Pure Beauty & Garnier & Maybelline - Zachowaj wakacyjny blask skóry - openbox

 Współpraca barterowa 

Pure Beauty & Garnier & Maybelline - Zachowaj wakacyjny blask skóry - openbox

Razem z pudełkiem Pure Beauty "Zrelaksuj się" w paczce znalazłam również limitowane pudełko stworzone z marką Garnier i Maybelline. Nazywa się "Zachowaj wakacyjny blask skóry" i mieści w sobie kosmetyki, które nam w tym pomogą. Co znalazło się w środku i czy jestem z niego zadowolona?


Widząc, że pudełko jest w kolorze żółtym, od razu skojarzyło mi się z witaminą C, z resztą wakacyjny blask skóry też mi się tak kojarzy i miałam rację. Wewnątrz tego wspaniałego boxa znalazłam kosmetyki marki Garnier i Maybelline, dzięki którym mogę zafundować mojej skórze prawdziwe SPA! Zanim przejdę do swojej opinii, chcę zaprezentować Wam zdjęcie wnętrza jak i opisy każdego z kosmetyków. No więc zaczynajmy!


Pure Beauty & Garnier & Maybelline - Zachowaj wakacyjny blask skóry - openbox

Pure Beauty & Garnier & Maybelline - Zachowaj wakacyjny blask skóry - openbox


Jak widzicie, w środku mieści się sześć pełnowymiarowych kosmetyków dla fanek pielęgnacji z Witaminą C. Większość tych kosmetyków była dla mnie doskonale znana, więc nie musiałam długo czekać, aby opisać Wam ich działanie i właściwości. Miałam przyjemność należeć do Klubu Garnier, dzięki czemu docierały do mnie nowości tej marki, co pokazywałam Wam zarówno na moim Instagramie jak i blogu. Kilka recenzji z pewnością się u mnie znajdzie. Tak naprawdę, to nie znałam jedynie podkładu i płynu micelarnego, ale testy już za mną, więc za chwilę dowiecie się co o nich myślę.


Garnier serum z witaminą C na dzień

Serum redukujące przebarwienia Garnier Vitamin C Super Serum zapewnia efekt gładkiej, ujednoliconej cery pełnej zdrowego blasku, wyraźnie zmniejszając przebarwienia i wyrównując koloryt

Garnier serum z witaminą C na dzień


Garnier serum z witaminą C na noc

Pierwsze serum na noc od Garnier z najwyższą, bo aż 10% koncentracją czystej witaminy C i kwasem hialuronowym rozświetla zmęczoną, matową skórę w trakcie nocy. Ciesz się pełną blasku, gładką i wypoczętą skórą już po 3 nocach!

Garnier serum z witaminą C na noc


Garnier płyn micelarny z witaminą C

Płyn micelarny z Witaminą Cg od Garnier to produkt idealny dla matowej i zmęczonej cery, który skutecznie usuwa makijaż i zanieczyszczenia pozostawiając cerę pełną blasku.

Garnier płyn micelarny z witaminą C


Garnier nawilżająca maska do twarzy z witaminą C

Poprzez połączenie witaminy C oraz kwasu hialuronowego nawilżająca maska do twarzy Garnier Skin Naturals działa rozjaśniająco, odżywczo, wygładzająco i odświeżająco.

Garnier nawilżająca maska do twarzy z witaminą C


Maybelline Instant Eraser - korektor 

Instant Eraser to multifunkcyjny korektor o średnim kryciu, który jednocześnie nawilża skórę! Wystarczy jedno kliknięcie i kryjesz, korygujesz oraz konturujesz! Lekka formuła, wzbogacona jest ekstraktem z jagód Goji oraz Haloxylem niweluje cienie pod oczami, oraz idealnie kryje wszelkie niedoskonałości. Wyjątkowy aplikator w postaci gąbeczki pozwala na szybką i łatwą aplikację gdziekolwiek jesteś!

Maybelline Instant Eraser - korektor


Maybelline Super Stay 24h Skin Tint - podkład rozświetlający

Podkład rozświetlający z witaminą C*. Zapewnia długotrwały efekt glow i naturalne krycie. Zawarte w nim pigmenty Skin Tint idealnie dopasują się do koloru Twojej skóry, a witamina C zapewni jej rozświetlenie. Podkład zmniejsza widoczność przebarwień oraz ujednolica koloryt skóry, jednocześnie dając naturalny efekt wykończenia nawet na 24h**. Nie wchodzi w załamania skóry. Nie zatyka porów. Wegańska formulacja***.
*Pochodna witaminy C. 
**Samoocena, 110 kobiet.
***Nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego ani ich pochodnych.

Maybelline Super Stay 24h Skin Tint - podkład rozświetlający


Jak widzicie na zdjęciach, kosmetyki, które znalazły się w tym pudełku doskonale się uzupełniają. Dzięki nim, można zafundować sobie wspaniałe domowe SPA, które nie tylko odżywi i nawilży skórę, ale również rozświetli ją i pozwoli nam cieszyć się zdrowym wyglądem przez długi czas.

Jak wspomniałam na wstępie, większość tych produktów znałam i na moim blogu znajdziecie ich recenzje, więc nie będę się tutaj powtarzać. Serum na dzień jak i na noc bardzo polubiłam za piękny zapach, szybkie wchłanianie się czy rozświetlony wygląd mojej cery. Maseczka w płachcie jest wspaniała, dobrze nasączona i dopasowana, idealna na poranne domowe SPA. Płyn micelarny doskonale radzi sobie z oczyszczaniem, pachnie przyjemnie i nie podrażnia. Jeśli chodzi o produkty marki Maybelline, to cieszę się z ich obecności, bo korektor to ulubieniec mojej przyjaciółki i to jej podaruję go w prezencie (mnie nie pasuje odcień), a podkład sama z przyjemnością stosuję. Nie tworzy efektu maski, ładnie rozświetla i wyrównuje koloryt i idealnie sprawdza się do szybkich codziennych makijaży. Chcę o nim napisać osobny post, dlatego nie będę się tutaj rozpisywać.


Pure Beauty & Garnier & Maybelline - Zachowaj wakacyjny blask skóry - openbox

Uważam, iż zawartość pudełka "Zachowaj wakacyjny blask skóry" jest doskonała i cieszę się, że znalazła się w moich rękach. Uwielbiam takie boxy, dzięki którym mogę wprowadzić do mojej pielęgnacji całą gamę produktów, dzięki którym wyglądam o wiele lepiej.

Dajcie znać, jak podoba się Wam ta edycja i czy znacie te kosmetyki? A może znajdzie się tutaj Wasz ulubieniec? Chcecie o nim opowiedzieć?


Maybelline Lash Sensational czy Loreal Volume Milion Lashes Excess? Który z nich mnie rozczarował, a który zachwycił?

WSPÓŁPRACA BARTEROWA / PREZENT 


Maybelline Lash Sensational czy Loreal Volume Milion Lashes Excess? Który z nich mnie rozczarował, a który zachwycił?


Od dawna szukam tuszu do rzęs, który zachwyci mnie na tyle, że będę do niego wracać za każdym razem, kiedy wykończę opakowanie. W drogerii StrefaUrody.pl znalazłam tusze, o których czytałam bardzo dużo opinii, które w większości były pozytywne. To skłoniło mnie do skuszenia się na nie i wypróbowanie na sobie. Dodatkowo wspomnę, że ich cena w tej drogerii jest tak atrakcyjna, że nawet jeśli oba okazały by się bublami, to bym nie żałowała wydanych pieniędzy. 



Oba tusze stosuję naprzemiennie od kilku tygodni więc zdanie o nich już mam wyrobione. W sumie już pierwszego dnia wiedziałam, który z nich będzie sprawdzał się w moim przypadku lepiej. Jestem jednak zdania, że tusz do rzęs należy dopasować do swoich potrzeb - ja mam z natury długie rzęsy, które rosną tak jakby kępkami między którymi jest odstęp - co sprawia, że brakuje im objętości. W moim przypadku - dobry tusz - nie może mieć na szczoteczce włosków bardzo blisko siebie, bo nie dają one rady z rozczesaniem i rozdzieleniem moich rzęs. Sylikonowe szczoteczki również najczęściej nie zdają u mnie egzaminu - jak są za giętkie - odpadają, bo uginają się na moich dość twardych włoskach i mażą je jedynie pod spodem - co daje efekt sklejenia i nie wygląda zbyt estetycznie. 


Maybelline Lash Sensational czy Loreal Volume Milion Lashes Excess? Który z nich mnie rozczarował, a który zachwycił?

O tuszu od Loreal - Milion Lashes Excess - czytałam wiele pozytywnych opinii. W sumie sama byłam ciekawa - jak sprawdzi się ta marka w moim przypadku. Od dawna kojarzyła mi się z luksusem i dobrą opinią. Tuszów z tej linii jest kilka - ja skusiłam się na wersję czerwoną - bo to ona zapadła mi w pamięć - z opinii czytanych w sieci. 


Loreal - Milion Lashes Excess


Nowa maskara L`Oreal zapewnia wyjątkowe podkreślenia spojrzenia. Idealnie pokrywa każdą rzęsę aby nadać jej maksymalną objętość. Unikalna szczoteczka: - wzbogacona o 50% więcej włosków typu excess niż w maskarze Volume Million Lashes, aby nadać każdej rzęsie objętości, pogrubienia i podkreślenia, - wyjątkowo gęsta szczoteczka zaprojektowana tak, by docierać do każdej rzęsy i umożliwić pokrycie całej jej powierzchni za jednym pociągnięciem.

Co jeszcze mnie do niej przekonało? Sama nazwa - Milion Lashes - no która z Pań nie chciałaby mieć pięknych, gęstych rzęs, które z daleka rzucają się w oczy - efekt sztucznych rzęs w moim przypadku jest pożądany :)


Loreal - Milion Lashes Excess

Jak widzicie tusz na zewnątrz wygląda rewelacyjnie. Piękna metaliczna czerwień ze złotem, od razu kojarzy mi się z przepychem, bogactwem - kusi i uwodzi nie tylko na półce sklepowej, ale i w łazience. Dodatkowo, jak wspomniałam marka kojarzy mi się podobnie. W środku znajduje się sylikonowa szczoteczka, dość długa i bardzo giętka. Jej główka ma mnóstwo wypustek, gęsto osadzonych co ma pomagać rozdzielać rzęsy i pięknie pokrywać je tuszem.

Jak wspomniałam na samym początku - w moim przypadku tak giętkie szczoteczki nie zdają egzaminu. Moje rzęsy są dość sztywne - proste - żeby szczoteczka była krucha, to przy zetknięciu z nimi - połamała by się. Za nic w świecie wypustki te nie dają rady przedostać się pomiędzy moimi rzęsami. Już przy pierwszym podejściu wiedziałam, że to nie jest tusz dla mnie. Szczoteczka zamiast przenikać, rozczesywać i rozdzielać - gładzi je z wierzchu, przez co maskara nakłada się tak jakby z jednej strony rzęs, tworząc przy tym nie ładny efekt sklejenia. Na początku dawałam mu szanse, bo myślałam, że jak w większości przypadków, tusz potrzebuje trochę czasu - aby lepiej się sprawdzać. Niestety nie zmieniło się nic, tak więc jestem rozczarowana.


Loreal - Milion Lashes Excess


Loreal - Milion Lashes Excess


Myślę, że sprawdzi się ona u osób, których rzęsy są miękkie i sprężyste i nie za gęste. Sama konsystencja kosmetyku jest idealna - ładnie nabiera się na szczoteczkę - a nałożona na rzęsy trzyma się naprawdę długo. Nie zauważyłam kruszenia czy rozmazywania, a moje ziołowe mleczko niestety nie daje z nim rady. Tak więc trwałość tuszu jest bardzo dobra. Znalazłam jednak na niego patent - używam go ze szczoteczką z innego tuszu i maluję się, kiedy zależy mi na mocnej trwałości.

Drugi tusz - uratował moje zamówienie. Mowa oczywiście o maskarze Maybelline Lash Sensational. Ten tusz przewija mi się przed oczami od dobrych kilku miesięcy. Na nie jednym blogu czytałam o nim pozytywne opinie, ale ja po jakimś bublu tej marki (podkładzie) strasznie się do niej zraziłam i wiele miesięcy omijałam ją szerokim łukiem. Jednak w końcu się skusiłam i nie żałuję. 


Maybelline Lash Sensational


Pierwsza rewolucyjna szczoteczka wachlarz z różnymi rodzajami wewnętrznych i zewnętrznych włosków wydobywa nawet najkrótsze rzęsy rozwijając je od kącika do kącika dla wielowarstwowego efektu. Niesamowite! Rzęsy jak wachlarz!
Unikalna szczoteczka w kształcie wachlarza o wypustkach różnej długości
- umożliwia widoczne rozłożenie rzęs od wewnętrznego do zewnętrznego kącika oka
- dociera nawet do najkrótszych, niemal niewidocznych rzęs
- precyzyjnie rozdziela dłuższe rzęsy*
*test samooceny
Maybelline Lash Sensational

W tej maskarze również znajdziecie szczoteczkę sylikonową - za którymi ogólnie nie przepadam, jednak w tym przypadku jest ona do zaakceptowania. Dlaczego?
Jest wygięta jak banan, dość sztywna - dzięki czemu daje sobie radę z moimi sztywnymi rzęsami. Wypustki są porozstawianie nieco rzadziej jak w przypadku Loreala więc przy moich kępkach sprawdzają się doskonale. 
Maybelline Lash Sensational
Co prawda nie rozdziela rzęs przy pierwszych pociągnięciach, które uwieczniłam na fotografii - jednak przy użyciu dwóch warstw całkiem fajnie się sprawdza. Dodatkowy plus i bardzo pożądany efekt w moim przypadku to uniesienie rzęs do góry i ich wywinięcie. Jak wspomniałam na początku - moje rzęsy są proste i przy użyciu najzwyklejszej maskary efekt jest znikomy. Szczoteczki które są w kształcie łuku fajnie się u mnie sprawdzają, bo wywijają te rzęsy ku górze. 
Maskara ma fajną konsystencję, piękny kolor, nie osypuje się, nie rozmazuje, nie podrażnia. Zastyga dość szybko - nie odbija się na powiece (za co ją uwielbiam). Zmywa się ciężko, musiałam zmienić produkt do demakijażu - moje ziołowe mleczko nie radzi sobie z nią tak jakbym chciała. Dodatkowy atut to cena - niecałe 20 zł na stronie drogerii StrefaUrody - kusi. 
Maybelline Lash Sensational

Jak widzicie rzęsy wyglądają o wiele lepiej na tym oku przy użyciu tej maskary. Jestem bardzo zdziwiona bo myślałam, że wynik porównania będzie odwrotny, kiedy zamawiałam te tusze. Rzęsy nie są perfekcyjnie rozdzielone, ale pięknie wydłużone i ładnie uniesione, a tego efektu oczekiwałam.


Na dzień dzisiejszy Maybelline zachwycił mnie na tyle, że do niego wrócę, kiedy tylko skończę opakowanie. 

Znacie któryś z tych tuszów? Który z nich skradł Wasze serce?

Maybelline Eraser Eye kontra CATRICE Camouflage

WSPÓŁPRACA BARTEROWA / PREZENT 


Maybelline Eraser Eye contra CATRICE Camouflage


Jeśli chodzi o korektory - to tak naprawdę używam ich od niedawna. Od kiedy pamiętam pod moimi oczami widoczne są zasinienia i nawet kiedy użyję samego podkładu, to je widzę. Postanowiłam poszukać czegoś, co pomoże mi zakryć chociaż w niewielkim stopniu sine ślady i zaczęłam przeglądać ofertę jednej z drogerii internetowych. Takim oto sposobem trafiłam na dwa korektory, które szczególnie zwróciły moją uwagę - nie tylko przez swój wygląd, ale i opinie, które czytałam na ich temat.



Tak więc dziś chciałabym porównać Wam te dwa kosmetyki, które sobie zamówiłam. Opowiem o cenie, opakowaniu i co najważniejsze - działaniu każdego z nich. Tak więc zapraszam Was do lektury!

Pierwszy korektor, to Maybelline Eraser Eye - wybrałam kolor Light, bo bałam się że medium będzie dla mnie za ciemny i... był to dobry wybór - fajnie stapia się z moją cerą.


Maybelline Eraser Eye kontra CATRICE Camouflage

Według producenta, to wszechstronny korektor, który idealnie maskuje cienie pod oczami, zasinienia, dopasowując się do skóry. Aplikator w formie gąbeczki przyjemnie rozprowadza produkt. 

Czytałam o nim bardzo dużo dobrych opinii w sieci - i to właśnie one sprawiły, że postanowiłam na niego się skusić. Zakrywa zasinienia? Czyli to coś idealnego dla mnie! 

Kiedy przyjechał do mnie - z zaciekawieniem zaczęłam go otwierać. Opakowanie wygląda bardzo ładnie - szklana, smukła buteleczka z bordowymi wstawkami - bardzo cieszy moje oko. Pod zatyczką znajduje się okrągła gąbeczka, która jest bardzo miła w dotyku. Zauważyłam jednak jeden minus - nie miałam pojęcia jak go używać :P Nigdzie nie znalazłam oznaczenia, że gąbeczkę wraz z tą bordową obręczą należy przekręcić. Gdy usłyszymy taki jakby "klik" na gąbeczce zaczyna pojawiać się kosmetyk. 


Maybelline Eraser Eye kontra CATRICE Camouflage

Już w tym momencie możemy zaaplikować korektor w wybrane miejsca. Jego konsystencja jest dość rzadka, ale nie wodnista. Podoba mi się forma aplikacji. Dzięki gąbeczce, możemy od razu wklepać korektor w skórę - który fajnie się z nią stapia i staje się praktycznie niewidoczny. Skóra pod oczami staje się gładka - mam wrażenie, że delikatnie wypełnia zmarszczki, jednak nie kulkuje się i nie zbija w tych miejscach.

Jak z jego kryciem? Wydaje mi się że krycie jest przyzwoite, na samym końcu tego wpisu pokażę Wam zdjęcie bez korektorów oraz z ich użyciem i będziecie mogli sami sobie porównać ich działanie. Z pewnością zasinienia są mniej widoczne - nie są tak fioletowe. Trzyma się na buzi całkiem długo - nie zauważyłam,  żeby ścierał się szybciej jak reszta makijażu. 


Drugi z korektorów, to CATRICE Camouflage - również w kolorze light ale już beige. 


Catrice Liquid Camouflage High Coverage Concealer Waterproof korektor korygujący w płynie jest produktem kryjącym, pomimo, że jest mocno napigmentowany korektor świetnie stapia się ze skórą. Stosowany pod oczy daje efekt rozświetlenia, niweluje zaczerwienienia oraz skutecznie zmniejsza widoczność cieni pod oczami. Nigdy więcej efektu zmęczonej twarzy!
Korektor w płynie Catrice posiada wygodny aplikator, lekką, kremową konsystencję co ułatwia precyzyjne i równomierne rozprowadzanie produktu. Delikatnie zastyga dzięki czemu nie rozmazuje się w ciągu dnia i nie ściera. Produkt długotrwały - wodoodporny.
Maybelline Eraser Eye kontra CATRICE Camouflage

Skusiłam się na ten korektor, bo byłam bardzo ciekawa jak sprawdzi się jakikolwiek produkt tej marki w moim przypadku. Słyszałam wiele dobrego o ich kultowym podkładzie, który mam zamiar wypróbować w przyszłości i to również było powodem, dla którego skusiłam się na ten produkt. 
Kosmetyk zamknięty w zwykłym opakowaniu - miałam już jakiś korektor, który łudząco przypominał ten - jednak nie byłam zadowolona z krycia. Tak więc do testów podeszłam z wielkim entuzjazmem. Szata graficzna zwykła, prosta - nie przyciąga spojrzenia jakoś szczególnie - ale nie musi. Dla mnie najważniejsze jest to, co kryje się w środku.
Po otwarciu naszym oczom ukazuje się pacynka, która wyjmuje z wnętrza trochę kosmetyku i fajnie rozprowadza go na twarzy. Lubię taką formę aplikacji korektorów - jest to chyba najczęstsza forma nakładania takich kosmetyków.
Maybelline Eraser Eye kontra CATRICE Camouflage
Kolor bardzo zbliżony do korektora Maybelline co mnie ucieszyło, bo mogę dzięki temu mieć lepsze porównanie. 
Ten ma jednak nieco gęstszą konsystencję - jednak nie jest to problemem i nie zasycha, zanim wklepię kosmetyk beauty blenderem. 
Krycie - wydaje się dobre. Z pewnością zasinienia są mniej widoczne. Podobnie jak poprzednik z tego wpisu, wypełnia również zmarszczki i różne bruzdy pod oczami - i również nie zauważyłam aby się zbijał czy kulkował. Trwałość też jest ok. Nie mam zastrzeżeń.

Obiecałam Wam, że pokażę Wam zdjęcia przed nałożeniem korektorów jak i po tym, tak więc poniżej wstawiam zdjęcia. 


Maybelline Eraser Eye kontra CATRICE Camouflage

Wiem, że zdjęcia nie są najlepsze, ale to co chciałam pokazać - widać. Na zdjęciu po lewej stronie na buzi nie mam użytych korektorów - po prawej - pod lewym okiem (z waszej prawej) mam korektor Catrice, a pod prawym Maybelline. Jak widzicie jeden i drugi poradził sobie z ukryciem zasinień. Niestety pod okiem prawym - mam pęknięte naczynko, które zawsze widać - nie ważne ile warstw bym nie położyła - ono i tak jest widoczne - tak więc tego nie bierzcie pod uwagę.
Jaki z tego wniosek? Miała być walka o pierwsze miejsce między tymi korektorami, ale śmiało mogę stwierdzić, że mają podobne działanie. Jeden i drugi fajnie chowa zasinienia, sprawia że wyglądam na bardziej wypoczętą i są dość trwałe. Nie kulkują się i nie ścierają przed demakijażem. Jedyne co je różni, to cena - jeden jest tani, drugi trochę droższy, co nie oznacza, że polecę Wam ten tańszy. Powiem tak - każdy kupuje kosmetyki z tej półki cenowej na którą go stać. Może też ktoś z Was ma większe zaufanie do jednej z nich - więc kierując się sympatią wybierze jedną, albo drugą. Jeśli masz sugerować się kryciem, to są podobne - tak więc który korektor wybierzesz - zależy tylko od Ciebie :)

Znacie te korektory? Jak się u Was sprawdzają? 


Instagram