od pewnego czasu swoje paznokcie przedłużam i utwardzam żelem. Stało się tak po długiej walce z uczuleniem na lakiery hybrydowe i mojego zamiłowania do długich i pomalowanych pazurków. Kiedy okazało się, że moje paznokcie tolerują żel - ucieszyłam się i postanowiłam nauczyć się nim pracować. W moim poście chcę opowiedzieć Wam o moich odczuciach co do żelu budującego marki Pierre René, który widzicie na zdjęciu. Jeśli jesteście ciekawi, zapraszam do dalszej części wpisu.

Na początku paznokcie przedłużała mi moja dobra koleżanka, sama bałam się próbować - z góry założyłam, że mi nie wyjdzie. Kiedy jednak zaczęłyśmy się mijać - każdej z nas coś w życiu wypadało i nie było okazji "złapać się" na paznokcie postanowiłam, że spróbuję swoich sił w tej dziedzinie. Nie zdecydowałam się od razu na jakiś lepszy żel - początkowo kupiłam jakiś najtańszy i chiński. Już po kilku godzinach od zrobienia manicure - żel zaczął odklejać się od paznokci jak naklejki - podobnie miałam z lakierami hybrydowymi wiele lat temu. Znajoma śmiała się, że nie jestem stworzona do robienia sobie żeli i znowu odpuściłam. Któregoś dnia powiedziałam sobie, że jednak jeszcze raz spróbuję swoich sił i zamówiłam żel o którym właśnie zaczęliście czytać post. Zanim jednak przystąpiłam do pracy postanowiłam poczytać więcej na temat żelu i pooglądałam kilka filmów na yt. Wydaje mi się, że wszystko robiłam tak samo, jednak efekty są zdumiewające.



Żel budujący do przedłużania paznokci - Pierre Rene


Wysokiej jakości, jednofazowy żel budujący łączący w sobie delikatność dla płytki paznokcia z dużą odpornością na urazy mechaniczne. Średniej gęstości, elastyczny, nie sprawia trudności podczas aplikacji, łatwy do spiłowania i korekt. Bardzo dobrze poziomuje się na płaszczyźnie paznokcia. Dzięki swoim właściwościom żel zapewnia wyjątkowy komfort pracy oraz łatwe osiągniecie pożądanego efektu końcowego o dowolnym kształcie. Idealny do pracy na formach lub tipsach. Posiada delikatny zapach.
Cechy produktu:
 - jednofazowy
 - średnio gęsty
 - samopoziomujący
 - elastyczny
 - łatwy w aplikacji i formowaniu
 - w odcieniu french pink
 - łatwy do usunięcia
Cena: 19,99 zł / 10 ml


Żel budujący do przedłużania paznokci - Pierre Rene


Takie informacje znalazłam na stronie producenta. Jakie są moje odczucia po kilkukrotnym już jego użyciu?

Zacznę od pierwszych wrażeń. Opakowanie bardzo przypadło mi do gustu, nie raz wspominałam Wam, że szata graficzna tej marki bardzo mi się podoba przez swój minimalizm. Słoiczek jest zakręcany, pod spodem ma jeszcze zabezpieczający przed wylaniem plastik (którego nie ma na zdjęciach), a we wnętrzu skrywa się różowy żel. Jest on lekko przejrzysty o średniej gęstości i delikatnym zapachu żelu. Nie jest on tak drażniący jak poprzednie z którymi się spotkałam, jednak nie należy on do tych ładnych. 
Żel na paznokieć nakłada się bez problemu - trochę czasu zajęło mi opanowanie tego, aby określić jaka jest odpowiednia ilość produktu na mój paznokieć, jednak kiedy do tego doszłam, całkiem sprawnie idzie mi ich przedłużanie. Co mnie w nim urzekło - jego samopoziomowanie. Zanim zastygnie pod lampą bardzo ładnie się wyrównuje i tak naprawdę czasem zdarza się, że nie muszę piłować go od góry aby nadać mu odpowiedni kształt. Kolor wychodzi bardzo naturalny, mogłabym pomalować go samym topem i nosić pazurki bez żadnego lakieru. 

W swoim domu mam go od września - więc możecie domyślić się ile razy już go używałam. Ani razu nie odkleił mi się w żadnym miejscu, nie podeszło powietrze, nie odpadł ani nie połamał się. Śmiało mogę powiedzieć, że żel jest wytrzymały i trwały. Zajmując się domem, przy dzieciach i innych pracach jakie wykonuję - pazurki wyglądają bardzo dobrze. Zaznaczę, że nie używam rękawiczek ochronnych, wszystkie prace wykonuję bez nich - a paznokcie jak były - tak są.


Żel budujący do przedłużania paznokci - Pierre Rene


Miałam zrobić wpis o przedłużaniu żelem, jednak doszłam do wniosku, że nie jestem odpowiednią osobą, aby pisać takie artykuły. Jestem samoukiem, nie przeszłam ani jednego szkolenia w tym kierunku, więc nie chcę być hipokrytką. Do przedłużania ostatnio używam szablonów Pierre René i podobnie jak z żelu - jestem bardzo zadowolona. 

Specjalnie zaprojektowany kształt umożliwia precyzyjne budowanie paznokci żelowych i akrylowych oraz przedłużanie płytki bazą budującą. Formy są wykonane z elastycznego i trwałego materiału, który umożliwia dokładne dopasowanie do każdego kształtu paznokcia. Precyzyjna podziałka długości i kształtu paznokcia oraz mocny klej sprawia, że praca na naszych szablonach staje się prawdziwą przyjemnością.


Klej, który przytrzymuje je na naszych palcach jest mocny i dobrze trzyma szablon na naszych paluszkach, a co najważniejsze nie pozostawia po sobie śladów. Same szablony są odpowiedniej wielkości, są łatwe w użyciu i  odpowiednio twarde. 

Oczywiście moje paznokcie nie są jeszcze perfekcyjne, za nic w świecie nie zrobiłabym takiego manicure komuś - dopiero się uczę i mam nadzieję, że za jakiś czas będę mogła być dumna z tego co robię. Dziś jestem zadowolona, ale wciąż dążę do lepszych efektów.

Oto przykładowe pazurki mojego wykonania:


Żel budujący do przedłużania paznokci - Pierre René


Żel budujący do przedłużania paznokci - Pierre René


Jeszcze długa droga przede mną, ale mając tak dobre produkty - nie boję się eksperymentować i uczyć się dalej.

Niedługo szykuję dla Was rozdanie paznokciowe - do zgarnięcia będą lakiery hybrydowe. Zamówiłam jeszcze gadżety reklamowe z nadrukiem swojego logo i jak tylko do mnie dojadą, to zorganizuje konkurs. Myślę, że smycz, długopis albo inne gadżety będą super dodatkiem do nagrody ;)



Czy przedłużacie sobie paznokcie? Robicie to same czy raczej u stylistek/kosmeyczek?

NOWOŚĆ! SURF HAWAIIAN DREAM - pierwszy produkt do prania rzeczy białych i kolorowych

WSPÓŁPRACA BARTEROWA / PREZENT 
We wpisie pojawia się link reklamowy

NOWOŚĆ! SURF HAWAIIAN DREAM - pierwszy produkt do prania rzeczy białych i kolorowych


Wakacje to czas nieustannych podróży, a co za tym idzie? Ciągłe pakowanie i rozpakowywanie naszych bagaży. Oczywiście wiąże się z tym sterta prania po każdym powrocie. Cieszę się, że żyjemy w czasach kiedy są pralki automatyczne, bo nie wyobrażam sobie teraz tego wszystkiego ogarniać ręcznie. Jak wiecie, moja rodzina składa się z czterech osób - w tym dwójki dzieci. Hania ma 2 lata, więc jak możecie się domyślić, codziennie przebieram ją po kilka razy. Czekolada, zupy z marchewką, buraczki - masa plam do ogarnięcia. Syn ma prawie 11 lat, więc wszędzie go pełno, rower, rolki czy hulajnoga, gra również w piłkę więc plamy z błota czy trawy to codzienność. Od jakiegoś czasu mam w domu zestaw do prania SURF i nowej linii HAWAIIAN DREAM, która przeznaczona jest do prania rzeczy białych jak i kolorowych. Postanowiłam sprawdzić jak poradzi sobie z plamami, z którymi zmagam się od pewnego czasu.




Z myślą o praniu prostym i przyjemnym powstały nowe produkty Surf Hawaiian Dream. To pierwsze detergenty Surf, które możesz z powodzeniem stosować zarówno do prania białych, jak i kolorowych tkanin. Wystarczy, że posortujesz pranie jak zwykle i zarówno do białych jak i barwnych tkanin użyjesz tego samego preparatu. Koniec z kupowaniem dodatkowych środków! Ponadto proszek, kapsułki i żel nie tylko zapewnią nieskazitelną czystość pranym tkaninom, ale również otulą je niezwykłym, tropikalnym zapachem, który zapewni im długotrwałą świeżość. Wszystko za sprawą zmysłowej kompozycji zapachowej, w której wyczujemy akordy soczystego melona oraz czerwonych owoców.


NOWOŚĆ! SURF HAWAIIAN DREAM - pierwszy produkt do prania rzeczy białych i kolorowych

Zestaw, który pojawił się w moim domu, to cała linia marki SURF. Składa się ona z:

  • Proszku do prania Surf Hawaiian Dream
Proszek do prania Surf Hawaiian Dream to produkt uniwersalny, który można stosować zarówno do białych, jak i kolorowych ubrań. Zapewnia im idealną czystość i sprawia, że są miękkie w dotyku. Dodatkowo proszek do prania Surf Hawaiian Dream pozostawia przyjemny, owocowy zapach, który długo utrzymuje się na tkaninach. Proszek jest przy tym bardzo wydajny w użyciu.


  • Żelu piorącego SURF Hawaiian Dream
Żel piorący Surf Hawaiian Dream do prania białych i kolorowych tkanin zapewnia im świeżość i wyjątkowy zapach owoców. Aby aromatyczne nuty jak najdłużej utrzymywały się na tkaninach, ulotny zapach zamknięto w specjalnych mikrokapsułkach. Mikrokapsułki te pękają i uwalniają zapach w trakcie pocierania tkaniny podczas prania. Żel do prania jest przy tym wydajniejszy od dostępnych na rynku płynów do prania – do pralki wystarczy bowiem wlać tylko jedną nakrętkę. Jest to możliwe, ponieważ żel jest bardziej skoncentrowany i dlatego 1 litr żelu wystarczy aż na 20 prań, a 3 litry żelu aż na 60 prań.


NOWOŚĆ! SURF HAWAIIAN DREAM - pierwszy produkt do prania rzeczy białych i kolorowych

  • Kapsułek piorących SURF Hawaiian Dream
Polki cenią sobie wygodę i nowoczesne rozwiązania. Dlatego tak bardzo polubiły kapsułki do prania. Do tych praktycznych w użyciu produktów dołączają teraz kapsułki Surf Hawaiian Dream. Idealnie nadają się do prania białych i kolorowych ubrań. Wystarczy włożyć jedną kapsułkę do pralki, aby ubrania zachwycały świeżością i owocowym zapachem, który długo utrzymuje się na tkaninach.

NOWOŚĆ! SURF HAWAIIAN DREAM - pierwszy produkt do prania rzeczy białych i kolorowych

NOWOŚĆ! SURF HAWAIIAN DREAM - pierwszy produkt do prania rzeczy białych i kolorowych

Cała seria bardzo przypadła mi do gustu. Ostatnio kupowałam kilka odmiennych proszków z różnych powodów. Po pierwsze - moja córka po dwóch latach zaczęła źle reagować na proszek "hipoalergiczny" dla dzieci i niestety musiałam go odstawić. Drugi powód to fakt, że do różnych plam potrzebowałam innych proszków - nie każdy dopiera wszystko - w efekcie czego robiłam różne mieszanki ;) Trzecim powodem jest pranie ubrań kolorowych i białych - nie dość, że trzeba było je segregować, to również używać do nich innych produktów. W tym przypadku proszek, żel czy kapsułki są jedne - co wiąże się z mniejszym kosztem jednego prania.


Zapach całej serii bardzo przypadł mi do gustu, jest bardzo świeży i faktycznie - typowo letni. Nawet teraz, kiedy za oknem pojawia się więcej chmur i deszczu - jak słońca - mam w domu lato. Przynajmniej jego aromat.

Skuteczność oceniam na bardzo dobrą. Miałam kiedyś różową wersję tego proszku i chyba żelu, jednak nie byłam zadowolona z nich tak jak w przypadku linii Hawaiian Dream. Plamy po czekoladzie, trawie, zupie marchewkowej, krwi (!) czy wina, które robimy z mężem sami - zniknęły po pierwszym praniu. Swoją drogą domowej roboty wino jest chyba najlepszym jakie do tej pory piłam. Wystarczy do nich jakiś owoc - w naszym przypadku ciemne winogrona prosto z działki, cukier oraz drożdże winiarskie i najsmaczniejsze wino pojawi się w Waszym domu - polecam! 

Tak więc jeśli szukasz czegoś skutecznego z dodatkiem cudownego, orzeźwiającego i świeżego zapachu - wystarczy sięgnąć po któryś z tych produktów, bądź po całą linię. 

Instagram