Zatrzymaj wspomnienia na dłużej - Foto4u.pl

Zatrzymaj wspomnienia na dłużej - foto4U.pl

Jak mawiała moja babcia: "Kiedyś przyjdzie taki czas, że zostaną tylko fotografie"... W tamtym czasie nie do końca zdawałam sobie sprawę z tego jak prawdziwe są te słowa. Dziś, kiedy jej przy mnie nie ma, wiem, że całkowicie się z nimi zgadzam. W dzisiejszym wpisie, opowiem Wam o miejscu, które oferuje foto usługi w dobrych cenach. Zapraszam do dalszej lektury.


Aktualnie żyjemy w czasach, kiedy fotografia cyfrowa jest chyba najpopularniejsza. W czasie, kiedy byłam dzieckiem i nastolatką, odbitki były na porządku dziennym. Pamiętam, że na każde urodziny, święta czy wycieczki, kupowało się kilka klisz do aparatu i robiło się na nich zdjęcia. Emocje, które towarzyszyły podczas odbioru wywołanych odbitek od fotografa, sięgały zenitu. Nikt w tamtym czasie nie wiedział czy korzystnie wyszedł na danej fotografii. Ile było śmiechu, kiedy ktoś zrobił niefortunną minę czy miał czerwone oczy od odbijającej się w źrenicach lampie. Moje dzieci nigdy tego nie zrozumieją i trochę żałuję, że te czasy już się skończyły.

Aktualnie, wywoływanie zdjęć nie jest już takie modne jak kiedyś. W mojej rodzinie jednak, jest to tradycją i chyba do końca swoich dni będę korzystać z takich rozwiązań. Zdjęcia w komputerze niestety nie oddają uroku zatrzymywania wspomnień i nie oglądam ich tak często jak tych, które fizycznie mogę trzymać w dłoni. Dlatego, kilka razy w roku decyduję się na drukowanie odbitek, które mogę włożyć do albumu i wrócić do wspomnień w każdej chwili, w której mam na to ochotę.

Zatrzymaj wspomnienia na dłużej - foto4U.pl


Gdzie najkorzystniej wywoływać zdjęcia?

Jako, że mam doświadczenie w tym temacie, chciałabym Wam polecić miejsce, w którym trafiłam na najtańsze wywoływanie zdjęć. Na stronie Foto4u.pl tradycyjne odbitki zdjęć KODAK w formacie 10 x 15 cm kosztuje 15 gr. Byłam absolutnie zaskoczona ceną, ponieważ do tej pory płaciłam za nie średnio 29 gr, więc praktycznie dwukrotnie przepłacałam. W moim przypadku jest to bardzo duża kwota, gdyż wywołując zdjęcia decyduję się średnio na 150-200 zdjęć w tym formacie. Najczęściej też, decyduję się na zdjęcia wywołane na papierze KODAK, ponieważ ma niesamowitą jakość i z czasem nie traci na jakości. W przypadku odbitek jest to dla mnie niezwykle ważne - mam nadzieję, że albumy ze zdjęciami, które wciąż tworzę, będę mogła przekazać moim wnukom w przyszłości. Sama posiadam w domu albumy moich dziadków, więc wiem jak ważna jest jakość papieru.

Na stronie Foto4u.pl zamawianie odbitek jest niezwykle intuicyjne. Zdjęcia wysyłamy za pośrednictwem strony, wybieramy format zdjęć oraz rodzaj papieru. Realizacja zamówienia jest błyskawiczna, a gotowe zdjęcia trafią prosto pod twoje drzwi lub punktu odbioru, który sobie wybierzesz. Osobiście wybieram dostawę do domu, dzięki czemu zaoszczędzam swój cenny czas. Uważam, że odbitki online to cudowne rozwiązanie dla każdej osoby. Nie dość, że oszczędzamy przy tym wspomniany czas (nie musimy biegać do fotografa), ale i pieniądze przy każdej sztuce zamówionej odbitki. 

Sklep ten oprócz odbitek cyfrowych oferuje jeszcze inne foto-produkty. Znajdziecie w nim między innymi FotoObrazy, FotoPlakaty czy FotoKubki. Te produkty będą doskonałe na prezent dla takich sentymentalnych osób jak ja ;) Cieszę się jak dziecko z tego typu podarunków, bo patrząc na nie - przed oczami mam wspomnienia uwiecznione na zdjęciach. Myślę, że to doskonała forma na prezent dla matek, babć czy ... nauczycieli ;) Już niedługo Dzień Nauczyciela i myślę, że takie prezenty będą strzałem w dziesiątkę. Razem z rodzicami dzieci z klasy mojego syna będziemy zamawiać fotoPlakat dla wychowawczyni ze zdjęciem z wycieczki szkolnej. Myślę, że będzie zadowolona i ten prezent wywoła w niej masę pozytywnych emocji. 

Jestem ciekawa czy podobnie jak ja, korzystacie z wywoływania zdjęć? Lubicie mieć je fizycznie i stawiać w ramkach czy trzymać w albumach? Czy może jednak trzymacie je w najgłębszych zakamarkach swoich komputerów? Dajcie znać w komentarzu.

Podpatrzyłam u kogoś i kupiłam... Też tak miałaś? Kosmetyki, które mnie zainspirowały - NOTINO.pl

Podpatrzyłam u kogoś i kupiłam... Też tak miałaś? Kosmetyki, które mnie zainspirowały - NOTINO.pl

Wszyscy odnajdujemy się w normalnych, codziennych sytuacjach, w rzeczywistości, a nie we śnie. Są to okazje zwykłych dni, w których inspirujemy się innymi i normalnymi sytuacjami. Kiedy tęskniłeś za czymś tak bardzo, że musiałeś to mieć? I czy kiedykolwiek kupiłeś coś, co widziałeś u kogoś innego?

Nie wiem jak Wy, ale ciągle trafiam na reklamę w telewizji, która zainspirowała mnie do stworzenia tego wpisu. Jest to filmik stworzony przez Notino. Za chwilę pokażę Wam o której mowa, ale zanim to zrobię chcę Was trochę wprowadzić w temat. 

Jestem kobietą. Stosuję różne kosmetyki do pielęgnacji, makijażu czy perfumy. Często decyduję się na te sprawdzone, ale zdarza mi się inspirować produktami, które podpatrzyłam u kogoś. Jakiś czas temu pisałam Wam o perfumach, które goszczą w moim domu od lat. To wszystko za sprawą mojej cioci, którą tak bardzo lubiłam. Zawsze otaczał ją ten cudowny zapach i jest to wspomnienie, które budzi we mnie pozytywne uczucia i masę cudownych wspomnień. Dlatego też od dawna zamawiam sobie właśnie te perfumy. Jednak nie tylko one należą do kosmetyków "podpatrzonych". W tym wpisie chcę je Wam pokazać i trochę o nich opowiedzieć.

Na początek, wrzucam Wam obiecaną reklamę:



Jako właścicielka bloga, który jest typowo kosmetyczny, nie umiem przejść obojętnie obok produktów, które ktoś zachwala. Tym bardziej, jeśli osoby polecające są osobami z mojego bliskiego otoczenia. Wtedy mam pewność, że produkt jest sprawdzony i wart swojej ceny. Wspominam o cenie, bo najbardziej kuszą mnie kosmetyki markowe, luksusowe, z tej wyższej półki sklepowej. 

Patrząc na reklamę, którą Wam pokazałam, przypomniało mi się, że byłam w bardzo podobnej sytuacji, która przedstawiona jest w tym krótkim filmiku. Na jednym z wesel na którym miałam okazję się bawić, mój wzrok przykuła pewna dziewczyna. Miała tak nieskazitelną cerę, że nie było można od niej oderwać wzroku. Na twarzy nie miała żadnych przebarwień czy podrażnień i wyglądała bardzo świeżo i promiennie. Porównując ją z innymi kobietami bawiącymi się na weselu stwierdziłam, że ma po prostu tak zdrową skórę i pozazdrościłam jej. Podczas jednej z przechadzek do toalety zauważyłam, jak poprawia swój makijaż przy lustrze. I wtedy zobaczyłam, że to nie cera, a podkład z doskonałym kryciem, idealnie wtapiającym się w skórę. Oczywiście musiałam ją podpytać i wywiązała się z tego miła pogawędka. Dzięki niej, dowiedziałam się, że używa Lancôme Teint Idole Ultra Wear. Oczywiście, niedługo po tym weselu zamówiłam go i osobiście przetestowałam jego właściwości na sobie.

Lancôme Teint Idole Ultra Wear

Zapach tego podkładu jest bardzo intensywny i perfumowany. Tak jakby wewnątrz znajdowały się perfumy, a nie podkład do twarzy. Konsystencja jest idealna jak na taki produkt - nie jest zbyt gęsta, ani lejąca, więc z łatwością zaaplikujesz go na twarz pędzlem, gąbeczką czy palcami. Kolejna rzecz o której trzeba napisać to fakt, że podkład oksyduje - ciemnieje przynajmniej o jeden ton chwilę po tym jak nałoży się go na skórę. Jednak nie będzie to problem, bo podkład ma wiele odcieni do wyboru, a ten który pojawia się po oksydacji jest tym, który widzimy na wzorniku. Krycie ma bardzo dobre, ale stapia się z cerą tak, że nie tworzy efektu maski. Wygląda na twarzy naturalnie i świeżo, a przecież właśnie o to mi chodziło :) Dlatego też, ten podkład od pewnego czasu w mojej kosmetyczce jest obowiązkowy :)

Kolejny kosmetyk, który podpatrzyłam u kogoś to krem pod oczy Grown Alchemist Activate. Ten, stosowała moja teściowa i gołym okiem było widać różnicę w stanie jej skóry w tych okolicach. Po raz pierwszy zobaczyłam go u niej wiele lat temu, kiedy razem z mężem spędzaliśmy u niej noc. 

krem pod oczy Grown Alchemist Activate


Ten krem jest jak kojący kompres pod oczy - momentalnie redukuje opuchliznę i oko wygląda o wiele lepiej. Przy dłuższym stosowaniu skóra robi się jędrna, bardziej napięta, a naczynka które były kiedyś moją zmorą, stały się "niewidzialne". O tym kremie pisałam Wam już na moim blogu i jak będziecie chcieli, to poczytajcie co o nim pisałam.

Ostatnią inspiracją jest szminka Yves Saint Laurent Rouge Volupté Shine Oil-In-Stick. Nie pokażę Wam realnych zdjęć, bo właśnie na nią czekam ;) Podpatrzyłam na ustach u klientki mojej koleżanki i musiałam sobie zamówić widząc, jak prezentuje się na ustach tej pani. Ten błysk, ten kolor... cudo! Z pewnością wrócę do Was z jej recenzją jak pojawi się w moim domu. 


Yves Saint Laurent Rouge Volupté Shine Oil-In-Stick


Jak widzicie, poprzez inspirację kimś lub czymś możemy znaleźć perełki, które podbiją nasze serca na zawsze. Bardzo podoba mi się pomysł na kampanię NOTINO. Podejrzewam, że każda z nas, kobiet, kupiła kiedyś jakiś kosmetyk z polecenia czy zaciekawienia. Można podpatrzeć ciekawą szminkę czy podkład u kogoś na imprezie, dobry antyperspirant w szatni na siłowni czy piękne perfumy podczas spaceru, zakupów czy w pracy. Nie wstydźcie się pytać, nie bójcie się zaczepiać kogoś, kogo nie znacie, aby dowiedzieć się co takiego używa. To żaden wstyd. Wierzcie mi, że zaczepionym osobom będzie miło, iż z ich polecenia skusicie się na jakiś produkt. Mój mąż do dziś się gryzie, że nie zapytał znajomego o perfumy (wstydził się), a zapach "chodzi" za nim do dzisiaj i nie znalazł go jeszcze stacjonarnie, mimo, że bardzo by chciał. 

Jestem ciekawa czy kiedykolwiek zamówiliście coś, bo spodobało się Wam na kimś innym? Perfumy, szminki, kremy czy inne kosmetyki. Dajcie znać w komentarzu. Chętnie poznam Wasze historie. 

Cora Reilly "Złączeni zemstą" - recenzja książki

Cora Reilly "Złączeni zemstą" - recenzja książki

Seria "Złączeni" to bestsellerowe książki autorstwa Cory Reilly. Na moim blogu znajdziecie recenzje tych książek, a dziś dodaję kolejną z nich. "Złączeni zemstą", to piąty tom z serii "Born in Blood Mafia Chronicles". 


Na początku, jak zawsze, przedstawiam Wam opis ze strony wydawnictwa. Byłam mega ciekawa, co tym razem zaserwuje nam autorka i czy podobnie jak przy poprzednich tomach, będę zachwycona lekturą.

Piąty tom serii okrzykniętej najlepszą zagraniczną serią mafijną!

Był jej karą. Losem gorszym niż śmierć.

Nikt nie wie, jak naprawdę ma na imię. Mówią na niego Growl, ale za jego plecami nazywają go Bękartem. Na gardle ma bliznę, której pochodzenia nikt nie zna. W jego spojrzeniu nie ma nic ludzkiego. Bardziej przypomina zwierzę niż człowieka i nawet w szeregach mafii budzi strach.

Kiedy ojciec Cary okrada swojego szefa, bossa mafii w Las Vegas, drogi Cary i Growla się przecinają. Falcone oferuje Growlowi dziewczynę w podziękowaniu za jego usługi. I tak Bękart, który zawsze dostawał resztki, zostaje wyróżniony.

Cara jest jego i może z nią zrobić, co zechce.

Cora Reilly "Złączeni zemstą" - recenzja książki

Romanse mafijne stały się moimi ulubionymi książkami. Lubię, kiedy coś się dzieje. Wartka akcja, gorący romans; to coś, co sprawia, że nie mogę oderwać się od czytania. A moim zdaniem właśnie tak powinno wyglądać poznawanie dobrej książki - czas spędzony z nią musi pozytywnie na nas wpływać i kazać wręcz skończyć ją od razu po tym, kiedy się po nią sięga. Po zapoznaniu się z poprzednimi tomami z tej serii, na kolejne czekam z niecierpliwością, bo autorka w cudowny sposób tworzy swoje historie.

Cara jest kobietą z zaplanowaną przyszłością i narzeczonym u boku. Oczywiście, małżeństwo ma być zaaranżowane, a ona nie czuje do mężczyzny zupełnie niczego. W oczy rzuca się jej cnotliwość, czasem miałam wrażenie, że zachowuje się jak zakonnica i nie do końca pasowała mi ona do książki z mafią w tle. Sasza główna bohaterka, została oddana jednak w ręce najgroźniejszego i najlepszego zabójcy mafii - Growla. Stało się tak, ponieważ jej ojciec oszukał kogoś i zapłacił za to życiem, jednak jego śmierć, nie była wystarczająca, aby odpokutować swoje winy. Cara na widok Growla czuje niewytłumaczalne przyciąganie i zainteresowanie. Z drugiej strony jednak wie, że to nie jest osoba, z którą będzie mogła rozmawiać swobodnie i bez strachu. 

Growl, to człowiek straszny i nieugięty. Już sam jego widok przyprawia o ciarki, za sprawą licznych tatuaży i blizny na szyi - oznacza to, że otarł się o śmierć i nic nie jest w stanie go zatrzymać. Jeśli czytaliście moje poprzednie recenzje, to pewnie wiecie - że moje serce skradł Luca Vitello i byłam przekonana, że żadnego bohatera z tej serii nie polubię równie mocno jak Lucę. Po tym tomie jednak, śmiało mogę napisać, że polubiłam Growla tak samo, a może i nawet bardziej. Jest on bohaterem bardzo tajemniczym. Ogólnie mało się o nim dowiadujemy, jest cichy i małomówny. W tej książce, poznajemy bardzo dużo jego przemyśleń, a ten zabieg sprawia, że możemy poznać go z innej perspektywy. Mamy porównanie prawdziwego bohatera z tym, który jest ukryty w jego wnętrzu. Wychowano go na bezlitosnego, twardego mordercę, a w głębi duszy pojawia się w nim nutka ciepła i człowieczeństwa, co mnie w nim bardzo urzekło.

Ta książka mówi o walce z ukrytymi pragnieniami. Czytając ją, cały czas czułam napięcie, które z każdą kartką przybierało na sile. Oczywiście, znajdziecie też wątki erotyczne, które opisane są ze smakiem, więc nie będziecie czuć odrzucenia. Cały czas zastanawiałam się, co kryje się w środku Growla. Czy faktycznie jest tak zły do szpiku kości? Czy kryje w sobie jakieś tajemnice, które wyjdą na jaw? Jak Cara zmieni jego życie?

Autorka po raz kolejny pokazała, że trzyma poziom. Czytając jej książki, czuję w żyłach adrenalinę, a wszystkie wydarzenia przeżywam z bohaterami tak, jakbym była jednym z nich. To fantastyczne uczucie, dzięki któremu z niecierpliwością czekam na dzieła tej autorki. Czyta się je z przyjemnością i nie można się od nich oderwać. Historia zamknięta w tej części jest fantastyczna i cieszę się, że mogłam poznać Carę i Growla. Dziękuję Wydawnictwu NieZwykłemu za egzemplarz do recenzji i mam nadzieję, że następnym razem również będzie mi dane otrzymać tą szansę.

Jeśli podobnie jak ja jesteś fanką mafijnych klimatów, to ta seria z pewnością będzie czymś, co Cię zachwyci.

Znacie serię Born in Blood Mafia Chronicles? Jeśli nie, to zachęcam do tego z ręką na sercu.

Biżuteria - idealny prezent na wiele okazji

Biżuteria - idealny prezent na wiele okazji

Biżuteria, to zawsze dobry pomysł na prezent. Można ją podarować na wiele okazji takich jak dzień kobiet, dzień matki czy Boże Narodzenie. Dziś przychodzę do Was z wpisem, w którym znajdziecie inspiracje na prezent z różnych okazji.


Sklepów jubilerskich z każdym rokiem jest coraz więcej. Na co dzień utarło się, że po biżuterię wybieramy się do sklepów stacjonarnych. Coraz większą popularność, zdobywają jednak sklepy online i właśnie dziś przedstawię Wam kilka ofert ze sklepu https://markizasklep.pl/. Oczywiście, dopasuję oferty do okazji, na którą możecie podarować przedstawione inspiracje swoim bliskim.

Zaręczyny

Jest to ważny czas w życiu każdej pary. Oczywiste jest, że mężczyzna poszukuje pierścionka, który będzie podobał się jego wybrance. Po wielu latach znajomości, z pewnością zna jej gust więc z wyborem nie powinien mieć problemu. Jeśli nie - może skorzystać z rad, które otrzyma od najbliższych przyjaciółek wybranki lub sklepu jubilerskiego. Wybór pierścionków jest ogromny, a koszt waha się pomiędzy kilkaset a kilka tysięcy złotych. 

Biżuteria - idealny prezent na wiele okazji




Urodziny

Urodziny są również bardzo popularną okazją, na którą można kupić komuś biżuterię. Działa to w dwie strony. Można podarować ją zarówno kobiecie, jak i mężczyźnie. Wszystko zależy od upodobań osób, które mają być obdarowane. Kobietom najczęściej kupuje się kolczyki, naszyjnik lub bransoletkę, a mężczyznom łańcuszki, bransolety czy spinki do mankietów.

Biżuteria - idealny prezent na wiele okazji



Rocznica ślubu

Z tej okazji również często kupujemy biżuterię. Najczęściej są to pierścionki, wisiorki czy zestawy, które kobieta będzie mogła nosić niezależnie od okazji. To piękny prezent, który latami będzie służył użytkowniczce i przypominał o dniu w którym przysięgała miłość swojemu mężczyźnie.

Biżuteria - idealny prezent na wiele okazji




Dzień Matki lub Dzień Babci

Kolejna okazja na którą można podarować biżuterię. Tutaj świetnie sprawdzą się broszki, które są cudownym dopełnieniem wielu stylizacji, a jak wiecie - detale tworzą całość. Zarówno mamy jak i babcie z pewnością ucieszą się z takich prezentów.

Biżuteria - idealny prezent na wiele okazji

Chrzest Święty

Chrzciny wbrew pozorom są dobrą okazją na wręczenie biżuterii. Najczęściej kupowane są łańcuszki, zawieszki, srebrne obrazki grzechotki, łyżeczki czy buciki. Taka biżuteria, to doskonała pamiątka na wiele lat. 

Biżuteria - idealny prezent na wiele okazji



Biżuteria jest również dobrym prezentem na Boże Narodzenie, imieniny czy Dzień Kobiet. Możecie też ją podarować bez okazji, tak po prostu, aby zrobić przyjemność komuś bliskiemu. Osobiście, bardzo często wybieram tę formę prezentu moim bliskim. Zawsze cieszą się jak dzieci i zakładają biżuterię na wiele okazji, ale i na co dzień z czego ogromnie się cieszę.

Jestem ciekawa czy Wy również kupujecie takie prezenty swoim bliskim? Lubicie nosić biżuterię?

K.N. Haner "Zły czas" - przedpremierowa recenzja

K.N. Haner "Zły czas" - przedpremierowa recenzja

"Zły czas" K. N. Haner, to drugi tom z cyklu "Niebezpieczni mężczyźni" i swoją premierę ma 30 września tego roku. Dziś chcę Wam opowiedzieć o moich wrażeniach po jej lekturze więc zapraszam na przedpremierową recenzję.


Z twórczością Kasi spotkałam się po raz pierwszy kilka lat temu. W moim domu pojawiły się "Sny Morfeusza", które zamówiłam ze względu na tajemniczą okładkę. Po lekturze wiedziałam, że będę wierna autorce i od tamtej pory, każda jej nowa powieść, znajduje się w moich rękach. Na kontynuację "Złego miejsca" czekałam z niecierpliwością, bo właśnie taką ostrą odsłonę pisarki lubię najbardziej. 

Na początek mojej recenzji, jak zawsze podrzucam Wam opis książki ze strony wydawnictwa:

Nadchodzi bardzo ZŁY CZAS.

Wszystko, co mi się przydarzyło, było jak senny koszmar.

Trafiłam w sam środek mafijnego piekła.

Chwilowe poczucie bezpieczeństwa było dla mnie zgubne.

Wierzyłam, że David mi pomoże, ale on mnie oszukał.

Oboje kłamaliśmy Phixowi prosto w oczy. To nie mogło skończyć się dobrze.

Zostaliśmy ukarani. Największą karą dla mnie jest powrót do rzeczywistości.

Nie wiem, co robić, a muszę zmierzyć się z czymś, czego kompletnie nie rozumiem i nie znam.

Myślałam, że jestem nikim. Myliłam się.

Jestem Królową Koki i stoję przed największym wyzwaniem w życiu.

Polują na mnie najgorsi tego świata.

W tym mój mąż.

Phix.

Znalazłam się w złym miejscu i czasie, a tam był ON...

Mężczyzna, który mnie pokochał.

I znienawidził.


K.N. Haner "Zły czas" - przedpremierowa recenzja


Z książkami tej autorki jest tak, że kiedy tylko pojawią się w moim domu, to są od razu czytanie. Nie ważne, czy jestem w trakcie czytania czegoś innego, czy mam stos książek do nadrobienia. Te książki nie mogą czekać, po prostu nie. Egzemplarz do recenzji otrzymałam od samej autorki i wydawnictwa Editio Red za co ogromnie dziękuję i przyjechał do mnie wczorajszym popołudniem. Jak widać, nie mogłam zwlekać z czytaniem i dziś piszę Wam recenzję. Nie często zdarza mi się pisać "na gorąco", ale jak już to robię, to takie wpisy najlepiej mi wychodzą. Myślę, że jest to spowodowane tym, iż kumulują się we mnie te wszystkie emocje, które poczułam, czytając książkę.

A więc zaczynajmy....

Pamiętacie jak skończył się poprzedni tom  - "Złe miejsce"? Powiem tak - dość zaskakująco. A ten, zaczyna się jeszcze bardziej ciekawie. Nasza główna bohaterka - Blaire, zostaje znaleziona na wysypisku - naga i nieprzytomna. Budzi się w szpitalu i niewiele pamięta z ostatnich godzin swojego życia. Kobieta jest przerażona i nie wie, co tak naprawdę się wydarzyło i co stanie się w jej życiu. Okazuje się, że musi wrócić do swojego poprzedniego życia, którego tak bardzo nienawidziła. Musi wrócić do swojego ojca i pracy u jego boku. Do koszmaru, który zniszczył jej życie i duszę. Boi się i nie wie co ją czeka, a tak naprawdę, to dopiero początek...

Dlaczego Phix wyrzucił ją jak śmiecia? Dlaczego jej nie zabił? Co tak naprawdę się stało? 

W jej życiu pojawia się wiele zmian. Patrząc na nie z boku, można powiedzieć, że wpadła w niezłe bagno. Z jej perspektywy natomiast, wygląda to zupełnie inaczej. Kobieta ma mieszane uczucia - cieszy się, że uniknęła śmierci i może żyć, ale jednocześnie przeszywa ją strach. Wie, że Phix tak łatwo nie odpuści i będzie szukał zemsty, której ona tak bardzo się obawia. Musi stanąć przed podjęciem bardzo ważnej decyzji, a wybór ma tylko jeden. Ta decyzja ma odmienić jej życie. Czy Blaire podoła nowym zasadom i obowiązkom? Czy odnajdzie się w świecie, którym nigdy nie chciała się pojawić?

K.N. Haner "Zły czas" - przedpremierowa recenzja


Życie Blaire od początku nie było łatwe. Nienawidziła ojca, ale bała się go, czuła jakiś respekt i wykonywała swoje obowiązki, które często przekraczały jej granice. Granice wstydu, intymności i człowieczeństwa. Teraz, kiedy leżąc w szpitalu pojawia się u niej Liam - pracownik jej ojca - wie, że będzie musiała wrócić do tego piekła. Wie, że nie ma wyboru i próbuje się z tym pogodzić. Nie rozumie sytuacji w której się znalazła i usilnie próbuje sobie przypomnieć ostatnie wydarzenia w domu Phixa. Udaje amnezję, żeby mieć czas na przemyślenia, które pomogą jej wszystko sobie poukładać w głowie. Lekarze jednak nie stwierdzają u niej poważnych obrażeń i zostaje wypisana do "domu". 

Kobieta wraca do swoich obowiązków, które teraz wyglądają nieco inaczej. Czeka ją spotkanie z ważnym klientem, który czeka na swoje zamówienie. Było ono opóźnione i chciał wycofać się z transakcji. Kiedy kobieta dociera na miejsce, jest bardzo zestresowana i nie wie czy poradzi sobie w nowej sytuacji. Na domiar złego klientem okazuje się nikt inny jak Phix. Jak zachowa się Blair? Dlaczego Phix ponownie pojawia się w życiu kobiety? Jakie ma powiązania z jej ojcem?


K.N. Haner "Zły czas" - przedpremierowa recenzja


Przyznam, że autorka zaskoczyła mnie takim obrotem sytuacji. To, co dzieje się w tej książce przechodzi ludzkie pojęcie. Blair została rzucona na głęboką wodę, do świata, którego tak się boi i nienawidzi. Mimo strasznej przeszłości, kobieta musi iść dalej z podniesioną głową mimo, że wie, iż w każdej chwili może zginąć. W poprzedniej części pewne jej zachowania bardzo mnie irytowały, a tutaj poznałam jej drugie oblicze. Ta kobieta pokazała pazur, determinację i niesamowitą siłę, która w niej drzemie. 

Pojawienie się Phixa było miłym zaskoczeniem. Mimo, że to czarny charakter, to bardzo go polubiłam i po cichu trzymałam za niego kciuki. W tej części znajdzie się też David, przez którego nasza bohaterka miała mętlik w głowie i popełniła czynny, za które musiała zapłacić. Ukazuje się też Liam, który jest pracownikiem ojca Blaire i staje się jej sprzymierzeńcem. Co najlepsze, w tej części autorka przemyciła bohaterów ze swojej innej serii i ten zabieg bardzo mi się spodobał. Ostatnio zachwycałam się nad takim pomysłem w książkach Meghan March, a teraz Kasia popełniła to samo i ogromnie się z tego cieszę. 

Czytając tą książkę, zatraciłam się w pełnym przemocy, śmierci i krwi świecie. Razem z Blaire, przeżywałam wszystko, co tylko ją spotykało. A jak wspomniałam na początku - ona nigdy nie miała łatwo. Z zapartym tchem poznawałam wydarzenia kartka, po kartce i kiedy doszłam do końca, usiadłam i westchnęłam, bo Kasia przeszła samą siebie 😊

Ta opowieść jest niesamowita. Myślę, że z każdą książką autorka staje się coraz lepsza, a seria "Niebezpieczni mężczyźni" stanęła na podium razem z serią "Mafijna Miłość", która jest moją ulubioną. Wszystkie książki Kasi czyta się przyjemnie, ma ona lekki styl pisania, dzięki któremu czuję się, jakbym słuchała świetnej opowieści z ust mojej koleżanki, a nie czytała książkę. Sceny erotyczne są ciekawe i według mnie, nie są przesadzone. Słownictwo w niektórych momentach jest dość wulgarne, ale pasujące do danej sytuacji. Historie zamknięte w tych książkach są niesamowite i moim zdaniem K. N. Haner to niesamowity talent pisarski. Cieszę się, że takie perełki pojawiają się na naszym rynku wydawniczym i mam nadzieję, że jeszcze przez wiele lat będzie o niej głośno.

Na koniec chcę jeszcze raz podziękować Grupie Wydawniczej Helion oraz samej Kasi za egzemplarz do recenzji. Cieszę się, że kolejny raz, daliście mi szansę i wybraliście do grona recenzentów. To ogromne wyróżnienie i mam nadzieję, że kiedyś uda mi się dołączyć do zacnego grona patronatów medialnych, bo to moje małe, ale wielkie marzenie. 

Zamówiliście już swój egzemplarz? Czekacie na premierę tej książki? Dajcie znać w komentarzu - będzie mi bardzo miło :)



Instagram